Subskrybuj

Objawienia prywatne i ich miejsce w życiu Kościoła

Nieustannie powraca pytanie o rolę charyzmatyków, o funkcję, jaką pełnią objawienia prywatne w życiu wiary. Co oznaczają słowa św. Faustyny zapisane w jej Dzienniczku: ,,Jezus powiedział”? Czy mają tę samą moc dowodową, co wypowiedzi przytoczone przez Ewangelie? Czy oświadczenie o ich prawdziwości, wydane przez Kościół, nadaje im rangę nieomylnego fundamentu naszej wiary?

Koniec II wieku to czas ogromnych przemian w Kościele. Wspólnoty wiernych zaczynają oswajać się z myślą, że oczekiwana paruzja nie nastąpi tak prędko, jak to się wydawało pierwszemu pokoleniu. Pierwotna gorliwość zaczyna stygnąć. Nie oznacza to, że wiara gaśnie, ale staje się inna. Jak rośliny, które z upływem lata tracą pierwotną soczystość zieleni i zaczynają przyzwyczajać się do okresowego braku wilgoci oraz siły słońca, tak samo wierzący chrześcijanie powoli traktowali kohabitację z poganami jako stały element krajobrazu i próbowali ułożyć sobie życie w nowych okolicznościach. Niektóre instytucje, powstające pod wpływem konieczności chwili, okazują się użyteczne. Charyzmatyczne podejście charakterystyczne dla chrześcijan pierwszego pokolenia powoli ustępuje bardziej stabilnemu, urzędowemu uporządkowaniu.

Ale nie wszystkim to wystarczało. Wzrastająca rola biskupów oraz prezbiterów natrafiła na opór tych, którzy w pierwszych latach życia Kościoła stanowili główną siłę misjonarską – charyzmatycznych nauczycieli, proroków, jak ich nazywają pisma Ojców apostolskich. Kohabitacja niesie ze sobą zagrożenie kompromisem, który krok po kroku potrafi przysłonić pierwotne wartości. Na tym tle męczennicy – świadkowie Chrystusa za najwyższą cenę – jawili się jako jedyni prawdziwi chrześcijanie, a ich wiara w porównaniu z lękliwym świadectwem wielu innych była wzorem. Na takim podłożu wyrósł we Frygii ruch zwany montanizmem.

Jego początek to wystąpienie kapłana Montana. Według późnej tradycji, odnotowanej w dokumencie będącym podstawą naszej analizy[1], przed nawróceniem był on kapłanem pogańskim (zob. Dialog… IV, 5). W jego wystąpieniu istotne było zwrócenie uwagi na wagę proroctwa i konieczność męczeństwa. Funkcję proroka Montan pojmował na zasadzie starotestamentalnej. Prorok mówi w pierwszej osobie w imieniu Boga, bo przemawia nie tyle on, co Duch Święty. To utożsamienie przepowiedni proroka ze słowami samego Boga spowodowało oskarżenie Montana o to, że uważa się on za Parakleta. Jednocześnie, apoteozując męczeństwo i czyniąc zeń jedyny prawdziwy akt religijny, Montan nie tylko dowartościował świadectwo krwi, ale wprost wezwał wierzących do poszukiwania okazji do oddania życia za wyznanie: ,,jestem chrześcijaninem”. Zgłaszanie się do władz i świadome ich prowokowanie powodowało często wznowienie prześladowań całej wspólnoty chrześcijan, ściągało na nią niechęć opinii publicznej i było przyczyną rozdwojenia wśród wyznawców Chrystusa.

Ale wystąpienie Montana zmusiło Kościół do rozwiązania jednej kwestii o zasadniczym znaczeniu, kwestii, która – moim zdaniem – powraca nieustannie w życiu Kościoła, niosąc ze sobą wiele zagrożeń, jak i będąc dla wielu początkiem prawdziwej przemiany religijnej. Otóż należało dać odpowiedź na pytanie: Co dzieje się z proroctwem po śmierci ostatniego apostoła? Czy dar ten, tak powszechny i tak użyteczny na początku chrześcijaństwa, ma jeszcze jakąś rolę do spełnienia? A jeśli dar ten istnieje, jaka jest relacja pomiędzy dzisiejszym proroctwem a słowami Pisma Świętego? Tekst, na który tutaj się powołuję, świadczy, że tak naprawdę dyskusja nie zakończyła się z chwilą potępienia montanistów przez Kościół hierarchiczny, ale budziła emocje jeszcze dwieście lat później. Można powiedzieć więcej. Jeżeli utożsamimy proroctwo, takie jak rozumiał je Montan, z objawieniami prywatnymi, to pytanie o relacje pomiędzy nimi a nauczaniem Kościoła, o ich miejsce w życiu i religijności chrześcijan nie straciło w niczym na aktualności. Warto więc, opierając się na Dialogu… z IV wieku, prześledzić argumenty obu stron, gdyż zagadnienie to w praktyce nie było łatwe do rozstrzygnięcia ani za czasów Montana, Pryscylli i Maksyminy, ani dwieście lat po ich śmierci, ani teraz, choć wraca ono do nas za każdym razem w nieco innej postaci.

Montaniści przypominali, że Duch Święty nieustannie działa. Jego moc towarzyszy chrześcijanom, a życie Kościoła to życie Ducha w nas. Jeśli tak jest, to dlaczego miałby On zaprzestać swego działania z chwilą śmierci ostatniego z apostołów? Czy właśnie teraz, kiedy brak pośród nas ich obecności fizycznej, nie potrzebujemy bezpośredniego oddziaływania Parakleta? Jesteśmy przecież słabi, nie mamy obok siebie tych, którzy na własne oczy widzieli i słyszeli Pana, to właśnie nam, bardziej niż pierwszym chrześcijanom, potrzeba mocy proroctwa. Trudno też uważać, że po wystąpieniu Jezusa, po zmartwychwstaniu On już dalej nie działa. Jezus sam przecież powiedział, że pośle do nas Ducha Świętego, aby nam wyjaśnił wszystko do końca. A jeżeli działa i ma działać, to dlaczego nie może – w mocy Ducha, którego obiecał wierzącym – przyjść i oznajmić swoją wolę, wyjaśnić im wszystko[2]?

Sprawdzianem proroctwa będzie prorok, a zdaniem montanistów jest tylko jeden sposób na potwierdzenie wagi jego słów – męczeństwo. Jeśli prorok potrafi oddać życie za swoje wyznanie, to znaczy, że jest ono prawdziwe; a jego słowom – wypowiedzianym nie we własnym imieniu, ale w imieniu Boga – należy przyznać autorytet taki, jaki przysługuje słowu samego Boga. Tak było w czasach Starego Testamentu, tak postępowali Izajasz i inni prorocy. Czy może więc dziwić fakt, że w podobny sposób także i dziś przemawia Bóg do swego ludu? Idąc dalej tym tropem, montaniści twierdzili, że prawdziwy prorok się nie myli, a zwykły człowiek może się mylić, więc w spotkaniu słowa Bożego (przekazanego przez proroka) i decyzji przedstawiciela Kościoła (czyli biskupa), pierwszeństwo ma prorok. Historia Izraela pokazuje, że właśnie tak to wyglądało w Starym Testamencie. Nie oznacza to, iż autorytet proroka jest wyższy. Biskup to tylko zarządca domu Boga – z Jego woli i ustanowienia, prorok zaś jest tym, który przekazuje zarządcy wolę Właściciela. Dziełem sługi jest wykonanie poleceń Pana, a posłuszeństwo okazane proroctwu jest posłuszeństwem wiary względem woli Boga.

Reprezentanci Kościoła odpowiadali na to, że samo świadectwo męczeństwa nie wystarczy, by uznać proroka za wysłannika Bożego. Fałszywi prorocy też mogą ponieść śmierć męczeńską. Za Pismem Świętym Nowego Testamentu stoi autorytet nie tylko proroctwa, ale i samego Chrystusa, który osobiście przekazał uczniom swoją naukę, autoryzując w ten sposób ich wypowiedzi. Takiej autoryzacji nie mają współcześni prorocy, a choć się na nią powołują, nie dysponują bezpośrednimi dowodami i mieć ich nie mogą, bo Chrystus powróci na ziemię dopiero w dniu Sądu Ostatecznego. Dopiero wtedy ,,wszystko zostanie wyjaśnione do końca”[3]. W ten sposób nikt nie może przypisywać sobie autorytetu równego apostołom i jakakolwiek próba, by tak uczynić, jest sama w sobie obrazą Boga i bluźnierstwem. Jednocześnie w dyskusji z montanistą nasz ortodoks wyraźnie podkreśla, że jeśli przyjmie się naukę o osobowym charakterze Ducha Świętego, czyli uwierzy się w objawienie Trójcy Świętej (Dialog… pochodzi z IV wieku, z czasu…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Stare herezje w dzisiejszym Kościele