Zainteresowanie buddyzmem w Polsce sięga końca XIX w., kiedy m.in. ukazała się książka jednego z pierwszych Europejczyków, którzy dokonali konwersji na buddyzm (a także współzałożyciela Towarzystwa Teozoficznego), Henry’ego Steela Olcotta, Zasady filozofii i moralności buddyjskiej według kanonu szkoły południowej. Na początku XX w. zaczęto publikować zarówno tłumaczenia ważnych tekstów buddyjskich (np. Dhamma pada), jak i opracowania polskich orientalistów. To przede wszystkim lektury wzbudziły zaciekawienie buddyzmem w kręgach inteligenckich i artystycznych – czasem przyjmowało ono jednak formę religijnego zaangażowania. Maria Konopnicka w liście do syna z 1910 r. tak pisała o pisarce Marii Rodziewiczównie: „Zupełnie teraz przejęta buddyzmem – i to jako wyznawczyni gorąca. I ja odnoszę się do buddyzmu sympatycznie, ale jako do systemu filozoficznego. (…) Ona zaś jako do religii. Należy do warszawskiej loży buddystów (…). Niedawno właśnie odprawiała buddyjski post. (…) Z tej gorliwej klerykałki – co się zrobiło. Co prawda to też klerykałka, tylko buddyjska”. Znaczną rolę w popularyzacji nauk Buddy w Polsce odegrało także Towarzystwo Teozoficzne, które propagowało buddyzm i hinduizm, przy czym traktowało je nie jako religie, lecz jako przejawy uniwersalnego systemu myślowego.
Rozwój badań nad buddyzmem i próby podejmowania praktyk religijnych przerwała II wojna światowa. Jednak już w 1949 r. Piotr Boniński i Władysław Misiewicz założyli w Radomiu nieformalne Koło Przyjaciół Buddyzmu. Zgromadzili znaczącą bibliotekę literatury buddyjskiej, tłumaczyli na polski liczne sutry, od ok. 1962 r. wydawali czasopismo „Ehi Passiko. Biuletyn listowy Koła Przyjaciół Buddyzmu w Polsce” – kilkadziesiąt stron maszynopisu, który w odpisach rozsyłano do ok. 20–30 osób.
W Krakowie istotną rolę odegrał tamtejszy ośrodek Jednoty Braci Polskich. Jego przewodniczącym przez pewien czas był Jan Hadyna, okultysta i różokrzyżowiec, przedwojenny wydawca „Lotosu”, organu polskich teozofów, a funkcję sekretarza pełnił ewoluujący w stronę buddyzmu Władysław Czapnik. To za ich sprawą większość członków tego zboru przeszła w latach 70. do powstających w Krakowie grup buddyjskich.
Przełomowe znaczenie miało podjęcie pod koniec lat 60. regularnej praktyki zen przez osoby związane z pracownią artystów malarzy Urszuli Broll i Andrzeja Urbanowicza (gdzie powstała grupa Oneiron, czyli Śnialnia – słynne laboratorium eksperymentów artystycznych, psychodelicznych i duchowych) przy ul. Piastowskiej 1 w Katowicach. Wcześniej Urbanowicz – pod wpływem Hadyny i lektury książek twórcy antropozofii Rudolfa Steinera – interesował się alchemią i okultyzmem. Bezpośrednią inspiracją do zaangażowania się w buddyzm stała się książka Trzy filary zen Philipa Kapleau. W 1974 r. odbyła się pierwsza 5-dniowa grupowa praktyka wzorowana na sessin (intensywnym okresie medytacji w klasztorach zen) oraz rozpoczęto wydawanie periodyku buddyjskiego „Droga” (następnie „Droga Zen”). Rok później przyjechał do Polski rosi Kapleau; powstała formalna grupa Koło Zen. Zapoczątkowało to starania o przybycie do Polski mistrzów i nauczycieli innych tradycji i szkół. W 1976 r. do Krakowa przyjechał po raz pierwszy lama Ole Nydahl. Dwa lata później do Polski przybył koreański mistrz zen Seung Sahn. Buddyzmem w mniejszym lub większym stopniu zainteresowało się wielu znanych artystów, m.in. Tomasz Lipiński, Kora Jackowska, Jacek Ostaszewski, Tomasz Hołuj i Małgorzata Braunek. Jedni po jakimś czasie odchodzili, by kontynuować poszukiwania duchowe w innych sferach, dla innych – jak Braunek – buddyzm stał się kwestią fundamentalną.
Okres powojenny to czas nieufności komunistycznego państwa, ścisłego nadzoru Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej nad powstającymi grupami buddyjskimi, połączonego z generalnie niezbyt przychylnym stanowiskiem Kościoła katolickiego. Nieco zaskakującą kontynuacją tych postaw była histeria wokół sekt z lat 90., kiedy można było obserwować sojusz części Kościoła i postkomunistycznej lewicy; np. „Trybuna” całkiem na poważnie cytowała s. Michaelę Pawlik, samozwańczą tropicielkę „duchowych zagrożeń ze Wschodu”.
Obecnie w naszym kraju jest aktywnych przeszło 50 grup, oddających niemal całe spektrum buddyzmu: nie tylko główne tradycje (therawady, mahajany i wadżrajany), lecz także wiele szkół, zarówno związanych z sangami azjatyckimi, jak i reprezentujących zachodnie wersje buddyzmu; tych o zasięgu niemal ogólnoświatowym i tych niszowych.
Można by zatem sądzić, iż buddyzm w Polsce jest religią stosunkowo znaczącą, zwłaszcza że niektóre związki zrzeszają po kilka tysięcy członków (choć zdecydowana większość zaledwie kilkunastu, jeśli wręcz nie kilku). Tymczasem szacuje się, że buddystów w naszym kraju jest ok. 15 tys.; liczba ta odnosi się do osób praktykujących w ramach formalnych grup. Utrudnienie w ustaleniu dokładnych danych stanowi nie tylko to, że wiele grup ma charakter nieformalny, lecz także fakt, że wielu buddystów praktykuje – systematycznie lub incydentalnie – jednocześnie w różnych sangach, nierzadko wywodzących się z różnych tradycji. Sprzyja temu prowadzona na sporą skalę współpraca pomiędzy grupami: wspólnie organizowane są uroczystości religijne (np. święto Wesak – celebrujące narodziny, oświecenie i śmierć Buddy, obchodzone przeważnie w dniu majowej pełni Księżyca) czy podejmowane różnego rodzaju inicjatywy społeczne i ekologiczne.
Próby obliczenia liczby buddystów w Polsce komplikuje przy tym relatywnie często spotykana niechęć do deklarowania się jako buddysta.
Co to znaczy być buddystą?
Wydawałoby się, że dla osoby praktykującej zgodnie z naukami Buddy nie ma nic bardziej oczywistego niż zadeklarowanie się jako buddysta czy buddystka. Tymczasem nie jest to wcale proste. Kwestionowane bywają już same pojęcia „buddyzm” i „buddysta”. Zwraca się uwagę, że system stworzony przez Buddę Siakjamuniego był oryginalnie określany jako Buddha Dharma (sanskr.), czyli „Nauka Przebudzonego”. Termin „buddyzm” został stworzony dopiero przez zachodnich naukowców, przez analogię choćby z „chrześcijaństwem”. Jak twierdzą niektórzy polscy adepci nauk Buddy, już przez samo zastosowanie tego pojęcia wypaczany jest ich sens, ponieważ celem praktyki jest odtworzenie we własnym doświadczeniu egzystencjalnym drogi mędrca z rodu Siakjów aż do szczytowego punktu, jakim jest osiągnięcie oświecenia, a zatem stanie się Buddą, a nie bycie „buddystą”, który jest wyznawcą Buddy, oddającym mu cześć poprzez odprawianie modłów i rytuałów, lecz nie czerpiącym z jego nauk tego, co w nich najcenniejsze.
W tym kontekście w dyskusjach między buddystami często powraca spór o to, czy buddyzm jest religią czy też filozofią.
Jest zaliczany do grona wielkich religii świata, ponieważ ma wiele cech uznawanych za typowe dla systemów religijnych (jak transcendentny wymiar nauk, struktury monastyczne, krąg wyznawców, obrzędy i rytuały), zarazem jednak różni się od tego, jak rozumie się religię w naszym kręgu kulturowym. Wielu Polaków utożsamia religię z wiarą w Boga Stwórcę i na tej podstawie wyrokuje, że buddyzm religią nie jest. Są skłonni uznać nauki Buddy za system filozoficzny, pomijając fakt, że sam Przebudzony odrzucał ogólne problemy teoretyczne, krytycznie wypowiadał się na temat intelektualizowania i podkreślał znaczenie praktycznych działań mających na celu wyzwolenie się z sansary.
Wprawdzie istnieje filozofia buddyjska (podobnie jak filozofia chrześcijańska), w ramach której wyodrębniło się kilka znaczących nurtów, lecz nie obejmuje ona wielu kwestii kluczowych z punktu widzenia praktyki. Podążanie drogą Buddy wymaga zaś przede wszystkim realizacji jego nauk w swoim życiu; podstawę stanowi wiara w to, że każdy człowiek jest obdarzony wrodzoną zdolnością dostania się mu równym, oraz zaufanie do słów i osobistego przykładu Siakjamuniego. Punktem wyjścia są Cztery Szlachetne Prawdy: o cierpieniu, przyczynie cierpienia, ustaniu cierpienia i ścieżce prowadzącej do ustania cierpienia.
Kwestionowanie religijnego wymiaru buddyzmu i traktowanie go jako filozofii wynika w znacznej mierze z tego, że polscy buddyści to w większości konwertyci z chrześcijaństwa lub chrześcijanie, zarówno niepraktykujący, jak i poszukujący nowych doświadczeń duchowych poprzez zgłębianie niektórych aspektów nauk (np. o współczuciu i miłującej dobroci) czy przyjęcie pewnych form praktyki buddyjskiej (w szczególności medytacji). Dokonywane są tu różne wybory, od prób łączenia buddyzmu z chrześcijaństwem przez równoległe praktykowanie obu religii po zdecydowane odrzucenie nie tylko samego chrześcijaństwa, ale także kojarzonego z nim stylu religijności. Stąd też praktykowanie nauk Buddy może być zarówno przejawem głębokiej identyfikacji z tą religią, jak i próbą rozszerzania duchowości chrześcijańskiej lub też odrzucenia religii jako takiej i poszukiwania własnej drogi rozwoju, nie tylko buddyjskiej, lecz także ateistycznej, ezoterycznej, mieszanej… Wiele osób wybierających te ostatnie dwie ścieżki nie deklaruje się jako buddyści, gdyż buddyzm nie jest dla nich ani religią, ani nawet filozofia, z którą najsilniej się identyfikują.
Typowy dla buddyzmu w Polsce równoczesny kontakt z wieloma różnymi buddyjskimi tradycjami, szkołami i stylami nauczania otwiera przed adeptami tej religii nowe perspektywy i umożliwia poznawanie odmiennych nauk, a niekiedy powoduje też zagubienie i dezorientację.
Zróżnicowanie nauk – casus wegetarianizmu
Wyrazisty przykład dezorientacji co do faktycznych nauk Buddy stanowi kwestia jedzenia mięsa. W powszechnej świadomości dominuje stereotyp buddysty-wegetarianina. Tymczasem w zdecentralizowanej doktrynie buddyjskiej nie ma powszechnie obowiązującej zasady dotyczącej dopuszczalności zjadania zwierząt. Nigdzie w kanonie palijskim nie pojawia się nakaz powstrzymywania się od jedzenia mięsa; zostało sformułowane jedynie zalecenie, by mnich nie spożywał mięsa zwierzęcia, które zostało zabite dla niego, którego śmierć widział lub słyszał odgłosy zabijania. Mnisi therawady w większości postrzegają zwierzęta jako formę wcielenia niższą od ludzi, a tym samym niezasługującą na takie samo współczucie jak człowiek, dopuszczają zatem jedzenie mięsa, zwłaszcza tego, które otrzymali w darze od wyznawców; jednak niektórzy nauczyciele zalecają wegetarianizm jako praktykę współczucia i miłującej dobroci wobec wszystkich czujących istot. W szkołach mahajany, dla której kluczowe znaczenie ma ideał bodhisattwy, zdecydowanie dominuje wegetarianizm; zakaz spożywania mięsa został wyrażony wprost w tak ważnych sutrach tej tradycji jak Lanka watara i Surangama. Nie oznacza to, że jest to zasada powszechna: w Japonii mnisi zen mogą spożywać pokarmy pochodzenia zwierzęcego. Wegetarianizm nie stanowi wiążącego zalecenia w wadżrajanie, która najpełniej rozwinęła się w Tybecie, gdzie niejedzenie mięsa jest niemal niemożliwe ze względu na surowy klimat. Obecnie w kręgach buddyzmu tybetańskiego na całym świecie obserwuje się stopniowe zmiany w tym zakresie – coraz większy nacisk jest kładziony na powstrzymywanie się od jedzenia mięsa ze względu na szacunek dla wszelkiego życia. Jak widać z tego mocno skrótowego opisu, kwestia ta nie tylko nie jest jednoznacznie uregulowana, lecz nawet nie da się sprowadzić do prostego przypisania do poszczególnych tradycji i szkół.
W Polsce już pod koniec XIX w. jako cechę charakterystyczną dla buddyzmu podkreślano etyczny stosunek do zwierząt, a w okresie dwudziestolecia międzywojennego na spotkaniach dla osób zainteresowanych religiami Wschodu serwowano dania jarskie. Także w czasach powojennych polscy buddyści w większości dążyli do przestrzegania diety wegetariańskiej.
Dziennikarze piszący w latach 70. i 80. o grupach buddyjskich w Polsce podkreślali przestrzeganie diety wegetariańskiej jako sympatyczną osobliwość, charakteryzującą całe środowisko, od grup zen po sangi tybetańskie. Na kształtowanie się postaw w tym zakresie silnie wpłynęły przekonania Philipa Kapleau, który – choć propagował japoński zen – w książce Ochraniać wszelkie życie. Buddyjski przyczynek do wegetarianizmu stanowczo twierdził, że Budda wymagał od swoich uczniów rezygnacji ze spożywania mięsa, a wypowiedzi Siakjamuniego, które miałyby świadczyć o jego przyzwoleniu na zjadanie zwierząt, samowolnie umieścili w kanonie palijskim „mnisi i skrybowie, którzy jadali mięso”, by zafałszować jego oryginalne przesłanie. Jednak wewnątrz samych kręgów buddyjskich zaczęły pojawiać się głosy krytyczne, kwestionujące wegetarianizm jako element naiwnego stylizowania się polskich buddystów na azjatyckich buddyjskich mnichów czy wręcz wyraz nieznajomości oryginalnych nauk Buddy, gdyż sutry Lankawatara i Surangama powstały kilkaset lat po śmierci Przebudzonego, a fragmenty dotyczące jedzenia mięsa zostały dopisane prawdopodobnie przez wegetariańskich „mnichów i skrybów”. Pojawiały się oceny, że wykluczenie mięsa jest dziwactwem, czymś sprzecznym z ludzką naturą. Obecnie w większości polskich grup buddyjskich podczas formalnych odosobnień serwowane są wyłącznie dania wegetariańskie, co nie znaczy, że wszyscy ich członkowie są wegetarianami. Obserwuje się znaczne zróżnicowanie postaw: od rygorystycznego weganizmu przez próby ograniczania spożywania mięsa po radykalne odrzucanie „ideologii wege”. Rozmaite są przy tym motywacje: jedni zwolennicy wegetarianizmu podkreślają szacunek dla każdej formy życia i…