W przyszłości Myscowa i 400 ha unikatowych przyrodniczo terenów ma się znaleźć na dnie zalewu. To pomysł sprzed stu lat. Wciąż aktualny.
Inwestycję tłumaczy się bezpieczeństwem przeciwpowodziowym i dostępem do wody pitnej.
– To absurd! – mówi Jacek Engel, prezes Fundacji Greenmind, która stara się powstrzymać budowę zbiornika. – Funkcję retencyjną znacznie lepiej pełnią okoliczne lasy i łąki zatrzymujące wodę w ziemi. Z niezależnych ekspertyz wynika, że taki zbiornik redukowałby falę powodziową w praktycznie niezauważalnym stopniu. Rzeczywistość pokazała też, że prognozy zapotrzebowania na wodę dla powiatu jasielskiego z 2003 r. były bardzo przeszacowane – wylicza Engel.
Fundacja Greenmind walczy z inwestycją na mało medialnej drodze administracyjnej. Aby nagłośnić sprawę, zaprosili do współpracy kolektyw artystyczny Siostry Rzeki.
Powstanie kolektywu zainicjowała w 2017 r. krakowska artystka Cecylia Malik. Tworzy go grupa kobiet, które w formie performansów i happeningów zwracają uwagę na problem niszczenia polskich rzek. W Myscowej pojawiały się już kilkukrotnie. Gdy pandemiczne obostrzenia nie pozwalały na organizowanie zgromadzeń, hasła przeciwko budowie zapory, w formie ręcznie wyszywanych narzut, nosiły po myscowiańskich łąkach tamtejsze krowy. Ostatni, trzydniowy happening odbył się w czerwcu tego roku. Jego uczestniczki i uczestnicy podkreślają: koszt całej inwestycji szacowany jest na miliard złotych, ale teren, który zostałby w efekcie zniszczony, wart jest znacznie więcej.
Siostry Rzeki narodziły się z kolektywu Matki Polki na Wyrębie, który był oddolnym artystycznym protestem Cecylii Malik oraz jej przyjaciółek i znajomych przeciwko lex Szyszko. W czasach, gdy na świecie skuwa się zapory i wydaje ogromne pieniądze, by przywrócić rzekom naturalność, w Polsce wciąż masowo prowadzi się…