Dwudziestego piątego kwietnia 2018 r. CNN podało, że: „Atak na kościół w Nigerii spowodował śmierć 19 osób, w tym dwóch księży”. TVP.info donosiło 3 kwietnia: „Zamach w chrześcijańskiej dzielnicy miasta Kweta na zachodzie Pakistanu”. W ataku, do którego przyznało się tzw. Państwo Islamskie, zginęło czterech wiernych. Jeszcze gorzej było rok wcześniej na północy Afryki 2 6 maja 2017 r. tytuł na portalu wp.pl alarmował: „Atak na chrześcijan w Egipcie. 26 osób nie żyje”. Podobne przykłady można mnożyć.
Przykłady można mnożyć. Zalew takich informacji sprawia wrażenie, że istotnie chrześcijanie stali się głównym celem przemocy ze strony wszelkiej maści ekstremistów. O potrzebie obrony współwyznawców mówią nie tylko media, ale też politycy. Wizerunek chrześcijan jako „najbardziej prześladowanej wspólnoty religijnej na świecie” powtarza choćby najnowsza Strategia Polskiej Polityki Zagranicznej 2017–2022. Zanim przyjmiemy tezę Samuela Huntingtona o zderzeniu cywilizacji, warto przyjrzeć się temu problemowi bliżej. Ciekawy przykład stanowią w tym względzie Indie.
W dorocznym raporcie Open Doors pt. Światowy Indeks Prześladowań 2017 zwracano uwagę, że zjawisko prześladowań nasila się zwłaszcza w Azji, która zaczyna doganiać Bliski Wschód i Afrykę. „Tym, co uderzyło nas w tym roku, jest sytuacja w Azji – mówił przy okazji publikacji badań dyrektor Michel Varton. – Szczególnie powrót nacjonalistycznego hinduizmu czy buddyzmu, które za cel obierają sobie mniejszości, głównie chrześcijan”.
Krajem, gdzie zanotowano największy wzrost prześladowań w 2017 r., były Indie. Choć już w 2016 r. wspięły się po raz pierwszy na wysoką 16. pozycję, rok później zajęły miejsce 11. Mimo że nie zmieściły się w pierwszej dziesiątce niechlubnego rankingu, ich znaczenie jest niebagatelne. Choćby dlatego że mieszka tam zdecydowanie więcej chrześcijan niż łącznie we wszystkich krajach zajmujących gorsze pozycje w zestawieniu. W najbardziej opresyjnych Korei Północnej, Afganistanie czy Pakistanie wyznawcy Chrystusa to niewielka mniejszość. Tymczasem, jak informuje Open Doors, 39 mln z 64 mln indyjskich chrześcijan „cierpi z powodu ciężkich prześladowań”. Według komentarza w filmie zamieszczonym na stronie organizacji: „Zarówno presja społeczna, jak i przemoc wobec chrześcijan rosną. Nacjonalistyczny rząd Indii nie reaguje, aby powstrzymać ataki radykalnych hindusów na chrześcijan”. Czy tak jest na pewno?
Chrześcijanie św. Tomasza
Trudno dociec, na jakiej podstawie Open Doors podaje liczbę 64 mln chrześcijan w Indiach. Według ostatniego spisu powszechnego z 2011 r. w kraju tym żyje nieco ponad 28 mln osób wierzących w Chrystusa, o 4 mln więcej niż w cenzusie z 2001 r. Czyni to ich trzecią największą grupą wyznaniową po hindusach i muzułmanach. Ich odsetek w społeczeństwie od lat utrzymuje się na podobnym poziomie ok. 2,3%. Chrześcijanie są skupieni głównie w północno-wschodniej części Indii, w południowych stanach Kerala, Tamilnadu i Goa oraz rozproszeni po głównych ośrodkach miejskich całego kraju. W 3 z 29 stanów indyjskich (Meghalayi, Nagalandzie, Mizoramie) stanowią większość. Chrześcijaństwo w Indiach jest przy tym tak różnorodne jak cała tkanka społeczna tego wieloreligijnego i wielokulturowego kraju. I tak stare jak sama religia.
Kiedy Portugalczycy dotarli do Indii pod koniec XV w. z misją nawracania pogan, ku swemu zdumieniu odkryli, że chrześcijanie byli tam już od dawna. Pierwsi mieli osiedlić się w południowych Indiach jeszcze w czasach apostołów. Wedle powtarzanego uparcie mitu tym, który przyniósł wiarę w Chrystusa już w 52 r. n.e., był św. Tomasz Apostoł. Jego grób można do dziś oglądać w katedrze w Ćennaj (daw. Madras). Niezależnie od prawdziwości tej legendy od pierwszych wieków naszej ery docierali tam duchowni, kupcy i podróżnicy z Bliskiego Wschodu, którzy tworzyli istniejące do dziś Kościoły obrządku wschodniego.
Druga fala rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa wiąże się z okresem kolonialnym. Katoliccy Portugalczycy upodobali sobie szczególnie rejon Goa. Co ciekawe, ważną rolę odegrał w tym czasie Gaspar da Gama, Żyd z Poznania na służbie króla portugalskiego, przyjaciel Vasco da Gamy, a jednocześnie pierwszy Polak podróżujący po Indiach. Swoje misje w Indiach rozwijali w kolejnych latach jezuici (choćby Franciszek Ksawery), franciszkanie, dominikanie, wysłannicy władców francuskich, holenderskich czy hiszpańskich. Pod wpływem Europejczyków część lokalnych chrześcijan przyjęła zwierzchnictwo papieża. Tak powstały ważne do dziś Kościoły katolickie: syromalabarski i syromalankarski.
W kolejnych latach pałeczkę chrystianizacji przejęli misjonarze protestanccy – najpierw z Imperium Brytyjskiego czy Niemiec, a od XIX w. z USA. To dzięki ich działalności chrześcijaństwo zadomowiło się w stanach północnych. Biblia była pierwszą książką zapisaną w języku Nagów – wojowniczego plemienia łowców głów. Pod wpływem baptystów porzucili pogańskie rytuały, a włócznie zamienili na gitary, które są dziś nieodłącznym elementem nabożeństw. Swoje misje prowadził też nadal Kościół katolicki, którego współczesną najlepiej znaną twarzą jest św. Matka Teresa z Kalkuty (a tak naprawdę z Albanii). Wizyty papieża Jana Pawła II w Indiach w 1986 i 1999 r. gromadziły na uroczystościach setki tysięcy ludzi.
Zagrożenie nacjonalizmem
Założeniami ustrojowymi Indii są świeckość państwa i tolerancja religijna. Nie oznacza to jednak, tak jak w modelu francuskim, rugowania religii z przestrzeni publicznej, ale raczej danie wszystkim wyznawcom równych praw. Konstytucja gwarantuje w art. 25. „wolność sumienia i prawo każdego do wyznawania, praktykowania i propagowania religii”. Choć 80% mieszkańców Indii to hindusi, hinduizm nie pełni funkcji religii państwowej. Nauczanie religii w szkołach publicznych jest zakazane. Oficjalnym świętem i dniem wolnym od pracy są tak Boże Narodzenie i Wielkanoc, jak dzień urodzin Buddy, Guru Nanaka (założyciela sikhizmu) oraz kilka świąt muzułmańskich i hinduskich. Dyskryminacja ze względu na wyznanie jest zakazana. Nie bez powodu hasło Indii, podobnie zresztą jak Unii Europejskiej, to: „Jedność w różnorodności”.
Chrześcijaństwo jest jedną z sześciu religii (obok islamu, buddyzmu, sikhizmu, zoroastrianizmu i dżinizmu), które mają oficjalny status mniejszości, co daje m.in. dostęp do rządowych programów wsparcia. Przedstawiciele tych grup współtworzą Narodową Komisję ds. Mniejszości, która może np. prowadzić dochodzenia wyjaśniające przypadki dyskryminacji religijnej. Całością spraw związanych z różnymi denominacjami i obroną ich praw zajmuje się oddzielne Ministerstwo ds. Mniejszości. Jednocześnie 8 z 29 stanów indyjskich ogranicza możliwość zmiany wiary, zwłaszcza jeśli jest ona dokonywana pod wpływem „przymusu”, „zachęt” lub „oszustwa”. Przykładowo: za zmuszenie kogoś do konwersji w stanie Gudżarat można pójść do więzienia na trzy lata i zapłacić 50 tys. rupii (ok. 780 USD) grzywny, a w Himaczal Pradeś na dwa lata więzienia i / lub zapłacić 25 tys. rupii (390 USD).
Tyle zakłada teoria. W praktyce, jak w każdym kraju, znajdą się też tacy, którym wielokulturowość się nie podoba i którzy dążą do religijnej oraz etnicznej uniformizacji. W Indiach przybiera to szafranowy kolor ideologii hindutvy – hinduskości. Jej wyznawcy chcieliby „Indii dla hindusów”. Skupieni w radykalnych organizacjach, takich jak Narodowy Korpus Ochotników (Rashtriya Swayamsevak Sangh – RSS) czy Bajrang Dal, oskarżają zgromadzenia chrześcijańskie m.in. o masowe konwersje hindusów, co miałoby zagrażać tożsamości kraju. Przykładowo, organizują specjalne rytuały Ghar Wapsi, czyli „powrotu do domu” – rekonwersji na hinduizm, oraz kampanię Bahu Lao, Beti Bachao nawołującą hinduskich mężczyzn do poślubiania niehindusek, by przyciągnąć je do swojej wiary.
Na ideologię hindutva większą uwagę zwrócono w 2014 r., kiedy władzę w kraju przejęła Indyjska Partia Ludowa (Bharatiya Janata Party – BJP) powiązana z RSS. Od tego czasu presja na mniejszości rośnie. Potwierdza to siostra zakonna Maria, którą spotkałem w lutym 2018 r. w drodze z chrześcijańskiego Meghalaya do hinduskiego stanu Assam, gdzie pełniła posługę w miejscowym więzieniu. „Od kilku lat czujemy wzrost społecznej presji i trudniej się nam pracuje. Nie chodzi jednak o specjalną politykę rządu, ważniejsza jest zmiana atmosfery, która rozzuchwala młodzież o skrajnych poglądach do uprzykrzania nam pracy. Młodzi ludzie boją się do nas przychodzić. Religia jest jednak tylko pretekstem do załatwiania swoich spraw i konfliktów” – opowiadała.
W II poł. 2014 r. nastąpiła fala aktów wandalizmu i podpaleń kościołów w Delhi. Także w innych regionach kraju częściej zdarzają się ataki na świątynie, chrześcijańskie szpitale, szkoły czy parafie, zakłócenia nabożeństw oraz świąt. Czasem policja, zamiast aresztować sprawców, zatrzymuje chrześcijańskie ofiary pod zarzutem przeprowadzania konwersji. Tak było choćby w grudniu 2017 r., kiedy grupa nacjonalistów pobiła kolędników w mieście Aligarh, a policja zatrzymała kolędników pod zarzutem prozelityzmu, czyli dążenia do pozyskania nowych wyznawców. Na rosnące kłopoty, zwłaszcza ekonomiczne, wskazuje też ksiądz anglikański Talim sprawujący posługę w wiosce na południu protestanckiej Meghalayi: „Trudniej nam teraz materialnie. Zmiana prawa o otrzymywaniu finansowania z zagranicy komplikuje gromadzenie środków”.
Istotnie od 2010 r. w Indiach obowiązuje specjalna ustawa regulująca otrzymywanie datków z zagranicy. Zabrania tego typu finansowania na działania uznane za „szkodzące interesowi narodowemu”. Ograniczenie dostępu do zagranicznego źródła kapitału w 2017 r. zmusiło do zakończenia działalności w Indiach jedną z większych organizacji chrześcijańskich: Compassion International, która była oskarżana o dokonywanie konwersji na chrześcijaństwo. Prawo to nie zostało jednak wprowadzone, by specjalnie uderzyć w instytucje religijne, ale by ograniczyć finansowanie międzynarodowych NGO-sów ekologicznych (np. Greenpeace’u) i broniących praw człowieka, których działalność hamowała strategiczne inwestycje.
Reakcje władzChoć mowa nienawiści zdarza się w przypadku lokalnych polityków czy aktywistów BJP, premier Indii…