Tekst ukazał się w wydaniu papierowym pod tytułem Widok z kuchni Luciusa.
W kuchni Luciusa pachnie tak, jakby dopiero co zdjęto garnki z pieca. Przechodzę przez kolejne pomieszczenia i mam wrażenie, że przed chwilą ktoś tu był, zaraz na pewno wróci. Kiedy z domu Luciusa przechodzę do villa urbana, wrażenie tylko się potęguje. Stoły zapełnione po brzegi czekają na debatujących. Za chwilę zrobi się gwarno. Wielka, otwarta letnia kuchnia wychodzi szerokim oknem na pejzaż, którego ostatnia, niebieska nitka to kołyszące się w oddali blokowiska mojego miasta. Tak sobie to wyobrażam. To tylko jedna z wąskich, koloryzowanych tasiemek na horyzoncie, zupełnie teraz odrealniona.
W termach woda skacze po suficie, migocze, zapach chloru i skóry, rzędy skórzanych butów stoją na półkach, brakuje tylko zmęczonych stóp, które je wyzuły. Ale złudzenie pozostaje. Jak to możliwe? 30 minut drogi od mieszkania? 30 minut drogi z komunistycznego środkowoeuropejskiego osiedla i oto jestem w prawdziwym rzymskim mieście. Carnuntum, stolicy górnej Panonii. 15 km od Bratysławy. Pieczołowicie zrekonstruowany rzymski kwartał, postawiony na planach odkopywanych tu przez lata fundamentów, prawdziwych fundamentów, dający namacalne wrażenie życia codziennego starożytnych. Cywilizacji, która miała chronić świat przed barbarzyńcami, czyli moimi przodkami. Tymi zza Dunaju. Jestem córką barbarzyńców. Ale to tylko 15…