Jeśli istotnie środek ciężkości świata ma się przesunąć znad Atlantyku nad Pacyfik, to z jakimi konsekwencjami dla innych regionów i kontynentów? I czy warto się przeciwstawiać temu procesowi, podejmując jakieś działania w ariergardzie, czy lepiej szukać płaszczyzn współpracy, przyczyniając się do spełnienia azjatyckiej „obietnicy”?
Kłopot z Azją zaczyna się już od samej definicji i, rzecz jasna, od ogromu jej terytorium. Bo jak ogarnąć zarazem Bliski i Daleki Wschód, Azję Południową i Syberię czy Timor i Tadżykistan? W naukach społecznych i politycznych sama geografia niewiele tłumaczy. „Azja to tylko nazwa na mapie”, irytowali się niegdyś oficjele z ministerstwa przemysłu i handlu w Tokio indagowani o wartości azjatyckie. W samej Azji Wschodniej – tłumaczyli – poszczególne społeczeństwa są tak zróżnicowane, że prawie nie mają ze sobą nic wspólnego. Z pewnością w Korei czy…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Azja. Nowa ziemia obiecana