Subskrybuj
Dr nauk politycznych, adiunkt w Instytucie Zdrowia Publicznego UJ CM. W 2020 r. opublikował książkę pt. Wszechstronniczość. O deliberacji w polityce zdrowotnej z uwzględnieniem emocji, interesów własnych i wiedzy eksperckiej. Zajmuje się też popularyzacją badań...

Równość i jej wrogowie

<em>Kapitał w XXI wieku</em> uczynił Piketty’ego jednym z najbardziej znanych ekonomistów na świecie, a wręcz jednym z najpopularniejszych współczesnych intelektualistów. Czego dowiadujemy się z jego nowej, monumentalnej pracy <em>Kapitał i ideologia</em>?

Francuz Thomas Piketty jest chyba najbardziej rozpoznawalnym ekonomistą nowej fali. Wpisuje się w coraz bujniej rozwijający się nurt badaczy odchodzących od neoklasycznej odmiany ekonomii; tej, która do niedawna dominowała w ramach neoliberalnego modelu gospodarczego, a która – razem z tym porządkiem – jest coraz bardziej poturbowana w konfrontacji z rzeczywistością późnego kapitalizmu. Naczelnym punktem krytyki szkoły neoklasycznej jest jej nadmierna teoretyczność, fetysz modeli, oderwanie od empirycznej rzeczywistości, a często nawet dogmatyzm. Do tej krytyki włącza się m.in. południowokoreański ekonomista Ha-Joon Chang ze swoją książką 23 rzeczy, których nie mówią Ci o kapitalizmie. Zarówno on, jak i Piketty podkreślają, że ekonomia jest nauką społeczną, a nie jedynie zmatematyzowaną nauką ścisłą, jak życzyliby sobie rzecznicy neoliberalizmu. W rewizji zastanych dogmatów ekonomii obaj wskazują, że dla realnego zrozumienia gospodarek i procesów w nich zachodzących konieczna jest analiza empiryczna, a w szczególności badania historyczne.

Piketty zasłynął opasłym tomiszczem pt. Kapitał w XXI wieku omawiającym wyniki jego szerokich badań nad współczesnymi nierównościami dochodowymi. Książka opublikowana została po francusku w 2013 r. – gdy świeże były jeszcze wspomnienia kryzysu 2008 r. – i błyskawicznie zyskała światowy rozgłos. Główna teza Kapitału… była następująca: w obecnym stuleciu wróciliśmy do nierówności społeczno-ekonomicznych z przedednia I wojny światowej albo wielkiego kryzysu. Zaprzepaściliśmy dekady socjaldemokratycznego dorobku powojennych Europy i Ameryki, a nawet i krajów globalnego Południa. Jak tak dalej pójdzie, nasze społeczeństwa rozerwane zostaną niepokojami społecznymi i waśniami politycznymi.

Piketty stał się nieformalnym liderem tego nurtu ekonomii, który walczy o istotne zmiany obowiązującego na świecie modelu gospodarczego. Popularność Francuza jest o tyle uzasadniona, że jego słynna książka – choć przytłaczająca rozmiarem i zakresem – ma w sobie to coś, co jest istotne dla pobudzenia wyobraźni w stronę zmiany. Piketty łączy empiryczną ekonomię – dane wydobyte z dostępnych zasobów – z narracją: nadającą kontekst, ale też prezentującą alternatywy. Zjawiska gospodarcze, które opisuje, dobrze umiejscawia w czasie, a nawet pokazuje ich ślad w dziełach klasyków literatury. I tak swoje kluczowe rozważania na temat inflacji w XIX w. Piketty w fantastyczny sposób ilustruje przykładami z powieści Jane Austen czy Honoré de Balzaca.

Ten właśnie sznyt do budowania opartej na dowodach narracji – wyjaśniającej i budującej wizję potencjalnych możliwości – kontynuuje francuski ekonomista w jeszcze większej książce pt. Kapitał i ideologia (przygotowywanej właśnie do wydania w Polsce, w tłumaczeniu Beaty Geppert.

Co służy postępowi?

Cel kolejnej „cegły” Piketty’ego stanowi omówienie, jak szerokie przemiany ideowe czy dyskursywne w historii przekładały się na realne przemiany ekonomiczne i  polityczne. I jak to się ma dla naszych przyszłych perspektyw. Podstawowa teza książki jest następująca: postępowi służą walka o równość i edukację, a nie usprawiedliwianie nierówności, choćby najbardziej progresywnymi argumentami.

Autor pisze: „Nierówność nie ma charakteru ani ekonomicznego, ani technologicznego; jest ideologiczna i polityczna. Bez wątpienia to najbardziej uderzający wniosek z  podejścia historycznego, które stosuję w książce. (…) Wszystkie te społeczne i historyczne konstrukcje są zależne całkowicie od prawnych, fiskalnych, edukacyjnych i politycznych systemów, które ludzie zdecydowali się przyjąć, i od ram pojęciowych, na których używanie się zdecydowali. Te decyzje kształtują przyjęte w każdym społeczeństwie koncepcje społecznej sprawiedliwości i ekonomicznej uczciwości oraz relatywna polityczna i ideologiczna władza rywalizujących grup i dyskursów. Co ważne, ta relatywna władza nie ma charakteru wyłącznie materialnego; jest również intelektualna i ideologiczna. Innymi słowy, idee i ideologie liczą się w historii. Pozwalają nam wyobrazić sobie nowe światy i  inne typy społeczeństwa. Wiele dróg jest możliwych” (s. 19).

Piketty stosuje tu termin „reżim nierówności” jako zespół dyskursów i instytucji służących do usprawiedliwienia społecznych i politycznych nierówności danego społeczeństwa. Teza, że postęp społeczny bierze się ze zwalczania nierówności, jest udowadniana z większą lub mniejszą skrupulatnością przez szereg arcyciekawych przykładów historycznych (niektóre omówię nieco dalej). Niebywale cenne jest tu demontowanie starych narracji o  historii ekonomicznej świata – narracji nader często usprawiedliwiających nierówności (choćby w wariancie kolonialnym czy niewolniczym).

Książka Piketty’ego ma też wymiar prospektywny, postulatywny. Wzorcem, z którym autor sympatyzuje, jest nowy partycypacyjny socjalizm i społeczny federalizm (elementy demokracji transnarodowej). Cel książki stanowi więc – dzięki historycznej perspektywie i dekonstrukcji „reżimów nierówności” – wyobrażenie sobie innego systemu ekonomicznego wykraczającego poza ograniczenia współczesnej ideologii.

Dla jasności: Piketty nie używa terminu „ideologia” pejoratywnie, ale deskryptywnie. Spośród ideologii wyróżnia sześć historycznie istotnych typów czy kategorii ideologii uzasadniających nierówności:

  1. proprietarianizm (ustrój właścicielski),
  2. socjaldemokracja,
  3. komunizm,
  4. trifunkcjonalizm (średniowieczny ustrój stanowy),
  5. ustrój niewolniczy,
  6. kolonializm.

Każda z nich ma jakieś elementy budowania sprawiedliwości społecznej (czy jej pozorów) i każda jakoś usprawiedliwia nierówności w swoim obrębie. O ile Piketty dużo miejsca poświęca krytyce tych ideologii, które wpisują się w neoliberalizm, o tyle nie zapomina też o tych zmierzających do egalitaryzmu, a w istocie wciąż mających aspekty usprawiedliwiania nierówności. Na przykład tradycyjnej socjaldemokracji Piketty wytyka brak uporania się z kwestiami niesprawiedliwości rasowej i międzynarodowej – wciąż silny egoizm narodowy i brak podatków na poziomie transnarodowym.

Dla Piketty’ego ideologie reżimów stanowią mechanizm konstruowania faktów.

Fakty są bowiem społecznie konstruowane w narracje (to, co dla jednej osoby jest jej zdrowym rozsądkiem, dla drugiej jest ideologią w rozumieniu pejoratywnym). To oczywiście wcale nie czyni ich bezużytecznymi. Wprost przeciwnie – narracje są podstawą naszych motywacji do działania, jednak trzeba być świadomym, jak fakty są zaangażowane ideologicznie. Zwłaszcza że ideologie mają skłonność do naturalizowania nierówności, które są sztucznie, systemowo generowane. I na ten problem ideologicznej naturalizacji zjawisk będących artefaktami musimy uważać.

Nieoczekiwana ciągłość

Same omówienia poszczególnych systemów są zaskakująco zniuansowane, szczególnie z perspektywy kogoś, kto niby – jako przedstawiciel francuskiej lewicy – powinien przyjmować np. perspektywę apologetyczną wobec rewolucji francuskiej. Doskonale to widać w tym, jak Piketty zestawia proprietarianizm z trifunkcjonalizmem.

Proprietarianizm (ustrój właścicielski) to ideologia świętej własności prywatnej. Kapitalizm jest industrialną formą proprietarianizmu. W najczystszej postaci proprietarianizm uzależniał prawo głosu od cenzusu majątkowego. Współczesny jego wariant, neoproprietarianizm, odchodzi od tego rodzaju ograniczenia praw politycznych, a wybiera raczej inne mechanizmy tworzenia i legitymizowania nierówności, głównie merytokratycznej hierarchii i innych uwarunkowań polityki.

Trifunkcjonalizm (ustrój stanowy) to zaś m.in. średniowieczna teoria trzech porządków właściwa dla społeczeństw stanowych. Ustanawia funkcjonalny podział społeczeństwa na stany według spełnianych przez nie zadań, np.: kler (edukacja i modły), szlachta / wojownicy (obrona) i trzeci stan (pracownicy). Specyficzne uzasadnianie nierówności jest tu takie, że każdy pełni swoją, społecznie niezbędną funkcję i z tego tytułu ma swoją godność.

I tu pojawia się chyba najbardziej kontrintuicyjna teza autora (przypominam: lewicowca). Na podstawie analiz dokumentów historycznych zauważa Piketty, że ancien régime cechowały… mniej drastyczne nierówności ekonomiczne niż społeczeństwo francuskie w 1914 r. Wynikało to z tego, że stanowe społeczeństwo francuskie miało, paradoksalnie, więcej – niż to ściśle właścicielskie – mechanizmów łagodzenia biedy.

###banner###

Piketty poświęca sporo uwagi zastawieniu ideologii właścicielskiej z tą stanową. W arcyciekawy sposób pokazuje, gdzie między nimi jest ciągłość, a gdzie wyraźne zerwanie. Ze swoimi rozważaniami historycznymi wpisuje się w dyskusje filozofów polityki, takich jak Eric Voegelin, Leo Strauss czy Charles Taylor, o tym, do jakiego stopnia nowoczesność jest kontynuacją czy zerwaniem z wcześniejszą epoką.

W śledzeniu ewolucji systemów ekonomiczno-politycznych absolutnie fascynująca była historia kształtowania się szwedzkiej socjaldemokracji. Szwecja w połowie XIX w. była krajem drastycznych (jednych z największych w Europie) nierówności społecznych i cenzusu majątkowego – uzależnienia prawa i siły głosu od posiadanej własności. Ścisły związek między tymi dwiema kwestiami sprawił, że dla prawidłowego przydziału głosów istotne było monitorowanie sytuacji majątkowej wszystkich, a w szczególności najbogatszych – w ich własnym interesie. I oto, gdy dzięki przemianom politycznym kraj dojrzał do zmian demokratycznych (około I wojny światowej), mógł także pójść w stronę prawdziwej socjaldemokracji z progresywnymi podatkami dochodowymi. Wszystko dzięki świetnie rozwiniętemu systemowi nadzoru podatkowego, przez który najbogatsi nie ukrywali swojego realnego majątku i dało się wiarygodnie policzyć, ile powinny wynosić te podatki dla najbogatszych.

Idąc tym tropem – także po lekturze Kapitału w XXI wieku – utwierdzam się w przekonaniu, że naczelną tezą historyczną Piketty’ego jest to, że etap biopolityki czy społeczeństwa panoptycznego, a nawet dyscyplinarnego (systematyczny i skrupulatny monitoring ludności w wymiarze stanu populacji i jej sytuacji materialnej) stanowi klucz do budowania sprawiedliwego społeczeństwa.

Dzieje się tak dlatego, że umożliwia on transparencję majątkową bogatych i rządy prawa: utrudnia korupcjogenne relacje „kapitalizmu kumoterskiego” i próby ukrytego sterowania państwem przez bogaczy, ułatwia redystrybucję przez opodatkowanie. To ciekawa obserwacja niuansująca interpretację zjawiska biopolityki i – znowuż – wpisująca się w szersze debaty filozofów polityki.

Krytyka francuskiej hipokryzji

Ogromną zaletą i wartością tego tekstu jest to, że bezlitośnie kruszy on liczne zmurszałe i zupełnie mitologiczne historyczne narracje. Autor pokazuje np., jak w XVIII w. symptomem cywilizacyjnego rozwoju Europy był wzrost obciążeń podatkowych – choćby w porównaniu z Chinami i imperium otomańskim. Zauważa, że w czasach Adama Smitha więcej niż Zjednoczone Królestwo wolnego rynku – tak rekomendowanego rzekomo przez Smitha – miały Chiny.

Piketty dorzuca też swoje trzy grosze do debaty o rzekomej lewicowości faszyzmu czy nazizmu. Zauważa, że faszyści i  naziści wprowadzali działania interwencjonistyczne, ale ich polityka wcale nie prowadziła do redukcji nierówności, tylko raczej je pogłębiała. Przykładowo: Mussolini rozpoczął swoje rządy od skasowania podatków od dziedziczonych nieruchomości. Polityka Hitlera prowadziła do zwiększania zysków wielkich przemysłowców i zakładała znaczne nierówności płacy wśród robotników.Fascynująca jest surowość Piketty’ego względem rodzimej historiografii i buńczucznego przekonania, że Francja była unikatowa w dążeniu od równości. A to szczególnie w kontekście jego obserwacji o tym, jak przez 100 lat po rewolucji francuskiej nierówności ekonomiczne wzrosły. Zauważa, że przez cały XIX w. tamtejsze elity używały egalitarystycznej mitologii rewolucji przeciw opodatkowaniu najbogatszych. Przekonywały, że zrównała ona szanse inaczej, niż się stało w krajach takich jak Zjednoczone Królestwo, które tam rzekomo były…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Uchodźców w dom przyjąć