Subskrybuj
fot. Alamy/BE&W
fot. Alamy/BE&W
Dr hab., adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, politolog, analityk spraw międzynarodowych, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, specjalizuje się w problematyce państw autorytarnych

Awatary geopolityki

Geopolityka uprawiana na YouTube sprawia wrażenie szumu złożonego z kakofonii bon motów, kontradykcji, neologizmów i romantycznych metafor.

Przez lata dyskusja o polityce między narodowej w Polsce prowadzona była na łamach czasopism opinii. Konsensus co do strategicznej orientacji Rzeczypospolitej na integrację z Zachodem, podzielany przez wszystkie siły polityczne, sprawiał, że debata toczyła się nieśpiesznym nurtem i dotyczyła zagadnień bardziej szczegółowych. Były nimi np. stopień integracji w ramach UE, kwestia wchodzenia do strefy euro i polityka migracyjna. Zagadnienia bezpieczeństwa i strategii pozostawały przez lata na marginesie. Lukę tę wypełniło środowisko geopolitycznych influencerów, których podstawowym medium jest YouTube, a główną formą przekazu – swobodna gawęda o sprawach międzynarodowych. geopolityka

Geopolityka, choć jest tylko jedną z licznych szkół analizy funkcjonujących w nauce o stosunkach międzynarodowych, zdobyła znaczną popularność wśród szerszej publiczności dzięki działalności publicystycznej twórców takich jak Leszek Sykulski (49,9 tys. subskrybentów na YouTube), Jacek Bartosiak (165 tys. subskrybentów) oraz Piotr Zychowicz (446 tys. subskrybentów). Inne nurty analityczne, jak np. realizm strukturalny, liberalny instytucjonalizm czy konstruktywizm, nie znalazły równie elokwentnych popularyzatorów w polskiej mediasferze. Fenomen geopolitycznego ujęcia stosunków międzynarodowych wśród internautów tłumaczy najzwięźlej jeden z komentarzy pod filmikiem Bartosiaka i Zychowicza: „Panowie opowiadają o sprawach skomplikowanych w sposób prosty.

Sama geopolityka jako szkoła myślenia przeszła długą ewolucję. Pierwsi przedstawiciele tego nurtu dowodzili istnienia zależności pomiędzy geografią polityczną a działaniami państw, szczególnie na arenie międzynarodowej. Zakładali istnienie determinizmu geograficznego w polityce oraz obiektywność geografii. Odkąd założenia te zostały sfalsyfikowane w toku tzw. drugiej debaty paradygmatycznej w stosunkach międzynarodowych w latach 50. XX w., geopolityka akademicka odeszła od deterministycznego postrzegania relacji geografii i polityki. W ostatnich dekadach tego typu argumentacja najczęściej pojawiała się w pracach neorealistów oraz – w swoim krytycznym wariancie – badaczy nurtu konstruktywistycznego. Ci pierwsi uznają terytorium za jeden z licznych wyznaczników potęgi państw, podczas gdy ci drudzy przyjmują, że polityczne znaczenie geografii jest konstruowane społecznie w toku dyskursu. Jednak o ile w profesjonalnej analizie polityki międzynarodowej geopolityka przeszła ewolucję i wtopiła się w inne paradygmaty, o tyle w nurcie popularnym autorzy nadal eksploatują zwodniczo proste założenia swych antenatów.

Z symplicystycznie pojmowaną geopolityką wiąże się jeszcze jedno ryzyko, jakim jest ideologizacja – wykorzystanie w celach politycznych. W przeszłości argumenty geopolityczne wysuwane były np. dla poparcia roszczeń nazistowskiego imperializmu III Rzeszy. Współcześnie tezy Aleksandra Dugina zawarte w książce Основы геополитики: геополитическое будущее России (Podstawy geopolityki. Geopolityczna przyszłość Rosji) stanowią jeden z koncepcyjnych filarów rosyjskiego imperializmu ery Władimira Putina. Geopolityczne roszczenie znajomości obiektywnych praw rządzących rozwojem społecznym zajęło miejsce marksizmu, wkomponowując się w rosyjski projekt neoimperialny.

Świat wyjaśniony prosto

Szczególnie łatwo zideologizować geopolitykę, gdy jest uprawiana w reżimach autorytarnych, ale w swoim najpopularniejszym obecnie na Zachodzie wydaniu nie ma ona tego typu nachylenia. Jest natomiast sposobem na snucie zajmujących opowieści o sprawach międzynarodowych, pretendujących do miana wiedzy. Przykładem tego są książki dziennikarza Tima Marshalla Więźniowie geografii. 12 map, które pomogą ci zrozumieć świat lub Potęga geografii, czyli jak będzie wyglądał w przyszłości nasz świat. Publikacje te zajmują czołowe miejsca na listach bestsellerów, choć opierają się na XIX-wiecznym założeniu o determinizmie geograficznym jako czynniku decydującym w historii powszechnej. Wyjaśniając złożone, abstrakcyjne problemy za pomocą wizualnych reprezentacji fragmentów Ziemi, wpisują się znakomicie w trendy kulturowe postpiśmiennej cywilizacji audiowizualnej.

Podobne uproszczenia są domeną opowieści o polityce międzynarodowej prezentowanej przez geopolitycznych influencerów. Popularni youtuberzy i podkasterzy geopolityczni nie muszą przejmować się rygorem metody naukowej.

Nie znaczy to, że są wolni od ograniczeń. Funkcjonują bowiem w ekonomii uwagi narzucanej przez algorytmy mediów społecznościowych. Podobnie jak inni przedsiębiorcy ery social mediów, konkurują o zasięgi i odbiorców. To sprawia, że oferowane przez nich narracje geopolityczne muszą spełniać dwa kryteria. Po pierwsze, muszą odpowiadać na zapotrzebowanie mówienia o sprawach międzynarodowych w sposób bliski słuchaczom. Gawędy geopolityczne polskich influencerów cechuje zatem połączenie globalnego zasięgu analizy z receptami dotyczącymi Polski. Internetowy ekosystem social mediów zbudowany jest na wykorzystaniu ludzkich instynktów, a jeden z nich stanowi dążenie do zdobycia informacji o dotyczących nas zagrożeniach. Stąd gawędy muszą odnosić się do emocji, co stanowi drugi warunek powodzenia we współczesnej mediasferze. W sprawach międzynarodowych największe emocje budzi wojna, co zauważył już Tomasz Hobbes, a potwierdzają statystyki wyświetleń treści na portalach informacyjnych. Artykuły i wpisy dotyczące wojny po prostu klikają się lepiej. Kluczem do sukcesu geopolitycznego influencera jest zatem opowiadanie o sprawach międzynarodowych przez pryzmat zagrożeń.

Popularność ich twórczości sprawiła, że dyskusja o sprawach międzynarodowych przeniosła się częściowo na platformy społecznościowe. W odpowiedzi na to wielu publicystów oraz instytucji analitycznych i naukowych rozpoczęło publikowanie rozmów o polityce międzynarodowej w formie filmików i podkastów. Ich zasięgi stopniowo rosną, choć nie osiągnęły jeszcze poziomu najbardziej wpływowych geopolityków. Dwaj z nich – Jacek Bartosiak i Piotr Zychowicz – zawarli treść swoich rozmów w książce pod tytułem Nadchodzi III wojna światowa. Czy Ameryka porzuci Polskę na pastwę Rosji? (2021), która stała się bestsellerem przełomu 2021 i 2022 r. Książka jest zapisem rozmów opublikowanych wcześniej na kanale Historia Realna Piotra Zychowicza i stanowi dobrą podstawę do zrekonstruowania i krytyki głównych tez popularnej narracji geopolitycznej.

Wojna i zdrada

Jaki zatem jest świat polityki międzynarodowej w oczach popularnych geopolityków? Częściową odpowiedź na to znajdziemy już w tytule, który przywołuje aż dwa zagrożenia: wojnę i zdradę sojusznika. Dla autorów podstawowym punktem odniesienia w polityce międzynarodowej jest wojna, w gruncie rzeczy nieważne, czy ta przeszła, czy też nadchodząca. Świat okazuje się miejscem niebezpiecznym, a zagrożenie to jest niedostrzegane przez Polaków, w szczególności przez klasę polityczną. Pozwala to Bartosiakowi i Zychowiczowi przyjmować postawę budzicieli świadomości zagrożenia: „Za długo trwały te trzydzieści lat drzemki czy też raczej geopolitycznego snu. Czas się obudzić” – nawołuje Bartosiak, nawiązując do poetyki romantyzmu.

Rywalizacja USA i Chin stanowi jeden z głównych tematów epickiej gawędy autorów. Opisując ją, kreślą śmiałe analogie historyczne i utwierdzają odbiorców w przekonaniu, że ten konflikt wywoła III wojnę światową: „Ta wojna wisi w powietrzu” – deklaruje Bartosiak. Rozmówcy są tu zresztą niekonsekwentni, bowiem w innym miejscu twierdzą, że owa wojna już się toczy, ale ponieważ ma wymiar „niekinetyczny”, to większość ludzi ex definitione tego nie zauważa. Symptomatyczne jest, że na pytanie Piotra Zychowicza: „Po czyjej stronie Rosja przystąpi do III wojny światowej?”, Jacek Bartosiak odpowiada: „Już przystąpiła – na razie po stronie Chin”. Rozciąganie pojęcia wojny przez Bartosiaka dotyczy też polskiej polityki zagranicznej, gdy twierdzi, że „mieliśmy do tej pory dziewiętnaście wojen z Rosją. Teraz toczy się dwudziesta”.

Zamazywanie granic pomiędzy wojną a rywalizacją państw jest działaniem nakierowanym na eksploatowanie instynktownego zainteresowania odbiorców. Z punktu widzenia jakości i precyzji analizy polityki takie rozciąganie pojęcia wojny jest wysoce szkodliwe. Współczesne stosunki międzynarodowe cechuje bezprecedensowa współzależność pomiędzy państwami, społeczeństwami i gospodarkami, które wchodzą ze sobą w liczne, znacznie gęstsze niż kiedykolwiek w historii interakcje, a ich opis wymaga precyzji. Interakcje te, zachodzące także między USA i Chinami, mają charakter kooperacji i rywalizacji, których natężenie jest zmienne w czasie. Monitorowanie aktualnego stanu tych stosunków to jedno z ważniejszych wyzwań współczesnej analizy międzynarodowej. Jednak nazwanie tego złożonego obrazu mianem wojny jest bardzo mylące. Z kolei postrzeganie jej wyłącznie przez pryzmat wąskiego wycinka – jakim jest bezpieczeństwo – bywa redukcjonizmem.

###banner###

Pochodną koncentracji na wojnie jako głównej soczewce interpretacyjnej stosunków międzynarodowych jest ujmowanie siły militarnej jako naczelnego wyznacznika pozycji państwa. „Aby móc realizować tę politykę, potrzebna jest jednak siła. Czyli armia” – twierdzi Zychowicz, w innym miejscu zauważając: „Liczy się tylko siła. My byliśmy słabi, a Sowieci silni”. Wtóruje mu jego interlokutor, pisząc: „Światem rządzi siła i Izrael tę siłę ma”. Takie pojmowanie potęgi w stosunkach międzynarodowych, charakterystyczne dla wczesnego realizmu, jest, rzecz jasna, dużym uproszczeniem z punktu widzenia dzisiejszego stanu wiedzy. Siła państwa ma wiele wymiarów: od potęgi militarnej, przez technologiczną, finansową, po kulturową soft power. Geopolityczni influencerzy chyba zdają sobie sprawę ze swojego redukcjonistycznego pojmowania potęgi międzynarodowej, bowiem w ich książce można znaleźć także passusy świadczące, że jednak istotne są też inne rodzaje interakcji. W pewnym momencie Jacek Bartosiak zaskakuje czytelnika przemianą z realisty w marksistę, gdy stwierdza, że „wszystko, o czym mówimy, sprowadza się do podziału pracy. Wszystko to można podsumować jednym zdaniem: Kto na kogo pracuje. Reszta to dodatek”. W innym miejscu natomiast odrzuca zarówno realistyczny, jak i marksistowski materializm i prezentuje się jako postmodernista, twierdząc: „W polityce wszystko jest przedstawieniem, teatrem”.

Podobne sprzeczności widoczne są w kluczowej sprawie władzy i sprawczości. Kto ma decydujący głos w polityce międzynarodowej? Zychowicz cytuje Bartosiaka, mówiąc: „Sam powtarzasz, że w polityce większym wolno więcej. Że międzynarodowa gra to de facto rozgrywka mocarstw”. Polityka międzynarodowa jawi się więc jako sfera starcia państw kierujących się swoimi interesami. Geopolitycy wielokrotnie podkreślają konkretny aspekt działań politycznych skoncentrowanych na interesach. Nie podejmują jednak refleksji nad tym, jak owe interesy są formułowane. Polityka międzynarodowa najczęściej jest opisywana przez metaforę gry, czego przykład stanowi teza Zychowicza, że „międzynarodowa gra toczy się o interesy, a nie – jak wydawało się naszym decydentom – o wartości”. Takiemu paleorealistycznemu pojmowaniu sprawczości międzynarodowej przeczą inne fragmenty dyskusji, gdy rozmówcy jednak dostrzegają znaczenie zarówno frakcji, ludzi, jak i idei, którymi się kierują. Bartosiak zauważa, że „w Stanach Zjednoczonych jest stronnictwo Wszechimperium, którego członkowie uważają, że Ameryka musi prowadzić politykę opartą na wartościach. Na demokracji, prawach człowieka, wolnym rynku”.

Niekiedy geopolityczni influencerzy odchodzą od swojej wizji i na sposób bliski liberalnej szkole stosunków międzynarodowych przyznają sprawstwo ludziom. „Ludzie – jak wszędzie na świecie – pragną wolności, podróży, godnego życia, pieniędzy, radości” – zauważa Bartosiak, diagnozując problemy wewnętrzne Rosji. Ludzie i ich wartości zdają się mieć również znaczenie dla niepowodzeń realizacji interesów USA wobec narodów żyjących na Bliskim Wschodzie: „W innych kręgach cywilizacyjnych żyją one według własnych zasad. Ameryka ma supernowoczesne technologie, (…) ale na końcu to ludzie decydują. A w Iraku ludzie są szyitami, sunnitami…”. Zatem uważny odbiorca zostaje pozostawiony w stanie niepewności co do istoty sprawstwa i źródeł władzy. Jest ona zazwyczaj prezentowana jako zimna gra racjonalnych mocarstw. Tam jednak gdzie jest to dogodne dla narracji, geopolitycy wprowadzają także innych aktorów.

Podsumowując, czytelnik jest pozostawiony z wizją, w której wojna jednocześnie już się toczy oraz dopiero wybuchnie. Potęga zależy od siły militarnej i tylko sprawni militarnie gracze liczą się w polityce światowej, choć jednocześnie najważniejszy okazuje się podział pracy, a siła wojska to kwestia wtórna. Podstawowym podmiotem polityki międzynarodowej są mocarstwa i ich interesy, ale jednocześnie decyzje podejmowane są przez „Chińczyków”, „Anglosasów”, a czasami „neokonserwatystów” lub po prostu „ludzi”.

Obok wewnętrznych sprzeczności problemem, jaki napotyka czytelnik, jest pomijanie istotnych aspektów rzeczywistości. Geopolitycy, zanurzeni w analogiach historycznych, niemal nie dostrzegają istnienia takiej instytucji jak Unia Europejska, będącej bezprecedensową przestrzenią generowania zamożności, stabilizacji i pokoju. Zamiast poświęcić uwagę tej realnie istniejącej strukturze, koncentrują się na własnych konstruktach w rodzaju „Bramy Smoleńskiej” czy „pomostu bałtycko-czarnomorskiego”. Zazwyczaj ignorują też znaczenie ustrojów i wewnętrznej gry sił w poszczególnych państwach, nie dostrzegając znaczenia demokracji dla wojny. Tymczasem jednym z najważniejszych ustaleń współczesnych stosunków międzynarodowych jest obserwacja, że demokracje nie prowadzą między sobą wojen. Teoria demokratycznego pokoju jest wielkim nieobecnym dyskusji geopolitycznej. Pomijanie tego aspektu zdaje się zabiegiem celowym, co wyraża teza Zychowicza: „Oczywiście politykę determinuje geografia, a nie ustrój”.

Rozpatrywana w kategoriach przyjętych w nauce i dziennikarstwie gawęda geopolityczna obfituje w wewnętrzne sprzeczności oraz przemilczenia. A zwykło się uważać, że jeżeli jakaś wypowiedź jest wewnętrznie sprzeczna, to jest fałszywa. Nic dziwnego, że wobec powyższych słabości analitycznych prognozy geopolitycznego duetu się nie sprawdzają. Być może kryteriów prawdy nie powinno się odnosić do twórczości influencerów, w których świecie istotniejsze są zajmująca narracja, oddziaływanie na uczucia odbiorców i stwarzanie dla nich pozorów zrozumienia złożonej rzeczywistości. A także wpływanie na tę rzeczywistość.

Georecepty dla Polski

Twórczość Bartosiaka i Zychowicza zawarta w omawianej publikacji nie ogranicza się do diagnozy współczesnego świata, ale podsuwa rozwiązania dla państwa. Jacek Bartosiak kilkukrotnie proponuje na łamach książki budowanie mocnej pozycji Polski, co jest raczej niekontrowersyjnym postulatem. Szczegóły strategii międzynarodowej, która ma do tego doprowadzić, przedstawiane są jednak różnie w poszczególnych fragmentach książki.

W jednym miejscu autor jest zdania, że Polska ma trzy główne kierunki strategiczne wobec suflowanej przez Piotra Zychowicza potencjalnie nadchodzącej zdrady ze strony USA. „Skoro Wuj Sam – na co się zapowiada – dogada się z Rosją i porzuci Europę, czyją drogą powinna pójść Polska?” – pyta Zychowicz. Bartosiak wskazuje trzy możliwe rozwiązania: dalsze wiązanie się z mocarstwem hegemonicznym, budowanie własnej potęgi oraz próbę porozumienia się z Rosją. Odrzuca zdecydowanie trzecią opcję i opowiada się za drugim podejściem. W innym miejscu inaczej kreśli kierunki strategiczne, z których dwa pierwsze są takie jak wyżej zarysowane, ale trzecim nie jest porozumienie z Rosją, lecz dążenie do tworzenia regionalnych powiązań bezpieczeństwa z krajami UE. W tym miejscu także preferowaną strategią jest inwestowanie we własny potencjał. „Ale jednocześnie budowałbym własną siłę, szedł w stronę autonomizacji. Tak żeby inni gracze mieli niejasność strategiczną. I Amerykanie, i Rosjanie, i Niemcy. Zacząłbym od wielkiej reformy sił zbrojnych, od wzmocnienia odporności państwa, aby wszyscy zrozumieli, że wprowadzamy poważne zmiany” – uważa Bartosiak. Trudności zaczynają się, gdy autor próbuje swoje ogólne wskazówki zoperacjonalizować, co przybiera postać kontrowersyjnej propozycji reformy Wojska Polskiego, postulującej m.in. redukcję jego zdolności ofensywnych i rozbudowę umocnień polowych oraz sił piechoty.

W jeszcze innym miejscu książki Bartosiak zdaje się jednak zwolennikiem integracji europejskiej w obszarze bezpieczeństwa. „Są dwie opcje. Albo Europa zamieni się w imperium i Polska – jako sojusznik Niemiec – będzie jego częścią. Albo Polska nie pomaga Niemcom w realizacji tego projektu. (…) Wtedy wielkie mocarstwa będą sobie hasały na Starym Kontynencie, robiły tu, co im się żywnie podoba”. Opcję współpracy europejskiej zdaje się też prezentować Piotr Zychowicz, który znacznie silniej niż Bartosiak podkreśla sceptycyzm wobec USA: „Gdy będziemy wisieć u klamki Amerykanów, nikt nie będzie się z nami liczył” – twierdzi w jednym miejscu, a potrzebę współpracy z sąsiadami uzasadnia, mówiąc, iż „możliwość, że Amerykanie w chwili próby się ewakuują lub ogłoszą neutralność, powinna być poważnie rozważana”.

Podsumowując, geopolityczni narratorzy prezentują szerokie spektrum możliwych kierunków polityki zagranicznej Polski, spośród których preferują budowę autonomicznego potencjału militarnego lub bliższą integrację z europejskimi sąsiadami. Jedyną opcją strategiczną wykluczaną przez Bartosiaka jest zbliżenie z Rosją. „Jesteśmy blisko Rosji i Rosja jest głównym czynnikiem destabilizującym w naszej części świata. Nie ma co chować głowy w piasek. Z Rosją trzeba się zmierzyć” – uważa geopolityk. Co zostaje czytelnikowi? Niemal każdy odbiorca gawędy może znaleźć w powyższych wypowiedziach taki pomysł na orientację strategiczną Polski, który najbardziej odpowiada jego poglądom.

Rozmaitość recept na strategię międzynarodową Polski można interpretować też na korzyść dzieła, jako twórcze poszukiwanie rozwiązań dla kraju. Ich zakres jest ograniczony przyjętym przez Bartosiaka i Zychowicza zestawem geopolitycznych założeń, ale proponowane przez nich kierunki polityczne dla Polski są wobec nich niesprzeczne i dobrze uargumentowane. O tym, że nie zawsze tak być musi, przekonuje twórczość innego, mniej popularnego geopolitycznego influencera, Leszka Sykulskiego. Ten znawca twórczości Dugina wytrwale krytykuje całą ogólną strategiczną orientację Polski, obrazując ją niekiedy wspominaną już metaforą „wieszania się u klamki” USA. Czasami ignorując, a innym razem usprawiedliwiając rosyjski imperializm, w swoich materiałach otwarcie prezentuje tezę, że współpraca z Rosją leży w polskim interesie narodowym. Swoje stanowisko uzasadnia realizmem. Ten odległy od realiów „realizm” sprawia, że potrzebę współpracy z Rosją tłumaczy korzyściami gospodarczymi i „brakiem wzajemnych roszczeń terytorialnych”.

Awatary geopolityki

Zarysowane powyżej krytyczne odczytanie publikacji Nadchodzi III wojna światowa należy uzupełnić o zastrzeżenie dotyczące pionierskiego charakteru tego przedsięwzięcia, łączącego na dużą skalę social media z formą książkową. Bez wątpienia prezentowana przez Bartosiaka i Zychowicza gawęda geopolityczna okazała się produktem, który przyniósł im popularność. Na gruncie polskiej dyskusji o sprawach międzynarodowych Bartosiak i Zychowicz zainicjowali przejście do postpiśmienności, w której słowo pisane jest dodatkiem, uzupełnieniem przekazu audiowizualnego. O przemianie tej, dotykającej wszelkich form życia intelektualnego, jeszcze w 2018 r. w książce Po piśmie Jacek Dukaj tłumaczył: „Przekaz audiowizualny przejął tradycyjną rolę dyskursu prasowego i eseistycznego. Główne bitwy toczą się w przestrzeni YouTube’a, podcastów, mediów społecznościowych, szeroko rozumianego internetu napędzanego obrazem; także nadal w telewizji. Na globalnej agorze idee ucierają się nie na papierze, lecz w transmitowanym obrazami i dźwiękami cyrku awatarów idei”.

Proponowana przez Dukaja koncepcja autora jako nośnika-awatara idei wydaje się dobrze korespondować z procesami zachodzącymi w polskim dyskursie o sprawach międzynarodowych. W dobie odchodzenia od słowa pisanego potrzebni są konkretni nosiciele idei. Jacek Bartosiak i Piotr Zychowicz stali się publicznymi intelektualistami utożsamianymi ze swoimi geopolitycznymi konceptami zarówno przez swoich zwolenników, jak i krytyków. Ci pierwsi stworzyli wokół autorów wirtualną wspólnotę, połączoną przeżywaniem jednocześnie idei i autorów celebrytów. Grupa odbiorców treści geopolitycznych, podobnie jak inne wirtualne plemiona, których formowaniu sprzyja logika działania social mediów, nie bazuje tylko na podzielanym rozumieniu świata zewnętrznego. Jej członkowie budują wspólnotę przeżyć, komentując, lajkując i dzieląc się treściami wytworzonymi przez znajdujących się w jej centrum influencerów. Jak zauważa Dukaj, książka w dobie cywilizacji postpiśmiennej jest raczej materialnym symbolem przynależności do wspólnoty przeżyć niż lektury. Służy raczej „do postowania w mediach społecznościowych, zdjęć i filmów z książką w ręku: mam ją, przynależę”.

Podobnie jak w innych obszarach kultury, twórczość geopolitycznych influencerów i ich funkcjonowanie jako awatarów geopolityki staje się katalizatorem wymuszającym deklarowanie się i orientowanie innych grup tożsamościowych związanych z bezpieczeństwem czy sprawami międzynarodowymi. Również te grupy są zogniskowane nie tyle wokół konkurencyjnych idei, ile raczej ich osobowych awatarów. Są nimi m.in. zyskujący w ostatnich miesiącach dużą popularność influencerzy krytykujący twórczość Jacka Bartosiaka, tacy jak specjalista ds. wojskowości Jarosław Wolski (240 tys. subskrybentów na YouTube) czy Krzysztof Wojczal (19,3 tys. subskrybentów na tym samym serwisie), geopolityk i prawnik. Otwiera to przestrzeń do konkurowania o uwagę widzów, a najwierniejszym członkom baniek społecznościowych zapewnia możliwość toczenia ożywczych konfliktów tożsamościowych z innymi wirtualnymi wspólnotami.

Sprzężenie zwrotne pomiędzy twórcami a ich online’ową publiką sprawia, że polscy influencerzy geopolityczni prezentują narrację, która odzwierciedla kulturę polityczną tejże widowni. Lektura Nadchodzi III wojna światowa… pozwala zobaczyć polską opinię publiczną w zwierciadle ich twórczości. W warstwie poznawczej – jej przygotowanie, posiadaną wiedzę i akceptowane sposoby jej obrazowania, a w warstwie afektywnej – jej lęki, obawy i nadzieje.

Rozpatrywana w kategoriach tradycyjnej publicystyki geopolityczna gawęda sprawia wrażenie szumu, na który składa się kakofonia bon motów, kontradykcji, neologizmów i romantycznych metafor, które raczej rozpraszają uwagę, niż sprzyjają analizie polityki międzynarodowej. Może dzięki tym słabościom gawęda to także znakomity marketingowo produkt, którego zaistnienie dało impuls do ważnej zmiany w polskim dyskursie o sprawach międzynarodowych. Jacek Bartosiak i Piotr Zychowicz zainicjowali proces przechodzenia polskiej debaty o polityce międzynarodowej do mediasfery epoki postpiśmiennej.

Artykuł pojawił się w numerze: Co nam dają algorytmy?