Subskrybuj
Dr filozofii, adiunkt w Katedrze Filozofii Uniwersytetu Ekonomicznego. Współzałożyciel Instytutu Myśli Józefa Tischnera. Publikuje w „Ethosie”, „Logosie i Ethosie” oraz „Znaku”. Ostatnio wydał książkę Myślenie dramatyczne (2016).

Demon jako Inny

Co sprawia, że filozofowie sięgają po metaforę demona? Czy nie można mówić o złudzeniach, ludzkich słabościach czy sumieniu bez wprowadzania do rozważań osobowego adwersarza, nazywanego demonem? Czy nie możemy obejść się bez Innego, nawet, kiedy mówimy o najgłębszych pokładach podmiotowości?

Filozoficzny żywioł demonów

Czy może być dziś w filozofii coś bardziej anachronicznego niż zajmowanie się demonami? Miały one swoje długie pięć minut w historii ludzkiej myśli, ale wydaje się, że czasy te należą do przeszłości. Nasza kultura, zanim wyparła się Boga, w pierwszej kolejności pozbyła się diabła i demonów – kłopotliwych osobowych bytów reprezentujących zło. Kłopotliwych, bo tyleż groźnych, co śmiesznych. Dlatego karkołomna wydaje się próba podjęcia tematu demonów, a zwłaszcza umieszczenia ich na terenie filozofii.

Wbrew tym trudnościom wydaje się, że można podjąć zarzucony przed laty problem. Po pierwsze, demony nie raz gościły na kartach filozoficznych traktatów: mamy Sokratejskiego daimoniona i Kartezjańskiego złośliwego geniusza. Po drugie, powracały do filozofii w rozmaitych postaciach. Wpierw jako byty realne – to cała tradycja patrystyczna, przejęta przez średniowieczną scholastykę, potem jako metafora, symbol. Nowożytna filozofia podmiotowa napiętnowana jest złośliwym demonem. Metodyczne wątpienie i współczesna ostrożność poznawcza zasadzają się właśnie na tej niezwykle nośnej metaforze. Jak pisał Józef Tischner, trudno wyobrazić sobie filozofię nowożytną i współczesną bez metafory wszechpotężnego zwodziciela[1]. Sam też wielokrotnie sięgał do tej metafory, czy to mówiąc o błądzeniu, kuszeniu i kłamstwie w Filozofii dramatu, czy też analizując postaci zła w Sporze o istnienie człowieka.

Co sprawia, że filozofowie sięgają po metaforę demona? Dlaczego tłumaczą pewne zagadnienia za pomocą postaci należącej do zupełnie innego porządku? Czy nie można mówić o złudzeniach, ludzkich słabościach czy sumieniu bez wprowadzania do rozważań osobowego adwersarza, nazywanego demonem? Czy nie możemy obejść się bez Innego, nawet, kiedy mówimy o najgłębszych pokładach podmiotowości?

Aby rozjaśnić nieco te pytania, warto przyjrzeć się kilku demonom, najlepiej tym najgłębiej zakorzenionym i najbardziej przez filozofię przyswojonym. Będą to: Sokratejski daimonion, demon południa u Ewagriusza z Pontu i złośliwy geniusz Kartezjusza. Interpretacje wszechpotężnego zwodziciela zostaną uzupełnione o wspominane wcześniej poglądy Józefa Tischnera. W swojej filozofii Tischner pokazuje, że problem demonów, choćby używanych jako metafora, jest i dziś możliwy do podjęcia.

Daimonion Sokratesa

Przywykliśmy patrzeć na postać demona z perspektywy judeochrześcijańskiej. Diabeł, Szatan, czart, bies – przeważnie takie obrazy podsuwa nam wyobraźnia. Zanim jednak demon stoczył się na samo dno struktur świata, zanim wziął na swe barki odpowiedzialność za całe zło, był postacią niegroźną, a co więcej – nader pomocną.

Zanim bowiem świat Biblii zespolił się z myślą grecką i demony tych dwu światów połączyły się ze sobą, o demonie, bardzo specyficznie rozumianym, mówił sam Sokrates. Demon ten jest wart uwagi co najmniej z dwu powodów. Po pierwsze, daje nam wgląd w demonologię starożytnych filozofów, i to filozofów najwyższej próby. Po drugie, jest rzadkim przykładem dobrego demona. Ponieważ zaś dobroć demona stoi w jaskrawym kontraście z wizją demonów biblijno-chrześcijańskich, a takie właśnie będą przede wszystkim gościć w tym szkicu, metodą kontrastowania można będzie z daimoniona wydobyć to, co niezbywalne dla demonów w ogóle.

Sokrates wielokrotnie dzielił się ze swymi rozmówcami spostrzeżeniem, że doświadcza wewnętrznego głosu, który radzi mu w kwestii słuszności danego działania czy przedsięwzięcia. Uczniowie Sokratesa nie są zgodni co do natury tych porad. Wedle Platona daimonion zawsze tylko odradza, nigdy zaś nie zachęca, Ksenofont natomiast wskazuje na konstruktywną rolę daimoniona. Sam daimonion nie ma charakteru osobowego. Ani Ksenofont, ani Platon nie używają pojęcia demona. Sokrates słyszał głos i właśnie to zdarzenie nazywał daimonionem. Łączył ów znak z bogiem. Wydaje się, że podzielał on wierzenia, iż demony są pośrednikami pomiędzy bogami a ludźmi. Bogowie nie odzywają się bezpośrednio, skrywają się za wróżbami, przepowiedniami i demonami. Dlatego nie należy oddzielać etycznej strony daimoniona, jako wydarzenia bliskiego sumieniu, od teologicznych poglądów Sokratesa, a więc od demonów. Wart podkreślenia jest również fakt, że daimonion doradzał filozofowi tylko w kwestiach prywatnych i jednostkowych. Sokrates posługiwał się tą wiedzą jednorazowo, kiedy sam podejmował lub zaprzestawał jakiegoś działania. Żadna z teorii etycznych Sokratesa, żadne prawdy dotyczące duszy ludzkiej nie są darem daimoniona. One wszystkie pochodzą od logosu, a nie z kontaktu z bogami. Sokrates całą swą filozofię dialektycznie wywodzi z rozumu, nie buduje jej w oparciu o uogólnione „prywatne objawienia”.

Wyjątkowa jest dobroć tego wewnętrznego głosu. To wyróżnia go na tle węża, złośliwego demona czy nękających anachoretów złych myśli. Jednak wydaje się, że to jedyna różnica. Mechanizm działania wskazuje na podobieństwa. Przede wszystkim, daimonion ma charakter poznawczy. Wprawdzie nie prowadzi Sokratesa do syntez etycznych, ale informuje go o zacności danego czynu. Forma językowa greckiego słowa „daimonion” wskazuje na „wydarzenie demona”, a nie na osobę[2]. To z kolei naprowadza na trop myśli – daimonion to zapewne przeżycie świadomości, rodzaj doświadczenia aksjologicznego. W ten sposób działać też będą, o czym za chwilę, demony pustyni i wszechpotężny zwodziciel. . Co charakterystyczne, Sokrates nie mówi, że sam coś uważa za słuszne, lecz twierdzi, że to, co powiedział mu daimonion, jest jakby obce w świadomości. Ten rys obcości powróci pod koniec naszych rozważań.

Demon, jeśli jest, skrywa się za daimonionem. Czy to będzie demon, czy bogowie, daimonion jest dla nich zasłoną dymną. Ani Sokrates, ani jego przyjaciele nie potrafią stwierdzić istnienia i natury stojącego za głosem wewnętrznym demona. Mamy więc istotny dla demonów element skrytości. Wszystkie skrywają się, zachowują dyskrecję. Wszechpotężny zwodziciel w pełni chowa się przed Kartezjuszem, Szatan przychodzi pod postacią węża. Jednak ta skrytość demona ma również drugi biegun. Sokrates również skrywa się za daimoniona, zasłania się daimonionem, wskazuje na obcy głos, nie będący jego głosem. Daimonion jako przejaw demona jest więc dla demona i dla Sokratesa zasłoną, a zarazem jedynym punktem stycznym.

Zapewne w późniejszych koncepcjach demony starożytnej Grecji splotły się z demonami biblijnymi. Dalsze rozważania będą próbą wysupłania z tego splotu natury demona.

Biblijny obraz demona

To świat Biblii wprowadził do myśli europejskiej „demoniczność” demona. Życzliwy głos, który słyszał Sokrates, został wyparty przez nasączony kłamstwem syk węża. Cała rzecz zawarta jest w Księdze Rodzaju, w opowieści o upadku pierwszych rodziców. Choć można byłoby jeszcze przywołać ewangeliczny opis kuszenia Chrystusa na pustyni czy też arcyciekawą rozmowę diabła z Bogiem na początku Księgi Hioba.

W Księdze Rodzaju mamy demona, który nie czyni zła realnego – nikogo bezpośrednio nie krzywdzi, nie zadaje bólu ani cierpienia. Demon podejmuje dialog, jak powie Tischner: dialog kuszenia. Podsuwa argumenty, pokazuje wizje przyszłości. Dostarcza duszy człowieka rozterek, które ten, posługując się swą własną wolą i rozumem, rozstrzyga w taki a nie inny sposób. Demon pojawia się więc jako kusiciel.

Czym będzie kuszenie? Przede wszystkim jest ono budzeniem wątpliwości. Ewa przed spotkaniem z wężem nie miała żadnych wątpliwości co do słuszności Bożego zakazu. Wąż pojawił się jako rzecznik innego sposobu patrzenia na omawianą tu kwestię. Wcześniej zakaz nie stanowił problemu: pierwsi rodzice przyjęli go, nie próbując zastanawiać się nad nim i roztrząsać go. Wątpliwości, zderzenie argumentów, wreszcie rozstrzygnięcie na rzecz złamania zakazu. To wszystko ma silne podłoże poznawcze. Rzecz znamienna – zakaz dotyczy nie jakiegoś zwykłego drzewa, lecz drzewa poznania dobra i zła. Demon kusi wiedzą porównywalną z boską. Nie przychodzi sam, lecz skryty pod postacią węża. Nie działa bezpośrednio: nie zabija pierwszych rodziców, nie rani ich. On tylko wprowadza do spokojnej duszy wątpliwości, zaś do człowieka należy, jak sobie z nimi poradzi.

Demon wchodzi w uporządkowany świat, w tym wypadku świat posłuszeństwa Bogu, i podaje go w wątpliwość. Ukazuje wartości, w świetle których i dla których można ten świat zburzyć. Czy demon kusząc, kłamie? To wydaje się w teologii chrześcijańskiej oczywiste. Jednak Bóg potwierdza wszakże słowa węża, że po zjedzeniu owocu człowiek stał się taki jak on, zna dobro i zło[3]. Może zatem wąż mówił prawdę? Trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy kuszenie podszyte jest fałszem, czy też jest dobrą radą. Kuszenie polega na podawaniu argumentów właśnie tak, aby wydawały się one prawdziwe.

Rzecz charakterystyczna, demon jest niejako usprawiedliwieniem dla pierwszych rodziców. To jego wskazuje Ewa, zapytana przez Boga o przyczynę grzechu. „Wąż mnie zwiódł”[4], odpowiada Stwórcy, jakby to tłumaczyło wszystko. Nie słabość człowieka, tylko wina kusiciela. Odtąd często wina będzie leżeć po stronie pokusy, a nie tego, który pokusie uległ.

Demon przenika do naszej świadomości i modyfikuje naszą wiedzę. Dostarcza argumentów, wątpliwości i racji, które sprawiają, że świat nabiera innych kształtów. Od nas zależy, co z tą wiedzą zrobimy, czy demon nas przekona, czy uznamy jego racje. Nie przymusza, nie nalega, nie zniewala. Jeśli można mówić o zniewoleniu, to jest swoiste zniewolenie umysłu, kiedy racje demona uznajemy za słuszne i swoje. Dopiero zgoda na słowa demona oznacza jego tryumf. Jego argumenty mają taką siłę, że często im ulegamy. Ulegamy, a więc uznajemy za własne, słuszne – przyswajamy je. Coś, co pochodzi z zewnątrz nas, zyskuje naszą aprobatę.

Demon południa

Demony w sposób szczególny nękały anachoretów. Ojcowie Pustyni, którzy porzucali naturalne dla człowieka środowisko wspólnotowe, doświadczali działania demonów w sposób o wiele silniejszy niż pozostali śmiertelnicy. Rzeczą oczywistą było, że dla chrześcijańskich eremitów demony nie mogły oznaczać niczego dobrego – czasy Sokratejskiego daimoniona dawno już przeminęły. Demony były największym zagrożeniem, jakie czyha w głębi pustyni na dusze bogobojnych mnichów. I takie właśnie doświadczenie przekazywali swym duchowym następcom.

Jednym z pierwszych mnichów-intelektualistów był żyjący w IV w. Ewagriusz z Pontu. W kilku traktatach, mających charakter podręczników ascezy i duchowości monastycznej, oraz w listach pisanych do przyjaciół, Ewagriusz wykłada teorie ośmiu demonów zła albo ośmiu złych myśli. Demony te odpowiadają ośmiu wadom głównym, a więc skłonnościom czy też namiętnościom, którym poddaje się człowiek skażony grzechem pierworodnym. Są to, kolejno: obżarstwo, nieczystość, chciwość, gniew, smutek, acedia, próżność i pycha.

Demony te wydają się dość powszechne, można rzec banalne, jednak jeden spośród ich grona zyskał szczególną sławę i zainteresowanie. Jemu to Ewagriusz poświęcił w swoich tekstach miejsce szczególne. To demon acedii, zwany też demonem południa.

Demon południa, jak każdy inny demon, ma wiele imion: wada, choroba duszy, namiętność, zła myśl. Ewagriusz tak opisuje jego objawy:

Acedia jest umiłowaniem sposobu życia demonów,

czyni chód chwiejnym, nienawidzi pracowitości,

walczy przeciw wyciszeniu duszy, jest namiętnością udaremniającą śpiew psalmów,

opieszałością w modlitwie, rozluźnieniem w ascezie,

sennością zbyt wcześnie przychodzącą, snem obracającym się wokół siebie,

brzemieniem szaleństwa, nienawiścią celi,

przeciwniczką trudów, przeciwieństwem wytrwałości,

wędzidłem dla rozmyślania, nieznajomością Pism,

wspólniczką smutku, jest jakby zegarem odmierzającym porę posiłku[5].

Objawy te przywodzą na myśl nudę. Człowiek znudzony nie jest wytrwały, nie może skoncentrować się na tym, co ma uczynić. Jego wzrok i myśli biegną w innych kierunkach, za wszelką cenę chcąc oderwać się od tego, co dane. Demon acedii w przedziwny sposób zmienia naszą percepcję czasu, wydłuża to, co niechciane: minuty trwają godzinami, godziny odczuwamy jak wieczność. Nic, co znajduje się wokół nas, nie zasługuje na naszą uwagę, owładnięty acedią odmawia wszystkiemu temu wartości, upatruje natomiast wartości w tym, co nieosiągalne. Demon ten nadchodzi najczęściej w godzinach południowych[6], kiedy upał zniechęca do jakiegokolwiek działania.

Wszystkie demony, pisze Ewagriusz, działają podobnie – poprzez złe myśli[7], które wnoszą do ludzkiej duszy wyobrażenia rzeczy zmysłowych. Wyobrażenia te tak zaprzątają duszę, że rodzą w niej tęsknotę do nieobecnego i zarazem gniew na to, co obecne. „Acedia jest jednoczesnym i długotrwałym pobudzeniem przez gniew i pożądanie, przy czym ten pierwszy złości się na to, co obecne, drugie zaś tęskni za tym, co nieobecne”[8]. W konsekwencji dochodzi w człowieku do walki. Mnich wie, ze powinien czytać Pismo, jednak nie znajduje w tym zadowolenia i spokoju. Jego myśli żeglują w kierunku innych miejsc i innych zajęć – acedia jest wszakże nienawiścią celi i rozluźnieniem w ascezie. Złe myśli najczęściej trafiają do duszy człowieka poprzez zmysły, wyobrażenia, senne widziadła i pamięć.

Mamy więc żywioł kuszenia. Demon nie jest osobą, z którą mnich prowadzi dysputy, nie podsuwa argumentów. Trafia bezpośrednio do świadomości. Wyobrażenia, przypomnienia, senne marzenia – to moje cogitationes, moje własne przeżycia. Obok nich są myśli dobre, przeżycia i wyobrażenia, które sprawiają, że mnich żyje w zgodzie z Bogiem i prawidłami ascezy. To w nim samym toczy się walka, on ostatecznie rozstrzyga, dlaczego uznaje opuszczenie celi za ważniejsze i cenniejsze od pozostania w niej.

Porównajmy eremitę z pustyni egipskiej z pierwszymi rodzicami. Demon południa wpierw wsącza w umysł pustelnika wątpliwości: czy aby jest to słuszna droga, czy warto tak się męczyć. Nie zadaje tych pytań wprost, raczej dostarcza argumentów – wyobrażeń tego, co nieobecne. To mnich dokonuje wartościowań. Toczy walkę sam ze sobą i przyswaja myśli demoniczne. Myśli, które myśli i wyobrażenia, które ma, są jego – jak wszystkie cogitationes. Jednak są w jakiś sposób obce, sprzeczne z tym, co na głębszym poziomie przyjął za prawdziwe.

Demon południa nie zwodzi w takim sensie, że do czegoś zachęca. On niejako poszerza wiedzę; do wiedzy o tym, co obecne, dodaje wyobrażenia tego, co nieobecne. Wąż w raju działał tak samo. Podobnie też postępował Szatan kuszący Chrystusa na pustyni.

Demon południa ma jeszcze jedną ważną dla nas cechę: jest niewidoczny, skrywa się za myślami. To nie postać realna, która toczy z mnichem dysputy. Jak szatan pod postacią węża, tak demony pustyni nie przychodzą same. Mają bogaty repertuar środków, szereg sposobów dostępu do duszy pustelnika. Ale same pozostają w cieniu, ukryte przed upałem egipskiego słońca.

Złośliwy demonBodaj najwyraźniejszą odsłoną demona w filozofii nowożytnej jest złośliwy duch (genius malignus) w Medytacjach o pierwszej filozofii Kartezjusza. Próbując dojść do niepowątpiewalnego fundamentu, na którym można wznieść gmach filozofii, Kartezjusz zdążył zwątpić niemal we wszystko. Zwątpił w świadectwo zmysłów, a nawet w realność świata[9]. Złudzenia zaczęły go osaczać z każdej strony. Wydawało się jednak, że uda się ocalić choć jeden bastion ludzkiej wiedzy – czystą matematykę. Kartezjusz oznajmia, że niezależnie od tego, czy śni, czy też jest na jawie, to 2+3=5, a kwadrat zawsze ma cztery boki[10]. Dalsze rozważania jednak wytrącają go z tej pewności. Otóż dopuszcza on, że fakt, iż uznajemy te prawdy za niewątpliwe, nie wynika z ich samooczywistości. Może się bowiem zdarzyć, że to nie Bóg, który jest wszechpotężny i dobry, lecz jakiś duch złośliwy gwarantuje stałość tych prawd. Duch, który przyjemność czerpie z oszukiwania i okłamywania, a przy tym posiada taką moc, że nie potrafimy przyłapać go na kłamstwie. Kartezjusz nazwie go wprost wszechpotężnym zwodzicielem. To dzięki niemu zawsze uważamy, że prawa matematyki są prawdami, podczas gdy w rzeczywistości może być zupełnie inaczej[11]. Złośliwy demon pragnie człowieka zwodzić. Cały świat, z jego prawami…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy diabeł nas jeszcze kusi?