Subskrybuj
□Sewastopol na Krymie; Rosjanie świętują rocznicę zakończenia II wojny światowej, 9 maja 2025 r. fot. Alexey Pavlishak/Reuters/Forum
Dziennikarka i aktywistka w organizacjach zajmujących się pracą z mniejszościami i uchodźcami. Zainicjowała Marsz dla Aleppo nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla w 2018 r. Uczestniczka warsztatów i współpracowniczka Haliny Bortnowskiej

Kubek z Bakczysaraju

Wymazywanie odrębności Tatarów krymskich nie dzieje się z dnia na dzień, spektakularnie. Zazwyczaj jest to formularz do wypełnienia, konieczność uznania rosyjskiego prawa, ponowna rejestracja lokalnej organizacji, po której nie przypomina już ona samej siebie

W zimowe poranki piję kawę z glinianego kubka, który od lat dobrze zna moją dłoń. Kiedy przechylam go w stronę okna, cienka ryska pod uchwytem odbija światło i wygląda jak zagojona blizna. Kupiliśmy go na długo przed tym, jak żołnierze bez insygniów zajęli Krym. Razem z moją rodziną byliśmy wtedy tylko podróżnikami z dziećmi, jeżdżącymi serpentynami do miejsc takich jak Bakczysaraj. W małej pracowni niedaleko Pałacu Chanów nowo poznana Ayşe pokazała naszej córce, jak rodzi się gliniane naczynie: kciuk tutaj, dłoń tam, a potem nacisnąć i podnieść. Pamiętam, jak powiedziała, że w kubku z historią napój smakuje lepiej. Wyjechaliśmy od niej z kubkiem i obietnicą, że wkrótce na Krym wrócimy. Kubek pozostał moim codziennym towarzyszem.

Krym był wyjątkowym miejscem na naszej mapie podróży. Przyglądając się morzu z malowniczych klifów, podjęliśmy wtedy decyzję o powiększeniu naszej rodziny. Poznając nowych ludzi i będąc nieustannie zapraszanymi do ich domów, obiecaliśmy sobie także, że w naszym przyszłym domu będziemy tak samo gościnni jak oni. Na naszym blogu podróżniczym pisaliśmy wówczas o „uroku Krymu”. Nie zapisywaliśmy biurokratycznych słów, które później miały wpłynąć na życie wszystkich tam poznanych: „ponowna rejestracja”, „ekstremizm”, „paszportyzacja”.

Kilkanaście lat później to te słowa głównie opisują to miejsce, szczególnie w raportach Amnesty International i różnych misji ONZ.

Lenije Umerowa miała 16 lat, kiedy Rosja zajęła Krym w 2014 r. Ukrainka i Tatarka krymska, córka rodziny, która już raz w historii powróciła z wygnania. Od 2015 r. studiowała i pracowała w Kijowie, a jej rodzice zostali w Eupatorii. Pod koniec 2022 r., kiedy stan zdrowia jej ojca pogorszył się z powodu raka, wybrała jedyną drogę na Krym, która pozostała Ukraińcom – ryzykowną okrężną trasę przez punkt kontrolny Werchnij Lars na granicy rosyjsko-gruzińskiej.

Gdy ruszyła tę w podróż, miała 24 lata. Ukraiński paszport, niewłaściwy kierunek i śnieg na butach… To wystarczyło celnikom. W Werchnim Larsie funkcjonariusze wyciągnęli ją z minibusa i zastosowali standardowy scenariusz: „przesłuchania” przed świtem, przeniesienia z aresztu do aresztu, izolatki.

Po pięciu miesiącach bezprawnej niewoli moskiewski sąd Lefortowo w końcu przedstawił Lenije akt oskarżenia: „szpiegostwo”, sfabrykowany zarzut, za który grozi 20 lat w więzieniu.

Jej brat wciąż nie może uwierzyć, że ktoś jego siostrę, jak mówi: „zwykłą hipsterkę”, mógłby wziąć za szpiega. Obrońcy praw człowieka mówili głośno to, co myśleli wszyscy inni: gdyby na szpiegostwo Lenije były dowody, pojawiłyby się one już pierwszego dnia. Olha Skrypnyk z Krymskiej Grupy Praw Człowieka zwraca uwagę, że pięciomiesięczne opóźnienie jest cechą charakterystyczną dla sfabrykowanej sprawy.

Z listów Lenije z więzienia wyłania się choreografia tamtych czasów: plastikowa ławka w metalowej furgonetce, kajdanki w cywilnym samolocie lecącym do Moskwy, pierwszy raz, kiedy „zobaczyła kogoś nie w mundurze” i wystukała ukraińską melodię przez ścianę, a nieznajomy odpowiedział jej tym samym. Później dowiedziała się, że był to ukraiński jeniec wojenny.

– Kiedy przeczytałam zarzuty – powiedziała po zwolnieniu – słowa nie trzymały się kupy, były rozproszone, wszystko było absurdalne.

We wrześniu 2024 r., podczas wymiany więźniów między Ukrainą a Rosją, Lenije wyszła na wolność po 21 miesiącach w zamknięciu. Od tego czasu jasno i publicznie określa granicę, której nie przekroczy: uznanie „kontroli” Rosji nad Krymem legitymizowałoby przestępstwo – pogwałcenie prawa międzynarodowego, praw człowieka i samej idei sprawiedliwości. Mówi to bez emocji, tak jak ktoś, kto nauczył się racjonować tlen.

Papierkowa robota w kajdankach

Aby zrozumieć okupację, wystarczy usiąść w sali sądowej i obserwować, jak słowa używane przez Rosjan nabierają znaczenia i przenoszą punkty ciężkości. Od 2014 r. Rosja narzuciła Krymowi własne prawo: kodeks karny, przepisy dotyczące „ekstremizmu” i „terroryzmu”, wykroczenia administracyjne, aż po formularze, które decydują o tym, czy dziecko może uczyć się w szkole swojego języka. Dziesięcioletnia ocena Amnesty International brzmi bardziej jak księga rachunkowa niż lament: inżynieria demograficzna, dyskryminacja Ukraińców i Tatarów krymskich poprzez ograniczenia w zakresie edukacji, religii, mediów, instytucji przedstawicielskich i sądów. Ton raportu jest wyzuty z emocji, fakty mówią same za siebie.

Misja ONZ ds. monitorowania praw człowieka dostrzega tę samą machinę: arbitralne zatrzymania i tortury, przymusowe przenoszenie zatrzymanych z terytoriów okupowanych do Rosji, ciągłe naciski, aby akceptować rosyjskie dokumenty w celu podjęcia pracy, otrzymania świadczeń czy wizyty u lekarza. W raporcie z 2024 r. misja ONZ nazywa to uporczywym wzorcem naruszeń międzynarodowego prawa humanitarnego i praw człowieka „na terytorium Ukrainy, które [Rosja] okupuje”. Dokument opiera się na wywiadach i aktach spraw, które przypominają długie zimowe noce, strona w stronę przykłady z zimnych pokoi więzienia i podstemplowane papiery. Kolejny tryb obraca się z cichszym kliknięciem: ściganie członków Hizb ut-Tahrir, międzynarodowej islamskiej grupy politycznej założonej w 1953 r., która opowiada się za przywróceniem globalnego kalifatu. Jest ona legalna na Ukrainie, ale od czasu orzeczenia Sądu Najwyższego z 2003 r. została zakazana w Rosji jako „terrorystyczna”, a na okupowanym Krymie określenie to stało się gotowym zarzutem wobec wszystkich, którzy wyróżniają się religijnym lub obywatelskim zaangażowaniem. Sprawy są zazwyczaj rozpatrywane przez rosyjskie sądy wojskowe, często z udziałem tajnych świadków i surowymi wyrokami. Etykiety prawne się zmieniają, jednak schemat pozostaje ten sam.

No i do tego sprawa paszportów, niby małej książeczki, ale na Krymie szybko się okazuje, jakie drzwi paszport otwiera, a jakie zamyka. Analiza Centrum Praw Człowieka ZMINA opisuje, że mieszkańcy półwyspu byli traktowani z założenia jako obywatele rosyjscy i nakłaniani – w miejscach pracy czy ośrodkach ochrony zdrowia – do przyjmowania dokumentów, które wiążą ich z okupantem. „Rosyjski paszport to nie kwestia praw – stwierdziła grupa podczas briefingu w marcu 2024 r. – To kwestia obowiązków wobec okupanta”. Otrzymany dokument ma siłę pieczęci – raz nałożona, jest trudna do usunięcia. Od 2014 r. obywatele Krymu stawali się automatycznie obywatelami rosyjskimi, jeśli w ciągu miesiąca nie zgłosili sprzeciwu. Dla wielu było to jednak fizycznie niemożliwe.

Ponowna rejestracja w milczeniu

Społeczności opierają się na instytucjach. Zniszcz je, a wszystko inne zacznie się sypać. W 2016 r. władze okupacyjne zakazały działalności Medżlisu, zgromadzenia przedstawicielskiego Tatarów krymskich, nazywając je „ekstremistycznym”. Amnesty International trafnie diagnozowało, że było to posunięcie „mające na celu stłumienie nielicznych pozostałych głosów sprzeciwu na Krymie”, ostrzegając, że „każdy związany z Medżlisem może teraz stanąć przed poważnymi zarzutami ekstremizmu”.

Jak to wygląda z bliska, łatwiej zrozumieć na przykładzie. Nariman Dżelal, zastępca przewodniczącego Medżlisu, został zatrzymany w 2021 r., krótko po tym, jak wziął udział w inauguracyjnej Platformie Krymskiej w Kijowie, a we wrześniu 2022 r. rosyjski sąd skazał go na 17 lat kolonii karnej. (Dwóch współoskarżonych, Asan i Aziz Achtemowowie, otrzymało wyroki 15 i 13 lat). Został później zwrócony Ukrainie w wymianie więźniów w 2024 r., a w maju 2025 r. mianowany ambasadorem w Turcji – co było symboliczną odmową uznania wyroku okupanta za ostateczny.

Wokół tych głośnych spraw toczy się nudniejsza, codzienna praca związana z zacieśnianiem państwowej kontroli. Na organizacje pozarządowe, media i wspólnoty religijne na Krymie nałożono obowiązkowe zasady „ponownej rejestracji”; jeśli nie podporządkowywały się rosyjskiemu prawu, traciły możliwość działalności. Niby nie jest to dramatyczny obraz: tylko teczki, pieczęcie, kolejka w urzędzie – ale to właśnie w ten sposób publiczna przestrzeń pustoszeje bez widocznych aktów terroru.

Wymazywanie nie dzieje się więc z dnia na dzień, spektakularnie. Zazwyczaj jest to formularz do wypełnienia. Edukacja krymskotatarska i ukraińska kurczy się, programy nauczania są przepisywane, dyrektorzy szkół otrzymują ostrzeżenia, język Tatarów staje się „opcjonalny” z założenia. Życie religijne jest nadzorowane, imamowie są przesłuchiwani, a miejsca kultu zamykane.

W Ukrainie odpowiedź na to wszystko jest niewielka, lecz uparta. Pod Kijowem odbywają się sobotnie zajęcia z muftim, nauczyciele uczą potajemnie języka, dzieciaki ćwiczą w domu z rodzicami, śpiewając piosenki o domu, którego nawet nie pamiętają.

Syn krymskotatarskich znajomych mówi mi:

– Mama ciągle powtarza, że język jest jedynym paszportem, którego nikt nie może mi zabrać.

A jego mama dodaje:

– Przecież Polacy znają dobrze tę gramatykę przetrwania: cichy heroizm tajnych kompletów i lekcji przy kuchennym stole w czasach rozbiorów, kiedy utrzymanie języka przy życiu było formą pracy obywatelskiej.

Tatarski obrońca praw człowieka Alim Alijew nazywa tę politykę bez eufemizmów: kampania wymazywania. Przepisywanie historii, wzmacnianie hasła „Krym od zawsze rosyjski”, zapraszanie nowych osadników, podczas gdy rdzenni mieszkańcy są wypierani.

– Połowa naszego narodu zginęła podczas deportacji w 1944 r. – przypomina. – Druga połowa ocalała, zamieniając kulturę w umiejętność przetrwania, a nie ozdobę.

Siła kobiet

Kiedy represje szukają łatwych celów, często trafiają w kobiety. Tuż przed piątą rano, jeszcze w ciemności, drzwi uderzają z hukiem o zawiasy, a cały dom naraz się budzi: dzieci biegną boso po linoleum, czajnik stoi zapomniany na kuchence, a teczka z dokumentami szkolnymi leży rozrzucona po podłodze. W tamtym momencie czas się w tych domach zatrzymał. 15 października 2025 r. rosyjskie siły bezpieczeństwa przeprowadziły nalot na domy Tatarów krymskich i zatrzymały cztery kobiety: Nasibę Saidową, Fewziję Osmanową, Esmę Nimetullajewą i Elwizę Alijewą. To Refat Czubarow ogłosił aresztowanie publicznie, a obserwatorzy praw człowieka zaktualizowali listę i umieścili obok siebie ich zdjęcia: cztery twarze nadające tej liczbie ludzki wymiar. Krewni opisali schemat, który inni znali już na pamięć: przeszukania przed świtem, konfiskata telefonów, ostrzeżenie szepnięte…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ile nas dzieli od szczęścia