Ursynów z perspektywy mieszkańców centrum miasta leżał bowiem niemal na krańcach świata, nie do końca wiadomo gdzie, ale gdzieś bardzo daleko. Dojechać tam można było jedną tylko linią autobusową, która zaczynała się przy Dworcu Południowym będącym wówczas de factorogatkami miasta. Gdy jednak na początku lat osiemdziesiątych na Ursynowie zamieszkała bliska memu sercu osoba, to okazało się nagle, że dzielnica ta leży tuż, tuż, nieomal w centrum, a dojazd mimo utrudnień godziny policyjnej nie stanowił żadnego problemu. Nieco zaś później relacje z tą osobą trochę się rozluźniły, więc Ursynów odsunął się ponownie od centrum, ale nie powrócił jednak przecież na krańce świata. Zrozumiałem wtedy wyraźnie, że dystans od domu nie jest prostą funkcją odległości w kilometrach, ale w znacznym stopniu zależy od stanu naszych zainteresowań, uczuć czy wiedzy. Próbując odpowiedzieć przez pryzmat tego doświadczenia na pytanie jak daleko z perspektywy Polski leży Azja, dostrzegam pewne interesujące podobieństwa. Pomijając studia nad tym, jak na postrzeganie w Polsce Azji wpływały rozpoczęte w końcu XVI wieku wyprawy polskich misjonarzy czy liczny udział w budowie carskiej Kolei Wschodnio-Chińskiej na przełomie XIX i XX wieku, zastanówmy się chwilę jaki obraz Azji kształtował się w ostatnim półwieczu. Pod rządami komunistycznego reżimu w Polsce media narzucały uproszczony i ideologiczny obraz kontynentu. Azjatyckie państwa i narody dzieliły się, w zależności od politycznej oceny Moskwy, na bratnie i przyjazne, względnie postępowe oraz na wrogie i reakcyjne, względnie zniewolone przez zachodnich imperialistów. Podobnie wojny, w których brały udział dzieliły się na słuszne (czyli wywołane przez państwa bratnie) i niesłuszne (czyli te niesłużące interesom sowieckim). W przerwach zaś między wojnami bratnie narody prowadziły niezłomną walkę o pokój, postęp i lepsze jutro – w czym były nam oczywiście bliskie. Bliskość w tej walce nie przekładała się jednak na…