Subskrybuj
Dr prawa, teolog, absolwent Uniwersytetu Yale, pastor ewangelicko-reformowany Zjednoczonego Kościoła Chrystusa (UCC, USA), wydał m.in. Słownik biograficzny duchownych ewangelicko-reformowanych. Pastorzy i diakonisy Jednoty Małopolskiej i Jednoty Warszawskiej 1815-1939

Czy wspólnocie anglikańskiej grozi schizma?

Dawno już nie było schizmy tak oczekiwanej jak ta, która podczas tegorocznej Konferencji w Lambeth miała dotknąć światową Wspólnotę Anglikańską. Jednak wbrew przepowiedniom wielu komentatorów religijnych owa schizma wcale nie nastąpiła.

Pisanie w Polsce o anglikanizmie jest o tyle trudne, że zawsze powinno być poprzedzone całą masą dopowiedzeń i sprostowań, gdyż Wspólnota Anglikańska w bardzo niewielkim stopniu przypomina Kościół rzymskokatolicki. Aby więc zrozumieć to, co dzieje się w światowym anglikanizmie i spróbować powiedzieć coś sensownego o tym, co może się tu wydarzyć w przyszłości, niezbędnych jest kilka uwag.

Po pierwsze, Wspólnota Anglikańska nie jest jednym Kościołem, ale wspólnotą Kościołów. Stąd odbywająca się (od 1867 roku) co dziesięć lat Konferencja w Lambeth, w Anglii, nie jest synodem Kościoła, ale spotkaniem biskupów Kościoła Anglii, Anglikańskiego Kościoła Kanady, Protestanckiego Episkopalnego Kościoła w USA, Kościoła Nigerii oraz 34 innych Kościołów anglikańskich z całego świata. Ustalenia tej konferencji nie mają zatem charakteru wiążącego, stanowią tylko głos doradczy. Biskupi mogą, ale nie muszą się do nich dostosować, a często wyraźnie się od nich dystansują. Tak było na przykład w 1998 roku, gdy 118 biskupów (w tym 8 prymasów) publicznie zdystansowało się od ustaleń konferencji iż „praktyka homoseksualna jest nie do pogodzenia z Pismem Świętym”.

Po drugie, choć anglikanizm bywa określany jako via media pomiędzy katolicyzmem a protestantyzmem, w swojej teologii jest to wyznanie czysto protestanckie w tym sensie, że odrzuca tradycję jako podstawę wiary. Owszem, darzy ją większym szacunkiem niż na przykład klasyczny kalwinizm, jednak – jako konfesja wyrosła z ruchu reformowanego – anglikanizm odmawia tradycji takiej roli, jaką jej przypisują rzymskokatolicy, o prawosławnych nawet nie wspominając. Wyznacznikiem anglikanizmu są: urząd biskupa, łączność z arcybiskupem Canterbury oraz stosowanie modlitewnika Book of Common Prayer lub jego współczesnych wersji.

Taka, dość oszczędna wykładnia podstaw sprawia, że już od swego zarania anglikanizm był Kościołem niezwykle szerokim, skupiającym całą gamę poglądów teologicznych. Stąd i dziś można w nim spotkać kościelnych liberałów oraz konserwatystów, anglokatolików, którzy lubią kadzidło i rozbudowaną liturgię (tzw. high church), oraz ewangelikałów, którzy chcą, żeby pastor zdejmował komżę, gdy wygłasza kazania, i żeby nie klękał podczas modlitwy komunijnej (tzw. low church). Te podziały przebiegają w poprzek poszczególnych Kościołów krajowych – liberałami są zatem zarówno amerykańscy anglokatolicy, jak i kanadyjscy anglikanie z low church, zaś nieprzejednane stanowisko konserwatywne będą zajmować anglokatolicy z Kościoła Anglii, jak i ultraprotestanci z archidiecezji Sydney. Istnieje ponadto spora grupka teologicznego centrum (tzw. broad church), którą razi zarówno przerost liturgiczny anglokatolików, jak i fundamentalizm religijny ewangelikałów.

Piszę o tym po to, by rozwiać często powielany w Polsce mit, że anglikańscy konserwatyści „pukają do drzwi Rzymu” i prędzej czy później przejdą na katolicyzm. Nic bardziej mylnego. Jedyne, co naprawdę łączy anglikańskich konserwatystów, to niechęć do homoseksualizmu. Jednak już na przykład w sprawie święceń kobiet są oni podzieleni: dopuszczają je Kościoły w Ugandzie, Sudanie i Kenii, ale nawet słyszeć o tym nie chce arcybiskup Sydney Peter Jensen. Ten ostatni odprawia nabożeństwa w czarnej genewskiej todze i kazał przykryć płachtą ołtarz w katedrze w Sydney, gdy nie jest on używany do Wieczerzy Pańskiej, a jednocześnie chciałby, aby Wieczerzę tę mogli sprawować również świeccy – pod warunkiem, że są mężczyznami.

Po tych wstępnych uwagach warto wyjaśnić polskim czytelnikom,  skąd wzięło się zamieszanie (i groźba schizmy) w związku z tegoroczną Konferencją w Lambeth. Podawane w Polsce powody (że chodziło głównie o gejów i święcenia biskupie kobiet) stanowią ogromne uproszczenie, choć rzeczywiście trzeba będzie sporo o gejach napisać. Zacznijmy jednak od biskupstwa kobiet.

Kobieta księdzem i biskupem

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że poprzedzająca konferencję dyskusja na ten temat dotyczyła wyłącznie Kościoła Anglii, to znaczy jednegoz 38 Kościołów anglikańskich istniejących na całym świecie. W przeciwieństwie do wielu innych Kościołów, w których do święceń kobiet doszło już w latach siedemdziesiątych XX wieku (pierwsze odbyły się nawet w 1947 roku!), podobną decyzję w Kościele Anglii dość długo paraliżowali wpływowi anglokatolicy, którzy uważali, iż nie można się na taki krok zdecydować bez katolików i prawosławnych. Nie pomagały argumenty, że tamte Kościoły wiele spraw teologicznych rozwiązują bez oglądania się na anglikanów, ani to, że coraz więcej Kościołów anglikańskich święci kobiety nie tylko na księży, ale i na biskupów. Co więcej, Konferencja w Lambeth już w 1978 roku pozostawiła sprawę kobiet księży do decyzji poszczególnych prowincji, a w 1988 roku taką samą decyzję podjęła w sprawie kobiet-biskupów. Anglokatolicy, dyskretnie wspierani przez frakcję low church, wstrzymywali decyzję o ordynacji kobiet w Kościele Anglii, strasząc schizmą i masowymi konwersjami na katolicyzm. Ostatecznie w 1992 roku synod Kościoła Anglii zdecydował się na święcenie kobiet-księży, nie przesądzając jednocześnie o święceniach biskupich dla nich. Zamiast wieszczonej masowej konwersji na katolicyzm Kościół Anglii opuściło wówczas zaledwie 470 księży, z czego dotychczas rekonwersji dokonało 58. Liczba świeckich, którzy poszli tą drogą, nie przekroczyła kilku tysięcy.

W tym roku Kościół Anglii debatował nad kwestią kobiet-biskupów. Anglokatolicy, przerzedzeni konwersjami na katolicyzm, podnosili stare argumenty, ale nie robiły one takiego wrażenia jak kiedyś. Tym razem na czele oponentów stanęli biskupi ewangelikalni z low church, znów strasząc rozłamem. Jak się wydaje, synod Kościoła Anglii, znużony już tą debatą, zezwolił na święcenia kobiet-biskupów dużą większością głosów, zgadzając się jednocześnie na tymczasowe ułatwienia dla osób, które  nie chcą owych kobiet-biskupów uznać. Wbrew prośbom arcybiskupa Canterbury (zresztą zwolennika święceń kobiet na biskupów) synod nie wyraził zgody na stałych biskupów „tylko mężczyzn” dla konserwatystów, co może świadczyć o irytacji kościelnego środka stanowiskiem ewangelikałów i anglokatolików. Taka decyzja synodu doprowadzi prawdopodobnie do wygaszenia dyskusji na ten temat w ciągu najbliższej dekady lub dwóch.

Podsumowując: na tegorocznej Konferencji w Lambeth sprawa kobiet-biskupów nie stanowiła problemu; powtórzono tylko ustalenia poprzednich konferencji, że święcenie kobiet jest kwestią uznania poszczególnych Kościołów Wspólnoty.  Nad konferencją istotnie ciążyły natomiast problemu związane z zagadnieniem homoseksualizmu, a były one wywołane przez dwa głośne zdarzenia.

Dyskusja o gejach

Po pierwsze, chodziło o sprawę geja Gene Robinsona, który w 2003 roku został przez diecezję New Hampshire (USA) wybrany jej biskupem. Sam fakt bycia gejem i biskupem nie jest niczym nowym w historii Kościoła, jednak nowością było to, że Robinson otwarcie przyznawał się do swojej orientacji seksualnej i do życia w stałym związku homoseksualnym. Elekcja Robinsona wzbudziła furię wśród konserwatystów nie tylko w USA. Poprosili oni o pomoc biskupów spoza USA, którzy – kierowani przez prymasa Nigerii Petera Akinolę – wymusili na prymasach anglikańskich wezwanie Kościoła Episkopalnego (taką nazwę nosi Kościół anglikański w USA) do pokuty i wycofania się ze święceń biskupich Robinsona oraz zobowiązania się do nieświęcenia nowych biskupów gejów lub lesbijek (tzw. Raport z Windsor). Tymczasem Kościół Episkopalny na swoim synodzie w 2006 roku nie tylko potwierdził wybór Robinsona, ale na urząd prymasa (zwanego biskupem prezydującym) powołał liberalną biskupkę Nevady Katharine Jefferts Schorri. Był to nie tylko wybór pierwszej kobiety-prymasa w dziejach anglikanizmu, ale także wyraźny policzek dla licznych konserwatystów w Kościele Episkopalnym, którzy dotąd nie pogodzili się faktem, iż ich Kościół od 1979 roku święci kobiety – na księży i biskupów. Na usilne prośby prymaski Schorri synodujący wyrazili dość powściągliwe „ubolewania” za raniące innych działania Kościoła Episkopalnego, ale wyraźnie uchylili się od deklaracji, że na przyszłość powstrzymają się od święceń biskupich homoseksualistów. W tej sytuacji część konserwatystów zapowiedziała opuszczenie Kościoła Episkopalnego, a dyskusja i „chrześcijańskie upomnienia” ze strony konserwatystów osiągnęły taki poziom, iż podczas konsekracji biskup Robinson w obawie przed zamachami miał na sobie kamizelkę kuloodporną.

Drugim enfant terribleWspólnoty okazał się Anglikański Kościół Kanady. I tym razem poszło o gejów, a konkretnie: o błogosławienie ich związków. W 2003 roku przegłosował to synod diecezji New Westminster (okolice Vancouver) i zaakceptował tamtejszy ordynariusz Michael Ingham. W odpowiedzi diecezjalni konserwatyści (bardzo nieliczni – w końcu Vancouver to kanadyjska stolica gejowskiej kultury) opuścili diecezję i poprosili o pomoc biskupów z Afryki. Kanadyjscy biskupi anglikańscy ogłosili, że nie są w stanie w tej sprawie „przemawiać jednym głosem” i decyzję pozostawili Synodowi Generalnemu, który miał odbyć się w 2007 roku. Przygotowano St. Michael’s Report na temat tego, czy błogosławienie związków jednopłciowych jest istotną kwestią doktrynalną – raport mówił, że nie. Tymczasem. w oczekiwaniu na decyzję synodu, trzy kolejne diecezje kanadyjskie przegłosowały błogosławienie takich związków, ale tamtejsi biskupi powstrzymali się od wydania na to swej zgody. Jednocześnie nie próżnowali konserwatyści w Kanadzie (bardzo nieliczni), jak i ci za granicą, którzy w „Raporcie z Windsor” wezwali Kanadyjczyków, aby ci zaniechali podobnych praktyk (i „przeprosili wspólnotę za swoje zachowanie”. Jak na dość mały Kościół, kanadyjscy anglikanie na synodzie w 2007 roku pokazali pazury: przyjęli St. Michael Report, uznając, że błogosławienie związków jednopłciowych nie należy do „podstaw wiary”. Za takimi ceremoniami opowiedziały się dwie izby synodu: świeckich i duchownych. Uchwała upadła w Izbie Biskupów zaledwie jednym głosem tylko dlatego, że biskupi chcieli poczekać na ustalenia tegorocznej Konferencji w Lambeth. Co więcej: Kanadyjczycy nie wybrali na prymasa kobiety wyłącznie z tego…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: I wojna światowa. Koniec czy początek Europy?