Subskrybuj
Dr hab., teolożka ewangelicka, biblistka, związana z Chrześcijańską Akademią Teologiczną w Warszawie, ostatnio opublikowała Oczekując miłosierdzia. Komentarz strukturalny do Listu św. Judy (wspólnie z ks. M. Rosikiem). W druku znajduje się zaś Głosząc przyjście Pana. Komentarz strukturalny...

Słowo Boże w pieluchach

Odczytywanie wyimka z Biblii jako woli Bożej oznacza postawienie znaku równości pomiędzy Pismem św. a słowem Bożym. Uproszczenie to okazuje się bardzo atrakcyjne. Pojawia się w każdym autorytarnym wystąpieniu, w którym cytat biblijny służy jako oręż przeciw myślącym inaczej. To jednak przejaw intelektualnego lenistwa

Współcześnie niemal na każdym kroku – na stronach internetowych, w mediach społecznościowych, w kalendarzach chrześcijańskich – można spotkać niedługi, wpadający w pamięć cytat biblijny traktowany jako „słowo Boże na dziś” czy „słowo Boże dla ciebie / dla mnie”. Niekiedy pojawiają się całe zbiory biblijnych wyimków: dla chorych, samotnych, kobiet, mężczyzn, matek, ojców albo „11 cytatów z Biblii, które pomogą ci przestać się martwić”, a nawet „Cytaty z Pisma św., które otworzą cię na duchowy pokój przed snem”.

Powstać może wrażenie, że Biblia to zbiór uniwersalnych aforyzmów na każdą okazję.

Cechą charakterystyczną takich haseł na każdy dzień i każdą okazję jest ich wyrywanie z kontekstów macierzystych i rekontekstualizacja –odczytywanie w nowych warunkach, z nową interpretacją, opartą najczęściej na jednostkowych doświadczeniach czytającego.

Ten ostatni czynnik jest zresztą często uwzględniany przy podawaniu cytatów: „Nie jesteś w nastroju? Kolejny dzień z rzędu coś się nie udało? Właśnie mamy dla Ciebie cytaty, które mogą podnieść Cię na duchu” – można przeczytać na portalach typu Aleteia czy Deon, gdzie zamieszczono też wspomniane „11 cytatów, które pomogą ci przestać się martwić”. Zjawisko umieszczania pozbawionych kontekstu cytatów w przestrzeni publicznej oraz ich quasi-personalizacja jest na tyle powszechne, że dziś nie sposób przypisać mu jakiegokolwiek konfesyjnego oblicza. Wypływa z ogólnochrześcijańskiego pragnienia, aby codziennie lub w szczególnych życiowych sytuacjach usłyszeć słowo Boga przemawiającego za pośrednictwem Pisma św.

Zaczęło się w Herrnhut

Źródeł tej ponadwyznaniowej dziś popularności i aforystycznego charakteru „słowa Bożego dla każdego i na każdy dzień” należy najprawdopodobniej szukać w teologii i praktyce luterańskiego pietysty – hr. Mikołaja Ludwika von Zinzendorfa, założyciela wspólnoty braci morawskich w Herrnhut. Przywiązywano tam wielką wagę do tego, aby życie społeczności świadomie umieszczane było w kontekście słowa Bożego. Dlatego każdego dnia spotykano się na czytaniu i rozważaniu Pisma św. – głównie w aspekcie komunitarnym i akonfesyjnym (wspólnota miała charakter ekumeniczny), koncentrując się na tych elementach, które pozwalają żyć w harmonii i braterskiej miłości. Kwestie doktrynalne miały znaczenie drugorzędne. Ważna była żywa relacja wspólnoty z Bogiem. Aby to wspólnotowe doświadczenie stało się też zindywidualizowane, a przez to nabrało charakteru bardziej egzystencjalnego, Zinzendorf od 1728 r. zaczął podawać hasła biblijne (tzw. Losungen), które każdego dnia powinny towarzyszyć wiernym. Wierni kontemplowali je i aktualizowali, odnosząc do życia społecznego, do własnych doświadczeń i życia.

Początkowo hasła codziennie przekazywano sobie ustnie. W 1731 r. po raz pierwszy ukazał się drukiem zbiór cytatów na każdy dzień roku. Towarzyszyło temu również hasło roku: „Z łaski Pana nie zginęliśmy jeszcze, ponieważ Jego miłosierdzie nigdy nie ustaje! Każdego ranka objawia się na nowo” (Lm 3, 22–23)[1]. Jak głosi wstęp do tej publikacji, cytaty wybrano w sposób losowy. Ale nie wszystko i nie zawsze pozostawiano przypadkowi. Zinzendorf do śmierci (rok 1760) przygotował ponad 1800 tekstów ze Starego Testamentu przeznaczonych na hasła. Zadbał o to, aby były one w miarę uniwersalne albo możliwe do aktualizacji i uniwersalizacji poprzez metaforyczną lub typologiczną interpretację. Najczęściej więc miały charakter egzystencjalny i / lub pobożnościowy. Po śmierci Zinzendorfa zwyczaj wyznaczania hasła biblijnego na każdy dzień nie tylko się utrzymał[2], ale też ewoluował. Z jednej strony pozostawiono, a nawet wyeksponowano charakterystyczny element poprzedzonego modlitwą losowania. Akcentowano w ten sposób przekonanie, że Bóg wciąż za pośrednictwem swojego spisanego słowa przemawia do człowieka, a Pismo św. daje temu żywy wyraz (vivavox). Z drugiej strony starano się przeciwdziałać niebezpieczeństwu odczytywania hasła w oderwaniu od jego kontekstów, od przesłania całej Biblii i aktualizowania go w duchu absolutyzacji, a nawet bibliomancji.

Wyroczki vs absolutne wyroki Boże

Jak żywe były to niebezpieczeństwa, świadczy popularna do dziś w środowiskach ewangelickich anegdota odwołująca się do funkcjonującej od XVIII w. pietystycznej praktyki zwanej Däumeln (od niem. Daum – kciuk). Polega ona na losowym umieszczaniu kciuka w Biblii i odczytywanie tak wskazanego fragmentu tekstu jako absolutnej woli Bożej.

Wierny otwiera Biblię i odczytuje zaznaczony kciukiem tzw. wyroczek: „Potem poszedł i się powiesił” (Mt 27, 5). Przerażony tą wizją, jeszcze raz sięga po Biblię i wskazuje kciukiem kolejny fragment: „Idź i czyń podobnie” (Łk 10, 37). Nie dowierzając jeszcze, że ma tak postąpić, po raz trzeci otwiera Biblię i czyta: „Co masz uczynić, uczyń szybko” (J 13, 27). Niewiele brakuje, aby anegdota zamiast uśmiechu budziła grozę.

Strach pomyśleć, co mogłoby się wydarzyć, gdyby wierny wylosował np. tekst z Sdz 19, 24–25, a następnie Sdz 19, 29 i rzeczywiście potraktował nakaz gwałtu i opis poćwiartowania ciała zgwałconej kobiety jako życzenie Boga, które należy wypełnić.

Odczytywanie wyimka z Biblii jako absolutnej woli Bożej oznacza w istocie postawienie znaku równości pomiędzy Pismem św. a słowem Bożym, bez wikłania się w subtelności typu: słowo Boże znajduje się w Piśmie św. czy Pismo św. zawiera wyłącznie słowo Boże. Uproszczenie to okazało się bardzo atrakcyjne. W różnych wariantach i odsłonach występuje do dziś, i to nie tylko w protestanckich wspólnotach fundamentalnych. Pojawia się w każdym autorytarnym wystąpieniu, w którym cytat biblijny służy jako oręż przeciwko myślącym inaczej. Atrakcyjność ekwiwalencji Pismo-słowo polega na dopuszczaniu się intelektualnego lenistwa. Skoro Pismo św. to słowo Boże, nie trzeba się wysilać, aby dokonać jakiejkolwiek hierarchizacji tekstów opartej na rozróżnieniu pomiędzy uniwersalnym, ponadczasowym elementem boskim a przygodnym, uwarunkowanym, kontekstualnym elementem ludzkim. Nie ma tu zresztą zbyt wiele miejsca na ów ludzki czynnik, który wyraźnie podporządkowany jest czynnikowi boskiemu. Wiąże się to bezpośrednio z archaicznym i statycznym rozumieniem natchnienia jako inspiracji werbalnej: Duch św. dyktuje autorowi natchnionemu słowa, jakie powinny wyjść spod jego pióra. Dlatego każde słowo jest tak samo święte, tak samo normatywne i obowiązujące na wieki.

Duch św. i czynnik ludzki

Choć, jak wspomniano, najczęściej takie podejście spotyka się w fundamentalnych wspólnotach protestanckich, to jest ono zaprzeczeniem reformacyjnych idei Marcina Lutra, który bardzo mocno akcentował dynamikę natchnienia oraz obecność i pewną autonomię czynnika ludzkiego w Biblii. Ludzki komponent dominuje w warstwie językowej, w konwencji literackiej, w uwarunkowaniach historycznych i kulturowych oraz w indywidualnych zdolnościach i kompetencjach autorów biblijnych. Wszystko to można – używając terminologii językoznawczej – nazwać strukturą powierzchniową. Ważniejsza jest jednak struktura głęboka – boskie, objawione treści, prawda, że „Jezus Chrystus, Bóg i Pan nasz, umarł z powodu grzechów naszych i zmartwychwstał dla usprawiedliwienia naszego”. Dla zilustrowania tego rozróżnienia i zależności pomiędzy elementem ludzkim i boskim Luter posługuje się obrazem Chrystusa leżącego w żłobie w pieluszkach: „Tutaj [w Biblii] znajdziesz pieluszki i żłób, w których leży Chrystus, tutaj też kieruje pasterzy anioł. Liche i skromne są to pieluszki, lecz drogi jest skarb, który w nich leży”[3].

Liche i skromne pieluszki to bardzo niejednolity, niedoskonały i zmienny czynnik ludzki, przez który trzeba przebrnąć, by dotrzeć do istoty przesłania biblijnego – Chrystusa.

Aby tak różnorodne teksty, jak te znajdujące się w Starym i Nowym Testamencie rzeczywiście odnosiły się do Chrystusa, potrzebne jest działanie Ducha św. – natchnienie. To Duch św. sprawia, że odmienni autorzy biblijni w różny sposób i w różnym czasie przekazują jedną prawdę o zbawiającym Chrystusie. Na tym jednak nie kończy się Jego aktywność. Duch św. oddziałuje też na czytelnika, aby mógł on w tych tekstach odnaleźć tę jedną prawdę o zbawiającym Chrystusie. Innymi słowy – dzięki Duchowi św. podczas lektury Biblii słowo Pisma św. staje się dla czytającego słowem Bożym. Aby usłyszeć Boże słowo, człowiek musi nieustannie sięgać po teksty biblijne i odczytywać je wciąż na nowo z wykorzystaniem aktualnej wiedzy, uwzględnianiem literackich i kulturowych kontekstów oraz pozaliterackich sytuacji zarówno autorów biblijnych, jak i swoich własnych. Jest jednak warunek – lektura Biblii jako słowa Bożego musi być podporządkowana poszukiwaniu Chrystusa. Tylko podczas chrystocentrycznej lektury i w odniesieniu do zbawiającego Chrystusa Biblia sama się uwiarygodnia i interpretuje, jest jasna, jednoznaczna i nieomylna. Wszystko to podsumowane zostało Lutrowym hasłem, które stało się wyznacznikiem luterańskiej hermeneutyki: was Christum treibet (co głosi, zwiastuje Chrystusa). Każda inna lektura i każde inne poszukiwanie skutkują zatrzymaniem się na warstwie pieluch.

Pieluchy

Przedarcie się przez pieluchy jest warunkiem dotarcia do Chrystusa. Zazwyczaj analizę tego ludzkiego, zewnętrznego elementu tekstu biblijnego rozpoczyna się od tłumaczenia. Wybór tłumaczenia ma znaczenie, ponieważ każdy przekład jest już swego rodzaju interpretacją i eksponuje te elementy, które są ważne dla tłumacza.

Jeśli czytający ma zaufanie do tłumacza, wybierze przekład autorski; jeśli ma zaufanie do instytucji – wybierze ten sygnowany lub rekomendowany przez Kościół; jeśli nie ma zaufania ani do tłumacza, ani do Kościoła, może posłużyć się wydaniami interlinearnymi tekstu hebrajskiego i greckiego oraz skonfigurowanymi z taką edycją słownikami. Ostatni wariant jest czasochłonny, ale niezmiernie satysfakcjonujący.

Pozwala ponadto uchwycić specyfikę języka biblijnego, która niejednokrotnie umyka w tłumaczeniach literackich i dynamicznych obliczonych współcześnie przede wszystkim na oddanie sensu tekstu. Kolejnym krokiem jest przybliżenie sensu literalnego, który utożsamia się zwykle z pierwotnym, historycznym znaczeniem tekstu. Pomaga przy tym identyfikacja gatunku literackiego, związanych z nim konwencji, retoryki i kompozycji. Wiadomo bowiem, że inaczej odczytuje się teksty poetyckie, inaczej prawne, jeszcze inaczej narracyjne czy listy. Na znaczenie wpływ mają również osoba autora (o ile można to ustalić), pierwotni odbiorcy tekstu (co też bywa trudne do określenia), czas powstania oraz sytuacja pozaliteracka, która mniej lub bardziej na tekst oddziałuje. Aby lepiej ją poznać, warto sięgnąć po literaturę historyczną dotyczącą danej epoki. Doskonałym przykładem wpływu okoliczności zewnętrznych na kształt tekstu są oczywiście listy, zwłaszcza te kierowane przez nadawcę w konkretnych okolicznościach do określonej wspólnoty lub indywidualnego adresata. Ale wpływy te nie muszą być aż tak wyeksponowane. Czasem w tekstach pojawia się dyskretna polemika z jakimś światopoglądem, jak np. przy pierwszym opisie stworzenia w Rdz 1, 1–2, 3, gdzie dochodzi do konfrontacji z politeizmem. Polemika bywa oczywiście też mniej dyskretna, nierzadko podporządkowana konwencji literackiej. Tak jest np. w Liście Judy, w którym autor piętnuje i wyśmiewa poglądy fałszywych nauczycieli. Sięga przy tym do zbioru skonwencjonalizowanych inwektyw przypisujących oponentom głupotę, chciwość, rozwiązłość, arogancję itp. Nie zawsze wiadomo więc, czy np. oskarżenie fałszywych nauczycieli o…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: My, rodzice osób LGBT+