Joseph Ratzinger, zanim został papieżem, miał już pewne osiągnięcia w dziedzinie stosunków katolicko-żydowskich, zwłaszcza w kwestii teologicznego spojrzenia na związek chrześcijaństwa z judaizmem. Powrócę do tego w dalszej części artykułu, chciałbym bowiem rozpocząć analizę tego pontyfikatu od przeglądu wypowiedzi Benedykta XVI jako głowy Kościoła katolickiego[1].
We wczesnym okresie swego urzędowania Papież wypowiadał się kilkakrotnie na temat relacji chrześcijańsko-żydowskich. Po raz pierwszy poruszył te zagadnienia 9 czerwca 2005 roku w Watykanie, podczas spotkania z przedstawicielami Międzynarodowego Komitetu Żydowskiego ds. Konsultacji Międzyreligijnych (International Jewish Committee for Interreligious Consultations – IJCIC), gremium powołanego przez znaczące organizacje żydowskie z całego świata dla prowadzenia oficjalnego dialogu ze Stolicą Apostolską i Światową Radą Kościołów. Druga wypowiedź wiązała się z wizytą w kolońskiej synagodze w trakcie Światowych Dni Młodzieży (w 2005 roku). Trzecią był list do kardynała Waltera Kaspera, przewodniczącego watykańskiej Komisji ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem, datowany 26 października 2005 roku, w przeddzień obchodów 40. rocznicy ogłoszenia soborowej deklaracji Nostra aetate, której rozdział czwarty stworzył zupełnie nowe podstawy relacji katolicko-żydowskich. We wszystkich tych wypowiedziach obecny papież wyrażał wolę podążania śladami Jana Pawła II, któremu przypisuje się mocne osadzenie czwartego rozdziału Nostra aetate w katolicyzmie. Słowa: „Zamierzam nadal kroczyć tą drogą” (wyróżnione w oficjalnym tekście opublikowanym przez Watykan po spotkaniu z przywódcami żydowskimi w czerwcu 2005 roku) są najważniejszym stwierdzeniem Benedykta XVI, jakie padło w tych wystąpieniach z początku pontyfikatu.
W swoich wczesnych wypowiedziach – zwłaszcza w bardziej konkretnym oświadczeniu w Kolonii – Benedykt XVI wyraźnie odrzucił wszelkie formy antysemityzmu. Od początku swego urzędowania wykazuje on pod tym względem zdecydowanie i konsekwencję. I choć nie określa wrogiego nastawienia do Żydów przymiotnikiem „grzeszne”, kilkakrotnie użytym przez Jana Pawła II, niewątpliwie dzieli ze swoim poprzednikiem brak tolerancji dla antysemityzmu w każdej postaci. Z mocą podkreślał to w Kolonii:
(…) dzisiaj niestety pojawiają się znowu przejawy antysemityzmu i rozmaite formy ogólnej wrogości wobec obcokrajowców. Jakże nie widzieć w tym powodu do zaniepokojenia i czujności? Kościół katolicki angażuje się – potwierdzam to również przy tej okazji – na rzecz tolerancji, szacunku, przyjaźni i pokoju między wszystkimi narodami, kulturami i religiami.
Potępienie antysemityzmu Papież powtórzył w przemówieniu do przywódców żydowskich wygłoszonym we Francji, zapewniając, że antysemityzm „nie ma w teologii żadnego możliwego do zaakceptowania uzasadnienia”.
Gdyby Benedykt XVI chciał pójść dalej w kwestii antysemityzmu, mógłby zacytować Układ podstawowy z 15 czerwca 1994 roku, będący nawiązaniem oficjalnych stosunków dyplomatycznych między państwem Izrael i Stolicą Apostolską. Preambuła tego dokumentu zawiera oświadczenie o zaangażowaniu obu stron we wspólne zwalczanie antysemityzmu na całym świecie[2]. Papież mógłby także wspomnieć o komunikacie końcowym spotkania poświęconego międzynarodowemu dialogowi watykańsko-żydowskiemu, które odbyło się w lipcu 2004 roku w Buenos Aires: obie delegacje wyraziły wówczas wolę przeciwstawiania się antysemityzmowi, w tym pewnym formom antysyjonizmu[3]. Niemniej jestem przekonany, że pontyfikat Benedykta XVI będzie się odznaczał dalszym nieustępliwym sprzeciwem wobec antysemityzmu.
Holokaust i jego geneza
Nieco bardziej kontrowersyjne są uwagi Papieża o Holokauście, zwłaszcza wystąpienie w Kolonii oraz oświadczenie wygłoszone (w maju 2006 roku) na terenie obozu zagłady w Birkenau, podczas wizyty w Polsce. Obie wypowiedzi potwierdzają potworność Zagłady. Papież Benedykt w żadnym razie nie neguje Holokaustu! W Kolonii powtórzył słowa swojego poprzednika, Jana Pawła II, ze stycznia 2005 roku, związane z 60. rocznicą wyzwolenia obozu w Auschwitz: „Chylę czoło przed wszystkimi, którzy zaznali tego przejawu mysterium iniquitatis”. Straszliwe wydarzenia tamtego czasu – mówił dalej Papież – muszą „nieustannie budzić sumienia, gasić spory, wzywać do pokoju”. Nie ulega wątpliwości, że Benedykt XVI postrzega Holokaust jako jeden z najmroczniejszych okresów historii Europy. Podczas audiencji generalnej 30 listopada 2005 roku nazwał go „haniebnym planem śmierci”.
Pewne zdziwienie wywołały natomiast jego stwierdzenia na temat genezy Holokaustu. Zarówno w Kolonii, jak i w Birkenau papież Benedykt przedstawiał Holokaust głównie – a nawet wyłącznie – jako zjawisko neopogańskie, bez chrześcijańskich korzeni, będące zasadniczym wyzwaniem dla wszelkich przekonań religijnych, także dla chrześcijaństwa. Żaden rzetelny badacz nie zaprzeczy neopogańskim korzeniom Holokaustu i jego fundamentalnej sprzeczności z jakąkolwiek postawą religijną. Zarazem jednak rzetelni badacze tego zagadnienia będą podkreślać potrzebę ujawnienia związku Zagłady z klasycznym antysemityzmem. Holokaust dokonał się w kulturze, którą od stuleci rzekomo kształtowały wartości chrześcijańskie. Znaczna część nazistowskiego ustawodawstwa wymierzonego przeciwko Żydom była powtórzeniem antyżydowskich regulacji prawnych, które stosowano od średniowiecza w społeczeństwach złożonych przeważnie z chrześcijan. Zawsze protestowałem przeciw zbyt łatwemu łączeniu klasycznego chrześcijańskiego antysemityzmu z Holokaustem. Nie był on po prostu ostatecznym i najstraszniejszym przejawem tej wrogości wobec Żydów. Niewątpliwy wpływ wywarły tu współczesna filozofia i biologia ras. Nie można jednak nie dostrzegać faktu, że tradycyjne chrześcijaństwo dostarczyło niezbędnych warunków dla wzrostu poparcia – a przynajmniej przyzwolenia – ze strony wielu ochrzczonych chrześcijan podczas nazistowskiej napaści na Żydów i inne marginalizowane grupy. Chrześcijański antysemityzm z pewnością odegrał istotną rolę w utwierdzaniu nazistów w eksterminacji Żydów, a być może również w prześladowaniu takich grup jak niepełnosprawni, Romowie i Sinti (tj. Cyganie) i homoseksualiści.
Analizując wystąpienia Papieża w Kolonii i Birkenau, można wywnioskować, że Benedykt XVI opowiada się za poboczną interpretacją, zgodnie z którą Holokaust był atakiem na religię we wszelkich jej postaciach, a nie zjawiskiem opartym w dużej mierze na wcześniejszym antysemickim fundamencie w samym centrum chrześcijaństwa. Papieskie słowa wywołują wrażenie – zamierzone lub nie – że Holokaust wyniknął po prostu z nowożytnych dążeń do sekularyzacji w Europie okresu nazizmu, dość podobnych do dążeń do sekularyzacji widocznych w Europie zwłaszcza dzisiaj, krytykowanych kiedyś surowo przez kardynała Ratzingera. Meinard Scherer-Emunds w artykule zamieszczonym w czasopiśmie „U.S. Catholic” określił papieską wizytę w kolońskiej synagodze jako „kamień milowy”, ale także „straconą okazję”, Benedykt XVI bowiem nie ustosunkował się bezpośrednio do winy chrześcijan w epoce nazizmu[4].
Kiedy postawimy pytanie, dlaczego Papież tak niechętnie mierzy się z kwestią chrześcijańskiej odpowiedzialności za Holokaust, nasuwa się kilka wyjaśnień. Niewykluczone, że Benedykt XVI po prostu nie rozumie, jak znaczący był wtedy współudział chrześcijan. Z pewnością wie, że zdarzały się pośród nich „czarne owce” (jeśli można tak to ująć), najwidoczniej jednak uważa je za nieliczne i dość odosobnione przypadki na tle całej chrześcijańskiej społeczności. O. Patrick Desbois, sekretarz francuskiej Komisji Episkopatu ds. Stosunków z Judaizmem, zaangażowany w odkrywanie masowych grobów z okresu Holokaustu na Ukrainie (którą to pracę podjął z pomocą United States Holocaust Memorial Museum), mówił o liście Benedykta XVI do kardynała Lustigera, nieżyjącego już metropolity Paryża, który wysiłkom o. Desbois na Ukrainie udzielał głębokiego osobistego wsparcia. W liście tym, będącym odpowiedzią na przesłane przez kardynała informacje o działaniach o. Desbois, Papież wyraził swoje zaskoczenie wiadomością o kolaboracji katolików w kontekście tych masowych grobów. Wydaje się, że Benedykt XVI nigdy w pełni nie uświadomił sobie rozmiarów katolickiego współudziału w Zagładzie.
Jeszcze ważniejszym czynnikiem mogą tu być eklezjologiczne poglądy Papieża. Przejawia on skłonność do postrzegania Kościoła przede wszystkim jako wiekuistej, niebiańskiej rzeczywistości, na którą ludzka historia w zasadzie nie wywiera wpływu. Badacze wykazali, w jak niewielkim stopniu obecny biskup Rzymu odwołuje się do Gaudium et spes – w przeciwieństwie do Jana Pawła II, dla którego ta soborowa konstytucja była źródłem podstawowym. Świadczy to o głębokiej niechęci Benedykta do rozpatrywania Kościoła jako rzeczywistości zanurzonej w ludzkich dziejach.
Być może w przyszłych wystąpieniach Benedykt XVI poszerzy swoją interpretację genezy Holokaustu, uwzględniając rolę, jaką w rozwoju tego zjawiska odegrał tradycyjny chrześcijański antysemityzm. Przemówienie w Birkenau jest tu pewnym krokiem naprzód (chociaż nie w kwestii odpowiedzialności katolików) w stosunku do słów z kolońskiej synagogi. W Polsce Papież rozważał wynikające z Holokaustu teologiczne trudności w naszym pojmowaniu Boga – temat, którego nie poruszył w Kolonii. A jeszcze jako kardynał, Joseph Ratzinger uświadamiał sobie w jakiejś mierze związek pomiędzy tradycyjnym chrześcijańskim antysemityzmem i zdolnością nazistów do realizowania programu eksterminacji Żydów. W artykule zamieszczonym na pierwszej stronie „L’Osservatore Romano” (z 29 XII 2000) pisał: „Nie da się zaprzeczyć, że pewien niedostateczny opór chrześcijan wobec tej potworności można wyjaśnić dziedzicznym antyjudaizmem w sercu niejednego chrześcijanina”[5]. Szkoda, że ta (niezbyt kategoryczna) ocena nie znalazła się w papieskich oświadczeniach w Kolonii lub w Birkenau.
Skoro Benedykt XVI w dziedzinie stosunków chrześcijańsko-żydowskich wyraża wolę podążania śladami Jana Pawła II, byłoby dobrze, gdyby w przyszłych wypowiedziach na temat Holokaustu kierował się słowami swojego poprzednika z liturgii Dnia Przebaczenia obchodzonego w marcu 2000 roku w Watykanie, a potem z ceremonii przy Murze Zachodnim w Jerozolimie – słowami będącymi potwierdzeniem roli chrześcijaństwa we wzniecaniu antysemityzmu i szczerą prośbą o przebaczenie tej grzesznej słabości. Korzystne byłoby także sięgnięcie do watykańskiego dokumentu Pamiętamy: Refleksje nad Szoa z 1998 roku. Idąc za oświadczeniami episkopatów Niemiec, Francji i nawet Polski (sprzed lat kilkunastu), w dokumencie tym przyjęto odpowiedzialność za Holokaust w sposób, którego nie zauważa się w wystąpieniach Benedykta XVI w Kolonii i Birkenau. Papież nie odwołuje się tam do żadnego z tych dokumentów, nawet do Pamiętamy. Muszę przyznać, że jestem tym pominięciem zdziwiony.
Owszem, w Kolonii Benedykt XVI nakłaniał katolickich i żydowskich uczonych do wspólnego rozpatrzenia trudnych zagadnień historycznych w stosunkach Kościoła z narodem żydowskim. Przywodzi to na myśl katolicko-żydowską komisję naukową powołaną przed kilkunastu laty przez kardynała Edwarda I. Cassidy’ego w celu dogłębnej oceny materiałów z watykańskich archiwów ujawnionych w czasie pontyfikatu Pawła VI. Niestety, projekt upadł, kiedy jego inicjator odszedł z kurii, choć kardynał Cassidy namawiał swego następcę, kardynała Waltera Kaspera, do kontynuowania prac pomimo nieprzychylnej atmosfery, jaką spowodowały pewne niefortunne wypowiedzi członków tej komisji dla prasy, a także opór ze strony urzędników Watykanu sprzyjających beatyfikacji Piusa XII. Gdyby Benedykt XVI poparł podobny, jeśli nawet nie identyczny, projekt naukowy, byłby to ważny krok naprzód, dowodzący, że Papież jest świadom związku pomiędzy działaniami Kościoła i rozwojem antysemityzmu, czego w istocie zabrakło w jego wystąpieniach w Kolonii i Birkenau. Realnie rzecz biorąc, nie mam jednak na to wielkich nadziei, skoro Watykan przyjął całkowicie „defensywną” postawę w odniesieniu do Piusa XII i Holokaustu, podkreślając dokonania tylko tych badaczy, którzy podzielają jego poglądy (choć nie zawsze cieszą się oni dobrą opinią w środowisku naukowym), a ignorując prace cenionych chrześcijańskich i żydowskich uczonych o podejściu bardziej krytycznym. Nadal czekamy na konkretną decyzję w sprawie prośby, którą podczas spotkania Rady IJCIC z Papieżem przedstawił Benedyktowi XVI rabin David Rosen. Papież odpowiedział wówczas, że rozważy odłożenie beatyfikacji Piusa XII do czasu, kiedy badacze zdobędą pełny dostęp do przydatnych im watykańskich archiwów.
Historycy powinni mieć sposobność zapoznania się z pozostałymi materiałami archiwalnymi, szczególnie tymi, które ujrzały światło dzienne po upadku Niemieckiej Republiki Demokratycznej, oraz z nowymi dokumentami pochodzącymi z Ameryki Łacińskiej. Przetrawienie tych materiałów zajmie kilka lat. Być może zmienią one nasz pogląd na pontyfikat Piusa XII w związku z kwestią żydowską. Z pewnością należy zachęcać Watykan do przedstawienia wszelkich dostępnych mu świadectw, które skłaniają do bardziej pozytywnej oceny tego papieża. Trzeba jednak umożliwić wybitnym uczonym –zarówno katolickim, jak i żydowskim – krytyczne zbadanie tych nowych dowodów. Tylko w taki sposób Watykan ma szanse zyskać tu wiarygodność. Należy pamiętać, że historykom, zwłaszcza katolickim, trudno będzie rzetelnie analizować materiały, kiedy Pius XII zostanie już ogłoszony błogosławionym. Oczywiście, beatyfikacja tego papieża nie zależy wyłącznie od jego postawy wobec społeczności żydowskiej, ale też w rozmowach o procesie beatyfikacyjnym nie można tej sprawy marginalizować.
W odpowiedzi na prośby o wstrzymanie przygotowań do beatyfikacji, wystosowane przez znamienitych badaczy żydowskich i chrześcijańskich, kardynał Cassidy (wówczas przewodniczący Komisji Stolicy Apostolskiej ds. Kontaktów Religijnych z Judaizmem) uznał zasadność takiej zwłoki, podobnie jak niektórzy inni ważni urzędnicy watykańscy. Miejmy nadzieję, że owa „zasadność” znajdzie zrozumienie również w czasie obecnego pontyfikatu.
Benedykt XVI już wykazał pewną wrażliwość w odniesieniu do Holokaustu, choćby wtedy, kiedy polecił wstrzymać beatyfikację o. Leona Dehona (kandydata zatwierdzonego przez poprzedniego papieża) wobec coraz liczniejszych dowodów antysemickiej wymowy jego pism, niepotraktowanej z pełną uwagą we wstępnych badaniach. Dla przeanalizowania tekstów Dehona Benedykt XVI powołał komisję ekspercką (jeśli można ją tak określić), złożoną z watykańskich urzędników o znanym wyczuciu w kwestii stosunków katolicko-żydowskich, oraz wyraźnie dał do zrozumienia, że jeśli zarzuty antysemityzmu się potwierdzą, wniosek o beatyfikację zostanie anulowany. Trzeba także wspomnieć, że za Benedykta XVI obserwator Stolicy Apostolskiej przy ONZ zdecydowanie poparł przedstawioną w czasie obrad Zgromadzenia Ogólnego propozycję ustanowienia Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu.
Wobec państwa Izrael
Następnym, ostatnim już aspektem papieskiej wypowiedzi w Kolonii, który wzbudził wątpliwości w środowisku żydowskim, jest brak jakiejkolwiek wzmianki o państwie Izrael, tak istotnym dla tożsamości współczesnych Ż
ydów. Na międzynarodowej konferencji zorganizowanej w 2005 roku w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie dr Ruth Langer z Boston College, wybitna postać w relacjach żydowsko-chrześcijańskich, przekonywała, że przywiązanie Żydów do ziemi Izraela musi stać się elementem dialogu międzywyznaniowego. Utrzymywane obecnie przez Watykan rozróżnienie pomiędzy religijnymi stosunkami ze społecznością żydowską (koordynowanymi przez komisję pod przewodnictwem kardynała Kaspera) a politycznymi dyskusjami prowadzonymi przez watykański sekretariat stanu po prostu nie daje się pogodzić ze stanowiskiem Żydów w tej sprawie. Langer argumentowała, iż współczesna żydowska tożsamość religijna obejmuje głęboką więź z ziemią Izraela. Watykańskie „Wskazówki i sugestie w sprawie wprowadzenie w życie deklaracji soborowej Nostra aetate nr 4” (z 1974 roku) dotyczące stosunków katolicko-żydowskich, wręcz nakłaniają katolików, by starali się pojmować Żydów tak, jak oni określają samych siebie.
Żydzi coraz częściej postrzegają oddzielne traktowanie przez Watykan religijnych i politycznych relacji ze społecznością żydowską na świecie jako rzecz nie do zaakceptowania oraz niezgodną z duchem „Wskazówek i sugestii…”. Dr Michael Kotzin, dyrektor Jewish Community Relations Council w Chicago i wieloletni uczestnik międzyinstytucjonalnego dialogu katolicko-żydowskiego w tym mieście, podjął zastrzeżenia wysunięte przez dr Langer. W przygotowywanym eseju, będącym rozwinięciem jego wystąpienia na tejże konferencji w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w 2005 roku, Kotzin dowodzi, że „religijny” dialog z wyznawcami judaizmu, który nie uwzględnia żydowskiego przywiązania do ziemi za pośrednictwem państwa Izrael, fałszywie ujmuje stanowisko większości współczesnych Żydów. Jak dodaje Kotzin, brak wzmianki o Izraelu w papieskim przemówieniu w Kolonii utrwala to fałszywe rozróżnienie.
Podejrzewam, że za pontyfikatu Benedykta XVI problem rozdzielania kwestii religijnych i politycznych w rozmowach z przedstawicielami żydowskich instytucji społecznych i naukowych nie straci na aktualności. Wątpię, czy doczekamy się zmiany stanowiska Watykanu w tej dziedzinie, choć zawsze należy liczyć się z niespodziankami. Trzeba tu wspomnieć, że Papież wydał oświadczenie, w którym złożył Izraelowi gratulacje z okazji 60-lecia państwowości. I chociaż wyraził uzasadnione obawy o sytuację chrześcijan w tym regionie, oświadczenie to spotkało się na ogół z życzliwym przyjęciem ze strony przywódców żydowskich na całym świecie.
Modlitwa o nawrócenie Żydów
Najnowszą głośną sprawą związaną bezpośrednio z Benedyktem XVI jest, oczywiście, modlitwa powszechna z liturgii Wielkiego Piątku. Świeżo przeformułowany tekst przeznaczony do użytku w kościołach, w których jest odprawiana Msza święta w rycie trydenckim, wzbudził sporo kontrowersji, zwłaszcza w Niemczech, Włoszech i Austrii. Zarzuty wysuwali zarówno Żydzi, jak i katolicy, także niektórzy biskupi. Papieska modlitwa – mimo że pozbawiona ostrych negatywnych wyrażeń zawartych w mszale z 1962 roku – potrzebę nawrócenia Żydów sugeruje dużo wyraźniej niż zatwierdzona przez Pawła VI formuła z mszału z 1970 roku, która podkreśla wierność wyznawców judaizmu wobec przymierza, pozostawiając otwartą sprawę ich nawrócenia. Wezwanie modlitewne Benedykta XVI jest nadal zatytułowane zgodnie z mszałem z 1962 roku, tj.: „O nawrócenie Żydów”. Słyszy się wprawdzie, że słowo „nawrócenie” ma być wykreślone z liturgii trydenckiej, dotąd jednak nic takiego nie nastąpiło. Podczas spotkania Międzynarodowego Katolicko-Żydowskiego Komitetu Łączności (International Catholic-Jewish Liason Committee, ICJLC) w połowie listopada 2008 roku w Budapeszcie kardynał Walter Kasper obiecał delegacji żydowskiej, że postara się o usunięcie tego modlitewnego tytułu z mszału. Pojawiły się także obawy, iż Papież zechce uczynić ze swojej przeformułowanej modlitwy „właściwą” modlitwę, eliminując wersję z 1970 roku. Wybitny niemiecki teolog Franz Mussner po prywatnej rozmowie z Benedyktem XVI poinformował nas, że w jego przekonaniu Papież nie ma takiego zamiaru. Sprawę tę komentuję znacznie szerzej w artykule w „Commonweal” oraz w niemieckojęzycznym tekście zamieszczonym w tomie wydanym przez katolickich i żydowskich krytyków nowej modlitwy papieskiej w Niemczech[6].
Spory wokół wielkopiątkowej modlitwy nie ustają, chociaż są już utrzymywane w nieco spokojniejszym tonie. Kardynał Walter Kasper w szeregu tekstów opublikowanych w językach niemieckim i włoskim proponuje całkowicie eschatologiczne odczytanie papieskiej formuły, bez bezpośredniego przełożenia na konkretne próby nawracania Żydów[7]. Kardynał zapewnia, że do tej publikacji zachęcał go Benedykt XVI, nie mamy jednak dowodów na potwierdzenie jego słów. W liście wysłanym do naczelnych rabinów Izraela w odpowiedzi na ich pytanie o przeformułowaną modlitwę kardynał Tarcisio Bertone, watykański sekretarz stanu, poparł eschatologiczną interpretację kardynała Kaspera. Przyjął ją również kardynał Francis George, przewodniczący Konferencji Biskupów USA. Listu kardynała Bertone nigdy jednak nie ogłoszono oficjalnie jako dokumentu publicznego ani nie umieszczono na watykańskiej stronie internetowej. Jego status pozostaje więc niejasny. Tymczasem Konferencja Biskupów USA wydała w sierpniu 2008 roku poprawioną wersję katechizmowego tekstu o wyznawcach judaizmu, zawierającą uwagi dla biskupów na temat wprowadzonej zmiany, które wydają się przynajmniej częściowo niezgodne ze ściśle eschatologiczną wykładnią przedstawioną przez kardynałów Kaspera i Bertone.
Problem wielkopiątkowej modlitwy najwidoczniej pozostaje bez rozstrzygnięcia. Niedawno przybyła do Rzymu na spotkanie z kardynałem Kasperem i z Papieżem delegacja niemieckiej grupy dyskusyjnej „Żydzi i Chrześcijanie”, której członkowie szczególnie surowo krytykowali nową formułę. Słyszy się opinie, że można się spodziewać dalszych wyjaśnień w tej sprawie. Kanadyjski instytut Centre for Catholic-Jewish Learning w Kings University College w London, Ontario, wydał oświadczenie, w którym wyraża ubolewanie i zawód z powodu papieskiej wersji tej modlitwy.
Zaczynają się też pojawiać propozycje podejmowania działań na rzecz nawrócenia Żydów, wysuwane przez ludzi pokroju kardynała Schönborna z Wiednia, autora artykułu ogłoszonego we wpływowym katolickim czasopiśmie „The Tablet”[8]. Warto tu również wspomnieć o sponsorowanej przez katolików hebrajskich konferencji w Catholic University of America, podczas której przemówienie programowe wygłosił nuncjusz papieski, i o nowej żeńskiej wspólnocie religijnej założonej (pod patronatem arcybiskupa St. Louis) przez osoby od dawna związane z propagowaniem idei nawracania Żydów w sieci telewizyjnej ETWN i innych środkach przekazu. Wprawdzie żadna z tych inicjatyw nie zyskała oficjalnego poparcia ze strony Benedykta XVI ani najważniejszych urzędników watykańskich, nie padły też jednak w odniesieniu do nich żadne słowa krytyki czy choćby przestrogi.
Do kolejnych publicznych wystąpień Benedykta XVI w interesującej nas kwestii doszło podczas papieskiej wizyty w Stanach Zjednoczonych latem 2008 roku. Papież zwrócił się wówczas do przedstawicieli społeczności żydowskiej w Waszyngtonie i w synagodze w Nowym Jorku. Oba przemówienia były życzliwe w tonie, ale dosyć krótkie: to nowojorskie trwało niespełna pięć minut. W żadnym Papież nie poruszył ważnych tematów. Jak ocenił rabin James A. Rudin, wieloletni uczestnik dialogu żydowsko-chrześcijańskiego, te zwięzłe wypowiedzi miały wartość symboliczną, zabrakło w nich jednak znaczącej treści, inaczej niż podczas łączących potężną symbolikę z istotnym tekstem odwiedzin Jana Pawła II w rzymskiej synagodze.
Stanowisko Josepha Ratzingera, teologa i prefekta Kongregacji Doktryny Wiary
Chciałbym teraz przejść do bardziej teologicznych aspektów relacji chrześcijańsko-żydowskiej rozpatrywanych w pismach kardynała Josepha Ratzingera. Benedykt XVI mówił dotychczas o nich niewiele, chociaż w Kolonii zachęcał do dalszych badań nad teologią stosunków chrześcijańsko-żydowskich oraz wyrażał ogólną aprobatę dla wypowiedzi Jana Pawła II na ten temat.
Cofnijmy się do 1987 roku. W wywiadzie udzielonym 24 października włoskiemu tygodnikowi katolickiemu „Il Sabato” kardynał Ratzinger, rozmawiając z dziennikarzem po niemiecku (jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary), argumentował, że nauczanie Kościoła musi zawsze odzwierciedlać „stanowisko teologiczne”, zgodnie z którym judaizm znajduje swą realizację w chrześcijaństwie. Celem dialogu międzywyznaniowego jest dotarcie do prawdy, a nie wymiana poglądów. W opinii Ratzingera, wyrażonej w tym wywiadzie, chrześcijaństwo powinno postrzegać siebie jako zjednoczone z wiarą Abrahama, a zarazem podkreślać rzeczywistość Jezusa Chrystusa, w którym wiara Abrahama się wypełnia[9]. Wywiad ten wywołał szeroki negatywny oddźwięk w środowisku żydowskim i spowodował wówczas odroczenie planowanej sesji oficjalnego dialogu z Watykanem. Ratzinger twierdził później, że włoski dziennikarz nie przetłumaczył wiernie jego słów. Pragnął on bowiem zaznaczyć, że przedstawia katolicki punkt widzenia, którego – jak rozumie – wyznawcy judaizmu nie będą skłonni zaakceptować. Wywiad ten uważam za istotny, ponieważ zapoczątkował w kardynale Ratzingerze/papieżu Benedykcie XVI tok myślenia, który w zasadzie pozostaje bez zmian. Dlatego kardynał Ratzinger konsekwentnie utrzymywał, że możemy mówić tylko o pojedynczym przymierzu łączącym Żydów i chrześcijan. Wszelkie wypowiedzi o podwójnych przymierzach są równoznaczne z herezją.
Kilka lat temu wydawało się przez chwilę, że Ratzinger byłby gotów dokonać pewnej korekty swoich wcześniejszych poglądów. Nie ulega wątpliwości, że relacje chrześcijańsko-żydowskie postrzegał on jako sui generis teologiczne, o czym mówi końcowa nota oficjalnej notyfikacji przygotowanej przez Kongregację Doktryny Wiary w sprawie pism nieżyjącego już Jacquesa Dupuis SJ, a zwłaszcza jego książki Toward a Christian Theology of Religious Pluralism, w której stwierdzono, że związek pomiędzy chrześcijaństwem i judaizmem wymaga „zupełnie wyjątkowego wyjaśnienia”.
Na przełomie XX i XXI wieku Joseph Ratzinger rzeczywiście formułował opinie, które mogły świadczyć o nieco bardziej niż w 1987 roku otwartej postawie w odniesieniu do teologicznych aspektów relacji chrześcijańsko-żydowskich. Kardynał przedstawił te opinie w książce, w pochwalnej przedmowie do ponaddwustustronicowej monografii Naród żydowski i jego Pisma święte w Biblii chrześcijańskiej, wydanej przez Papieską Komisję Biblijną w 2001 roku, oraz w dwóch artykułach: „Dziedzictwo Abrahama: dar Bożego Narodzenia” („L’Osservatore Romano” z 29 XII 2000) i „Dialog międzywyznaniowy a stosunki żydowsko-chrześcijańskie” („Communio”, wiosna 1998) [10]; ten drugi tekst trafił ostatecznie do książki Wielość religii i jedno Przymierze(wyd. pol.: Poznań 2004). W swoich artykułach Ratzinger proponuje spojrzenie na chrześcijaństwo i judaizm jako wspólnoty religijne dążące właściwymi sobie, lecz nie oddzielnymi drogami ku eschatologicznemu punktowi kulminacyjnemu. Jest więc tylko jedno przymierze, a nie dwa, przedeschatologicznie jednak istnieją dwie różne drogi. Joseph Ratzinger wyraźnie poświadcza, że wyznawcy judaizmu zmierzają ku ostatecznemu zbawieniu przez stałe posłuszeństwo swojej objawionej tradycji przymierza; przymierze to na końcu zostanie potwierdzone przez Chrystusa. Chrystus jest zatem nadal postacią kluczową dla ostatecznego zbawienia Żydów, lecz z artykułów tych nie wynika jasno, czy wyznawcy judaizmu muszą Go otwarcie uznać, aby ich zbawienie było pełne. W każdym razie można z owych tekstów wywnioskować, że w czasach przedeschatologicznych nie ma potrzeby nawracania Żydów na chrześcijaństwo. Ratzinger…