Czy czuje się Pani epikurejką?
Oczywiście, ale nie w potocznym rozumieniu tego słowa, tylko w jego pełnym znaczeniu.
Na czym polega różnica?
Epikureizm został tak zbanalizowany, że sprowadza się go do spożywania wykwintnego jedzenia, picia wina i życia wyłącznie chwilą. Tymczasem epikureizm to cała filozofia natury mówiąca o tym, co istnieje naprawdę, co ma znaczenie. To pewna koncepcja polityczna. To refleksja etyczna nad istotą sprawiedliwości. To wreszcie myśl egzystencjalna, która ma wiele do powiedzenia o stawianiu czoła śmierci.
Wielu kojarzy epikureizm z postawą „nie żałuj sobie”. W tym rozumieniu dbanie o samego siebie oznacza czerpanie przyjemności z takich rzeczy jak np. kąpiele w pianie czy objadanie się słodyczami. W swojej książce How to Be an Epicurean (Jak być epikurejczykiem) pokazuje Pani jednak, że epikurejska filozofia to nie artykuł w magazynie lifestyle’owym.
Ból i przyjemność to podstawowe i potężne bodźce dla ludzi i innych zwierząt, jednak autentyczny epikureizm ma więcej wspólnego z unikaniem bólu poprzez dokonywanie dobrych wyborów. Nie polega na nieskrępowanym dążeniu do przyjemności. Najgorszą rzeczą, mówi Epikur, jest życie w zimnie oraz strachu i bycie pozbawionym przyjaciół. Tego właśnie chcemy uniknąć dla siebie i bliskich. Jego filozofia zarazem przyzwala na cieszenie się rzeczami, jeśli nie krzywdzą one innych ludzi, nie są nierozważne na dłuższą metę i nie stwarzają więcej problemów w przyszłości.
… jak jedzenie słodkich, tłustych potraw przez cały czas.
Właśnie. Celem jest przyjemne życie, jednak epikureizm nigdy nie był filozofią dogadzania sobie. Epikur twierdził, choć pewnie jest w tym nieco przesady, że powinniśmy być zadowoleni z odrobiny wody, chleba i sera na kolację – to wszystko. Niemniej uważał, że najprzyjemniejsze zajęcia to czas spędzony z przyjaciółmi, poznawanie świata i jego zrozumienie. Jak na filozofa był też dość pozytywnie nastawiony do seksu. To stawia go w opozycji do dużej części kultury chrześcijańskiej i innych szkół filozoficznych.
Uderzającym aspektem jego filozofii jest tendencja do „odczarowywania świata”. Dla epikurejczyków wiele rzeczy, które wydają się „naturalne”, okazuje się jedynie „konwencjonalnymi.
Większość polityki, większość etyki, większość religii opiera się na fikcjach, na które się zgadzamy, i konwencjach, dzięki którym możemy się dogadać. Zdaniem epikurejczyków fikcje i konwencje mogą być niebezpieczne, kiedy społeczne konstrukty bierzemy za prawdziwą rzeczywistość, która się za nimi kryje.
Na przykład?
Charyzmatyczni przywódcy polityczni sprawiają wrażenie mądrzejszych od reszty, zdają się wiedzieć, co należy robić, więc przyznajemy im władzę i przywileje. Jednak ludzie nie mają w sobie takich istotowych cech jak wyższość i niższość, nie posiadają boskiej wiedzy i władzy. Jak twierdzą epikurejczycy, musimy pamiętać, że wszystko jest złożone z tych samych materialnych atomów, maleńkich, niewidzialnych cząstek bez kolorów, smaków i zapachów. Podobnie jak kolory, ubóstwo i niewola, zdrowie i choroba nie istnieją „w naturze”; istnieją z powodu naszych ludzkich wyobrażeń, preferencji i sposobów postępowania.
Epikurejczycy byli również sceptycznie nastawieni do religii.
Idee nieśmiertelności i opiekuńczego Boga były dla nich kolejnym przykładem szkodliwych fikcji. Zdaniem Epikura jeśli bogowie istnieją, to są gdzieś tam, w innym wszechświecie, gdzie nie zwracają na nas uwagi. Nie istnieje życie pozagrobowe, nie ma zmartwychwstania. Kiedy umieramy – umieramy, i nie ma gwarancji, że wszystkie nasze cierpienia i wyrzeczenia zostaną zrekompensowane. To wiąże się z tematem przyjemności. O ile Epikur miał jeszcze swego rodzaju skłonność do pobożności, o tyle jego słynny zwolennik Lukrecjusz był ostrzejszym krytykiem religii, zwłaszcza gdy groźby kary boskiej były wykorzystywane do straszenia i wykorzystywania ludzi.
W jaki sposób ta złożona filozofia natury i polityki została zredukowana i przekształcona w „hedonizm” tak daleki od tego, co Epikur i Lukrecjusz mieli na myśli?
Wiele epikurejskich idei, takich jak atomizm, empiryzm i dobór naturalny, zostało wchłoniętych przez naukę. Zapomnieliśmy, że kiedyś uznawano je za dziwaczne i że wpisywały się w większą teorię etyczną i polityczną. Epikureizm zainspirował utylitaryzm (przekonanie, że najlepszym działaniem jest to, które prowadzi do największej przyjemności dla największej liczby ludzi) i teorię umowy społecznej (ideę, że rząd opiera się na umowach, które powinny działać na rzecz bezpieczeństwa i korzyści wszystkich). O tych liniach wpływu też nie pamiętamy. Tym, co pozostało w powszechnej świadomości, były poglądy dotyczące przyjemności, atrakcyjne, a jednocześnie łatwe do zaatakowania, jeśli nie widzi się, do czego zmierzali epikurejczycy. Przyjemność zyskała bardzo złą reputację wśród filozofów, w tym stoików, i teologów chrześcijańskich. Nie brakowało więc wrogów gotowych do trywializowania epikureizmu.
Ponieważ epikureizm bywa postrzegany jako filozofia nastawiona na przyjemność, pojawia się pytanie: jakie miejsce w tej etyce zajmuje drugi człowiek? Przecież potrafię rozpoznać własne potrzeby, ale co wiem o innych?
Jak już wspomniałam, nacisk nigdy nie był położony na szukanie przyjemności kosztem innych. Chodziło o pozwolenie sobie na doświadczanie przyjemności i świata zmysłów bez poczucia winy, bez obawy, że zostanie się ukaranym za grzeszne postępowanie, i bez iluzji, że cierpienie i męczeństwo są pożądane, ponieważ zostaną nagrodzone w zaświatach.
Epikur podał najlepszą, moim zdaniem, definicję etyki. Powiedział, że jest to rodzaj porozumienia, praktyki podejmowanej przez jakąś osobę lub grupę, by nie krzywdzić innych. To wszystko, czego potrzeba. Wszystkie nasze zasady moralne, jak np. Dekalog, mają związek z zapobieganiem krzywdzie. Etyka zawsze stanowi ograniczenie dla własnych przyjemności. Czasami trzeba doznać jakiegoś uszczerbku, aby zapobiec większej szkodzie.
Dość powszechne jest przekonanie, że rodzina stanowi formę schronienia przed niebezpieczeństwami świata. Rozumowanie mogłoby przebiegać tak: mogę stracić pracę, poważnie zachorować, przechodzić przez trudny czas, ale to najbliższe osoby, które są przy mnie na dobre i na złe, stanowią moje wsparcie emocjonalne, to dzięki nim moje życie jest łatwiejsze. Tymczasem Epikur uważał, że życie rodzinne jest nieistotne. Dlaczego?
W tym miejscu musiałam nabrać trochę dystansu do Epikura, ponieważ osobiście uważam życie rodzinne za wyjątkowo interesujące i satysfakcjonujące, i zgadzam się, że wielu ludzi myśli podobnie. Epikur pisał z pozycji kogoś, kto nigdy nie był żonaty i nie miał dzieci, wydawało mu się, że wynika z tego zbyt wiele kłopotów i niepokoju. Uważał, że jeśli posiada się przyjaciół, to nie potrzeba dzieci.
Niektórzy ludzie w moim pokoleniu twierdzą, że rzeczywiście jest zbyt duża presja społeczna na posiadanie dzieci.
To godne szacunku stanowisko. Niektórzy ludzie nie czuliby się dobrze w małżeństwie i w rodzinie.
Wydaje mi się, że jedyną stratą, którą mogą w związku z tym ponieść, jest pewien poziom towarzyskości, który na starość mógłby ich podtrzymywać na duchu. Epikur uważał, że przyjaźń może zrekompensować brak rodziny, ale starsi ludzie, 70- czy 80-letni, często ubolewają nad tym, że ich przyjaciele w tym samym wieku już odeszli z tego świata. Można więc być całkiem samotnym i wyobcowanym, gdy dojdzie się do tego etapu życia, i to jest kwestia, której Epikur nie wziął pod uwagę. Podczas gdy z rodziną – dziećmi i wnukami, siostrzenicami i siostrzeńcami – zwykle nadal będzie się funkcjonowało w kręgu zainteresowania, choć nie bez trosk, oczywiście, a może nawet nie bez frustracji czy poświęceń. Lecz jest coś w ciągłości pokoleń w przyrodzie, co pozostaje piękne, dlatego Lukrecjusz, kontynuator myśli epikurejskiej, był znacznie bardziej prorodzinny i zwracał większą uwagę na tę kwestię.
W przypadku Lukrecjusza spekuluje się, że jego rzekome samobójstwo mogło mieć przyczynę w nieszczęśliwej miłości. Przyjrzyjmy się zatem poglądom epikurejczyków w tej kwestii. Czy postrzegali samobójstwo równie przychylnie jak stoicy?
Nie, byli do niego nastawieni o wiele bardziej negatywnie.
Epikurejczyk uważa, że jeśli zabijasz się z powodu utraty wszystkich pieniędzy, to znaczy, że nie powinieneś był dążyć do nich w pierwszej kolejności. Bogactwo nie jest dobrym ideałem do realizowania, bo po pewnym czasie nie uczyni cię szczęśliwszym.
Ponieważ ważne stanowiska, duże majątki i wpływy zależą od konwencji i są niepotrzebne, absurdem jest poświęcanie życia, gdy się je straci.
Prawdziwy problem pojawia się, jak sądzę, w przypadku doświadczania nieprzezwyciężalnego bólu fizycznego lub utraty rozumu. Epikur twierdził, że poważne bóle są krótkie, a tylko łagodne długie, ale to po prostu nie jest prawda. Demencja może trwać latami, podobnie jak straszne cierpienia fizyczne, i traci się wtedy zdolność do angażowania się w świat na swoich warunkach. Myślę więc, że w tym przypadku epikurejczyk musiałby się ugiąć w swym antysamobójczym stanowisku i zbliżyć się nieco do stoików, lecz nie dlatego, że samobójstwo jest szlachetne, tylko dlatego, że ból jest tym, czego należy unikać.
Te dwie kwestie – miłość, która przecież w każdej chwili może się skończyć, i samobójstwo – uwrażliwiają nas na kruchość jako element życia. Czy możemy postrzegać epikureizm jako filozofię, która próbuje sobie z tym poradzić?
Epikur i Lukrecjusz podkreślają cykle życia i śmierci, które powstają dzięki połączeniu atomów: rzeczy utrzymują się przez jakiś czas, a potem nieuchronnie się rozpadają. I choć wszyscy chcemy, by nasze najlepsze relacje trwały wiecznie, były silne i stabilne, to nie zawsze takie są.
Ludzie kierują się wolną wolą, zmieniają zdanie, pojawiają się problemy, związki stają się niestabilne. Filozof, czy też po prostu rozważny człowiek, musi być na to przygotowany.
Lecz nasza reakcja nie musi przypominać reakcji stoika, który spiąłby się w sobie i powiedział: „Siłą woli stłumię wszystkie moje smutne emocje”. Epikurejczyk mówi, że będziesz odczuwał te emocje, bo jesteś częścią natury. Poprzez relacje się przywiązujemy, a późniejszy smutek jest dopuszczalny. Przytoczyłam w książce bardzo ciekawy fragment z Lukrecjusza, w którym mówi o zazdrości: „Ze środka krynicy uciech wyłania się jakaś gorycz (…) dlatego, że ukochana rzuciła jakieś niebaczne i…