Subskrybuj
(fot. Don Fontijn / Unsplash)
Dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W latach 2005–2010 redaktor miesięcznika „Znak”.

Putin się nie czerwieni

Dla Putina prawa człowieka oznaczają prawa przyznane obywatelowi dla jego pracy na rzecz państwa. Jest to więc zaprzeczenie ich istoty.

Prawniczka z wykształcenia, swój materiał dowodowy o przemianach rosyjskiej świadomości zawarła w dwóch książkach: Pandrioszka i Głową o mur Kremla, oraz w filmach dokumentalnych, które realizowała w niszczonej wojną Czeczenii. Czyta i ogląda się je zawsze tak samo: z niedowierzaniem, chęcią wyparcia ze świadomości tragicznych faktów – oraz z podziwem dla odwagi autorki. Ta zaś, nazywana często „polską Politkowską”, spośród wielu nagród najbardziej sobie ceni wyróżnienie przyznane jej przez czeczeńską organizację Echo Wojny – zgłoszenie do Pokojowej Nagrody Nobla.

Złem wcielonym, które spotkała w Rosji, jest dla niej Władimir Putin. To on, jej zdaniem, na powrót zniewolił Rosjan, uprawomocnił przemoc i kłamstwo, spowodował śmierć wielu obywateli własnego kraju. Ostrość tych sądów niech nie przysłoni prawdy najstraszliwszej: każde ze swych oskarżeń Krystyna Kurczab-Redlich popiera dowodami. Bezkompromisowość, ale także własny, oryginalny pomysł na wyjaśnianie świata – to cechy, którymi będziemy się kierować, przedstawiając bohaterów kolejnych odcinków „Rozmów »Znaku«”. Cieszymy się, że zaczynamy od Pani Krystyny.

Od wielu już lat opisuje Pani Rosję z perspektywy obywatelki kraju wolnego i demokratycznego, a w porównaniu z rzeczywistością Wschodu również takiego, w którym po prostu żyje się łatwiej. Dlaczego nie zdecydowała się Pani na pracę w kraju, który odpowiadałby jej nieco bardziej?Zachód jest mniej ciekawy niż Rosja. Nie ma tam zjawisk, których nie mogłabym wytłumaczyć. A Rosja to cały konglomerat zagadek: ciągłe wyzwanie dla dziennikarza. Zresztą, to nie ja wybrałam Rosję, ale ona mnie. W 1987 roku przyjechałam do Moskwy, w której pracował mój mąż. W tamtych czasach codziennością Związku Radzieckiego mało kto się u nas interesował. Mnie ona zaciekawiła. Gdy w 1990 roku męża ponownie wysłano jako korespondenta TVP do Rosji zostałam tam kilkanaście lat, czyli jeszcze długo po jego powrocie do kraju. Z początku był szok: na przykład sklepy warzywne przy Prospekcie Lenina, czy nawet na Arbacie, w których robiło…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świętych wyobcowanie i inne z nimi kłopoty