Subskrybuj
Absolwent politologii na UJ, b. pracownik Ambasady RP w Kuala Lumpur. W „Znaku” publikował m.in. reportaże z Azji Południowo-Wschodniej. Kazachstan odwiedził we wrześniu 2017 r.

Lasy Astany

EXPO 2017 miało umocnić wizerunek Kazachstanu jako kraju odważnie spoglądającego w przyszłość. Hasło przewodnie: „Energia Przyszłości” – wzbudziło kontrowersje, bo środkowoazjatyckiej republice daleko do miana zielonej gospodarki. Niemniej transformacja jest konieczna, żeby uporać się z problemami degradacji środowiska odziedziczonymi po ZSRR.

Wieża Bayterek – zwieńczona wielką złotą kulą, na której znajduje się odcisk ręki prezydenta – mierzy 97 m. Wysokość ma tutaj znaczenie symboliczne – w 1997 r. nastąpiło przeniesienie stolicy z Ałmat do Akmoły, dawnego Celinogrodu. Rok później zmieniono nazwę na obecną – Astana. Nie ma się co dziwić. Akmoła to po kazachsku „biały grób”, a Astana to „stolica”.

Pewna Kazaszka tłumaczyła mi, że o przeprowadzce do Astany zdecydowało niebezpieczeństwo trzęsień ziemi w Ałmatach. Wiadomo też, że lepiej, żeby stolica była w centrum, a nie przy granicy. W przypadku Kazachstanu miało to jednak szczególne znaczenie. Granica z Rosją liczy ponad 6 tys. km i nie wyznaczają jej żadne naturalne bariery wynikające z ukształtowania terenu. W końcu jest to dawna granica okręgów administracyjnych ZSRR. Co więcej, na początku lat 90. Kazachowie byli mniejszością w swoim kraju – w 1989 r. stanowili jedynie 40% ludności. To jedyny taki przypadek wśród posowieckich republik azjatyckich, gdy tytularna narodowość nie była większością. Obawy o separatyzm na północy, gdzie nadal mieszka dużo Rosjan – co pokazały przecież ostatnie wydarzenia na Ukrainie – nie były nieuzasadnione. Stąd przenosiny stolicy z położonych na południu, przy granicy z Kirgistanem, Ałmat do leżącej w centrum kraju Astany. Przeniesienie środka ciężkości państwowości na północ, bliżej wielkiego sąsiada, miało podkreślić, że elita kazachska za granicę swojego kraju uznaje tę, którą nakreślił sam Stalin. To forma geograficznego przypomnienia dla Rosjan, że Kazachowie dobrze się czują na terytorium, jakie odziedziczyli po ZSRR. Na razie nie tylko udaje się zachować integralność terytorialną, ale i budować państwo, które ma niemałe ambicje.

W 2012 r. zapadła decyzja, że Kazachstan zostanie organizatorem wystawy światowej. Tematem przewodnim była „Energia Przyszłości”, co oczywiście wywołało kontrowersje. Tylko 1% energii w Kazachstanie wytwarzany jest z wykorzystaniem źródeł odnawialnych. Niemniej wydarzenie reklamowano jako wkład do międzynarodowej dyskusji o zielonych technologiach i alternatywnych źródłach energii. Ambasada Kazachstanu w Waszyngtonie pisała, że „EXPO ma nadać impet transformacji kraju w zieloną gospodarkę”. W jednym z wywiadów szef komitetu organizacyjnego EXPO mówił: „Owszem, Kazachstan opiera się na nieodnawialnych źródłach energii. Ale obecny kryzys pokazuje, że nie jest to dobra droga. EXPO ma wykazać, że uważnie śledzimy, co się dzieje na świecie w tej kwestii”. Zeszłoroczna impreza miała jednak przede wszystkim zwrócić uwagę światowej opinii publicznej na ekonomiczne sukcesy środkowoazjatyckiej republiki. Efekty całej akcji okazały się niejednoznaczne, bo przypomniały też o ekologicznych klęskach, których doświadczył w ostatnich latach Kazachstan, i o jego niepewnej politycznej przyszłości.

 

Uran, węgiel, ropa

Kazachowie byli ludem koczowniczym. większe jednostki polityczne miały charakter efemeryczny, brak tutaj wielkiej rzeki, morza czy żyznych ziem (najbliże to uzbecka Dolina Fergańska). Pomimo niesprzyjającego klimatu i geografii, po burzy podbojów Mongołów, na przełomie XV i XVI w.

udało się skonsolidować władzę. Burunduk Khan czy Kasym Khan zarządzali państwem będącym w stanie wystawić do walki nawet 200 tys. konnicy. W pewnym momencie kontrolowali cały step rozciągający się między górami Ałtaju, Morzem Aralskim i Kaspijskim. Z początkiem XVII w. kraj znowu się rozpadł na pomniejsze ordy, walczące z kolejnymi przeciwnikami. Z Rosjan, którzy na początku XVIII w. zaczęli budować forty Omsk i Semipałatyńsk, będące bazami wypadowymi dla kolonizacji Azji Środkowej, uczyniono gwarantów spokoju. W 1848 r. już cały teren Kazachstanu znalazł się w carskim imperium. Rusyfikacja i skolaryzacja – paradoksalnie – rozpoczęły proces uświadamiania narodowego. Po zakończeniu wojny domowej w Rosji władza gładko przeszła w ręce Sowietów, którzy szybko zgasili aspiracje lokalnego rządu. Kazachska Socjalistyczna Republika Radziecka wykształciła się w 1925 r. z powołanej do istnienia pięć lat wcześniej Autonomicznej Kirgiskiej Republiki Radzieckiej. W 1936 r. stała się częścią ZSRR, w granicach znanych dzisiaj. Upadek imperium zaskoczył wszystkich, w tym Kazachów. Kazachstan późno więc ogłosił niepodległość – jako ostatnia poradziecka republika. Ku zdziwieniu wielu po latach okazało się, że Kazachstan jest wciąż niepodległym państwem, a wieloletni prezydent Nursułtan Nazarbajew – całkiem niezłym przywódcą. Udało się to m.in. dzięki bogactwom ziemi, ale te pozostają zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Obecnie Kazachstan jest największym globalnym eksporterem uranu; na jego obszarze znajduje się też 4% światowych zasobów węgla. Eksport ropy (dwie trzecie dochodów państwa!), rud metali i zbóż napędzały nieraz zawrotny rozwój – w 2006 r. gospodarka wzrosła o 10%. Budżet samych Ałmat, dawnej stolicy, jest dzisiaj większy niż wszystkich innych republik środkowoazjatyckich (z wyjątkiem Uzbekistanu). Kazachstan w 2014 r., jako pierwsza niebałtycka republika radziecka, wyprzedził (jak się okazało – tylko na rok) Rosję w statystyce PKB per capita. Ten mało spektakularny fakt dobrze pokazuje drogę, jaką kraj przebył od ogłoszenia niepodległości w 1991 r.

Jednocześnie Nazarbajew zmonopolizował system polityczny, z dnia na dzień z komunistycznego aparatczyka stając się Ojcem Narodu, krzewicielem dumy z ojczyzny i sprawnym gospodarzem.

Ceną za stabilność były eliminacja politycznej opozycji i ukształtowanie systemu autorytarnego – centralnie zarządzanego państwa z prezydentem na jego czele i pozorami demokracji. Symbolem obecnego systemu są wyniki wyborów prezydenckich. W ostatnich (2015 r.) Nazarbajew otrzymał prawie 98% głosów, przy ponad 90% frekwencji. To już jego piąta kadencja na tym stanowisku. Opozycję tymczasem skutecznie uciszono. Dysydenci albo przebywają za granicą, albo wywodzą się z establishmentu, czym nie budują sympatii wyborców. Najważniejszymi figurami w gospodarce są bliscy współpracownicy prezydenta i kolejnych premierów.

Mimo to udało się w środku stepu zbudować w miarę sprawnie zarządzane państwo i wprowadzić elementy wolnorynkowej gospodarki. Uniknięto biedy Kirgistanu, niestabilności Tadżykistanu i uzbeckiego zamordyzmu. Dlatego też opinia, że i w warunkach wolnych i równych wyborów Nazarbajew wygrałby w cuglach, ma solidne uzasadnienie w rzeczywistości.

Jednak oparcie gospodarki na surowcach naturalnych stanowi też źródło kłopotów. Krajowa koniunktura jest uzależniona od sytuacji na światowych rynkach, a gospodarka słabo zdywersyfikowana. Gdy w 2014 r. nastąpiło tąpnięcie na rynku cen surowców, kazachska waluta tenge straciła jedną piątą wartości. Kryzys pogłębiło również spowolnienie gospodarcze widoczne u głównych importerów: w Rosji i Chinach. Obecnie sytuacja jest stabilna, a na 2018 r. prognozowany jest wzrost rzędu ponad 2% w skali roku. Optymizmem napawa chińska wizja Nowego Jedwabnego Szlaku, pesymizm wywołuje jednak wizja globalnej wojny handlowej.

 

Zielona rewolucja?Rządowa strategia na 2050 r. zakładająca, że kraj dołączy do grupy 30 najlepiej rozwiniętych państw świata, jest bardzo ambitna. Przewiduje, że połowa energii będzie wtedy pozyskiwana z zielonych źródeł, a emisja gazów cieplarnianych zostanie zredukowana o jedną trzecią. Do 2020 r. ma powstać 13 elektrowni wiatrowych, 14 wodnych, cztery elektrownie słoneczne i jeden reaktor atomowy. Przytacza się też statystyki ONZ wskazujące, że potencjał energii wiatrowej w Kazachstanie dziesięciokrotnie przekracza obecne zapotrzebowanie na prąd. Według danych z 2015 r. 87% energii pochodziło z węgla, 12% – z energii wodnej, a mniej niż 1% ze źródeł alternatywnych. Zainicjowano jednak szereg projektów, które mają zintensyfikować partnerstwo publiczno-prywatne i dofinansować zielone przedsięwzięcia. Fundusz opracowany z Islamskim Bankiem Rozwoju zakłada pozyskanie kwoty 50 mln USD, a wsparcie ze strony Euroazjatyckiego Banku Rozwoju ma wynosić 110 mln USD. Szybkie tempo reform wymusza odziedziczona po ZSRR infrastruktura, która jest już stara i niewydolna – 85% elektrowni w kraju ma więcej niż 35 lat. Pomimo zwiększenia wydobycia ropy w 2017 r. po raz kolejny zaczęło jej brakować, a cena skoczyła do zawrotnych – jak na standardy Kazachstanu – 150 tenge za litr (ok. 1,60 zł). Paliwo trzeba było w konsekwencji sprowadzać z Rosji. Niewydolność systemu przejawia się i w innych obszarach. „Zwiększony popyt na energię elektryczną częściowo tłumaczy się organizacją EXPO” – wyjaśniał minister energii, który za to stwierdzenie otrzymał publiczną reprymendę od prezydenta. Według szacunków ogólne straty związane z odległościami, na jakich trzeba transportować energię, sięgają nawet 20%. Tymczasem wraz z bogaceniem się społeczeństwa popyt na prąd będzie rosnąć. Dywersyfikacja źródeł energii jest zatem koniecznością, ale też problemem: nie tyle finansowo-organizacyjnym, ile politycznym. Obecnie rząd utrzymuje niskie ceny energii, a próby zmniejszenia dotacji na ten cel spotkały się ze skutecznym oporem. Zielone technologie z pewnością okazałyby się o wiele droższe. Portal The Diplomat przytaczał słowa Nazarbajewa z 2014 r. ze spotkania z Putinem, w trakcie którego lider Kazachstanu miał powiedzieć: „Osobiście nie wierzę w tę całą energię z wiatru i słońca”. Można jedynie zgadywać, na ile było to politycznie motywowane oświadczenie, mające uspokoić ważnego partnera handlowego, będące przejawem…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wierzyć w naukę, (nie) wątpić w Boga