Pytanie o słuszność przyznania organizacji Olimpiady państwu łamiącemu podstawowe prawa człowieka stawiały sobie nie tylko znane postaci, politycy i sportowcy, ale także zwykli ludzie, którzy ze światową polityką oraz sportem mają kontakt jedynie dzięki telewizji, radiu czy prasie. Skąd taka skala zainteresowania tą kwestią? Być może to jedynie efekt medialnego szumu wokół Igrzysk, ale może to coś więcej, na przykład wynik upowszechnienia się idei praw człowieka, praw gwarantujących podstawową wartość – poszanowanie godności ludzkiej. Bez wątpienia jest to jednak dobry moment do zastanowienia się nad możliwością pogodzenia uniwersalnych praw człowieka z wartościami azjatyckimi, charakterystycznymi nie tylko dla społeczeństwa Chińskiej Republiki Ludowej, ale także Birmy (Myanmar), Laosu, Japonii, Kambodży, Singapuru, Wietnamu, Tajlandii, Tajwanu i Korei Północnej oraz Południowej.
Wartości azjatyckie ukształtowały się pod wpływem kultury, myśli filozoficznej (zgłasza buddyzmu, konfucjanizmu oraz taoizmu), ale także warunków geograficznych tego regionu świata. Starożytna cywilizacja chińska, podobnie jak inne kultury antyczne, zbudowała swoją myśl w oparciu o obserwację zjawisk natury[1]. Przewidywalność przemian w świecie sprawiła, że wszechświat postrzegano jako zrozumiały i poukładany system, który tworzy sieć różnorakich relacji, będących zarazem odzwierciedleniem całości[2]. Porządek ten znajdował swoje odbicie w życiu ludzi, ale także państwa. Konfucjusz za fundament społeczeństwa uważał rodzinę, której członków łączyły hierarchiczne zależności: syna od ojca, żony od męża, młodszego od starszego brata. Rozwijały się one w relacje społeczne: między władcą a urzędnikiem oraz pomiędzy przyjaciółmi[3], stanowiąc gwarancję stabilności i ładu. Można zatem stwierdzić, że w oparciu o zespół obowiązków opartych na systemie hierarchii społecznej, wytworzyła się etykieta, obrzęd, który wywarł ogromny wpływ na życie ludzi – porządkując je i wyznaczając każdemu określone miejsce w dowolnej sytuacji.
Upływ czasu oczywiście wpłynął na kształt wartości ważnych dla społeczeństw azjatyckich, jednak nie osłabił znaczenia i wpływu na ich funkcjonowanie. Na przykład poszanowanie dla autorytetów sprawia, że za niedopuszczalne uznaje się krytykowanie publicznie przywódców państwowych[4].Natomiast inne najczęściej wymieniane wartości azjatyckie to: wartości rodzinne, uznanie dla ciężkiej pracy, wykształcenie oraz przedkładanie dobra społecznego nad indywidualne[5]. Chętnie sięgają po nie przywódcy państw Azji, ale nie dla nich samych, lecz po to, aby przeciwstawić je zachodniemu indywidualizmowi oraz temu, co z sobą niesie kultura zachodnia. Mark Thomson przedstawia taką właśnie krytykę zachodniej cywilizacji, jako możliwość przetrwania dla wartości azjatyckich. Ma ona spełniać trzy funkcje: po pierwsze nadawać sens kulturowemu partykularyzmowi (modernizacja jako coś innego niż westernizacja), po drugie ukazywać demokrację jako coś zachodniego, czyli obcego, a po trzecie stawiać kulturę nad cywilizacją, a tym samym umacniać własną tożsamość[6]. Thompson wyróżnia w tym kontekście dwa rodzaje wartości azjatyckich: rozwojowe i post-rozwojowe. W pierwszym znaczeniu bazują one na założeniu, że dopóki zysk jest osiągany, dopóty demokracja stanowi zbędny luksus. Taka charakterystyka uwzględnia ciężką, zespołową pracę oraz dyscyplinę. Jednocześnie wartości azjatyckie są propagowane w krajach, gdzie wysoki standard życia został osiągnięty (post-rozwojowe wartości azjatyckie), pomagają one wówczas tłumaczyć nieprzestrzeganie praw człowieka. Takie ujęcie to nie przeciwstawienie Azji Zachodowi, ale raczej autorytaryzmu demokracji[7].
Jeśli koncepcja wartości azjatyckiej jest wykorzystywana do ochrony rodzimych wartości, zagrożonych ekspansją masowej kultury i mcdonaldyzacją świata to nie dzieje się nic złego, gorzej jeśli ma ona służyć legitymizacji autorytarnych rządów. Aby zapobiec nadużywaniu pojęcia „wartości azjatyckich”, tak jak to miało miejsce pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku, gdy premier Malezji, Mahathir bin Mohammad, oraz premier Singapuru, Lee Kwan Yew, zaczęli promować ideę wartości azjatyckich[8], konieczna jest szersza, obiektywna dyskusja na temat tego, czym one właściwie są i w jaki sposób mogą zostać wpisane w tak ważną we współczesnym świecie potrzebę ochrony praw człowieka. Warto zatem porównać sprzeczności oraz podobieństwa pomiędzy prawami człowieka a wartościami azjatyckimi i w oparciu o tę paralelę postarać się opowiedzieć na pytanie: czy faktycznie istnieje tak duża dychotomia pomiędzy nimi, że nie sposób ich ze sobą pogodzić?
*
Podstawowym problemem pojawiającym się przy zestawieniu praw człowieka i wartości azjatyckich jest przyznawanie praw jednostce przez pierwsze, a skupienie się na tradycji stawiającej dobro społeczne wyżej niż indywidualne przez drugie. Bez wątpienia kultura państw azjatyckich, w tym Chińskiej Republiki Ludowej, jest kulturą kolektywną, w której pierwszorzędne znaczenie ma hierarchia i status społeczny[9]. W ramach niej to relacje decydują o tym, kim dany człowiek jest, a nie on sam. Natomiast prawa człowieka rzeczywiście skierowane są do jednostki, ale mimo to warto zastanowić się nad słusznością argumentu o atomizacji jednostek w zachodniej koncepcji praw człowieka. Rozsądnym wydaje się tutaj sięgnięcie do podstaw filozoficznych praw człowieka i zestawienie ich z filozofią chińską. Gdy bowiem dokładniej przyjrzymy się myśli Platona czy Arystotelesa dostrzeżemy, że obydwaj starożytni myśliciele patrzyli na człowieka – tak jak chińscy filozofowie – w kontekście jego relacji z innymi członkami społeczności. Platońskie rozumienie sprawiedliwości związane jest przecież z oddawaniem każdemu tego, co mu się słusznie należy – każdemu, a więc także drugiemu człowiekowi. Zaś Arystoteles podkreślał wręcz, że sprawiedliwość to „dobro cudze”. Człowiek żyjąc buduje relacje z innymi ludźmi, niezależnie od tego, czy żyje w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Sudanie, Chińskiej Republice Ludowej, czy w innym miejscu globu. Zatem nawet jeśli prawa człowieka odnoszą się do osoby jako jednostki, to jednak łączą się z jej miejscem w społeczeństwie. Wystarczy przyjrzeć się podstawowemu prawu, jakim jest prawo do życia. Gwarantuje ono, że każdy człowiek nie może zostać tego życia pozbawiony. A kto ewentualnie byłby zagrożeniem dla przestrzegania tego prawa? Drugi człowiek, który pragnąłby temu pierwszemu odebrać życie. Mówiąc zatem o prawie do życia przysługującym jednostce, regulujemy także stosunki międzyludzkie.
Kolejna sprzeczność dotyczy równości wszystkich ludzi pod względem ich godności i praw[10], a wspomnianej hierarchiczności i podporządkowywania się autorytetom charakterystycznym dla społeczeństw azjatyckich. Dawniej takim autorytetem był władca, obecnie taką pozycją cieszą się rodzice, nauczyciele, szefowie firmy, a wreszcie rządzący państwem – ich decyzjom trzeba się podporządkować i powstrzymać od krytyki[11]. Jednak już sam Konfucjusz podkreślał, że władca, będący Synem Niebios, musi być kompetentny, szlachetny i odnosić się do innych z szacunkiem. Jeśli bowiem okaże się tyranem, zakłócającym harmonię wszechświata to można pozbawić go władzy zgodnie z zasadą Mandatu Niebios. Wpisuje się ona idealnie w koncepcję praw człowieka i przypomina Prawo Naturalne, gdyż, jak zauważa Craig Williams, zwracają one uwagę na ten sam aspekt: odpowiedzialność władzy przed wyższym porządkiem moralnym[12].
W społeczeństwach azjatyckich tradycyjnie podkreślana jest potrzeba realizacji pewnych cnót, a nie tylko rozważania ich, należy także pamiętać o odpowiedzialności za podejmowane działania, która łączy się z koncepcją „twarzy”, jej utracania bądź dawania. Jeśli bowiem dany człowiek nie wykona zobowiązań spoczywających na nim, to straci on sam i jego bliscy w ocenie społecznej, a jeśli je wykona, to zyska szacunek dla siebie i rodziny[13]. Chociaż Konfucjusz podkreślał znaczenie takich zależności w społeczeństwie to jednocześnie uważał, że każdy człowiek ma możliwość rozwoju w ramach tych współzależności. Wszyscy ludzie są zatem równi pod względem tej możności[14]. Kontynuator jego filozofii, Mencjusz twierdził, że „istnieje powszechne człowieczeństwo, które tworzy równość (…). Jest to związane z poglądem mówiącym, że wszyscy ludzie mają przyrodzoną godność, nadającą nieredukowalną miarę szacunku, na którą nie mogą wpłynąć role społeczne”[15]. Można zatem stwierdzić, że to „powszechne człowieczeństwo” to odpowiednik godności, która przecież stanowi podstawę praw człowieka.
Wartości azjatyckie oraz filozofia chińska stojąca u ich podstaw ukształtowały się pod wpływem różnego rodzaju czynników zewnętrznych, pod wpływem historii. Nie są w tym względzie odmienne od wartości, myśli powstałych w ramach innych cywilizacji. Dokonując zatem ich analizy nie należy zapominać o tym, co wpłynęło na to, że taka a nie inna postawa, czy zachowanie jest uznawane za pożądane. Pozwoli to dostrzec prawdę o wartościach, a nie jedynie pewien mit, czy stereotyp. Dzięki temu, nie zapominając o odmienności kulturowej, będzie można zauważyć to, co łączy prawa człowieka z wartościami azjatyckimi i odnaleźć sposób na implementację w tych praw w krajach azjatyckich.
*
Zagadnienie możliwości pogodzenia praw człowieka z wartościami azjatyckimi jest rozważane zarówno przez zwolenników relatywizmu kulturowego, jak i uniwersalistów, których poglądy są całkowicie odmienne. Niemożność połączenia tych dwóch koncepcji – praw człowieka i wartości azjatyckich – zdecydowanie podkreślają Robert Skidelsky[16], znany i ceniony ekonomista oraz Bilahari Kausikan, stały przedstawiciel Singapuru przy ONZ. Przy czym Kausikan szczególnie mocno krytykuje uniwersalizm wszystkich praw człowieka – określa je wręcz mianem mitu. Podkreśla że jego szkodliwości polegająca na maskowaniu różnic istniejących pomiędzy Azją a Zachodem, może zostać przezwyciężona tylko w momencie, gdy ją dostrzeżemy i zachęca do ciągłego podejmowania debaty dotyczącej zapisów zawartych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, także w ramach samego Zachodu, który musi postawić sobie wiele pytań dotyczących samego siebie, by móc podjąć dyskusję w sytuacji, gdy kraje azjatyckie, jako kontrargument dla praw człowieka, stawiają wewnętrzne problemy…