Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Życie seksualne katolików polskich

Żaden inny element papieskiego nauczania nie spotyka się z podobną skalą niezrozumienia, co wyrażony 50 lat temu w encyklice Humanae vitae zakaz stosowania sztucznych metod regulacji poczęć. Jak pokazują badania socjologiczne, jedynie 6% Polek odrzuca antykoncepcję z powodów religijnych.

Antykoncepcja nie jest oczywiście ani jedynym, ani najważniejszym elementem nauczania biskupów związanego z etyką seksualną. Z pewnością jednak stała się symbolem sporu, który od kilku dekad dzieli Kościół. Mówiąc w skrócie, to dyskusja między tymi, którzy chcą podtrzymać tradycyjne nauczanie szczegółowo regulujące życie wierzących, a tymi, którzy pragną dopuścić do większej indywidualizacji w moralnej ocenie różnych aspektów seksualności. Badania socjologiczne sugerują, że polscy katolicy masowo zgłosili akces do tego drugiego obozu.

Polski wyjątek?

Ne sposób pytać o stosunek katolików do nauczania dotyczącego zagadnień związanych z etyką seksualną bez szerszej perspektywy, uwzględniającej, ile osób w Polsce deklaruje się jako wierzący i jaki jest ich stosunek do prawd wiary oraz autorytetu Kościoła. Na progu transformacji rodzimi socjolodzy religii przewidywali szybką sekularyzację polskiego społeczeństwa, na podobieństwo tej, która ukształtowała współczesne oblicze Zachodu. Dość szybko jednak okazało się, że w porównaniu z innymi państwami europejskimi religijność Polaków, choć owszem stopniowo osłabia się, i tak utrzymuje się na wysokim poziomie. Czyżby więc Polska zasługiwała na miano chlubnego wyjątku na tle innych państw europejskich?

Tadeusz Szawiel, jeden z badaczy polskiej religijności, wyróżnia trzy czynniki, które przyczyniły się do spowolnienia zmian w praktykach religijnych Polaków. Po pierwsze, polska transformacja w niewielkim stopniu naruszyła więzi społeczne w mniejszych miastach i na wsiach. Najwyższy poziom religijnych praktyk odnotowuje się w diecezjach położonych w Polsce południowo-wschodniej: przemyskiej, rzeszowskiej, tarnowskiej, krakowskiej i bielsko-żywieckiej, gdzie w przeciwieństwie do diecezji ze ściany zachodniej, położonych na tzw. Ziemiach Odzyskanych, powojenne migracje utrzymywały się na dość niskim poziomie. Dla podtrzymania wiary religijnej kluczowym czynnikiem okazała się kontrola społeczna, silniejsza w małych społecznościach i rodzinach o wielopokoleniowej strukturze. Badania potwierdzają, że identyfikacja z Kościołem spada wraz z wykształceniem, zamożnością i wielkością zamieszkiwanego miasta. W najżywszych pod względem religijnych praktyk diecezjach Polski południowo-wschodniej ok. 60% ochrzczonych bierze udział w mszach św., podczas gdy w najbardziej zsekularyzowanych (m.in. w północno-zachodniej Polsce czy w Łodzi) – tylko nieco ponad 20%!

Drugim czynnikiem były sprawnie działające, przede wszystkim na poziomie parafialnym, instytucje kościelne. Nierzadko nie tylko pełnią one funkcje religijne, ale także stanowią centra życia społecznego: ośrodki działalności charytatywnej czy edukacyjnej. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w Polsce mamy jedną z najbardziej rozwiniętych w Europie sieci placówek edukacyjno-wychowawczych prowadzonych przez instytucje kościelne, a zwłaszcza przedszkoli i szkół.

Trzecim, być może najważniejszym, czynnikiem są lekcje religii wprowadzone do szkół w 1990 r. Choć oceniane negatywnie, jeśli chodzi o poziom wiedzy teologicznej, z jaką wchodzą w dorosłość absolwenci szkolnych zajęć, to w aspekcie statystycznym przyczyniły się one do podtrzymywania i pobudzania religijnych praktyk.

Do analizy Szawiela dodać można jeszcze tzw. czynnik papieski. Relatywnie długi, bo trwający prawie trzy dekady, pontyfikat Jana Pawła II wpływał na kształtowanie się poglądów i sposobu przeżywania wiary kilku pokoleń Polaków. Masowy charakter papieskich pielgrzymek przyczynił się do utrwalenia nawyków związanych z uczestnictwem w kościelnych obrzędach i wydarzeniach.

Mimo że poziom religijnych praktyk utrzymuje się w Polsce na wyższym niż w innych krajach poziomie, szereg danych pokazuje, iż w ostatnich latach proces sekularyzacji przyśpieszył. Według badań CBOS-u w ciągu dekady po śmierci Jana Pawła II (w latach 2005–2015) odsetek respondentów regularnie praktykujących zmniejszył się z 58 do 50%, a osób w ogóle niepraktykujących wzrósł z 9 do 13%. W ciągu dekady liczba osób praktykujących zmniejszyła się więc o 2 mln! Osoby niewierzące stanowią niewielką, ale rosnącą grupę (od 4% w 2005 r. do 8% w 2015 r.). Jeszcze niższe wyniki wykazały najnowsze badania Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego. Według ISKK w 2016 r. w niedzielnej Eucharystii uczestniczyło jedynie 36,7% katolików, a do komunii św. przystąpiło tylko 16%.

Tę statystyczną panoramę warto uzupełnić także oznakami rosnącej prywatyzacji religijności. Jeszcze w 2005 r. 66% Polaków deklarowało, że jako wierzący stosują się do wskazań Kościoła. Dziś twierdzi tak już zaledwie 39%. Przybyło (z 32% do 52%) natomiast tych, którzy odpowiadają, że wierzą na swój własny sposób (tworząc czasem zadziwiające mieszanki różnych przekonań, np. wiarę w zmartwychwstanie łączą z przekonaniem o prawdziwości idei reinkarnacji). Odsetek dorosłych Polaków, którzy uznają najważniejsze dogmaty Kościoła katolickiego, wynosi obecnie 35%. „Jeśli od tej grupy odliczymy tych, którzy wierzą w przynajmniej niektóre elementy wierzeń pozachrześcijańskich, to odsetek ten zmniejszy się do zaledwie 5%. Uważanie się za wierzącego, a nawet regularne uczestnictwo w praktykach religijnych nie dość, że często nie oznacza akceptacji wielu podstawowych prawd wiary, to nierzadko wiąże się z uznawaniem przekonań niezgodnych z nauczaniem Kościoła” – pisze Rafał Boguszewski w podsumowaniu badań CBOS-u przeprowadzonych dziesięć lat po śmierci Jana Pawła II

Sekularyzacja moralności

Głębszą zmianę niż w przypadku religijnych praktyk można dostrzec w innej kwestii. Okazuje się, że religia w coraz mniejszym stopniu kształtuje przekonania moralne osób deklarujących się jako wierzące i praktykujące.

Choć sekularyzacja religijności wciąż nie zachodzi u nas w szybkim tempie, obserwujemy gwałtowną „sekularyzację moralności”.

Jak podkreśla Krzysztof Kiciński, wyraża się ona głównie w przekonaniu, że w przypadku wyborów moralnych człowiek powinien przede wszystkim słuchać głosu własnego sumienia, nawet jeśli autorytety podpowiadają coś innego. Polacy w coraz mniejszym stopniu opierają swoje wybory na zewnętrznej ocenie, również gdy pochodzi ona od cenionych postaci czy instytucji. Przekonanie takie podzielają zarówno osoby, które określają się jako wierzące oraz regularnie praktykujące, jak i – a nawet w większym stopniu – te, które swój związek z Kościołem traktują bardziej symbolicznie, uczestnictwo w religijnych wydarzeniach uzasadniając względami kulturowymi.

Przybywa Polaków, którzy posiadanie jednoznacznych zasad moralnych uznają za pożądane, lecz dopuszczają, iż w pewnych sytuacjach można je uznać za nieobowiązujące. Większość badanych (57% według badań CBOS) sądzi, że rozstrzyganie o dobru i złu powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka. Prawie ¾ uważa, że religia nie musi uzasadniać słusznych nakazów moralnych. Przekonanie, iż wyłącznie ona może stanowić podstawę moralności, wyraża obecnie jedynie co szósty ankietowany, a katolickie zasady moralne za najlepszą i wystarczającą podstawę moralności uważa niespełna co piąty. Blisko połowa katolików (45%) chrześcijańskie zasady moralne uznaje w większości za słuszne, choć nie ze wszystkimi się zgadza. Tylko 39% opowiada się za koniecznością pewnej, niezależnej od jednostek, kodyfikacji zasad i w związku z tym ustalenia jasnych kryteriów dobra i zła. W tej grupie niemal taki sam odsetek stanowią ci, zdaniem których normy takie powinno stanowić prawo Boże (19%), i ci, którzy za źródło norm uznają społeczeństwo (20%).

Od 2005 r. wyraźnie zmalała liczba osób, które sądzą, że o tym, czym jest dobro, a czym zło, powinno decydować przede wszystkim prawo Boże, i zarazem znacząco zwiększyła grupa tych, którzy są przekonani, iż rozstrzyganie tej kwestii powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka. Nie dziwi więc tak bardzo fakt, iż większość katolików nie odczuwa dyskomfortu ani poznawczego dysonansu między własnymi przekonaniami na temat etyki seksualnej czy wizji intymnych relacji a konserwatywnym głosem biskupów.

Istotne jest, że polscy katolicy częściej uważają się za moralnych (średnia 7,29 na 10-punktowej skali) niż za religijnych (średnia 6,40). Oznacza to, iż moralność – jakkolwiek rozumiana – nie jest w wyrażanych opiniach ściśle i wprost wiązana z religijnością. Co wymowne, o ile w ciągu ostatnich niemal pięciu lat poziom deklarowanej przez Polaków moralności pozostał w zasadzie niezmieniony, o tyle średnia wartość na skali oceny własnej religijności zmniejszyła się. Moralność podlega widocznej sekularyzacji i rozluźnia swoje związki z przynależnością do Kościoła. Polska religijność wyraża się przede wszystkim jako przywiązanie do rytuału i wspólnotowych praktyk, a w coraz mniejszym stopniu jako zestaw przekonań etycznych i wyznawanych prawd wiary.

Koniec Polski Jana Pawła II?

Przy analizie dynamiki zmian w stosunku Polaków do religii i moralności, a w szczególności moralności seksualnej, warto zapytać o postawę pokolenia obecnych 30- i 40-latków, reprezentantów tzw. pokolenia JP2.

Nazwa „pokolenie Jana Pawła II” odnosi się do generacji urodzonej pod koniec lat 70., kiedy to Karol Wojtyła został wybrany na urząd biskupa Rzymu. Zwrot został po raz pierwszy użyty przez publicystów podczas Światowych Dni Młodzieży w Paryżu w 1997 r. Wcześniej pojawiało się sporo krytycznych głosów przewidujących, że młodzi zawiodą i że błędem jest organizacja wydarzenia w laickiej Francji, gdzie ludzie nie są zainteresowani Kościołem. Optymiści szacowali, że w wydarzeniu weźmie udział najwyżej 250 tys. osób. Tymczasem szansa spotkania z papieżem przyciągnęła aż 1,1 mln młodych z całego świata, w tym wielu z Polski. Uczestnicy tamtych ŚDM to osoby, które na świat przyszły w pierwszych latach pontyfikatu papieża Polaka. O nich właśnie mówiło się, że są przyszłością Kościoła i najlepszymi ambasadorami papieskiego nauczania na temat rodziny oraz etyki seksualnej.

Tymczasem według CBOS 77% Polaków akceptuje zapłodnienie in vitro, w tym ponad połowa także dla par niebędących małżeństwami. 63% akceptuje życie razem bez ślubu. 90% mówi „tak” edukacji seksualnej dla młodzieży, w tym 84% takiej, która uczy zapobiegania ciąży. Tylko 6% Polek odrzuca antykoncepcję z powodów religijnych.

W takiej reprezentatywnej grupie dorosłych obywateli część to właśnie przedstawiciele pokolenia JPII.

Mimo upływu ponad dekady od śmierci Jana Pawła II nie można twierdzić, że najważniejsze tezy jego nauczania na temat etyki seksualnej i rodziny są nieobecne w przestrzeni naszego katolicyzmu. Wielu polskich biskupów swoje wypowiedzi na temat etyki seksualnej niezmiennie opiera na dokumentach papieża. Polski Kościół dysponuje potężnymi narzędziami komunikacji społecznej, a zwłaszcza silnymi kościelnymi mediami, takimi jak np. „Gość Niedzielny”, który wciąż utrzymuje się w czołówce sprzedażowych zestawień. Tego typu ośrodki w większości wiernie oddają głos polskiego Episkopatu, a zwłaszcza wypowiedzi dotyczące rodziny czy właśnie etyki seksualnej. W większości mediów kościelnych natrafimy na artykuły dotyczące wyższości naturalnych metod planowania rodziny nad antykoncepcją sztuczną czy na materiały przygotowywane przez ruchy pro-life. Dlaczego zatem ten głos w znikomym stopniu wpływa na przekonania polskich katolików?

Nowa epokaByć może jednak powyższy sposób stawiania pytania o postawy katolików jest nietrafiony. Należałoby się bowiem zastanowić, czy wcześniej poglądy na temat zagadnień związanych z etyką seksualną były istotnie odmienne. Wraz z rozwojem nowoczesnej medycyny i coraz głębszą wiedzą o ludzkich relacjach świadome planowanie rodziny zyskiwało na znaczeniu. I choć stosowanie środków pozwalających na regulację poczęć może być wyrazem „antykoncepcyjnej mentalności”, o której tak chętnie mówią niektórzy biskupi, równie dobrze można je traktować jako przejaw odpowiedzialności za rodzinę i trwałość małżeńskiej miłości. Niewykluczone więc, że w badaniach statystycznych wychodzi na jaw rozbieżność przekonań między hierarchią a wiernymi, towarzysząca nam już od bardzo dawna, ale pozostająca jak dotąd bez wyraźnej artykulacji. Przekonanie, że mądre stosowanie sztucznej antykoncepcji jest dopuszczalne dla chrześcijan, w przeszłości nie było przecież aż tak rzadkie. Warto pamiętać, że rewolucja seksualna rozpoczęła się kilka dekad przed wynalezieniem pigułki antykoncepcyjnej i zmianami społecznymi, których symbolem stał się rok 1968. Jednym z ośrodków rewolucji okazała się Anglia, w której w trakcie epoki wiktoriańskiej seks traktowano jako temat tabu. Za sprawą wykształconych kobiet, angażujących się w działalność edukacyjną i przekazujących wiedzę na temat regulacji poczęć i świadomego rodzicielstwa, już lata poprzedzające wybuch II wojny światowej były czasem głębokich przemian społecznych. W odpowiedzi na dynamiczne zmiany społeczne i instytucjonalne w 1930 r. Kościół anglikański zwołał konferencję w Lambeth, której celem było wypracowanie stanowiska wobec regulacji poczęć. Wspólnota anglikańska, a w ślad za nią także inne wspólnoty protestanckie zaakceptowały antykoncepcję…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Bosko i przykładnie. Seks i religia