Listopad 2004 r.Przyleciałam właśnie do Rio de Janeiro. Wsiadam do autobusu i jadę do południowego Rio, gdzie mam zarezerwowany nocleg. Obok mnie siada starsza kobieta – zachwyca się, że jestem z Polski. Kojarzy ją z Janem Pawłem II. Jest konserwatywną katoliczką, szafarzem Komunii św. Po drodze obserwuję przez szybę fawele północnego Rio rozlewające się aż po horyzont po obydwu stronach trasy. Kierowca słucha na cały regulator samby z minionego karnawału, a kobieta, pochylając się, szepce mi do ucha różne niezbędne dla obcokrajowca rady. Wysiadam przy zielonym skwerku na Copacabanie. W cieniu drzew widać niewielkie zbiegowisko – ciemnoskóry mężczyzna w białej koszuli przytrzymuje wyrywającą się kobietę, która wrzeszczy w niezrozumiałym języku. Piątkowe egzorcyzmy. Zgromadzony wokół tłumek gapiów spokojnie przegryza, popija i komentuje siłę pastora wadzącego się ze złym duchem. Pomocnice pastora rozdają ulotki – zaproszenia do uczestnictwa w regularnych spotkaniach. Ulotki mają postać złotego czeku „Banku Zbawienia”, wystawionego na okaziciela („grzesznika, który się nawróci”) i upoważniającego do uzyskania zbawienia. Czek podpisany jest przez Jezusa Chrystusa. Na jego odwrocie widnieje pieczątka z nazwą Kościoła neopentekostalnego oraz dniami i godzinami spotkań. Tymczasem po drugiej stronie ulicy lokalny proboszcz otwiera drzwi kościoła rzymskokatolickiego. Wita się z każdym z osobna spośród wchodzących na wieczorne nabożeństwo wiernych….
Pracownik Centrum Studiów Latynoamerykańskich CESLA UW, specjalizuje się w studiach nad historią i kulturą Brazylijczyków oraz relacjami na styku religii i polityki w Ameryce Łacińskiej.