Wysokie zainteresowanie tego typu publikacjami może mieć również związek z ożywieniem za sprawą pontyfikatu papieża Franciszka debaty na temat dopuszczenia do komunii osób żyjących w związkach niesakramentalnych czy ewentualnej korekty stanowiska Kościoła wobec antykoncepcji. To pokazuje, że nawet wówczas gdy wśród katolików nie ma jednomyślności w kwestii oficjalnych wypowiedzi magisterium związanych z etyką seksualną, ludzie noszą w sobie przekonanie (a nawet oczekiwanie), że sfera ta powinna być objęta przez refleksję religijną. Przekonanie to, jak sądzę, wynika m.in. z uznania, utrwalonego niewątpliwie w procesie socjalizacji i podczas katechizacji, że seksualność, jak mało który obszar ludzkiego życia, narażona jest na bolesne, nieraz niemożliwe do uleczenia, zranienia. I dlatego zachowania seksualne powinny być uporządkowane według dobrze przemyślanych zasad i wartości. Z tych właśnie przesłanek powstał zamysł podjęcia w miesięczniku tematu stosunku religii do seksualności.
Rodzimy się jako osoby obdarzone płcią, seksualność rozwija się w nas w toku dojrzewania. Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, jak na kształtowanie się naszego podejścia do seksu oddziałują czynniki biologiczne, a jak społeczno-religijne. Z pewnością jednak te ostatnie wywierają decydujący wpływ na to, czy człowiek osiągnie w erotycznym wymiarze dojrzałość i spełnienie. W kulturze Zachodu, w której tradycyjnie pojęte autorytet i nakazy w coraz mniejszym stopniu regulują zachowania, dojrzałość jest najlepszym sposobem, aby cieszyć się wolnością – również wolnością w przeżywaniu seksualności nie krzywdząc przy tym siebie i innych. Głośna ostatnio dyskusja na temat akcji #MeToopokazała, że zdobycze roku 1968 związane ze zwiększeniem przestrzeni ludzkiej wolności mogą mieć również swoje ciemne…