Problem pojawia się na początku. Z pierwszym i najważniejszym pytaniem: czym jest pornografia? W tym kontekście najczęściej przywołuje się słowa: „I know it when I see it” (Rozpoznaję pornografię, kiedy na nią patrzę), wypowiedziane przez Pottera Stewarta, sędziego Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, w trakcie rozprawy z 1964 r. dotyczącej obsceniczności filmu Les Amants (Kochankowie) w reżyserii Louisa Malle’a. Słowa sędziego Stewarta na dobre zagościły w języku angielskim – i tak naprawdę wciąż doskonale odzwierciedlają stan refleksji nad pornografią, jej znaczeniem, oddziaływaniem, specyfiką. Refleksji, która rozpoczęła się właściwie całkiem niedawno.
Wielki Wybuch i brud
Lyndon Johnson, prezydent Stanów Zjednoczonych, powołał w 1969 r. Komisję ds. Obsceniczności i Pornografii. Zespół ekspertów wchodzących w jej skład miał za zadanie zbadać wpływ, jaki wywierają obsceniczność i pornografia na społeczeństwo (w tym przede wszystkim na osoby nieletnie), oraz związek tych zjawisk z przestępczością i innymi zachowaniami antyspołecznymi. Rok później, w październiku 1970 r. – a więc kiedy branża pornograficzna kiełkowała, w czasie znakomicie przedstawionym w serialu Kroniki Times Square z Maggie Gyllenhaal i Jamesem Franco w rolach głównych – komisja opublikowała raport główny liczący dokładnie 646 stron, uzupełniony raportem technicznym podzielonym na 9 tomów i pozbawionym ilustracji. Zdaniem autorów książki What Do We Know About the Effects of Pornography After Fifty Years of Academic Research? (Co wiemy o wpływie, jaki wywiera pornografia, po 50 latach badań naukowych?) publikacja tego dokumentu przypominała Wielki Wybuch, kiedy to „cała materia i energia, która istnieje obecnie we wszechświecie, wyłoniła się z jednego osobliwego ciała, dając początek postawom, ujęciom, metodom, pytaniom i sposobom kształtowania opinii publicznej do dzisiaj otaczającym akademickie badania nad pornografią”.
Wbrew oczekiwaniom raport przygotowany przez Komisję ds. Obsceniczności i Pornografii nie wykazał, żeby pornografia miała bezpośredni czy krótkoterminowy wpływ na zachowania jednostki, jak również na normy istniejące w społeczeństwie. Podobnie miała się sytuacja z przestępczością nieletnich – nie znaleziono danych, które miałyby jakiekolwiek znaczenie.
Ogólne wnioski, jakie sformułowała Komisja, związane były przede wszystkim z potrzebą wprowadzenia na szeroką skalę edukacji seksualnej, zniesieniem zakazu sprzedaży materiałów seksualnych osobom dorosłym, przy utrzymaniu zakazu sprzedaży tych materiałów osobom nieletnim, wreszcie podjęciem pogłębionych badań dotyczących roli, jaką odgrywa pornografia w społeczeństwie. Wnioski te były tak znaczące – i na tamten czas rewolucyjne – że spotkały się z ogromną krytyką, zwłaszcza ze strony białych mężczyzn u władzy, którzy wskazywali: w raporcie brakuje odniesień do judeochrześcijańskich wartości, które stanowią podstawę amerykańskiej kultury i dziedzictwa, zaś edukacja seksualna powinna być przeprowadzona „w zgodzie z moralnością, Bogiem i religią”.
W dyskusji, która wówczas wybuchła, nie liczyły się dane – a tak naprawdę brak danych dotyczących wpływu pornografii na społeczeństwo – lecz nienaruszalne pozycje moralne osób zajmujących wysokie pozycje w społeczeństwie (dyrektorów szkół i agencji rządowych, komisarzy policji, prawników). Siłę tych pozycji utwierdził Richard Nixon, który przejął prezydenturę po Johnsonie i tak wypowiedział się na temat obszernego dokumentu przygotowanego przez Komisję ds. Obsceniczności i Pornografii: „Oceniłem to sprawozdanie i kategorycznie odrzucam zawarte w nim moralnie wątpliwe wnioski oraz główne zalecenia. Tak długo, jak długo pozostanę w Białym Domu, nie nastąpi złagodzenie narodowych wysiłków mających na celu kontrolę i wykluczenie sprośności z naszego życia narodowego”.
Wspomniana książka What Do We Know About the Effects of Pornography… stanowi podane w przystępny i zajmujący sposób podsumowanie wyników badań, które grupa naukowców z różnych dziedzin podjęła, opierając się na tysiącach tekstów naukowych poświęconych pornografii, tekstów, które powstały od czasu publikacji raportu. Wnioski z lektury tej książki są przygnębiające. Dlaczego? Ukazują dobitnie, że te same mechanizmy polityczne – bazujące na wykluczeniu i zaprzeczeniu – funkcjonują bez zmian od lat 70., zaś badania naukowe wciąż nie dysponują danymi, które dotyczą relacji między zdrowym rozwojem seksualnym a konsumpcją pornografii, nie wykazują, czy osoby korzystające z pornografii wiedzą, jak uprawiać (dobry) seks, czy mają mniej lub bardziej przyjemne życie seksualne, nie wyjaśniają, w jaki sposób konsumpcja pornografii wpływa na rozumienie tego, czym jest zgoda na seks, w tym postaw akceptujących przemoc. Większość tekstów, które zostały poddane analizie, miała i ma charakter normatywizujący, tzn. uznający, że jedyną zdrową formą seksualności jest seks monogamiczny, a wszystko, co wykracza poza tę formę, stanowi przejaw perwersji. Co więcej, podkreślają autorzy książki, przez 50 lat naukowcy nie ustalili spójnej i operacyjnej definicji pornografii. Oznacza to, że nie wiedzieli i nie wiedzą, co jest głównym przedmiotem ich badań. Innymi słowy, wciąż „rozpoznają pornografię, kiedy na nią patrzą”.
Powrócę na chwilę do wypowiedzi Richarda Nixona, który na określenie pornografii użył słowa, przy jakim warto się zatrzymać: smut – oznacza ono nie tylko nieprzyzwoitość, obsceniczność, sprośność, ale przede wszystkim brud, nieczystość. Słowo smut wywodzi się od czasownika smutten, oznaczającego „skalać” lub „poniżyć”, oraz rzeczownika smitta – „plama”, „zanieczyszczenie”, „skaza”. Niekiedy wystarczy na chwilę i nieznacznie zanurzyć się pod powierzchnię języka, żeby dostrzec, na jakich fundamentach ten język się wznosi. Za wypowiedzią Nixona stoi założenie, że cielesność to coś podrzędnego, zaś osoba, która zajmuje się sprawami cielesnymi, nosi piętno (jest skażona, splamiona, brudna). Zresztą prezydent USA niewiele w tej kwestii różnił się od Cycerona, który w pochodzącym z I w. n.e. traktacie O powinnościach stwierdził, że obsceniczne są otrzymane od natury z konieczności części ciała – takie jak mentula, cunnus czy anus – i jako takie powinny być ukryte, „jak najbardziej zakryte” (tłum. W. Kornatowski). Ludziom mówiącym o tych częściach ciała otwarcie, jak twierdził rzymski filozof, brakuje zdrowych zmysłów. Obie wypowiedzi, oddzielone tysiącami lat, miały na celu utrzymać tabu, jakim były – i pozostają – cielesność oraz seksualność, a jednocześnie zadbać o ład społeczny, za sprawą wykluczenia pornografii ze społeczeństwa.
Czym jest brud? Brud można zdefiniować jako coś, co nie zajmuje swojego miejsca, jest nie takie, jak trzeba, niewłaściwe. „Brud to materia, która przekroczyła granicę, jakiej nie powinna przekraczać – jak zapisze w jednym ze swoich esejów Anne Carson. – Jajko w koszulce podane na śniadanie na talerzu nie jest brudne; jajko w koszulce na podłodze czytelni The British Museum już tak”. W tym kontekście słowa Richarda Nixona dotyczące pornografii z jednej strony jawią się jako wyraz szczególnej potrzeby kontrolowania obiegu wiedzy i kultury („wykluczenie sprośności z naszego życia narodowego”), z drugiej – ukazują pornografię jako niedającą się kontrolować, nieznającą swojego miejsca, przekraczającą granice materię, która jest częścią kultury i niesie ze sobą konkretnego rodzaju wiedzę. Jaką wiedzę?
Wiedza pornografii
Pornografia wie, czym jest ilość. Liczba materiałów pornograficznych – dostępnych na funkcjonujących całą dobę serwisach internetowych – jest zatrważająca i wciąż rośnie. Oferta tych serwisów przypomina, jak celnie zauważa socjolog Steve Garlick, szwedzki stół, na którym znajdują się wszystkie możliwe rodzaje ciał, podzielone na rasy i narodowości, na wykonywane działania (od bukkake przez fisting po anal), na wiek (od napakowanych białych 30-latków po hot mommies), na jakość i sposób przedstawienia (amatorskie, VR, w wysokiej rozdzielczości, na żywo), na orientację seksualną lub rodzaje odgrywanych scenariuszy (typu „Niegrzeczna blondynka wita nowego sąsiada swoją cipką” lub „Chciałem tylko odebrać zamówienie od kurierki”).
Ten szwedzki stół jest wciąż uzupełniany, serwuje bez końca nowe podniety i nowe rodzaje przyjemności – jako taka pornografia ukazuje podległość wobec ogólnych zasad konsumpcji, a zarazem jawi się jako medium prezentujące obezwładniającą różnorodność ludzkiej seksualności.
Pornografia wie, czym jest powszechność. W felietonie zatytułowanym Jak rozpoznać film porno Umberto Eco sformułował krótką definicję pornografii: „Weszliście do sali kinowej. Jeżeli postaci przemieszczające się z A do B potrzebują na to więcej czasu, niżbyście sobie życzyli, oglądacie film pornograficzny” (tłum. K. Żaboklicki). Przytoczoną definicję Eco zapisał w 1989 r., to jest na 3 lata przed prezentacją przygotowanego przez IBM prototypu smartfona o nazwie Angler, urządzenia, które miało zrewolucjonizować sposoby uczestnictwa w kulturze i tworzenia kultury, w tym również sposoby produkowania i konsumowania pornografii. Odbiorca współczesnej kultury nie tylko nie ma problemu z rozpoznaniem filmu pornograficznego, ale i nie musi przebywać tej długiej drogi – iść do kina, kupować biletu, zajmować wskazanego miejsca, czekać na wyświetlenie nagrania lub wypożyczać „wideokasety” – żeby uczestniczyć w świecie, w którym „Gilberto, aby zgwałcić Gilbertę” „z przodu, z tyłu i z boku”, musi pojechać „z placu Cordusio na corso Buenos Aires”, dodatkowo „zatrzymując się na każdym czerwonym świetle”. Pornografia, za sprawą podłączonego do sieci smartfona, jest w stanie pojawić się dosłownie w każdym miejscu, dać dostęp do tego, co obsceniczne, w każdej, najbardziej nudnej, najbardziej błahej, najbardziej poważnej sytuacji (w 2022 r. 82% użytkowników pochodzących z Polski oglądało materiały dostępne w serwisie pornhub.com na telefonie komórkowym). W definicji zapisanej przez Umberto Eco pornografia – przedstawiająca „sceny nienadające się do opisania” – ma swoje konkretne miejsce, do którego należy dotrzeć, co więcej, odwleka wywołanie podniecenia i sprawienie przyjemności za sprawą koniecznych przerw. Dzisiaj pornografia znajduje się wszędzie i nigdzie, nie odwleka przyjemności, zaspokaja ją od razu (według badań przeprowadzonych na zlecenie internetowej firmy farmaceutycznej Chemist4U w Wielkiej Brytanii ponad 7 mln osób masturbuje się w trakcie pracy zdalnej, przynajmniej dwa razy w tygodniu, poświęcając na jedną „sesję” 37 minut, najczęściej w celu obniżenia poziomu stresu, zwiększenia poziomu koncentracji lub poprawienia nastroju).
Pornografia wie, czym jest seksualizacja. Odbiór paczki, ćwiczenia na siłowni, wizyta u lekarza, spacer po parku, rodzinne spotkanie, impreza urodzinowa, rozmowa telefoniczna z rodzicami, lunch w restauracji, wizyta w muzeum i wiele, wiele innych zdarzeń albo prowadzą do seksu, albo stanowią jego tło. Blowjob pod stołem konferencyjnym? Proszę bardzo. Seksowny trener personalny? Biorę. Mój chłopak gra na konsoli? Wyliżę jego współlokatorkę. Para młoda kroi tort? Ponoć na piętrze są spore i wolne łazienki, a matka panny młodej… W ten sposób pornografia nie tylko narusza społeczne reguły, ale przekonuje, że każda sytuacja może prowadzić do seksu, a wszystkie ciała są tak samo dostępne. Jest to myślenie, które jednocześnie może być wyrazem wyzwolenia seksualnego, które działa wbrew normom społecznym, jak również ustanawia myślenie patriarchalne zamieniające ciało każdego, nawet zwierząt, w ciało zawsze dostępne (Carol J. Adams w książce The Pornography of Meat [Pornografia mięsa] zapisze: dobre samopoczucie i pewność siebie zapewniają prawdziwemu mężczyźnie „świetny seks” i „soczysty stek ”). Pornografia wie, czym jest punkt widzenia. Najpopularniejsze materiały pornograficzne prezentują mężczyznę w sposób rzadko spotykany i boleśnie dosłowny, mianowicie jako…