Subskrybuj
George Orwell
Wykładowca literatury angielskiej na Uniwersytecie Ulster w Irlandii Północnej. Autor m.in. biografii Philipa Larkina, Ernesta Hemingwaya i George'a Orwella

Wielki Brat naszych czasów

Jeśli chiński obywatel usiłuje wpisać tytuł książki Orwella w internecie – 1, 9, 8, 4 – to jego dostęp do strony lub próba przesłania wiadomości zostają zablokowane. W Chinach „Wielki Brat” naprawdę patrzy .

25 stycznia 2017 r. książka Rok 1984 trafił na szczyt listy bestsellerów Amazona w USA. W kolejnym tygodniu wydawnictwo Penguin USA zamówiło druk 75 tys. egzemplarzy. Craig Burke, dyrektor marketingu w Penguin USA, powiedział w wywiadzie dla „The New York Times” (25 stycznia 2017 r.), że w ciągu minionych siedmiu dni największy wzrost sprzedaży wynosił 9500%. Dramatyczny skok nastąpił po tym, jak kanały informacyjne podały, że sekretarz prasowy Białego Domu Sean Spicer oświadczył, iż prezydent Trump przyciągnął na swoją inaugurację „największą w historii publiczność”. W programie Meet the Press stacji NBC zapytano Kellyanne Conway, dlaczego Spicer wygłosił to łatwe do sprawdzenia kłamstwo. Pani Conway nie zaprzeczyła, jakoby twierdzenie było nieprawdziwe, wyjaśniła jednak, że Spicer zdecydował się przedstawić „fakty alternatywne”. Każdy, kto choć mgliście kojarzył powieść Orwella, może nawet z liceum, dostrzegł podobieństwa między jej twierdzeniem a zabiegami nowomowy i dwójmyślenia, które sprawiały, że słuchacze wierzyli w sprzeczne wersje rzeczywistości. Nawet ci, którzy nie byli w stanie dokładnie sobie przypomnieć, co się działo w książce, wyszukali w Google streszczenia i w mediach społecznościowych rozpętała się burza: pisano o obawach, że wcielenie Wielkiego Brata przejęło kontrolę nad Ameryką. Dlatego tyle osób pośpieszyło na stronę Amazona, by sprawdzić, czy Orwell rzeczywiście przepowiedział ten koszmar.

Ignorancja to siła

Można znaleźć zadziwiające podobieństwa między światem Winstona Smitha a Ameryką w trakcie i po kampanii wyborczej Trumpa.

Kontrowersyjny raport specjalnego prokuratora Roberta Muellera z marca 2019 r. wykazał istnienie niepodważalnych dowodów na ingerencję Rosji w wybory. Mówiąc konkretniej, Agencja Badania Internetu prowadziła z Petersburga program dezinformacji, który obejmował wykorzystanie blogów i innych mediów społecznościowych.

Wiele zarzutów przeciw Hillary Clinton dotyczących niewłaściwego korzystania z rządowych e-maili, kiedy zajmowała swoje stanowisko, pochodziło z blogów tej organizacji. Nie dało się w żaden sposób potwierdzić ich autentyczności, a udawały one amerykańskie fora, niektóre powiązane z rządem USA. W 2018 r. były pracownik agencji wyznał „The Washington Post” (17 lutego 2018 r.): „Od razu czułem się jak postać w książce Rok 1984 George’a Orwella – było to miejsce, gdzie trzeba pisać, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Gdy się tam trafiało, od razu ogarniało człowieka uczucie, że jest w jakiejś fabryce, w której kłamstwo, mówienie nieprawdy to przemysłowa linia produkcyjna”. Mogłyby to być słowa Winstona Smitha, a wrażenie, że pierwowzorem agencji było Ministerstwo Prawdy, wzmacniają wyznania Ludmiły Sawczuk. Sawczuk pracowała dla Agencji Badania Internetu, a w 2015 r. zaskarżyła swojego pracodawcę w związku z pogwałceniem kodeksu pracy. Później stała się demaskatorką praktyk, które były równoznaczne z przemocą psychologiczną. W materiale Working in Russian Troll Factory Pushed Reporter to „Edge of Insanity” (Praca w rosyjskiej fabryce trolli pchnęła reporterkę na „skraj szaleństwa”) na portalu Polygraph.info12 powiedziała: „Świadomość, że można wymyślić każdy fakt, a potem patrzeć na jego idealną synchronizację w środkach przekazu w postaci potężnego wypływu informacji i rozpowszechnienie go po całym świecie, zupełnie niszczy psychikę”. To samo spotkało Winstona Smitha.

Kiedyś prawda była czymś, co można było ustalić, gdy dostarczyło się sprawdzalne dowody. Takie normy panowały 30 lat temu, kiedy autorzy tekstów w mediach drukowanych i książek powoływali się na konkretne materiały źródłowe – zapisy debat w parlamencie, zeznania świadków zebrane przez grupy dziennikarzy, udokumentowane procesy sądowe, artykuły naukowe itd. – jako podstawę swojej argumentacji. Weryfikowanie przedstawionych twierdzeń przez ich zestawienie ze szczegółami zawartymi w dowodach było praco- i czasochłonne, jednak fakt, że czytelnik wątpiący w autentyczność reportażu mógł to zrobić, odstraszał kłamliwych dziennikarzy i pisarzy. Jednym z ostatnich przypadków, gdy dowody zwyciężyły nad fałszem, była sytuacja z roku 2000, gdy zaprzeczający Holokaustowi David Irving wytoczył wykładowczyni Deborah E. Lipstadt sprawę o zniesławienie. Dowody przedstawione przez prawników Lipstadt doprowadziły do jej zwycięstwa, ale mało brakowało, by przegrała. Później dziennikarz „The Guardian” Jonathan Freedland, który obserwował rozprawy, wspominał (9 marca 2019 r.): „któregoś popołudnia, po wyjściu z sądu, ogarnęło mnie dziwne uczucie. To było doznanie fizyczne, niczym choroba morska. Grunt pod moimi stopami zdawał się niestabilny, jakby rozstępowała się ziemia (…). [Irving] usiłował pozbyć się czegoś, co dla ludzi jest niezbędne do życia – możliwości wyciągania wniosków z dowodów. Twierdził, że w nic nie możemy wierzyć – ani w dokumenty, ani w zeznania dziesiątek tysięcy świadków. A jeśli miał rację, co by zostało z tego, co nazywamy historią?”.

Winston Smith mógłby odpowiedzieć na to pytanie: moglibyśmy się pozbyć historii przez lukę pamięci. Freedland pisał, że poczuł ulgę, gdy usłyszał werdykt niekorzystny dla Irvinga: „Jednak w 2016 r. (…) znowu stało się jasne, że prawda jest atakowana. Nie przez wariata, który uważał się za historyka, ale przez Trumpa, zwolenników brexitu, przez Kreml – jednoczących się w obojętności wobec tego, czy jakieś twierdzenie jest prawdą czy fałszem”. Stało się to możliwe, gdy dyskurs oparty na dowodach został zepchnięty na boczny tor przez media społecznościowe, w których „prawdę” można w nieskończoność przekuwać i podlega ona tylko głosowi większości oraz zbiorowym złudzeniom, nie zaś weryfikacji. Nie dajmy się jednak ponieść wyobrażeniu, że Orwell przewidział amerykański Rok 1984 po roku 2016. Trump jest całkowitą antytezą Wielkiego Brata. Chociażby dlatego, że ten drugi ani razu tak naprawdę nie pojawia się w powieści. Jest cytowany, a jego wizerunek widać na billboardach, lecz Orwell subtelnie sugeruje, że mógłby równie dobrze być wymysłem Partii Wewnętrznej, postacią, która umożliwia jej – z wykorzystaniem kultu jednostki – utrzymanie władzy przez połączenie strachu i lojalności. Trump z pewnością istnieje i zwyciężył, choć z ledwością, w demokratycznych wyborach, czasami wszakże jego słowa brzmią tak, jakby wymyślił go pracownik Ministerstwa Prawdy. W programie CNN (4 czerwca 2019 r.) prezenter porównał kluczowe aksjomaty dwójmyślenia z powieści – „wojna to pokój”, „wolność to niewolnictwo”, „ignorancja to siła” – z nagraniami niektórych wypowiedzi Trumpa, zwłaszcza tych medialnych. „To, co widzicie i co czytacie, nie jest tym, co się dzieje”. Może to przypominać dwójmyślenie, ale przyjrzyjmy się jego definicji według Orwella sformułowanej przez Goldsteina: „Wiedzieć i nie wiedzieć; mieć poczucie absolutnej prawdomówności, a jednocześnie wygłaszać umiejętnie skonstruowane kłamstwa; wyznawać dwa zupełnie sprzeczne poglądy na dany temat i mimo świadomości, że się wzajemnie wykluczają, wierzyć w oba; używać logiki przeciwko logice; odrzucać moralność i zarazem rościć sobie do niej prawo (…) zapomnieć wszystko, czego nie należy wiedzieć, po czym przypominać sobie, kiedy się staje potrzebne, a następnie znów szybko wymazywać z pamięci; przede wszystkim zaś stosować ten proces do samego procesu”.

Często cytowane trzywyrazowe przykłady dwójmyślenia z powieści to destylaty czegoś o wiele bardziej złożonego. Jak to ujmuje Orwell, jest to „proces”, a jego najpotworniejszy przykład w praktyce pojawia się pod koniec powieści w dialogu między O’Brienem a Winstonem Smithem. O’Brien jest wybitnym praktykiem dwójmyślenia jako „procesu”, metody wykorzystywanej do niszczenia i podważania wszystkich pojęć, które Winston wcześniej uważał za oczywistą prawdę. O’Brien jest zły, jednak jest też inteligentnym geniuszem słowa, wcielającym w życie przedstawione przez Orwella kroki dwójmyślenia ze sprawnością językowego szachisty.

Krótkie cytaty z Trumpa, zwykle niewiele dłuższe niż jedno zdanie, mogą się zdawać echem dwójmyślenia, lecz powinniśmy je postrzegać jako wypowiedzi człowieka, któremu trudno jest przełożyć nie do końca zrozumiałe dla niego pojęcia, konkretne lub abstrakcyjne, na sensownie brzmiące zdanie.

Jak to ujmuje Orwell, specjaliści od dwójmyślenia są „świadomi” rygorystycznych procedur zapewnień i unieważnień, zaprzeczeń, zapominania i pamiętania, wykorzystania logiki przeciw logice. Tacy specjaliści to elita, członkowie Partii Wewnętrznej wybrani ze względu na swoją sprawność intelektualną. W porównaniu z nimi zespół Trumpa stale walczy jako tylna straż z jego nieświadomymi neologizmami, błędami w przypisywaniu autorstwa oraz przejawami braku zrozumienia pod przykrywką populistycznego patosu. W przeciwieństwie do O’Briena i innych członków Partii Wewnętrznej ci ludzie nie praktykują dwójmyślenia świadomie. Chodzi tu raczej o coś w rodzaju wirusa rozprzestrzenianego przez prezydenta za pośrednictwem różnych oświadczeń prasowych Białego Domu.

Brexit i dwójmyślenie

Na początku czerwca 2019 r. Trump odwiedził Wielką Brytanię, Irlandię i Francję, by pomówić o wspólnych interesach, zjeść obiad z rodziną królewską i upamiętnić 75. rocznicę lądowania w Normandii. W wywiadzie prasowym stwierdził, że jeśli chodzi o pobrexitową umowę handlową z Wielką Brytanią, to państwowa służba zdrowia będzie uwzględniona w negocjacjach, czyli najwyraźniej zgadzał się z komunikatem ambasadora USA w Wielkiej Brytanii Woody’ego Johnsona sprzed paru dni o wzięciu pod uwagę wszystkich brytyjskich sektorów gospodarki w przyszłych relacjach handlowych. Dzień później Trump udzielał wywiadu swojemu czołobitnemu miłośnikowi Piersowi Morganowi i zrobił zwrot o 180 stopni, ale nie dlatego, że złagodził stanowisko. Jego początkowe zrozumienie znaczenia „państwowej służby zdrowia” odpowiadało mniej więcej wiedzy amerykańskiego czterolatka. Doradcy wyjaśnili mu później, dlaczego jego komentarze wywołały poruszenie wśród brytyjskich polityków z różnych ugrupowań. Wszystko zmieniło się w jeszcze gorszą farsę tego samego dnia, gdy Trump odwiedził Irlandię, by spotkać się z premierem Leo Varadkarem. Podczas emitowanej w telewizji rozmowy Trump wyraził współczucie dla Varadkara, odwołując się do problemów z „murem”. Uspokajająco wypowiedział się o sytuacji po brexicie: „Cóż, mamy problem z granicą w Stanach Zjednoczonych i wy też go tu macie (…). Myślę (…), że wszystko bardzo dobrze się ułoży, również jeśli chodzi o wasz mur” („The Guardian”, 5 czerwca 2019 r.). Mur między USA a Meksykiem był kluczowym elementem kampanii wyborczej Trumpa. Jak obiecywał, miała to być bariera nie do pokonania dla hord kryminalistów, gwałcicieli i dilerów narkotykowych, a zapłacić za nią miał Meksyk. Varadkar, wyraźnie zażenowany, poinformował prezydenta o różnicach między Meksykiem a Irlandią Północną. Trump nie szerzył w sposób wyrachowany fake newsów czy dwójmyślenia; było to raczej widowisko, podczas którego przywódca wolnego świata niechcący ujawnił swoją głupotę.

Anthony Scaramucci był najbardziej przewrotnie orwellowską postacią w obozie Trumpa, a jego działania były nieumyślnie przezabawne. Zatrudniony jako dyrektor ds. informacji w Białym Domu w 2017 r., dorównywał działaczom Partii Wewnętrznej swoimi seriami gróźb albo podszytymi wzgardą oszczerstwami, jednak jego próby stosowania dwójmyślenia udaremniało zaburzenie mające w sobie coś z zespołu Tourette’a i koprolalii (niedającej się opanować uporczywej potrzeby wyrzucania z siebie przekleństw, wyzwisk i obelg). Wywyższył się nad swojego głównego rywala w Białym Domu Steve’a Bannona, twierdząc, że ten ostatni „ssie własnego fiuta” oraz, co bardziej znaczące, „jest dosłownie [sic] świnią z Folwarku zwierzęcego George’a Orwella, która staje na dwóch nogach w chwili, gdy zyskuje władzę” („Vanity Fair”, 1 lutego 2018 r.). O dziwo nikt nie skomentował tego, jak trafne i ironiczne było pojawienie się Scaramucciego w programie Celebrity Big Brother po jego zwolnieniu przez Trumpa.

Orwell w Roku 1984 nie kpi z Partii Wewnętrznej. Jej strategie są planowane i realizowane z błyskotliwą zręcznością; nie sugeruje on, że inteligencja i zło wzajemnie się wykluczają. W porównaniu z nią gabinet Trumpa to banda nieuków.

Kiedy ta książka trafi do druku, rząd brytyjski lub – co mniej prawdopodobne – elektorat być może podejmie już decyzję co do przyszłości Wielkiej Brytanii w kolejnym pokoleniu, zwłaszcza jeśli chodzi o trójkąt relacji z UE oraz resztą świata. Wyrachowane dwójmyślenie – a nie bufonowata improwizowana wersja Trumpa – było powszechne w odniesieniu do brexitu jeszcze przed referendum. I choć euroentuzjaści czasami pogrywali z prawdą, ich występki bledną wobec tego, co zrobili zwolennicy wystąpienia z UE. Najsłynniejsze było naklejone na autobus hasło o oszczędnościach w wysokości 350 mln funtów tygodniowo. Każda późniejsza próba…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Odczarowanie Jezusa