Diagnoza Charlesa Taylora zawarta w odczycie pt. Epoka świecka i różne ścieżki wiary jest zachętą do namysłu nad stanem katolickiej wiary w świecie Zachodu, a zarazem zakreśla dla takiego namysłu ramy. Zasadnicza konkluzja wynikająca z rozważań Taylora jest taka oto: proces sekularyzacji, który miał miejsce w obszarze zachodniej kultury, odcisnął piętno na życiu katolickiej wspólnoty. W Kościele katolickim nie ma już jednej drogi prowadzącej w stronę wiary, lecz jest ich wiele. Na skutek sekularyzacji pojawiły się nowe „ścieżki wiary”. Jednak różnice w sposobie dochodzenia do wiary nie łączą, lecz dzielą wspólnotę wiernych. Różnorodność ścieżek wiary nie stanowi o bogactwie katolicyzmu, lecz zagraża jego jedności. Problem według Taylora pojawia się zwłaszcza wtedy, kiedy Kościół domaga się, by wszyscy członkowie wspólnoty dochodzili do wiary dawnymi ścieżkami, a więc by „nowe” ścieżki odrzucić na rzecz „starych”. W ten sposób za sprawą sekularyzacji spór pomiędzy via antiqua a via moderna odrodził się w nowej postaci. Tak prezentuje się główna myśl odczytu.
Rozważania Taylora prowokują do dyskusji, w tym tkwi ich największa wartość. Zarazem jednak, ze względu na to, co w tekście niedopowiedziane, podjęcie dyskusji nad stanem katolickiej wiary w dialogu z autorem staje się interpretacyjnym wyzwaniem. Zaprezentowany w Krakowie odczyt z jednej strony odsyła do badań zamieszczonych w jego książce A Secular Age, z drugiej zaś strony wprowadza nową perspektywę rozważań, która pozwala jego autorowi na sformułowanie istotnych tez dotyczących katolickiej wspólnoty wiary. Tezy te zachęcają do dyskusji, a zarazem ze względu na niedopowiedzenia domagają się interpretacji. Aby odnieść się do tez autora, trzeba najpierw rozważyć, co ma na myśli.
Zanim przejdziemy do tego, co w odczycie niedopowiedziane, zacznijmy od kwestii, które nie budzą wątpliwości. Autor przywołuje główne tezy zawarte w A Secular Age, przypomina, jak pojmuje proces sekularyzacji, jakie konsekwencje dla wiary religijnej wiążą się z nastaniem wieku świeckiego, a także to, jak Kościoły chrześcijańskie podejmują stojące przed nimi wyzwania powstałe na skutek tego procesu. Sekularyzacja radykalnie odmieniła sposób, w jaki pojmowany jest człowiek i otaczający go świat. W efekcie horyzont znaczeń, w którego ramach wcześniej była umiejscowiona chrześcijańska wiara, przestał istnieć. Jego miejsce zajął nowy obraz świata, nowy naturalistyczny paradygmat. W jego obrębie wiara religijna musiała na nowo znaleźć dla siebie miejsce. Taylor opisuje różne strategie radzenia sobie z sekularyzacją przez wspólnoty religijne w obszarze szeroko rozumianej tradycji chrześcijańskiej. Właśnie te strategie, które poszukują drogi do wiary w czasach panowania zsekularyzowanego obrazu świata i człowieka, Taylor nazywa nowymi ścieżkami wiary. Proces dostosowywania się religii do nowego horyzontu znaczeń ma istotne konsekwencje dla życia wiary. Nowe ścieżki wiary nie tylko pozostają w związku z zsekularyzowanym obrazem świata, ale także wywierają istotny wpływ na to, jak poszczególne wspólnoty chrześcijańskie postrzegają sens swojej wiary. Tyle wnioski odsyłające do książki A Secular Age.
Taylor wychodzi jednak w swym odczycie poza horyzont wcześniejszych badań. Zmiana punktu widzenia dokonuje się wraz z postawieniem pytania o stan religijnej wspólnoty, której jest członkiem. Przyjęcie osobistej perspektywy prowadzi do kluczowej dla naszych rozważań kwestii. Jakie są skutki procesu sekularyzacji i związanych z nim nowych ścieżek wiary dla katolickiej wspólnoty? Odpowiedź jest tyle ważna, co niejasna: zagrożona jest jedność Kościoła. Jedność katolickiej wspólnoty staje się wyzwaniem dla jej członków. Jak powie Taylor, łączy nas liturgia, lecz poróżniliśmy się w kwestii sposobu dochodzenia do prawd wiary.
Co jednak oznacza twierdzenie, że powstałe na skutek sekularyzacji nowe ścieżki wiary zagrażają jedności Kościoła? O jakiej jedności mówi Charles Taylor? Czy współczesne ścieżki wiary, konkurujące ze sobą, a nawet w jakimś zakresie pozostające ze sobą w sprzeczności, zagrażają katolickiej wierze? W Europie w sposób dramatyczny doświadczyliśmy tego, co to znaczy poróżnić się w kwestiach wiary. Te różnice były częścią europejskiej drogi ku współczesności. Średniowieczna jedność Kościoła dawno odeszła w przeszłość. My Europejczycy nie tylko poróżniliśmy się w kwestii wiary, ale to właśnie te różnice stały się przyczyną nieustannych wojen religijnych, które przez kilka stuleci przelały się przez Europę, stając się przyczyną mordów, niekończących się nieszczęść i niepokojów. Europa utraciła religijną jedność, i okupiła to nie tylko krwią wielu jej synów, ale także, jeśli tak można rzec, utratą ufności w wiarę jako taką. Miejsce wspólnej wiary zastąpiła nadzieja na inną podstawę jedności. Wydaje się, że nowożytne nadzieje pokładane w idei autonomicznego rozumu były wyrazem poszukiwana takiej podstawy w świecie ludzi poróżnionych przez wiarę. Skoro poróżniliśmy się w sprawach wiary, to może pojednamy się, odnajdując to, co wspólne, w rozumie. Śladów tej nadziei można poszukiwać u ojca nowożytnej racjonalności, Kartezjusza, z łatwością znajdziemy ją u Kanta.
Kościół katolicki nigdy nie uległ pokusie, by budować jedność wspólnoty na takim fundamencie, który osłabiłby znaczenie wspólnej wiary. Duchowa moc katolickiej wspólnoty tkwi między innymi w tym, że jest sakramentalną wspólnotą wiernych, zjednoczoną nie tylko przez liturgię, ale także przez przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiarę, o której Katechizm Kościoła katolickiego pisze, że jest jedna jedyna. Tej wiary katolicka wspólnota strzeże i ją zachowuje. Tożsamość Kościoła fundowana jest na trwałych prawdach wiary, ich przyjęcie i zaakceptowanie jest warunkiem koniecznym przystąpienia do wspólnoty i pozostawania jej członkiem. U podstaw katolicyzmu stoi jedna, niezmienna wiara, o której Jan Paweł II we wstępie do wspomnianego Katechizmu napisał, że „pozostaje zawsze ta sama”. Credo jest fundamentem, który katolik musi zaakceptować. Prawdy wiary są drogowskazem, zobowiązaniem, które wierzący członek wspólnoty na miarę swoich czasów podejmuje i zgodnie z nimi żyje. Jedność wspólnoty wiernych Kościoła Katolickiego ma szerszą, niż pisze o tym Taylor, podstawę; należy do niej nie tylko wspólna liturgia, ale także wspólna jedna wiara, której artykuły katolik wypowiada w syntetycznej formie Credo podczas liturgii. Pozostawmy na boku inne filary jedności wspólnoty.
Czy w takim razie wielość ścieżek wiary zagraża jednej jedynej wierze, której depozytariuszem od wieków jest katolicka wspólnota? Czy zmieniający wraz z sekularyzacją kontekst wiary powoduje, że zagrożona jest owa wiara, która w samoświadomości katolickiej wspólnoty trwa niezmiennie? Odpowiedź wydaje się taka: różnorodność ścieżek wiary nie narusza jedności katolickiej wiary. Taylor, mówiąc o zagrożonej jedności katolickiej wspólnoty, nie ma na myśli jedności wiary. Wspólnocie nie zagraża herezja, nowa schizma, rozpad jednej wiary. Oczywiście wciąż może przybywać braci odłączonych, ale czas współczesny nie wydaje się czasem teologicznych sporów, na których horyzoncie widać rozłam Kościoła. Taylor nie twierdzi, że katolicy poróżnili się między sobą w kwestii wiary, lecz raczej co do sposobu dojścia do niej.
Wspólnotę katolicką łączy wiara i liturgia, a jednak jej jedność jest zagrożona. Gdzie więc tkwi istota zagrożenia diagnozowanego przez Charlesa Taylora? Tam, gdzie dochodzi do spotkania niezmiennych prawd wiary ze sposobem, w jaki człowiek pojmuje swoje miejsce w otaczającym go świecie, w jaki nadaje znaczenie światu i samemu sobie. Katolik musi podjąć prawdy wiary na miarę swoich czasów, zbudować swoją ścieżkę wiary.
Jakie są ramy współczesnego obrazu świata, jaki jest ten horyzont znaczeń, w obrębie którego pojmowane są wszystkie zdarzenia z życia współczesnego Europejczyka? Trudno nie zgodzić…