Szkicu obrazu postępu ducha ludzkiego (1794) Nicolas de Condorcet, którego oświeceniowego optymizmu nie zdławił nawet wymierzony w niego terror rewolucji, pisał: „Nadejdzie czas, gdy słońce świecić będzie tylko ludziom wolnym, nie uznającym innego pana niż własny rozum; gdy tyrani i niewolnicy, kapłani oraz ich głupie lub obłudne narzędzia istnieć będą jedynie w historii i w teatrze” (tłum. E. Hartleb). Postęp to dla Condorceta stopniowe znoszenie nierówności między narodami i jednostkami, to zrównanie płci i likwidacja niewolnictwa, to wyzwalanie się człowieka spod władzy utrwalających przemoc stosunków i idei. Condorcet był optymistą również w odniesieniu do sposobu, w jaki postęp ów ma się dokonywać. Wystarczy, by państwo nie przeszkadzało. „Majątki dążą w sposób naturalny do wyrównania” – natura pełni tu funkcję niewidzialnej ręki rynku Adama Smitha – a gdy już dzięki poluzowaniu prawa, wspierającego dotąd głównie posiadaczy ziemskich, oraz rozkwitowi nauk przyrodniczo-matematycznych i techniki nastąpi ogólnoświatowy dobrobyt, wtedy nieuniknione będą powszechna wolność i postęp moralny całej ludzkości. Kolonizator, zdaniem Condorceta, sam wreszcie pojmie, jak absurdalne i niemoralne jest jego przekonanie, że jeden człowiek może drugiego mieć za niewolnika.
Wiara w ścisły związek wolnego rynku z procesem wyzwolenia zniewolonych stanowi jedną z najlepiej „sprzedających” kapitalizm idei.
Również transformacja polskiej gospodarki po 1989 r. przebiegała pod hasłem wyzwolenia umysłów (socjalistycznych, oportunistycznych, niesamodzielnych, niezdolnych do zajęcia innej niż „roszczeniowa” postawy itd.). Oto wczorajszy homo sovieticus dziś staje się self-made manem i wystarczy tylko, że osiągniemy odpowiedni stan dobrobytu, a na mocy jakiejś wewnętrznej konieczności rozpleni się emancypacja, edukacja, szacunek dla praw człowieka, ogólnospołeczna odpowiedzialność i międzysąsiedzka solidarność.
W wieku XVIII mit kapitalizmu jako nośnika cnót i wartości odgrywał istotną rolę w przekształcaniu struktur społeczno-politycznych Europy i mógł skutecznie kanalizować społeczne emocje. W dobie oświecenia nie tylko z perspektywy bourgeois mogło się zdawać, że zniesienie tyranii i wprowadzenie wolnego rynku są ze sobą tożsame, a jedno bez drugiego nie może istnieć. Jasno określony hegemon: król, posiadacz ziemski, papież, inkwizytor czy cenzor, stawał się ucieleśnieniem opresyjnego porządku, który można było zmienić za pomocą gilotyny. Obietnica osiągniętej w ten sposób mobilności społecznej, gdy wolna jednostka rzeczywiście będzie kształtować swój los, przemawiała zarówno do arystokraty i idealisty Condorceta, jak do bogatych mieszczan czy klas ludowych. Również dziś syreni śpiew libertarian uwodzi opowieścią o deregulacji rynku jako drodze do powszechnej szczęśliwości.
Indianin, kobieta, chłop
Silvia Federici od dziesięcioleci dekonstruuje mit kapitalizmu jako nośnika wolności, równości i praw człowieka. W działalności akademickiej koncentruje się na analizie ścisłych związków pojęć płci, rasy i klasy w systemie kapitalistycznym, nie traktując ich jednak jako jednostek czysto abstrakcyjnych, lecz wychodząc od zjawisk i praktyk, których sens ujawnia się dopiero poprzez uchwycenie ich jako przejawów ogólnej struktury. Książka Kaliban i czarownica. Kobiety, ciało i akumulacja pierwotna, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Karakter w tłumaczeniu Krzysztofa Króla, jest doskonałym tego przykładem, a jednocześnie najszerzej komentowaną spośród publikacji Federici. Nie jest to opowieść o abstrakcyjnym „Indianinie”, „kobiecie” czy „chłopie” w ogóle; to historie zniewolenia i oporu konkretnych, ucieleśnionych podmiotów, prześladowanych za czary kobiet, rzemieślniczek, którym odmawiano prawa do pracy zarobkowej, rdzennych mieszkańców Ameryki zepchniętych do roli niewolników.
Federici przywołuje Kalibana i jego matkę, czarownicę Sykoraks, postaci z Szekspirowskiej Burzy, jako figury podmiotów nie tyle wygnanych z kapitalistycznego raju, ile stanowiących tego raju warunek konieczny, gdyż ich ciała, praca i myśli muszą zostać skolonizowane przez wolnych, równych i przedsiębiorczych mężczyzn.
Tak pisze Federici: „W mojej interpretacji Kaliban jest nie tylko antykolonialnym buntownikiem, którego walka bezustannie odbija się echem we współczesnej literaturze karaibskiej, lecz także symbolem światowego proletariatu, a w szczególności proletariackiego ciała jako obszaru i narzędzia oporu wobec logiki kapitalizmu. Co ważniejsze, postać czarownicy, która w Burzy została zepchnięta na dalszy plan, w tej książce odgrywa główną rolę jako ucieleśnienie świata żeńskich podmiotów, które kapitalizm musiał zniszczyć: heretyczki, uwodzicielki, nieposłusznej żony, kobiety, która odważyła się żyć sama, kobiety uprawiającej magię obeah, która zatruła pożywienie pana i natchnęła niewolników do buntu” (tłum. K. Król).
Ukazana przez Federici strukturalna odpowiedniość pozycji rdzennego Amerykanina, kobiety i niewolnika rzeczywiście została odzwierciedlona w sferze idei i jako taka utrwalała się w wieku XVI. Kaliban to źródłowo kanibal, czyli Caribe. Usłyszawszy podczas pierwszej wyprawy nazwę „Caribe”, Kolumb zaadaptował ją fonetycznie do znanych sobie schematów wyobrażeniowych jako wyraz caniba, oznaczający człowieka z głową psa, krwiożerczego, antropofagicznego, pod każdym względem dzikiego. Dzikiego na sposób okrutny i nieokiełznany, co wskazuje z kolei na nieprzydatność „kanibala” jako siły roboczej. Buntujący się, wrogi, stawiający opór kanibal Kaliban musi zostać albo spacyfikowany, albo zlikwidowany. Obok niego jest też inny dziki, dobry i łagodny, fizycznie i kulturowo nagi i z racji bierności kobiecy, który bez oporu wchodzi w przypisaną mu rolę zasobu ludzkiego, analogicznego do zasobów przyrodniczych. Toteż o mieszkańcach karaibskich wysp Kolumb pisze tak: „Gdyby wasze Wysokości rozkazały, można by ich wszystkich sprowadzić do Kastylii albo pozostawić ich jako niewolników na ich własnej wyspie…” (tłum. A. L. Czerny), a granica między minerałami, metalami, roślinami, zwierzętami i ludźmi ulega zatarciu.
Potworność Kalibana ujawnia się w pełni dopiero w zestawieniu z doskonałością dobrego duszka Ariela, posłusznego wykonawcy rozkazów pana. Jak pisał w Arielu, eseju z 1900 r. podtrzymującym kulturową hegemonię Europy nad Ameryką Łacińską, José Rodó: „Ariel, duszek powietrzny, reprezentuje (…) szlachetną i uskrzydloną część ducha. Ariel jest władzą rozumu i uczucia nad niskimi pobudkami tego, co irracjonalne; jest szczodrym entuzjazmem, jest wzniosłym i bezinteresownym motywem działania, uduchowieniem kultury, żywością i błyskotliwością intelektu – idealnym celem, ku któremu skłaniają się ludzkie wybory, wytrwałym dłutem życia, udoskonalając uparte resztki Kalibana, symbolu zmysłowości i tępoty”.
Obraz się mieni. Ameryka, podobnie jak pozostałe części świata ukazywana zgodnie z zasadami renesansowego obrazowania jako kobieta, raz jest naga, zaspana i bierna, jak na słynnej rycinie Johannesa Stradanusa, innym zaś razem na wpół tylko obnażona, krwiożercza i barbarzyńska, „o twarzy budzącej trwogę”, jak wskazywał Cesare Ripa w Ikonologii (tłum. I. Kania). Reprezentuje siły natury ujęte albo jako żywioł bierności, podporządkowania, materiału do kształtowania i przedmiotu oddziaływania, albo też jako żywioł irracjonalności, transgresji, zawieszenia zasad, w tym przekraczania podstawowych granic ontologicznych między człowiekiem a zwierzęciem, rozumem a szaleństwem. Kobietę materiał można zagospodarować, kobietę czarownicę trzeba zneutralizować. Przywołując figury Kalibana i Sykoraks, Federici zwraca uwagę na inny jeszcze – z perspektywy jej badań kluczowy – wątek: krnąbrna matka rodzi krnąbrne dzieci. Jeśli chcemy mieć posłusznych i wydajnych Arielów, należy spacyfikować ich matki.
Kapitalizm karmi się nieodpłatną pracą
W niedawnym wywiadzie (On Continuity and Exceptionality in Our Present Crisis, 2024) Silvia Federici w kontekście izraelskich nieproporcjonalnych ataków odwetowych na Strefę Gazy po 7 października 2023 r., formułuje tezy, które w Kalibanie i czarownicy były osadzone w doświadczeniach historycznych. Co się nie zmienia? Natura kapitalizmu, mówi Federici, podkreślając strukturalny związek między ekspansją kapitalizmu a różnymi formami przemocy, w tym ludobójstwa. Jak twierdzi Federici: „Ciągłość polega na tym, że mamy do czynienia z rozwojem kapitalistycznym, który osiąga szczyty deprawacji, szczyty ludobójczych intencji w miejscach kluczowych dla kapitalistycznej reprodukcji. Jednocześnie stanowi to integralną część struktury systemu. Ludobójstwo jest wyraźnie elementem strukturalnej charakterystyki tego systemu, który jest systemowo nastawiony na podporządkowanie życia akumulacji prywatnego bogactwa. Dlatego historia kapitalizmu jest historią przemocy”. Innymi słowy, ani brutalne tłumienie rebelii chłopskich w nowożytnej Europie, ani utrzymywanie w poddaństwie chłopów, a robotników w nędzy, ani system niewolniczy w koloniach, ani ludobójstwa nie są czymś, co się kapitalizmowi przytrafiło, lecz stanowią warunek możliwości trwania i ekspansji systemu. Eksternalizacja kosztów i prywatyzacja zysków są zatem nieuniknione – i wymuszane na krnąbrnych siłą – wobec czego idylla powszechnego dobrobytu jest z gruntu niemożliwa. Żebym mogła żyć w dobrobycie, musi być ktoś, kto poniesie rzeczywiste koszty. Trudno o silniej oddziałującą wizualizację diagnozy Federici niż niedawny klip stworzony przez sztuczną inteligencję pod auspicjami duetu Trump–Musk, w którym oczyszczona z mieszkańców Strefa Gazy staje się kurortem i placem zabaw dla bogaczy.
Specyfika podejścia Federici polega na tym, że za warunek strukturalny kapitalizmu uznaje pracę reprodukcyjną kobiet, na którą składają się nie tylko wysiłek rodzenia dzieci i zapewnianie zastępowalności pokoleń, lecz również szeroko pojmowane czynności opiekuńcze, „dbanie o rodzinę i ognisko domowe”.
Jak pisze: „Kaliban i czarownica ukazuje, że dla kobiet w społeczeństwie kapitalistycznym ciało było tym, czym dla mężczyzn wykonujących pracę najemną – fabryka: zasadniczym polem ich wyzysku i oporu, ponieważ ciało kobiety zostało przywłaszczone przez państwo i mężczyzn, a ponadto zmuszone do działania jako narzędzie reprodukcji i akumulacji pracy”. Długotrwały proces przejścia do gospodarki kapitalistycznej – a należy podkreślić, że Federici unika pułapki ujmowania zmiany w kategoriach gwałtownego skoku – został przedstawiony jako reakcja klas uprzywilejowanych na sytuację ekonomiczną późnego średniowiecza, gdy siła robocza stała się cenna (wskutek np. epidemii dżumy), to zaś umożliwiło klasom ludowym uzyskanie świadomości sprawstwa i podejmowanie rzeczywistych prób zmiany porządku politycznego. Federici zarówno kataloguje późnośredniowieczne zjawiska, świadczące o rosnącej sile klas ludowych w wymiarze ekonomicznym, np. pod postacią odmowy świadczenia pracy za zbyt niskie stawki, jak i analizuje ich wymiar ideowy, często określany mianem herezji. Jej odczytanie ruchów heretyckich koncentruje się na postulatach społeczno-politycznych, które podważały ideę własności prywatnej, płciowego podziału pracy i niższości kobiet. Pokazuje również, że odsunięcie kobiet od pracy zarobkowej nie było spuścizną średniowiecza – kryzys po epidemii wzmocnił nie tylko robotnika, lecz również robotnicę – ale strategią nowożytną, która z biegiem czasu się nasilała, nie zaś słabła. Jedną z istotnych przesłanek, na którą powołuje się Federici, są choćby naciski członków różnych cechów od końca XV w., by wykluczyć kobiety z wykonywania poszczególnych zawodów.
Im bardziej w Europie postępowała światła racjonalność, tym bardziej kobiety były wypychane w sferę pracy reprodukcyjnej. Federici rekonstruuje aspekty procesu przejścia do gospodarki kapitalistycznej, posługując się klasycznym pojęciem akumulacji pierwotnej, którą rozumie jednak w swoisty sposób: „akumulacja pierwotna nie była wyłącznie zwykłą akumulacją kapitału i potencjalnie wyzyskiwanych robotników, ale także akumulacją różnic i podziałów w łonie klasy robotniczej, dzięki czemu hierarchie zbudowane na podstawie płci i rasy wyznaczyły narzędzia klasowej dominacji i kształt nowoczesnego proletariatu”. O ile wywłaszczenie europejskiego chłopa i robotnika – czyli drastyczna pauperyzacja klas ludowych w XVI w. w niemal całej Europie, a wraz z tym obecne przez całą nowożytność widmo klęski głodu i epidemii, „plaga” wędrownych żebraków, zepchnięcie do statusu niewolniczego rzesz ludności – było kwestią szeroko analizowaną, o tyle uchwycenie tego procesu w łączności z towarzyszącym mu zapotrzebowaniem na niewolników w koloniach oraz postępującym odsuwaniem kobiet od pracy zarobkowej rzuca nowe światło na modus konstytuowania się nowożytnego porządku. „Proces ten – pisze Federici – wymagał przekształcenia ciała w maszynę roboczą i podporządkowania kobiet zasadom reprodukcji siły roboczej. To z kolei wymagało przede wszystkim zniszczenia siły kobiet, co w Europie, jak i w Ameryce osiągnięto na drodze wytępienia »czarownic«”. Ujmując rzecz wprost: z perspektywy imperatywu maksymalizacji prywatnego zysku – co stanowi trwałą cechę systemu kapitalistycznego – potrzebny jest zdyscyplinowany, wydajny pracownik, który samym sobą zarządza tak, by nienagannie wykonywać obowiązki zawodowe. Jeśli nie ma innych środków utrzymania, jest skazany na pracę. Jeśli wierzy, że jego praca usensownia jego egzystencję, zapewnia mu status społeczny wyższy od niepracujących, pozwala mu zajmować pozycję dominującą w ramach jego klasy, staje się przekonany do pracy i rzeczywiście wydajny. Gdzie w tym miejsce dla kobiet? W domu, gdzie wykonują pracę konieczną dla utrzymania całej struktury: przyszłego robotnika trzeba urodzić, wykarmić, wychować, oddać w ręce żony, która będzie w niewidzialny dla systemu ekonomicznego, albowiem nieodpłatny, sposób podtrzymywała jego byt biologiczny oraz stabilność psychiczną. I tak bez końca. Federici pisze, słusznie, o nowożytnej fiksacji na punkcie populacji, czyli idei, że bogactwo narodu bierze się z liczebności populacji, bo tylko reprodukcja siły roboczej w…