Subskrybuj
Ilustracja: Katarzyna Kozakiewicz
Adiunkt na Wydziale Polonistyki UW. Recenzentka i czytelniczka literatury najnowszej. Autorka prozy Elizje (Kraków 2017) i po drugiej stronie siebie (Kraków 2019), a także książek naukowych np. Lektura jako spotkanie. Brzozowski – tekst – metoda...

Kadryl życia

Nieśmiałość – ona to właśnie podcina nogi tancerzom, w ważnych chwilach kładzie im palec na wargach, wybucha rumieńcem policzków i czoła. I odkłada się w duszach rosnącym ciężarem

Pam­‑pam, pam­‑pam, PAM­‑pam. Takt na 6/8. „O, kadryl dworski to jest tan, / Niech żyje Najjaśniejszy Pan” (Ślub). Widziałam Gombrowicza w teatrze, ale w żadnej inscenizacji nie zatańczono kadryla. Więc proszę przeczytać to sobie na głos i raz na zawsze zapamiętać. Pierwsza figura to Pantalon, złożona z obrotów: Chaîne anglaise, Balancé, Tour de main, Chaîne des dames, Demi­‑promenade, Demi­‑chaîne anglaise. Druga figura to Été. Składa się z obrotów: En avant­‑deux, En arrière, Chassé à droite, Chassé à gauche, Traversé, Chassé à droite, Chassé à gauche, Retraversé, Tour de main. Trzecia figura zwie się Poule. Składa się z obrotów: Traversé, Retraversé, Balancé, Demi­‑promenade, En avant­‑deux, Dos­‑à-dos, En avant quatre, Demi­‑chaîne anglaise. Czwarta figura to Pastourelle. Składa się z obrotów: Cavalier en avant avec sa dame, Deuxième fois en avant, En avant­‑trois, Cavalier seul, Deuxième fois cavalier seul, Demi­‑rond, Demi­‑chaîne anglaise. Piąta figura nazywa się Trénis. Składa się z obrotów: Cavalier avec sa dame en avant, Deuxième fois en avant, Traversé les trois, Balancé, Tour de main. Szósta figura to Galopade. Składa się z obrotów: Rond de galop, Cavalier en avant et en arrière avec sa dame, Deuxième fois en avant et changer de dame en traversant, Chaîne des dames, En avant et en arrière avec les dames en vis­‑à-vis, Deuxième fois en avant et reprendre sa dame en retraversant. Proste, nie?

Mylny krok

Tak tańczono jeszcze 120 lat temu, i bynajmniej nie tylko w sferach dworskich. Wystarczyło burżujom nająć metra tańca, by przy nauce terroryzował po francusku młodych. Tak dzieje się w trochę zapomnianej noweli Thomasa Manna Tonio Kröger (1903), gdzie w kulminacyjnym punkcie kursu dochodzi do katastrofy: podczas lekcji tytułowy bohater myli figury i wpada w inną czwórkę danserów. „Stać, proszę! Pan Kröger dostał się między panie! En arrière, panno Kröger. Proszę się cofnąć, fi donc! Precz stąd!”(wszystkie cytaty według tłumaczenia Leopolda Staffa). Śmiech z pół setki gardeł. Bohater Manna nigdy tego nie zapomni. Nigdy nie wróci na lekcje tańca. Dotarło doń, że jest niezgrabny, jest nieudacznikiem, niedojdą. On, syn konsula Krögera! A przyczyna? Zapatrzył się na niejaką Inge Holm, 15-letnią professional beauty, która, rzecz jasna, ma go w nosie. Gdyż gimnazjalista Kröger ma dwie miłości: Inge oraz Janka Hansena, rasowych w sensie nordyckim aż do przerysowania, podczas gdy on, typ mieszany (matka wywodziła się z Ameryki Południowej), to ciemnooki brunet, pełen zastrzeżeń do siebie, egzotyk w hanzeatyckim mieście. Autor nie wątpi, że istnieje coś takiego jak obciążenie dziedziczne. Inge Holm i Janek Hansen, wirtuozi życia, którym wszystko wręcz niezauważalnie przychodzi bez trudu, są przeznaczeni dla siebie, tak jak Tonio (którego demaskuje już obce imię) skazany jest na odrzucenie i samotność.

Tonio Kröger, jeśli do tego tekstu ktoś wraca, uchodzi za opowieść o narodzinach artysty, które to narodziny odbywają się za sprawą nieprzynależności i tego, co nazwano fałszywą świadomością. Narodziny artysty z ducha wyobcowania – rzec można à la Nietzsche. Gdyż Janek Hansen, Inge Holm i im podobni wolni są od przekleństwa autorefleksji, żyją po prostu i cieszą się pełną tożsamością wewnętrzną, zresztą nieuświadamianą. Są duchowo czyści, bo niewinni. I tego im Tonio śmiertelnie zazdrości. Chciałby być taki jak oni. Ale nic z tego. Ów kolega z klasy, Janek Hansen, uwielbiany nie bez cokolwiek, jak to u Manna, homoerotycznego podtekstu, traktuje go z życzliwym lekceważeniem. Inge Holm w ogóle nie raczy go zauważać. Opowieść rozpoczyna spacer Janka z Toniem, w trakcie którego Tonio próbuje przypodobać się koledze, ale Janka nic nie obchodzi opowiadana z przejęciem scena z Don Carlosa Schillera, natomiast nadzwyczajnie angażuje go, przy spotkaniu z trzecim uczniem, perspektywa brania lekcji jazdy konnej. I odtąd będzie mowa tylko o hippice, która Tonia o tyle ciekawi, o ile stanowi wysoce drażniący dlań składnik świata wewnętrznego Janka. Ma się rozumieć, nieuczestniczenie w lekcjach jazdy konnej (na które Tonia bez trudu byłoby stać) wzbudza lekceważenie: „A ty, Kröger, nie bierzesz lekcji jazdy? – spytał Immerthal i oczy jego zmieniły się w dwie szczelinki”. Pod tym spojrzeniem ukochany Janek zaczyna z miejsca zwracać się do Tonia po nazwisku. „Janek Hansen w gruncie rzeczy lubił go trochę, gdy byli sam na sam. (…) Ale gdy nadszedł trzeci, wstydził się tego i poświęcał go”. Oto przeżycie elementarne. W świecie pięknych ludzi odmieniec, hodujący w sobie wewnętrznego obserwatora, zawsze będzie wyrzutkiem. To boli, i autor mocno ten ból podkreśla.

Nowela Manna bada więc motywy psychiczne, które z człowieka czynią pisarza. Istotnie, uczeń Tonio Kröger, autor niezdarnych wierszy, zostaje po latach pisarzem o całkiem niezłej renomie. Mann w sobie właściwym powolnym tempie komentuje tę metamorfozę niedającą zdradzonej duszy ukojenia. Tak zwane życie wewnętrzne okazało się piętnem, które, co gorsza, wszyscy bez słów rozpoznają – jakim sposobem? Wróćmy do Inge Holm: „Czyż i ona śmiała się zeń jak inni? Tak, uczyniła to, choć rad by, gwoli niej i sobie, zaprzeczyć temu. A przecie wplątał się w moulinet des dames tylko wskutek odurzenia jej pobliżem. (…) Przyjdzie dzień, kiedy będzie sławny, gdy wszystko, co napisze, będzie drukowane, i wtedy zobaczymy, czy nie sprawi to wrażenia na Indze Holm. Nie, to nie sprawi na niej wrażenia, w tym sęk”. Ale, trzeba tu dodać, jest ktoś jeszcze, pewna Magdalena Vermehren, też uczestniczka lekcji tańca, która w kadrylu wciąż się przewraca, „dziewczyna o łagodnych ustach i dużych, ciemnych, czystych oczach, pełnych powagi i marzycielstwa”, a jakże, pisująca wiersze, wpatrzona jak w obrazek w Tonia Krögera. Cóż z tego: on widzi tylko oczy Inge Holm, „wąsko wycięte, niebieskie oczy pełne szczęścia i szyderstwa”. Nieszczęsna panna Vermehren nie zasługuje na uwagę, a czemu? Bo jest taką samą niedojdą jak Tonio. Skąd się, u pewnych nieudolnych w kadrylu życia osób, to bierze? Mann nie odpowiada wprost, lecz prezentacja damskiego porte­‑parole Tonia, panny Vermehren, wskazuje jasno: z nieśmiałości.

Jest to stan ducha, w którym wypowiadacie się, miły Tonio, droga Magdaleno, lub czynicie pierwszy krok nieodmiennie za wcześnie lub za późno; w którym wstydzicie się siebie; w którym nie umiecie wyrazić wprost swoich uczuć i potrzeb; w którym widzenie innych zaćmiewa wam milczący żal; w którym rozedrganie wewnętrzne przekłada się wam na fizyczną niezgrabność.

Dusze urażone lubują się w swym urazie, coraz bardziej się z nim identyfikując. I jest to jedyna identyfikacja, na jaką mogą liczyć.

Drugi upadek

Osią ideową Tonia Krögera są dialogi, jakie prowadzi on z przyjaciółką, rosyjską malarką Lizawietą Iwanowną, na temat kondycji artysty, podsumowane jej bezlitosną diagnozą: „Jest pan mieszczuchem na manowcach… mieszczuchem zbłąkanym”. Ale rozmowy te toczą się 13 lat później, gdy Tonio nauczył się już przekładać swe niezakorzenienie na idiom dyskursu o sztuce. Trzeba wiedzieć, że Mann kunsztownie buduje opowieść z refrenów i repryz, powtarza wielokrotnie te same zdania i zwroty, a także sytuacje. Toteż nowela zamyka kółko powtórną sceną kadryla, tym razem podczas balu w duńskim uzdrowisku. I kierowany ręką pisarza przypadek sprawia, że w uzdrowisku tym bawią akurat Janek Hansen z Ingą Holm, od dawna już małżeństwo, lecz wciąż młodzi i piękni… szukam dobrego słowa: świeży. Ma się rozumieć, nie poznają pobrużdżonej, zrytej goryczą twarzy Tonia, który z półcienia obserwuje tańczących. I musi ścierpieć widok tych młodych wciąż młodych. Trudno – trzeba, by ten policzek wymierzony Toniowi przez siły niedostępnego dlań życia samego w sobie przedstawił osobiście autor: „Nagle otworzyły się drzwi i dłoń w dłoni weszła owa para z wolna, bez pośpiechu. Ingeborga, jasnowłosa Inga, miała na sobie jasną suknię, jak zwykle na lekcjach tańca pana Knaaka. Lekka sukienka w kwiatki sięgała jej tylko do kostek, na ramionach widniał szeroki, biały kołnierz tiulowy z ostrym wycięciem, obnażającym miękką, giętką szyję. Na jedno z ramion opadała wstążka od kapelusza. Być może, że była trochę wyższa niż dawniej, i cudowny warkocz otaczał teraz jej głowę, ale Janek Hansen był taki sam jak zawsze. Miał na sobie kurtkę marynarską ze złotymi guzikami, z szerokim niebieskim kołnierzem na ramionach i plecach; czapkę marynarską z krótkimi wstążkami trzymał w opuszczonej ręce, machając nią beztrosko. Ingeborga odwracała na bok wąsko skrojone oczy, (…) ale Janek Hansen zwracał właśnie i wszystkim na przekór głowę w stronę stołu i patrzył na nich po kolei stalowoniebieskimi oczyma w sposób wyzywający, poniekąd pogardliwy”. To w nim właśnie Tonio uwielbia. Po czym przychodzi czas na tańce i oto rozbrzmiewa, a raczej powraca jak zmora, przeklęty kadryl. Wszyscy obecni wpatrzeni są w młodą parę, aż nagle coś się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Między słowami. Jak budować głębsze relacje