Subskrybuj
Redaktor miesięcznika „Znak”, doktor filozofii. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i na portalu NOIZZ.pl

Przyszłość pod znakiem zapytania

Czy bardziej prawdopodobna jest nasza śmierć w wypadku samochodowym, czy upadek ludzkiej cywilizacji? To tylko jedno z pytań, na które starają się znaleźć odpowiedź longtermiści. Filozofowie kreślą dalekosiężne wizje przyszłości, a także pokazują, ile możemy nauczyć się z przeszłości.

Ile jeszcze mamy do przeżycia?

Longtermiści kierują swoją uwagę na przyszłość, przy czym dla zobrazowania skali rozwoju przypominają, ile już za nami. Ziemię zamieszkuje obecnie ok. 8 mld ludzi. To potężna liczba, ale jak ma się do wszystkich przeszłych pokoleń?

Aby dokonać tych wyliczeń, demografowie Toshiko Kaneda i Carl Haub przyjęli datę 200 tys. lat p.n.e. jako początek ludzkości. Przez ten czas na Ziemi żyło ponad 117 mld ludzi. To oznacza, że my i nam współcześni stanowimy 6,8% przedstawicieli całego gatunku ludzkiego.

Ilu nadejdzie po nas? Zmiennych, które wziąć trzeba pod uwagę, jest sporo (możliwość nastąpienia globalnej katastrofy, spowolnienia wzrostu gospodarczego, międzynarodowe konflikty itd.), jednak longtermistom udało się przynajmniej wyznaczyć prawdopodobny horyzont. Zakładają, że czeka nas jeszcze aż 800 tys. lat, ponieważ średnia długość życia ssaków wynosi w sumie 1 mln lat.

Jak szybko rozwija się ludzkość?

William MacAskill w książce What We Owe the Future wylicza, że jeszcze 200 lat temu ludzie zazwyczaj nie dożywali 30. urodzin, a 80% naszych przodków żyło w ubóstwie. Dziś te proporcje się odwróciły, skrajnej biedy doświadcza ok. 10% ludzi. Jesteśmy też dobrze skomunikowani. Mieszkańcy Imperium Rzymskiego i cesarstwa Chin władanego przez dynastię Han stanowili u progu naszej ery w sumie ok. 30% populacji całego ówczesnego świata. Mimo to nie zdawali sobie nawzajem sprawy ze swojego istnienia. Obecnie odkrycie jakiegoś zaginionego plemienia, które nie ma kontaktu z innymi cywilizacjami, jest trudne do wyobrażenia.

Ludzkość doświadcza stałego wzrostu ekonomicznego, który w ostatnich dekadach wynosił ok. 3% rocznie (wg danych Banku Światowego z 2021 r.). MacAskill podkreśla, że to sytuacja bez precedensu, ponieważ przez pierwsze 290 tys. lat swojego istnienia wskaźnik globalnego wzrostu był bliski zeru. Przełom stanowiła rewolucja przemysłowa w XIX w., radykalnie przyspieszając wzrost. Przez ostatnie stulecie udało się doskoczyć do wyniku 2% globalnego wzrostu gospodarczego rocznie, a w trakcie dwóch dekad XXI w. – a więc w perspektywie longtermistów niemal w mgnieniu oka – do 3%. Mówimy o zmianach ekonomicznych, lecz te nie dzieją się w próżni. Dynamiczny rozwój gospodarczy i naukowy jest okupiony zwiększonym zapotrzebowaniem na energię, a co za tym idzie, rosnącą emisją dwutlenku węgla. Nie sposób oczekiwać, że środowisko naturalne jeszcze długo wytrzyma z takim przyspieszeniem, ostre hamowanie nastąpiło też na skutek pandemii COVID-19. Perspektywa, którą posługuje się MacAskill, prowadzi go do wniosku, że choć ludzkość może przeżyć jeszcze wiele lat, to jednak dynamika globalnego rozwoju odczuwalnie spadnie.

Czy w przyszłości znikną religie?

Ogromną rolę w rozwoju ludzkości odgrywa dzietność, a na nią nieprzeceniony wpływ ma religia. „Dzięki połączeniu wysokiego wskaźnika konwersji i wysokiej liczby urodzeń chrześcijaństwo stało się dominującą religią w Europie w niezwykle krótkim czasie” – pisze MacAskill, argumentując, że przez wieki udawało się chrześcijaństwu utrzymać tempo przyrostu nowych wyznawców wynoszące aż 40% na dekadę. Klasyk socjologii religii Rodney Stark szacował w swojej fundamentalnej pracy The…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze: Filozofowie Doliny Krzemowej i przyszłość ludzkości