Subskrybuj
Andrew Huberman. Ilustracja: Tomasz Majewski
Specjalista w zakresie komunikacji naukowo-technicznej, publicysta popularnonaukowy, kurator projektów naukowo-artystycznych, analityk trendów. Doktorant w Instytucie Nauk Humanistycznych na SWPS w Warszawie. Bada zależności między zmianami społeczno-kulturowymi a nauką, techniką, designem i sztuką. Założyciel i prezes https://highculture.pl/

Hubermania

Andrew Huberman przeistoczył dbanie o siebie z praktyk kojarzonych z magazynami kobiecymi w optymalizację własnej biologii. Niestety, z analiz jego błędów, manipulacji i konfliktów interesów zebrałaby się już co najmniej mała książka, a jego publiczny wizerunek racjonalnego naukowca znacznie odbiega od realiów życia prywatnego.

W ciągu kilku ostatnich lat w kosmicznym wręcz tempie rozbłysła nowa internetowa gwiazda popularyzacji nauki – Andrew Huberman. Ten prawie 50-letni neurobiolog, specjalista w zakresie okulistyki neurologicznej, dyrektor laboratorium na Uniwersytecie Stanforda oraz wykładowca tej uczelni, został autorem podkastu Huberman Lab – dziś jednego z najpopularniejszych na świecie programów o nauce i o zdrowym stylu życia. Prezentuje w nim, jak twierdzi, poparte badaniami naukowymi sposoby na lepsze życie. Cieniem na zawrotnej karierze Hubermana kładą się jednak zarzuty nierzetelności niektórych przekazywanych przez niego informacji oraz nieuczciwości w życiu prywatnym. Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, do jakiego stopnia za jego minimalistyczną czarną stylizacją kryje się tak naprawdę nie społecznie odpowiedzialny popularyzator, tylko – jak chcieliby jego najwięksi krytycy – czarny charakter maksymalizujący zyski poprzez cyniczne instrumentalizowanie nauki.

Pandemiczna popularność

Latem 2024 r. Huberman może się pochwalić prawie 7 mln obserwujących na Instagramie, niecałymi 6 mln subskrybentów na YouTubie i blisko 4,5 mln obserwatorów na innych platformach. Oprócz działalności podkastowej organizuje trasy wykładowe, na które wyprzedają się wszystkie bilety. W tym, przykładowo, na wykład w słynnym gmachu opery w Sydney. Pierwszą książkę Hubermana wyda w USA wiosną 2025 r. prestiżowe wydawnictwo Simon & Schuster. Niedawno jego pozycję mainstreamowego celebryty przypieczętował występ w talk-show Jimmy’ego Fallona The Tonight Show – jednym z najpopularniejszych tego typu programów na świecie.

Początki Huberman Lab były skromne. Pod koniec 2017 r. szerzej nieznany Huberman założył konto na Instagramie.

Sam rzadko pojawiał się w postach – dominowały materiały z pracy jego laboratorium, które dotyczyły działania mózgu, publikacji w prestiżowych czasopismach oraz powiązanych zagadnień naukowych. Od 1 stycznia 2019 r. postanowił potraktować sprawę poważniej. Stawał przed kamerą i niemal codziennie dzielił się wiedzą w jednominutowych nagraniach. Swoją niewątpliwą charyzmą, nienaganną dykcją i wrażeniem dużej wartości merytorycznej treści przekazywanych w angażujący sposób zaczął zjednywać sobie pierwszych fanów nauki.

Rok później wybuchła pandemia COVID-19. Przeniesienie życia przed ekrany w lockdownie było dla wszystkich silnie stresujące, a Huberman – od lat badający stres w swoim laboratorium – dysponował praktycznymi narzędziami radzenia sobie z tym destrukcyjnym stanem. Gdy wszyscy wokół mówili o chorobach i o śmierci, pozostając bezradnymi w obliczu chaosu szerzącej się epidemii, on zaczął przekonywać, że można odzyskać autonomię, kontrolę nad funkcjonowaniem własnego organizmu i własnej psychiki. Dodawał ludziom siły i z autorytetem profesora Uniwersytetu Stanforda podkreślał, że wszelkie jego wskazówki są zawsze mocno ugruntowane w wiedzy naukowej.

Nic dziwnego, że materiały jego autorstwa zaczęły rozprzestrzeniać się po świecie równie szybko jak koronawirus.

Zaczął być zapraszany do dziesiątek podkastów, w tym do tych najpopularniejszych na świecie: The Joe Rogan Experience i do Lexa Fridmana. Ten drugi zachęcił go pod koniec 2020 r. do uruchomienia własnego podkastu. Po niespełna czterech latach Huberman Lab w serwisie Spotify plasował się na trzecim miejscu na świecie, a w rankingu Apple Podcasts regularnie zajmuje miejsca na szczycie kategorii programów o zdrowiu.

Struktura, dyscyplina i kontrola

Dziś Huberman Lab to wielkozasięgowa maszyna influencerska. Kiedy analizuje się fenomen Hubermana, trzeba uważać, żeby bezkrytycznie nie powielać, wyglądających czasami na zaprojektowane PR-owo, narracji o młodości pełnej budzących sympatię wyzwań.

Jego relacja z nauką nie zawsze zapowiadała karierę akademicką.

Problemy wychowawcze zaczęły się ok. 13. roku życia, kiedy rozwiedli się jego rodzice, a siostra wyjechała na studia. Ten okres Huberman opisuje jako skrajnie konfliktową i traumatyczną sytuację. Większość czasu zaczął spędzać w kalifornijskiej społeczności skateboardzistów, w której było więcej nastolatków bez rodziców. Spotkało go tam dużo życzliwości, zaprzyjaźnił się z rówieśnikami bardzo różnymi od siebie, ale zobaczył też dużo problemów z narkotykami, z alkoholem i z przemocą. Przez kłopoty rodzinne, pozostawiony bez nadzoru, zaczął opuszczać lekcje, nie się w uliczne bójki (według „New York Magazine” jego koledzy ze szkoły nie pamiętają jednak, żeby się bił). Szczęśliwie, jak twierdzi, narkotyki i alkohol nigdy go nie interesowały. Jego zachowanie stało się jednak dla szkoły na tyle problematyczne, że na ponad miesiąc trafił do zamkniętego ośrodka resocjalizacyjno-terapeutycznego (przeznaczonego głównie dla wagarowiczów z poważnymi problemami emocjonalnymi i behawioralnymi). Dziennikarze szukający informacji o tym ośrodku nie mogli go zidentyfikować. Huberman opowiada, że znalazł się wtedy pośród osób ze znacznie poważniejszymi problemami (uzależnionych od narkotyków, ofiar molestowania), spośród których kilka popełniło samobójstwo, kiedy tam był. W ośrodkach tego typu panuje rygorystyczny nadzór, dni są precyzyjnie ustrukturyzowane, a młodzi ludzie pozostają pod opieką terapeutów. Huberman postrzegał tę karę jako niesprawiedliwą, czuł, że odebrano mu całą kontrolę, jednak szybko docenił wsparcie terapeutyczne. Terapeutka pytała go o to, co sam chciał wiedzieć: co się dzieje w jego głowie, czemu o siebie nie dba. Nauczyła go introspekcji.

Huberman wprost przyznaje, że terapia go uratowała.

Po wyjściu z ośrodka musiał zmienić szkołę i kontynuować terapię. Zainteresował się ćwiczeniami siłowymi, bieganiem i sztukami walki. Z nie najlepszymi wynikami dostał się na studia. Twierdzi, że częściej brał jednak udział w bójkach, niż bywał na zajęciach. Po jednej z bójek, które mogły skończyć się tragicznie, zaczął się obawiać, że skończy albo martwy, albo w więzieniu. Nie chciał kolejny raz znaleźć się pod kluczem.

Ten katartyczny wniosek był początkiem jego wyboistej drogi na Stanford. Jak sam twierdzi, stał się „maszyną do uczenia się i do ćwiczeń fizycznych”. Do końca studiów miał później same najlepsze oceny. Chciał zostać na uczelni, mieć własne laboratorium i wykładać. Od zawsze interesowała go biologia, a od czasu rozpoczęcia terapii – również psychologia. Zafascynowały go badania mózgu, rozwijały się także jego zainteresowania sprawnością fizyczną i suplementacją. Narzucił sobie surową dyscyplinę pracy nad umysłem i nad ciałem. Po długiej drodze wspinania się po kolejnych szczeblach kariery akademickiej w uczelniach systemu Uniwersytetu Kalifornijskiego trafił na Uniwersytet Stanforda.

Kiedy opisuje swoją drogę akademicką, podkreśla, że zawsze robił wszystko, żeby pracować u najlepszych.

Do naukowców, w których laboratoriach zdobywał badawcze szlify, przyciągała go także ich autentyczność oraz ekscytacja nauką. W młodości trzymał się ze skateboardzistami i punkami, bo patrzyli na świat inaczej: bez dogmatów, heretycko. Takich samych ludzi szukał w nauce – idących pod prąd. W ostatnich latach jego największą miłością stał się natomiast podkasting.

„Dziękuję za zainteresowanie nauką”

Tymi słowami Huberman kończy każdy odcinek swojego podkastu. Większości swoich odbiorców mógłby podziękować również za ignorowanie, że część z tego, co mówi, to – niestety – pseudonauka. Zacznijmy jednak od wszystkiego, co Huberman robi dobrze, a być może nawet najlepiej (a przynajmniej w największej skali) na świecie. Zainteresował on miliony ludzi nauką w czasach słabnącej roli ekspertów, zwiększającego się dystansu w stosunku do nauki oraz szalejącej dezinformacji. Można mu pozazdrościć zdolności utrzymywania uwagi odbiorców (tym bardziej że odcinki jego podkastu trwają nierzadko ponad dwie godziny), pedagogicznej cierpliwości i łatwości wyjaśniania złożonych kwestii prostym językiem (jednocześnie bez nadmiernego upraszczania, co można interpretować jako szacunek dla inteligencji odbiorców). Co najmniej równie ważne jak forma nauczania jest jednak to, czego się uczy.

Huberman kreuje się na altruistycznego edukatora, minimalistę bezpłatnie dzielącego się wiedzą na poziomie uniwersyteckim – wiedzą dodatkowo ukierunkowaną na radzenie sobie z codziennymi życiowymi wyzwaniami.

Brzmi to zbyt piękne, żeby było prawdziwe, i niestety prawdziwe nie jest, a przynajmniej – nie w całości. Huberman coraz częściej trafia na celownik naukowych demaskatorów. Z publicznie dostępnych przykładów obnażania jego manipulacji, obalania twierdzeń oraz analiz błędów zebrałaby się już co najmniej mała książka.

Andrea Love to mikrobiolożka i immunolożka, która również popularyzuje naukę. W swoich tekstach wykazała, że Huberman popełnia czasami wręcz podstawowe błędy. Twierdził np., że kortyzol pobudza układ odpornościowy, a ma on efekt przeciwny i dlatego kortykosteroidy są wykorzystywane w przypadku chorób autoimmunologicznych. Inne błędy polegają na tym, że Huberman podważa ustalenia, co do których panuje w nauce konsensus. Tutaj jednym z przykładów podawanych przez Love jest to, że kwestionuje on bezpieczeństwo używania fluoru do zapobiegania chorobom zębów i zaleca używanie past i wody bez fluoru.

Andrei Love wtóruje Jonathan Jarry ze zwalczającego pseudonaukę Biura ds. Nauki i Społeczeństwa (ang. Office for Science and Society) na Uniwersytecie McGilla. Zwraca on uwagę, że Huberman zaleca przyjmowanie ashwagandhy (suplementu diety) ze względu na jej rzekomo zbawienne według Hubermana działanie na stres i na wiele innych dolegliwości (z depresją włącznie). Jarry przestrzega, że istnieją podejrzenia co do pogarszania przez ashwagandhę chorób autoimmunologicznych, a nawet, że może ona wywoływać poronienia. U Hubermana próżno szukać tych informacji. Co więcej, badania nad tą rośliną, jak nad większością tzw. adaptogenów, nie pozwalają wyciągać daleko idących wniosków.

Litości dla Hubermana nie miał także Matthew Hill z uniwersytetu w Calgary, od dwóch dekad badający wpływ kannabinoidów na ludzki organizm. W wypowiedziach dla magazynu „Rolling Stone” odcinek Huberman Lab dotyczący marihuany uznał za pełen uproszczeń na granicy pseudonauki, rażących błędów i przestarzałych stereotypów.

Zdarzają się ponadto przypadki skrajne.

Przykładowo, w odcinku o piciu wody i o optymalizowaniu jej jakości Huberman wspominał o tzw. wodzie strukturyzowanej, temacie powszechnie zwalczanym jako pseudonauka w środowisku komunikacji naukowej. Co prawda, mówił o niej jedynie jako o koncepcji niepopartej dowodami, niemniej jednak o koncepcji, którą uznał za interesującą. Dla osób śledzących dyskusje o najbardziej jaskrawych przykładach pseudonauki to wyjątkowy blamaż Hubermana.

Badanie badaniu nierówne

Przykłady nierzetelności naukowca można by mnożyć. Najczęściej pojawiające się zarzuty dotyczą nadinterpretacji wyników badań, naciągania faktów i manipulowania nimi. Wiele z rekomendacji Hubermana nie ma podstaw naukowych albo te podstawy są co najwyżej pozorne. W publikowanych razem z każdym odcinkiem notatkach można wprawdzie znaleźć źródła i wielu osobom to wystarczy. Niestety, badanie badaniu nierówne. Jak wyjaśnia Andrea Love, badać można same komórki, zwierzęta, a jeśli nawet bada się ludzi, to często jedynie za pomocą takich nieprecyzyjnych metod jak ankiety albo obserwacje w warunkach laboratoryjnych. Nierzadko trudno w takich przypadkach o miarodajne wyniki. Huberman często sięga po wartościowe publikacje, ale zdarza mu się również przytaczać badania miernej jakości (czasami pojedyncze, przeprowadzone na niewielkich grupach, bez placebo, bez podwójnie ślepej próby i innych równie ważnych kryteriów rzetelności), które przedstawia jako solidnie uzasadnione i z których wyciąga daleko idące wnioski.

Zbyt łatwo przechodzi od badań na zwierzętach do zaleceń dla ludzi.

Zdarza się mu dobierać badania pod tezę, sięgać po niezwiązane ze sobą publikacje, które dodatkowo nie dotyczą bezpośrednio tematu, o jakim mówi, lecz dają się nagiąć tak, żeby wspierały jego wnioski. Mówi o definitywnych rozstrzygnięciach tam, gdzie jest wieloznaczność i gdzie trwają dyskusje między badaczami. Zbyt rzadko zastrzega, że wyniki są wstępne, potrzeba więcej badań i że poruszamy się w obszarze prawdopodobieństwa.

Krytyka dotyczy ponadto zapraszania do podkastu ekspertów, którzy głoszą tezy sprzeczne z konsensusem naukowym: Sary Gottfried, która szerzyła pseudonaukowe zalecenia dotyczące regulowania hormonów dietą, czy Roberta Lustiga, który cukier bezpodstawnie nazywa trucizną i celowo wprowadzał ludzi w błąd, twierdząc, że badania, na jakie powoływał się w podkaście Hubermana, były prowadzone na ludziach, gdy tymczasem w rzeczywistości prowadzono je na szczurach.

Jako osobna kwestia na uwagę zasługuje stosunek Hubermana do szczepień.

Na początku pandemii, kiedy zwiększał skalę działań popularyzatorskich, świadomie postanowił nie poruszać tematu szczepionek na COVID-19. Mówił, że to pole minowe, dyskusji w sieci się nie wygra, a poza tym nie jest przecież wirusologiem. W innych przypadkach jednak wykraczanie poza swoją wąską specjalizację mu nie przeszkadza. Ostatecznie nawet brak wiedzy wirusologicznej nie uniemożliwił mu wypowiadania się o innych szczepieniach – przeciwko grypie. Choć nigdy nie powiedział, żeby tych szczepionek nie przyjmować, wprost mówił, że sam ich nie przyjmuje. Wyjaśniał, że nie przebywa w miejscach, gdzie byłby narażony na zarażenie się wirusem grypy. I że dba o siebie. Podważał też skuteczność tych szczepionek, mówiąc, że to zawsze loteria, czy akurat trafi się na wariant wirusa, przed którym chroni szczepionka. Zalecał jednak porozmawiać z lekarzem przed podjęciem decyzji.

Tę sprawę komplikuje dodatkowo fakt, że popularność swojego kanału Huberman zawdzięcza w pewnej mierze występom w podkaście Joe Rogana – znanego z antyszczepionkowych wypowiedzi i promowania teorii spiskowych nt. pandemii COVID-19.

Huberman pojawiał się w jego programie w czasie pandemii jako ekspert, który nie namawiał do szczepień, tylko mówił o dbaniu o siebie w inny sposób, m.in. za pomocą suplementów, które Rogan również promuje. W tym kontekście Hubermanowi zarzucano też, że zachęcał do oglądania rozmowy Rogana z Robertem F. Kennedym Jr., również znanym z postaw antyszczepionkowych. Krytyki zebrało się już tak dużo, że na stronie Huberman Lab jest specjalne miejsce, gdzie można ją zgłaszać. Sam Huberman czasami przyznaje się do błędów. Publicznie mówi o tym, że informuje o nich w swoich mediach społecznościowych, wprowadza korekty do wersji audiopodkastu oraz poprawki w napisach w wersji wideo. Wprost do większości zarzutów o pseudonaukę się jednak nie odnosi. Choć zdarzają się wyjątki – Matthew Hill, który krytykował jego odcinek o marihuanie, otrzymał zaproszenie do podkastu, żeby omówić sporne kwestie.

Konflikt interesów

Na początku każdego odcinka Huberman podkreśla, że podkast nie ma związku z wykładami ani z badaniami, które prowadzi na Uniwersytecie Stanforda. Reputacja jego kanału bezpośrednio wiąże się jednak z jego pozycją na tej elitarnej uczelni. Jednocześnie krytycy Hubermana twierdzą, że wyolbrzymia on swoją relację z uniwersytetem. Podają w wątpliwość nawet sam fakt istnienia jego laboratorium. Huberman mieszka prawie 600 km od Stanfordu. Raczej trudno jest mu często zaglądać do pracowni. Przyznaje, że przez działalność podkastową laboratorium się zmniejszyło, ale zapewnia, że ono działa, że pojawiają się publikacje i że nawiązywane są współprace.

Co innego wynika z ustaleń „New York Magazine”.

Laboratorium prawie nie istnieje – obecnie pracuje w nim jedna osoba ze stopniem doktora.

Skala działań zmniejszała się już w okresie pandemii, naukowcy pracowali podobno bez nadzoru Hubermana, a sprzęt za setki tysięcy dolarów kurzył się nieużywany, więc przejmowały go inne pracownie. W reakcji na te publicznie podnoszone wątpliwości rzecznik Uniwersytetu Stanforda stwierdził niedawno jedynie, że laboratorium formalnie istnieje i że obecnie jest w trakcie przenosin z wydziału neurobiologii na wydział okulistyki. Huberman w każdym razie nadal jest wykładowcą tej uczelni. W chwili oddania niniejszego artykułu do druku Uniwersytet Stanforda nie odniósł się publicznie do innych formułowanych wobec Hubermana zarzutów.

A tych zarzutów nie brakuje. Wszystkie opisane błędy i nadużycia (i wiele więcej, których analizy można znaleźć w sieci) nie wydają się przypadkowe, kiedy spojrzy się na listę sponsorów Huberman Lab. Jest pośród nich m.in. firma produkująca napój na bazie yerba mate, którą Huberman chwalił za używanie wody bez fluoru, oraz producenci suplementów i wanien do zimnych kąpieli, czyli rzeczy, które Huberman wymienia, kiedy mówi, że on sam na grypę się nie szczepi, bo dba o swoją odporność na inne sposoby.

Największy kłopot właśnie w tym, że oprócz promowania wątpliwej jakości nauki dodatkowo pojawia się u Hubermana kontekst sprzedażowy.

Huberman zasłania się faktem, że reklamy są konieczne, żeby treści mogły być bezpłatne dla każdego. Internetowy kapitalizm już dawno nauczył nas jednak, że jeśli coś w sieci jest za darmo, to wtedy my, odbiorcy, jesteśmy produktem. Huberman nie jest tutaj wyjątkiem – sprzedaje naszą uwagę.

Co więcej, utrzymanie uwagi bardzo wielu odbiorców w kontekście specyfiki algorytmów mediów społecznościowych wymaga regularnego publikowania w podobnym stopniu angażujących materiałów. Hubermanowi szybko skończyły się tematy z jego działki naukowej. Musiał szukać ich szerzej, stąd sięganie po każdy trend,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy zwierzęta domowe są z nami szczęśliwe?