Obrońcy tradycyjnej eschatologii z nieufnością odnoszą się do pluralistycznej kultury współczesnej. Uważają, iż wywiera ona negatywny wpływ na proces interpretacji prawd wiary. Ich zdaniem, wszelka próba zakwestionowania wieczności kary piekielnej jest wyrazem ulegania dyktaturze dominującej dzisiaj mentalności. Kultura ta rozwinęła w ich mniemaniu, właściwe sobie pojęcie sprawiedliwości i proporcjonalnej kary, któremu usiłuje się podporządkować samego Boga. Teologom podejmującym wysiłek reinterpretacji dualistycznej eschatologii zarzuca się, że nie zdają sobie sprawy z procesu własnej akomodacji do wymogów tolerancyjnej i liberalnej mentalności współczesnej.
Zarzut ten dotyczy zwłaszcza dostosowywania obrazu Boga w Ewangelii do rozumienia pojęcia miłości i sprawiedliwości w kulturze zachodniej. Przeciwnicy weryfikacji tradycyjnej doktryny uważają, że niesłusznie przeciwstawia się miłość takim pojęciom jak prawda, sąd i sprawiedliwość. Kulturowe rozumienie sprawiedliwości i sądu w odniesieniu do Boga miałoby zatem skłaniać chrześcijan do reinterpretacji Pisma w taki sposób, aby je dostosować do wymogów współczesnej mentalności. „Chcemy Boga, którego możemy zrozumieć, który przystaje do naszych kategorii. Nie lubimy zagadnień nie rozwiązanych. Trzeba nam zmagać się nie z poglądami tradycyjnymi, ale z odpowiedziami inspirowanymi przez kulturę”[1].
W tej perspektywie kulturowe pojęcia sprawiedliwości są lansowane przez środki masowego przekazu w sprawozdaniach z procesów sądowych, w których ludzkie pasje, naciski opinii publicznej i stronnicze fakty zastępują często prawdę i obiektywność. Mając to przed oczyma usiłujemy wykazać nieadekwatność sprawiedliwości Boga i Jego sądu, choć nasza wiedza jest w tym względzie wielce niewystarczająca. Zdaniem krytyków kultury współczesnej, wypacza ona rozumienie spraw życia i śmierci. Jest to kultura wyalienowana ze spraw Bożych, narzucająca swoje własne założenia i standardy życiowe. Dlatego wątpliwą rzeczą jest wierzyć w Boga objawionego przez Jezusa w świetle popularnych definicji miłości i dobroci. Jeżeli język śmierci, sądu i Gehenny, którym posługiwał się Jezus pojmujemy w sensie alegorycznym, to konsekwentnie powinniśmy tak samo rozumieć także język mówiący o życiu wiecznym.
W świetle tych stwierdzeń i zarzutów próba kwestionowania tradycyjnej doktryny o wieczności piekła jest sprzeniewierzeniem się nauce Biblii. Z tej racji teologowie podejmujący wysiłek innego spojrzenia na ostateczne losy świata uważani są za więźniów akomodacji kulturowej. W rzeczywistości mamy do czynienia z nurtem głębszego rozumienia metaforycznych tekstów biblijnych. Choć nieustannie spychany na margines świadomości wierzących, nurt ten nigdy nie wygasł w chrześcijaństwie. Dualistyczna eschatologia dominująca w ciągu wieków także odwołuje się do Pisma Świętego. Który zatem nurt eschatologii jest bardziej zgodny ze świadectwem Biblii? Odpowiedzi i stanowiska są i będą w tym względzie podzielone.
Wiele świadectw Nowego Testamentu mówi o ostatecznym pojednaniu wszystkich z Bogiem, o powszechnym przywróceniu harmonii w całym stworzeniu. Uniwersalizm zbawienia nie oznacza jednak, że możemy żyć „według swojej głupiej woli” (F. Dostojewski), a wszystko i tak będzie dobrze. Nie oznacza również negacji wiary w istnienie stanu zatracenia, zwanego Gehenną czy, według późniejszej terminologii, piekłem.
Od wielu lat usiłuję zagłębiać się w te zagadnienia. To nieprawda, że głoszę pogląd o pustym piekle. Ze względów marketingowych nadano tytuł Puste piekło? zbiorowemu dziełu poświęconemu debacie nad moimi publikacjami na temat nadziei powszechnego zbawienia[2]. Mówienie o pustce sugeruje od razu, że chodzi o piekło jako miejsce. Teologia współczesna odeszła od tego rodzaju koncepcji. Mówimy o Gehennie bądź piekle przede wszystkim jako o stanie zatracenia i zagubienia, o rzeczywistości, która wyrasta w samym wnętrzu istoty zbuntowanej przeciwko Stwórcy. Jezus nazywał ten stan Gehenną. Czy jest to jednak stan wieczny? Samo słowo „wieczny” (ōlam) w Biblii Hebrajskiej nie oznacza w każdym przypadku nieskończoności. Posługiwał się nim Jezus i apostołowie w odniesieniu do stanu zagubienia, który nie może trwać tak samo wiecznie jak wieczny jest Bóg i życie wraz z Nim.
Dobra Nowina nie potrzebuje sankcji karnych
Nakazując głosić Dobrą Nowinę „wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16,15; por. 13,10; 14,9) Jezus nie groził wiecznym potępieniem wszystkim, którzy w dziejach ludzkości nie uwierzą. Mówił jedynie, że pewien rodzaj niewiary zasługuje na sąd i potępienie: „Kto uwierzy i zostanie ochrzczony, będzie zbawiony[3], a kto nie uwierzy, zostanie zasądzony” (katakrithēsetai: Mk 16,16), czyli będzie podlegał sądowi Bożemu i ewentualnemu potępieniu.
Jest to tekst zasługujący na specjalną uwagę[4]. Jezus nie ukrywał, że wiara jest trudna. Nie przychodzi człowiekowi łatwo. Widać to wyraźnie w odniesieniu do Jego ukazywania się uczniom po zmartwychwstaniu. Reagowali oni negatywnie na świadectwa innych, zwłaszcza kobiet. Kiedy Jezus ukazał się Marii Magdalenie, a ona oznajmiła im, że Go widziała, „nie chcieli jej uwierzyć” (Mk 16,11). Kiedy ukazał się dwóm uczniom udającym się na wieś, a ci wróciwszy opowiedzieli o tym pozostałym, „im jednak również nie uwierzyli” (16,13). Dlatego kiedy w końcu Jezus ukazał się Jedenastu, „wypomniał im brak wiary (apistían) i upór [dosł. twardość serca: sklērokardían], ponieważ nie uwierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego” (16,14). Nie znajdziemy tych akcentów u innych ewangelistów.
Zaskakujące jest to nagromadzenie, w świadectwie Marka, wyrazów niedowierzania i nieufności uczniów. Pojawiają się one we fragmencie Ewangelii, poprzedzającym nakaz misyjny. Nie wydaje się to czymś przypadkowym. Kiedy ewangelista Jan opowiada o wieści, którą Maria Magdalena zaniosła uczniom (J 20,18), w przeciwieństwie do Marka nie wspomina ani słowem o ich niedowierzaniu. Podobnie Łukasz pisząc o świadectwie uczniów z Emmaus w obecności Jedenastu (Łk 24,35), w ogóle nie dotyka delikatnej sprawy ich niewiary. Owszem, Łukasz (24,38-43) i Mateusz (28,17) piszą o wątpliwościach uczniów, ale wątpliwości te rodzą się w nich przy spotkaniu z samych Chrystusem, a nie w odniesieniu do świadectwa innych. Przeciwnie ewangelista Marek – dwukrotnie podkreśla negatywną reakcję uczniów na wieści do nich przyniesione.
Chodzi więc o przekaz zamierzony. Pozwala on zrozumieć głębszy sens słów, że „kto nie uwierzy (apistēsas), zostanie potępiony” (Mk 16,16). Pojawia się tutaj to samo słownictwo (czasownik apistéō), które w wierszach poprzednich charakteryzowało negatywną reakcję uczniów na świadectwo innych. Nie uwierzyli, ponieważ świadomie zamknęli się w sobie samych, nie wsłuchali się uważnie w Dobrą Nowinę, nie otworzyli się na nią i nie zaufali jej. Słowo apistía oznacza więc naganną postawę nieufności i niedowierzania, braku gotowości do zastanowienia się i zapytywania samego siebie.
Przeciwieństwem zbawienia jest potępienie. Słowo katakrínō ma charakter jurydyczny i znaczy skazywać na areszt, wydawać wyrok sądowy o czyjejś winie, potępić kogoś po rozpatrzeniu sprawy w procesie sądowym[5]. Mamy zatem wyraźne odniesienie do sądu. Znamienne jest to, że tekst Ewangelii św. Marka nie mówi jednak w ogóle o karze, a tym bardziej wiecznej. Zestawia jedynie obok siebie zbawienie i wyrok potępiający jako rezultat procesu sądowego. Wzmianka o potępieniu jest konsekwencją zawinionego braku wiary i nieufności. Wyrok skazujący nie zapada bez stwierdzenia winy. Jeśli tekst mówi o potępieniu, to z racji jakiejś rzeczywistej winy. Ewangelista przytacza słowa Jezusa, ale nie wyjaśnia, na czym polega zawiniony charakter braku wiary, który w konsekwencji zasługuje na potępienie.
Domyślić się tego można jedynie na podstawie słowa apistía. Chodzi o pewien rodzaj nagannego niedowierzania i nieufności. Reakcja niedowierzania u uczniów, w kontekście ukazywania się zmartwychwstałego Jezusa, jest zapowiedzią i ostrzeżeniem, że oni sami spotkają się w przyszłości z podobną niewiarą w swojej przyszłej misji. Ludzie nie otworzą się na zwiastowane im słowo, nie wsłuchają się w jego treść, nie przyjmą go. Już z tego wynika, że zawiniony brak wiary dotyczy tylko tych ludzi, którzy usłyszeli słowo Ewangelii. Usłyszeć osobiście słowo Dobrej Nowiny to nie to samo, co wiedzieć o jej istnieniu, ale jej w gruncie rzeczy nie znać.
Sam kontekst wskazuje, że w oparciu o słowa: „kto nie uwierzy, zostanie potępiony” nie wolno formułować ogólnej zasady o niewierze i ostatecznych losach ludzi. Nie wolno stosować takiej powszechnej zasady do wszystkich, którzy w taki czy inny sposób nie przyjmują Ewangelii i nie wierzą w jej przesłanie. Przyczyn tego nie przyjęcia może być wiele. Sami zwiastujący Dobrą Nowinę nie są jakże często bez winy, podważając przez to jej wiarygodność.
Jezus swoim uczniom „wypomniał brak wiary i twardość serca”. Miał na myśli nie samą niezdolność do uwierzenia i zaufania, ale postawę nacechowaną brakiem otwartości, wynikającą z niewrażliwości serca. Odniesienie do serca nie jest tu przypadkowe. Jezus gani tych, którzy mając wszystko, co sprzyja wierze, nie chcą jednak uwierzyć. Taka właśnie postawa zasługuje na potępienie. Zawstydzający przykład dają pod tym względem poganie, gdyż – w przeciwieństwie do uczonych w Piśmie i faryzeuszy – potrafią otworzyć się na zwiastowane im słowo i będą mieć udział w zbawieniu:
To pokolenie jest przewrotne. Żąda znaku, ale innego nie otrzyma oprócz znaku Jonasza. (…) Królowa z Południa powstanie na sądzie razem z ludźmi tego pokolenia i potępi ich, bo przybyła z krańców ziemi, by słuchać mądrości Salomona, a tu jest ktoś większy niż Salomon. Mieszkańcy Niniwy powstaną na sądzie razem z tym pokoleniem i potępią je, bo oni opamiętali się pod wpływem nauczania Jonasza, a tu jest ktoś większy niż Jonasz (Łk 11,29-32; por. Mt 12,39-42).
Powróćmy jeszcze do misyjnego nakazu Jezusa zapisanego u ewangelisty Mateusza: „czyńcie uczniów (mathēteúsate) wśród wszystkich narodów” (Mt 28,19). Nie zachęca On do nawracania ludzi pod groźbą wiecznego piekła. Lęk przed Gehenną/piekłem nie jest motywem szerzenia chrześcijaństwa. Na pierwszy plan wysuwa się motywacja o wiele bardziej szlachetna i wzniosła: „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5,14). Tak pisał Apostoł Narodów i zachęcał do pojednania się z Bogiem: „W imię Chrystusa prosimy: Dajcie się pojednać z Bogiem!” (2 Kor 5,20). Nie groził ludziom ogniem piekielnym, jeśli nie uwierzą. Prosił i zachęcał.
Kiedy Jezus powoływał swoich uczniów do grona wybranych, nie groził im niebezpieczeństwem potępienia. Nie uczynił tego także wówczas, kiedy posyłał ich ze zbawczą misją w świat. Mieli być „solą ziemi” i „światłością świata” (Mt 5,13.14), które zachowują ten świat przed zepsuciem. Mieli świadczyć o miłości Boga do ludzi i uczyć ich o potrzebie miłości wzajemnej. Jest to misja aktualna do dzisiaj.
Ewangelia jako Dobra Nowina nie potrzebuje sankcji karnych. Trzeba ją głosić ze względu na nią samą. Owszem Jezus nauczał o Gehennie i jej związku z sądem Bożym. Ostrzeżenie jest częścią Jego nauki. Miłość nie kryje konsekwencji złych decyzji i złych czynów. Stan Gehenny to stan podlegania sądowi, dopóki ten sąd nie osiągnie swojego skutku i celu ostatecznego. Kto podlega sądowi przeżywa go tak intensywnie, jak gdyby trwało to całą wieczność.
Jak Dobrą Nowinę głosili Apostołowie?
Aby się o tym przekonać, trzeba sięgnąć do Dziejów Apostolskich. Ukazują one, jak świadkowie Jezusa realizują powierzone im posłannictwo po Jego wniebowstąpieniu i po zesłaniu Ducha Świętego. Począwszy od Żydów, Dobra Nowina dociera do pogan. W mowach zapisanych w Dziejach, zwłaszcza w pierwszych piętnastu rozdziałach, znajdziemy skrótowy zapis pierwotnego zwiastowania Ewangelii. Centralne miejsce zajmuje w nich świadectwo wiary, że Jezus zmartwychwstał i żyje jako uwielbiony Pan świata.
W pierwszej mowie apostoła Piotra (Dz 2,14-40) w dniu Pięćdziesiątnicy dominuje wezwanie do nawrócenia i przyjęcia chrztu. Nie ma w niej żadnego odniesienia do Gehenny. „Każdy, kto będzie wzywał imienia Pana, będzie zbawiony” (Dz 2,21). Podobne treści pojawiają się również w drugiej mowie (Dz 3,12-26). Zmartwychwstały Jezus pozostanie w niebie „aż do czasu odnowienia wszystkich rzeczy” (Dz 3,21)[6]. Nawet kiedy Piotr mówi o usunięciu nieposłusznych spośród ludu (w. 23) nie czyni żadnej aluzji do Gehenny.
Ważne przesłanie zawiera mowa diakona Szczepana przed arcykapłanem i Sanhedrynem (Dz 7,2-50). Nawet w obliczu zagrożenia własnego życia nie wspomina on o potępieniu i Gehennie. Opowieść o nawróceniu Szawła w spotkaniu z Chrystusem podkreśla przede wszystkim Jego tożsamość z cierpiącymi ludźmi: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9,4). Nawrócenie nie dokonuje się z powodu groźby potępienia. W nauczaniu Piotra w domu setnika rzymskiego Korneliusza (Dz 10,1-48) dominuje temat miłości Boga do wszystkich ludzi: „Bóg nie ma względu na osobę, lecz w każdym narodzie jest Mu miły ten, kto się Go boi [pełną czci bojaźnią synowską – W.H.] i postępuje sprawiedliwie” (w. 35). W pierwszej zapisanej mowie nawróconego Szawła, który stał się apostołem Pawłem (Dz 13,16-41) Dobra Nowina koncentruje się na zwiastowaniu wolności. I znowu – żadnej wzmianki o Gehennie bądź zatraceniu. Nawet wtedy, gdy bito i kamienowano Apostoła, pozostał on zwiastunem zbawienia. Podobnie kiedy głosił zbawienie w innych miejscach narażając się na chłostę i więzienie, nie groził ostatecznymi konsekwencjami za takie postępowanie (por. Dz 16,22).
Wzorcowym charakterem ewangelizacyjnym odznacza się sugestywna mowa Pawła na Areopagu w Atenach (Dz 17,22-31). Pod koniec wzywa w niej słuchaczy do skruchy i nawrócenia. Przypomina, że Bóg „wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył (…) przez wskrzeszenie Go z martwych” (w. 31). Mamy więc wyraźne odniesienie do dnia sądu i postaci Sędziego, którym jest zmartwychwstały Chrystus. Kiedy za wzmiankę o zmartwychwstaniu Paweł został wyśmiany i zlekceważony, nie groził potępieniem, lecz spokojnie „wyszedł spośród nich” (w. 33). W czasie mowy pożegnalnej w Efezie zachęcał starszych polecając ich Bogu, aby głosili „Słowo Jego łaski, które ma moc zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi” (Dz 20,32). W mowach obronnych przed wysokimi władzami rzymskimi i żydowskimi (Dz 22-26) opisuje swoje własne doświadczenia wiary w Chrystusa, które skłoniły go do głoszenia Dobrej Nowiny o przebaczeniu i nadziei dla wszystkich ludzi (por. Dz 26,6-7.18.20). Wyznaje swoją wiarę w „zmartwychwstanie sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Dz 24,15; por. 23,6; 26,8). Ani słowa o gniewie Bożym i groźbie potępienia.
Jest jeszcze jeden moment wielce charakterystyczny dla postępowania Pawła. Kiedy w drodze do Rzymu zastała ich burza, wówczas w obliczu śmierci, zamiast groźbą piekła wzywać do nawrócenia, dodawał wszystkim otuchy (Dz 27,25-26). W czasie aresztu domowego w Rzymie głosił Ewangelię Żydom. Tym, którzy nie dali się przekonać przypominał jedynie słowa proroka Izajasza o otępiałym sercu, wewnętrznej głuchocie i ślepocie, zamykających drogę do zrozumienia prawdy (Dz 28,25-27). Skoro nie słuchają i nie rozumieją wybrani, trzeba zwrócić się do pogan (w.28-31).
Wszystkie te świadectwa w Dziejach Apostolskich nie zawierają żadnej wzmianki o Gehennie i zatraceniu. Apostołowie wspominają jedynie o sądzie i zmartwychwstaniu. Jest to fakt wielce znamienny, od dawna pomijany przez głosicieli wiecznego potępienia. Zasługuje on na poważne potraktowanie. Głosiciele Ewangelii stawali w obliczu kultury zamkniętej na jej wyzwania. Tym bardziej zastanawia to, że w ich mowach pełnych mocy Ducha Bożego nie ma ani śladu pedagogii zastraszania i gróźb eschatologicznych. Postępowanie ludzi bezpośrednio kontynuujących misję Jezusa ma także dla nas dzisiaj charakter normatywny. Jakże często nasza teologia odchyla się od ducha pierwotnej kerygmy apostolskiej!
Pytajmy zatem, jaki obraz Boga chcemy głosić dzisiaj światu naszego czasu. Faktem jest, że wielu inteligentnych i wrażliwych ludzi zniechęciło się do chrześcijaństwa i odwróciło się od niego. Nie potrafili pogodzić się z wizją „okrutnego Boga” dopuszczającego wieczne męki swoich stworzeń. Czy odrzucili samego Boga? Raczej Jego zniekształcone oblicze ukazywane przez tradycyjną doktrynę kościelną, niezgodną z duchem Ewangelii. Dualistyczna eschatologia może skutecznie popychać ludzi w stronę niewiary i ateizmu. Czas najwyższy, aby zdać sobie z tego sprawę i powrócić do wizji Boga objawionego w nauczaniu Jezusa.
Bóg nie jest ograniczony prawami czasu
Ostatnia Księga Nowego Testamentu kończy się zwrotem do Chrystusa oraz zaproszeniem, które objawia zdumiewającą łaskawość i hojność Boga: „A Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź! I ten, kto słyszy, niech powie: Przyjdź! A ten, kto pragnie, niech przychodzi, kto chce, niech darmo weźmie wodę życia” (Ap 2217). Darmo, czyli jako dar. Trzeba jedynie zapragnąć tego daru. Trzeba przyjść. Woda życia to symbol samego życia. Wierzę, że w głębi ludzkiego jestestwa kryje się pragnienie, aby Bóg naprawił to, co zostało naruszone, aby przemienił tego, który zapragnie wyzwolenia i przemiany.
Jezus mówił o sobie: „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli nie przyciągnie go Ojciec, który Mnie posłał” (J 6,44). W przededniu swojej śmierci obiecywał: „A Ja, gdy zostanę wywyższony nad ziemię, pociągnę wszystkich do siebie” (J 12,32; wyróżnienie moje W.H.). Zaproszenie do przyjścia i wzięcia wody życia przychodzi z drugiej strony rzeczywistości – ze świata, którego bezpośrednio nie widzimy ani nie znamy. Ten świat jest wciąż jeszcze światem naszej wiary i nadziei. Zaproszenie wyrażone w Apokalipsie mówi o drzwiach otwartych dla każdego. To symbol drzwi zbawienia. Dlaczego wyznawcy Chrystusa mieliby lękać się tak wielkiego otwarcia ze strony Boga? Bramy nowego Jeruzalem „nie będą zamykane w dzień, a nocy przecież tam nie będzie” (Ap 21,25)[7].
Dualistyczna eschatologia widzi w śmierci człowieka granicę możliwej zmiany decyzji. Uczy, że kto odrzuca Boga, wybiera na zawsze piekło i potępienie. Skoro Bóg nie zbawia ludzi wbrew ich woli i nikogo nie przymusza, wieczne piekło jest konsekwencją takiego wyboru. W stwierdzeniach tych kryje się założenie, że może On zbawić człowieka jedynie w czasie jego życia doczesnego, po śmierci zaś nie ma już żadnej możliwości zmiany decyzji. A przecież powiedziano, że Chrystus jest Panem „umarłych i żyjących” (Rz 14,9). Czy więc ci, którzy umarli nie podlegają już Jego panowaniu i Jego zbawczej mocy? Napisano również o Nim, że po swojej śmieci, ożywiony przez Ducha Bożego, „ogłosił ocalenie duchom zamkniętym w więzieniu, [duchom] nieposłusznym…”; że „umarłym została ogłoszona Dobra Nowina” (1 Pt 3,19; 4,6). Niezależnie od tego, jak będziemy rozumieli ten tekst, trzeba zachować nadzieję względem wszystkich umierających.
Dominikański teolog Johannes B. Brantschen tak pisał w opublikowanej niedawno książce na temat inności Boga, oczekiwania zmartwychwstania umarłych i życia w przyszłym świecie:
Nie ulega wątpliwości, że w ciągu stuleci tradycyjna teologia przekraczała wciąż na nowo zakaz czynienia obrazów (Pwt 4,14-18; Wj 20,2-4), kiedy utrzymywała, że zbyt wiele wie o Bogu i wieczności Boga. Wolno wszakże pytać, czy dzisiejsi ‘nowocześni chrześcijanie’ trzymają się zakazu czynienia obrazów, skoro mniemają, że wiedzą tak dokładnie i zdecydowanie: wraz ze śmiercią wszystko jest skończone! Także i w tym względzie oddajemy cześć Bogu, kiedy zostawiamy Mu wolność. Pozwólmyż się zadziwić![8]Rozważając te sprawy warto wziąć pod uwagę zróżnicowane realia ludzkiego życia. Nie można ich traktować abstrakcyjnie. Miliony ludzi odchodzą z tego świata nie poznawszy Chrystusa. W wielu częściach świata uważany był za religijny wytwór zachodniej cywilizacji i takim pozostaje do dzisiaj. Jakże wielu nie przekonuje się do wiarygodności Ewangelii, tak często dyskredytowanej w dziejach przez samych jej głosicieli. Dla wielu przesłanie Ewangelii nadal wydaje się przeczyć wymogom ludzkiego rozumu i kryteriom współczesnej nauki. Tylko Bóg zna rzeczywiste motywy niewiary w konkretnych losach ludzi. Wyrazem straszliwej zuchwałości i niesprawiedliwości byłoby skazywać niezliczone mnóstwo ludzi na wieczną zagładę. Nie ma przekonywających racji przemawiających za tym, że sam Bóg ograniczył możliwość zbawiania ludzi do krótkiego czasu życia na ziemi. Ograniczenia te wprowadziła tradycyjna eschatologia interpretując w jednostronny sposób świadectwa biblijne. Dlaczego po śmierci Bóg miałby okazać się mniej łaskawy i miłosierny niż za życia doczesnego? Jest Panem czasu i wieczności, Panem żywych i umarłych. Czy wolno nam, choćby tylko w sferze myślenia, ograniczać suwerenność Boga, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi? Jeśli pragnie, nie jest bezradny, aby urzeczywistnić to pragnienie. Straszliwa rzeczywistość, którą nazywamy Gehenną…