Niedawno był u mnie Karl Barth. Przyszedł powiedzieć, że żywi do mnie nieszczęśliwą miłość i chciałby dojść ze mną do porozumienia”[1] – te słowa Erik Peterson napisał we wrześniu 1922 r. w liście do Theodora Haeckera (tłumacza Sørena Kierkegaarda i kard. Johna Henry’ego Newmana na język niemiecki). Peterson, późniejszy konwertyta, koresponduje z Haeckerem, wówczas już konwertytą z protestantyzmu na katolicyzm. Niemiecka teolożka, edytorka dzieł Petersona, Barbara Nichtweiß wyrażenie „nieszczęśliwa miłość” (unglückliche Liebe), zaczerpnięte z powyższego cytatu, trafnie wybiera na motto podsumowujące szczególną intelektualną relację, która połączyła Erika Petersona i Karla Bartha na ponad 40 lat. W korespondencji tych dwóch wybitnych niemieckich teologów protestantyzm, katolicyzm, konwersja, teologia i przyjaźń zbiegają się i supłają w trudny do rozerwania węzeł.
Spotkanie i jego okoliczności
Barth i Peterson poznali się w Getyndze w semestrze zimowym 1921/1922. Barth był już wówczas teologiem niezwykle popularnym i wpływowym. O jego kontrowersyjnym Der Römerbrief z przełomu lat 1918 i 1919 szeroko dyskutowano na niemieckojęzycznych wydziałach teologii. Do druku złożona została już także druga wersja tej pracy (opublikowana na przełomie 1921 i 1922 r.), która uczyniła później w środowisku kościelnym wiele fermentu. Komentarz do Listu św. Pawła do Rzymian, dzięki któremu Barth szturmem wszedł na teologiczne salony, stanowił ostrą krytykę XIX-wiecznego protestantyzmu flirtującego z modernistyczną filozofią i kulturą mieszczańską. Autor domagał się w nim powrotu do diastazy, czyli uznania fundamentalnej różnicy ontologicznej pomiędzy Stwórcą a stworzeniem, która uniemożliwia chrześcijaństwu pójście na kompromisy z doczesnymi ideologiami.
Uniwersytet w Getyndze zaoferował Barthowi tytularną profesurę. Zgodnie z ustaleniami Barbary Nichtweiß prawdopodobnie 27 stycznia 1921 r. w czasie rozpatrywania jego kandydatury na tamtejszej uczelni dwaj teologowie spotkali się osobiście po raz pierwszy. Peterson był wówczas skromnym, ukrytym przed oczami wielkiego świata docentem prywatnym. Po uzyskaniu habilitacji z powodzeniem zajmował się w Getyndze starożytną historią Kościoła i światem pierwszych chrześcijan. Jego badania historyczne nie były jednak pozbawione głębszych, teologiczno-filozoficznych ambicji. Najsłynniejsze dzieło dopiero przed nim: Der Monotheismus als politisches Problem (Monoteizm jako problem polityczny) – ukazało się ono w roku 1935, a zasłużoną sławę zdobyło właściwie już po śmierci autora. Peterson, analizując wykuwanie się w starożytności dogmatu Trójcy Świętej, bronił w nim tezy, iż polifoniczna koncepcja bóstwa uniemożliwia chrześcijaństwu przeprowadzenie łatwej analogii pomiędzy jedynowładztwem Boga w świecie i monarchy w państwie. Praca ta miała więc wymiar antykonstantyński, a w roli czarnego charakteru obsadzony został Euzebiusz z Cezarei. Ówczesny czytelnik słyszał jednak w tekście przede wszystkim silną nutę antyhitlerowską. Dziś Peterson przywoływany jest bardzo chętnie w kontekście postsekularnych dyskusji o możliwości ugruntowania świeckiej polityki w tradycji religijnej.
Barth i Peterson byli zgodni w sprawie poważnego kryzysu, który dotknął mieszczański liberalny protestantyzm.
W listach wymieniali często uwagi dotyczące „przezwyciężenia rozszczepienia na Kościół i ewangelię, na teologię i ewangelię” (s. 311, 313). Równie często jednak ostro polemizowali w sprawach fundamentalnych dla samorozumienia teologicznej tradycji Lutra i Kalwina. Peterson chciał owo bolesne zdwojenie przezwyciężyć, Barth uważał zaś, że jego obowiązkiem jako protestanta jest znosić je wytrwale.
Te rozbieżności poprowadziły ich w przeciwnych kierunkach: Peterson przeszedł do Kościoła rzymskokatolickiego, Barth stał się zaś najpoważniejszym ideowym reformatorem zmurszałej protestanckiej struktury. Obu za kilkanaście lat połączy również zdecydowany sprzeciw wobec nazizmu, a tym bardziej wobec prób zespolenia go z doktryną chrześcijańską.
Czas konwersji
Droga do konwersji Petersona nie była wcale krótka i prosta. Pewną rolę odegrały na niej także uczuciowe perypetie w życiu młodego teologa. W Boże Narodzenie roku 1923 jego bardzo bliska przyjaciółka Anne Reinach przeszła na katolicyzm. Chyba trochę w odpowiedzi na to wydarzenie, zraniony, postanawia nagle zaręczyć się ze swoją studentką Elisabeth Beuscher. W liście do Bartha z wyraźnym resentymentem charakteryzuje ją na tle Anny Reinach jako „zdecydowanie mniej religijną i wyraźnie antykatolicką” (s. 487). Związek nie przetrwał jednak nawet kilku miesięcy. Barth nieświadomy jeszcze kruchości owych zaręczyn 5 lutego 1924 r. w liście do przyjaciela Eduarda Thurneysena wyraźnie okazywał z ich powodu radość, a nawet pozwolił sobie na kilka złośliwości pod adresem rzymskiej rewerencji wobec celibatu: „katolicy, którzy sądzili, że już go [Petersona – przyp. M.P.] mają, są z tego powodu bardzo smutni” (s. 205). Być może owe nieudane zaręczyny Petersona były rozpaczliwą próbą odrzucenia katolickiej pokusy, która coraz wyraźniej rysowała się na horyzoncie.
Peterson, po kilkuletnich wahaniach, czy nie zostać katolickim księdzem, ożenił się dopiero w 1933 r., już po dokonaniu konwersji, przebywając na emigracji w Rzymie. Złośliwi dopowiedzą: ożenił się na swoją zgubę. To małżeństwo bowiem i późniejsza konieczność zapewnienia pięciorgu dzieciom chleba i dachu nad głową zniweczą teologiczną karierę Petersona. Kruczowłosa Włoszka, córka urzędnika państwowego i współpracownika watykańskiego „L’Osservatore Romano”, Matilde Bertini zostanie przez Petersona postawiona wyżej niż profesura w zakresie katolickiej teologii w Rzymie. Chociaż czy rzeczywiście tak było?
Peterson nie był chyba w pełni świadomy, że Kościół katolicki ze względów propagandowych chętnie przygarnie konwertytę, ale teologiczne katedry – zwłaszcza prestiżowe – zapewnia jedynie celibatariuszom.
Trudności materialne oraz zawiedzione nadzieje uzyskania pomocy stają się po pewnym czasie jednym z głównych tematów jego korespondencji. Peterson pyta przyjaciela, czy ten nie miałby możliwości zorganizowania…