Między baranami a górami. Tak żyjemy. W okolicy nie ma nic. Chcielibyśmy się zintegrować z Grekami. Ale jak? Jesteśmy odcięci od świata – opowiada Ahmed* z Afganistanu, jeden z mieszkańców obozu dla uchodźców w środkowej Grecji. Gdy słońce zachodzi między wzgórzami, w obozie zapada zmrok. Jakby to miejsce, gdzie od pięciu lat przebywa prawie półtora tysiąca uchodźców, nie istniało. Do Koutsochero, 20 km od miasta Larissa, przyjeżdżamy we wrześniową sobotę – wtedy nie ma strażników. Obóz jest poddany ścisłej kwarantannie z powodu pandemii, ale w weekendy nikt nie sprawdza, kto wchodzi do ośrodka i z niego wychodzi. Mijamy siatkę z drutu kolczastego, ścianę z kolorową podobizną rewolucjonisty Che Guevary, sterylnie biały budynek zarządu obozu – dzisiaj opuszczony, rząd kontenerów, zadbane ogródki. Choć jest już późne popołudnie, to z nieba wciąż leje się żar. Na szczęście w domu Karima i Tamany Sarsharów jest chłodno….
Dziennikarka, reporterka. Pisze o migracji i tematyce społecznej; publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, Oko.press i „non/fiction”. Przez wiele lat mieszkała w Holandii i Belgii, obecnie mieszka w czeskiej Pradze.