Pewnej nocy w celi pustelnika Izaaka, który siedem lat przeżył w maleńkiej pieczarze w Monastyrze Kijowsko-Pieczerskim, nagle zabłysło oślepiające światło. Mnich ujrzał dwóch młodzieńców o twarzach jaśniejących jak słońce. Oznajmili mu, że idzie do niego Chrystus i kazali pokłonić mu się do ziemi. Izaak, wierząc, że swoim ascetycznym życiem zasłużył na widzenie Zbawiciela, powitał „Chrystusa” niskim pokłonem i w tym momencie dostał się we władanie diabła. Pozorne anioły okazały się biesami i krzyknęły: „Teraz jesteś nasz, Izaaku!”. Pustelnik doznał paraliżu i stracił mowę. Doszedł do siebie dopiero po kilku latach. Porzucił myśli o pustelnictwie, które okazało się nie na jego siły, powrócił do życia we wspólnocie mnichów i oddał się ciężkiej pracy, walcząc z ciągłymi atakami duchów nieczystych, które teraz były wobec niego bezsilne. W tej historii, odnoszącej się do wydarzeń z XI wieku, zawiera się prawie cała staroruska demonologia. A przynajmniej ta demonologiczna spuścizna, którą biblioteki rosyjskich monastyrów przejęły z Bizancjum: mnisie zwycięstwo na arenie walki z szatanem; diabeł o tysiącu masek zmieniający się w anioła światła, żeby skusić mnicha, złowić go na haczyk próżności – źródła wszystkich innych grzechów; władza demonów nie tylko nad duchem, lecz także nad ciałem. męczący proces zdrowienia i zwycięstwo nad szatanem poprzez modlitwę, pokorę i posłuszeństwo. Diabeł sprawiający wrażenie wszechmocnego w końcu zawsze przegrywa: jego moc jest iluzją. Trzeba jeszcze dodać kilka szczegółów: hierarchia demonów, na której szczycie stoi szatan; demony jako prokuratorzy i kaci duszy po śmierci itd. – i mamy gotowy wyczerpujący portret staroruskiego diabła. Chociaż jest to raczej szkic niż portret. Nieprzypadkowo chrześcijańska tradycja tak podkreśla zdolność diabła do przybierania różnych wizerunków. Przypomnijmy sobie obrazy demonów z twarzami w miejscu brzucha lub pośladków, tak popularne na Zachodzie w XIII a na Rusi w XVI wieku. Diabeł rzeczywiście ma wiele twarzy i nie sposób sprowadzić jego historii do sumy teologicznych aksjomatów. W zależności od tego, jak spojrzymy na szatana, jest to zarówno postać z całym arsenałem masek i emploi, jak i zbiór funkcji społecznych, które niekiedy łączą się w jednej osobie. Dlatego dzieje staroruskiego diabła można pisać i jako biografię, w której centrum stoi postać przechodząca w czasie różne transformacje, i jako traktat socjologiczny, gdzie głównym bohaterem będzie nie diabeł, a społeczeństwo na różne sposoby konstruujące i wykorzystujące jego wizerunek. Średniowieczna demonologia ma wiele różnych źródeł, zawsze występuje w niej kilka poziomów. Diabeł książkowej tradycji cerkiewnej nie jest tożsamy z diabłem amuletów i zaklęć. Wstępujące w człowieka demony chorób dalekie są swoim modus operandi od demonów-kusicieli i przypominają bardziej bakterie lub wirusy, niż ortodoksyjnego chrześcijańskiego szatana, dążącego do zawładnięcia nieśmiertelną duszą swej ofiary. Wypędzenie „demona-wirusa”, wywołującego na przykład gorączkę, mało przypomina dramatyczną walkę wewnętrzną świętego z kusicielem lub jego szarpaninę z atakami biesów. Sam diabeł cerkiewny ma wiele obliczy i jego rola w kulturze zmienia się z biegiem czasu. W pierwszych wiekach po chrzcie Rusi diabeł uosabia przede wszystkim pokonane pogaństwo. Jednak dla chrześcijan nie jest on tak straszny, a Cerkiew głosi pewność zbawienia, nieszczególnie strasząc swoją trzodę piekielnymi katuszami. W miarę upływu czasu sytuacja się zmienia. Staroruskie chrześcijaństwo staje się bardziej mroczne. Okazuje się, że królestwo diabła nie zaczyna się na rubieżach chrześcijańskiego świata, lecz jest ukryte w jego wnętrzu. Każdy człowiek, nawet ochrzczony, może wpaść w łapy szatana. Klasztorny model ciągłego przeciwstawiania się diabłu przenosi się na całe społeczeństwo, stając się dla Cerkwi instrumentem chrystianizacji i dyscyplinowania ludzi. Żeby poczuć kontrast epok, wystarczy porównać rzadkie wizerunki diabła lub demonów w sztuce wieków XII–XIV z wszechobecną wizualną demonologią wieków XVI–XVII. Tam rzadkie figurki demonów, podobnych do czarnych aniołów. Tu – straszliwe potwory, hybrydy człowieka i zwierząt, grożące grzesznikom pożarciem. W kulturze staroruskiej wizerunek diabła łączy w sobie dwie pozornie przeciwstawne cechy – jawi się jako straszliwie potężny i nieskończenie słaby. Idea będąca centrum chrześcijańskiej demonologii głosiła, że Szatan jest bezsilny. Jego pole manewru jest mocno ograniczone boską i ludzką wolą. Nie może on skusić człowieka, jeśli ten sam mu się nie podda. Dla ludzi utwierdzonych w wierze diabeł wydaje się nie straszny, lecz śmieszny. Szatan jest wszechobecny i zewnętrznie silny, ale realnie okazuje się słaby i sprawia wrażenie, że za chwilę obróci się w proch. Cała jego moc jest iluzoryczna. Jednakże na kartach żywotów świętych, pateryków i latopisów Szatan prowadzi ludzi do zguby, pali monastery, dowodzi zastępami najeźdźców, tworzy herezje, zsyła choroby… Na ikonach, freskach i miniaturach w księgach (szczególnie XVI i XVII wieku) jego ogromna figura zasiada w asyście armii biesów – jak władca ogromnego mocarstwa. Demony chorób wstępują w człowieka bez żadnej winy z jego strony, nie zwracając uwagi na teologiczne niuanse. Jaki jest zatem diabeł – słaby czy silny? I taki, i taki. Żeby zniechęcić wiernych do grzechu Cerkiew podkreśla siłę i spryt diabła, uczy bać się jego pułapek i przedstawiając heretyków oraz innowierców jako sługi szatana, tworzy obraz diabelskiej anty-cerkwi, opozycyjnej do Cerkwi Chrystusowej. Widmowa moc szatana opisywana jest tak natrętnie, że czasem trudno zorientować się, czy to faktycznie iluzja. Chrześcijańska demonologia zawsze bazowała na odrzuceniu dualizmu, jednak w istocie często balansowała na jego granicy, czyniąc z Szatana niemalże Boskiego rywala. Na średniowiecznej Rusi nie znajdziemy ani diabła-intelektualisty, ani intelektualisty-demonologa. Diabeł staroruski wcale nie jest podobny do sarkastycznego Wolanda Bułhakowa, którego piekielnego rodowodu należy szukać w historii Fausta i zachodnim Średniowieczu, a nie na Rusi. Staroruski szatan nie prowadzi przewrotnych dyskusji teologicznych, choć czasem przechwala się swoją siłą, wyliczając wszystkie wyczyny w samochwalnych monologach. W odróżnieniu od Zachodu na Rusi nie funkcjonuje społeczna rola demonologa – duchownego lub świeckiego intelektualisty, który mógłby profesjonalnie „zajmować się” diabłem. Brak systematycznych traktatów w stylu słynnego Malleus Maleficarum (Młot na wiedźmy) czy setek podobnych utworów wieków XV–XVII. W katolickiej i protestanckiej Europie demonologia przybrała postać abstrakcyjnych spekulacji o tym, ilu aniołów może tańczyć na czubku igły i nie szturchać się nawzajem – była surową dyscypliną, teologiczną, prawną i naukową sankcją w zakrojonym na szeroką skalę polowaniu na wiedźmy. Na kartach uczonych traktatów i protokołów sądowych słudzy diabła tworzą gigantyczny spisek, prawdziwy anty-kościół, gdzie zamiast Chrystusa głową jest szatan. W Moscovii także wierzono w istnienie paktu z diabłem, prześladowano praktyki magiczne i uważano je za diabelski wynalazek. Jednak nie było tam mitologemu sabatu i anty-cerkwi czarowników, a bez tego trudno sobie wyobrazić masowe polowania na wiedźmy. W przypadkach procesów czarownic większą rolę grało oskarżenie skrzywdzenia bliźniego przy pomocy magii (rosyjska porcza, łacińskie maleficium) niż związek z diabłem – kluczowy moment tradycji zachodniej. Diabeł staroruski nie zamyka się w murach klasztorów i działa nie tylko na kartach żywotów świętych. Jeśli spojrzymy na ruskie latopisy – odpowiedniki europejskich…