Te przedmioty spotykało się niemal wszędzie: w przestronnych mieszkaniach przy Oxford Street w Sydney, przygnębiających domach otoczonych siatkowanym płotem na przedmieściach tropikalnego Darwin czy odległym – nawet dla Australijczyków ze wschodniego wybrzeża – Perth. Raz była to niewielka figurka stojąca między książkami, przedstawiająca dziecko australijskich autochtonów: czarne putto z wielką głową i szeroko otwartymi oczyma. Innym razem był to talerz z wymalowanymi smukłymi sylwetkami myśliwych na tle zachodzącego słońca. Gdziekolwiek by się szło, do jakiegokolwiek wnętrza by się zajrzało, można się było spodziewać, że chwila wytężonej uwagi przyniesie choć jeden przykład kiczowatego wzornictwa użytkowego, wykorzystującego wizerunek rdzennych mieszkańców kontynentu nazywanych obraźliwie Abo. Pozbawione wartości, produkowane przez długie lata banalne drobiazgi potrafiły wpasować się wszędzie. Aby zrozumieć, na czym polega zamiłowanie potomków kolonizatorów do bibelotów, wystarczy ruszyć na którąś z wyprzedaży garażowych w Sydney, gdzie można natknąć…
Prozaik, reportażysta. Autor książki Niewidzialni (Wydawnictwo Czarne) opowiadającej o krachu kultury rdzennych mieszkańców Australii oraz Koliste jeziora Białorusi (Wydawnictwo Czarne). Wykłada literaturę faktu na Kursie Kreatywnego Pisania IBL PAN i Uniwersytecie Humanistycznospołecznym SWPS. Eseje i...