Subskrybuj

„Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły”

Wywód Ratzingera jest zrozumiały, jednak nie wszyscy wynikające z tego rozumowania postępowanie będą w stanie zaakceptować. Papieżowi wydaje się, że samo jasne zdefiniowanie jakiegoś pojęcia załatwi sprawę. Jakby nie uświadamiał sobie , że w sferze religii i rytu o wiele bardziej niż „koncepcja” czy „wywód” liczą się gest, symbol i związane z nimi myślenie symboliczne.

W czwartym rok pontyfikatu Pawła VI ukazała się książka będąca owocem spotkań, jakie z papieżem odbył Jean Guitton (Dialogi z Pawłem VI, 1967). W 1982 roku została wydana seria rozmów André Frossarda z Janem Pawłem II (Nie lękajcie się. Rozmowy z Janem Pawłem II). Był to również czwarty rok pontyfikatu. Na początku szóstego roku panowania Benedykta XVI dostaliśmy do rąk jego konwersacje z Peterem Seewaldem Światło świata. Papież, Kościół i znaki czasów, 2010[1]. Z pewnym zdziwieniem przeczytałem więc na samym początku tej publikacji: „Nigdy wcześniej w dziejach Kościoła żaden papież nie udzielił osobistego i bezpośredniego wywiadu” (s. 8). Wydaje mi się bowiem, że należy już do tradycji udzielanie przez następców św. Piotra „wywiadów rzek”, dzięki którym pragną oni, w formie bardziej przystępnej niż w encyklikach czy innych oficjalnych dokumentach i wystąpieniach, zaprezentować się i dotrzeć do szerokiej publiczności.

O ostatniej książce Benedykta XVI zrobiło się głośno na kilka dni przed jej oficjalnym ukazaniem się (23 listopada 2010), gdyż media zaczęły mówić o rewolucyjnej wypowiedzi papieża na temat prezerwatyw. Taka pikantna antycypacja sprawiała, że we Włoszech pierwszy nakład (50 tysięcy egzemplarzy) został rozchwycony jak świeże bułeczki. Sam tego doświadczyłem, gdyż w kilka dni po ukazaniu się książki, po mailu ze „Znaku” z prośbą o recenzję, obiegłem w Weronie wszystkie księgarnie (w centrum jest ich kilkanaście) i mimo to do domu wróciłem z pustymi rękoma, gdyż książki tej nigdzie już nie było. Nie ulega wątpliwości, że do tego sukcesu wydawniczego Światła świata przyczyniła się… prezerwatywa.

Uporajmy się więc z tym tematem na samym początku, aby potem móc podyskutować o innych zagadnieniach. Do tej pory Kościół katolicki używanie prezerwatyw uważał za „wewnętrznie złe”, a więc złe zawsze i wszędzie i tym samym absolutnie niedopuszczalne. Tak mówiła o tym encyklika Pawła VI Humanae vitae (14), tak powtórzył za nią Katechizm Kościoła Katolickiego (2370), sam Benedykt XVI jeszcze w trakcie swej wizyty w Afryce w marcu 2009 roku głosił, że użycie prezerwatyw nie tylko nie pomaga, lecz wprost pogarsza całą sytuację. Tymczasem w Świetle świata papież, wracając pamięcią do swojej wizyty w Afryce i rozmyślając o chorych na AIDS, mówi nie tylko, że mogą zaistnieć przypadki, w których użycie prezerwatywy jest „usprawiedliwione”, ale nawet że jej użycie „może być pierwszym krokiem na drodze ku moralności, pierwszym aktem postępowania odpowiedzialnego” (s. 170–171). Nie trzeba się więc dziwić, że po takiej wypowiedzi Ratzingera zrobił się szum, posypały się komentarze i interpretacje w gazetach, w telewizji, a ludzie z całego świata rozpisali się o tym na blogach. Z najwartościowszych i najciekawszych wypowiedzi na ten temat, w których nie omieszkano podkreślić różnicy między niemieckim oryginałem i włoskim tłumaczeniem (zobaczymy, jak rzecz wypadnie po polsku), można by utworzyć interesującą antologię (dla koneserów). Cokolwiek by na ten temat powiedzieć, jakkolwiek w przyszłości rzecz skomentuje jeszcze Watykan, teologowie, sam Benedykt XVI czy jego następcy, ta wypowiedź przejdzie do historii. Ludzie zaś będą dociekać, jak to się stało, że 83-letni papież zdobył się na tego rodzaju słowa, które przynajmniej dla świata katolickiego są prawdziwym novum i zaskoczeniem.

Wróćmy jednak do samej książki Światło świata, gdyż nie jest ona tylko o prezerwatywie. Tak naprawdę jest ona po trosze o wszystkim. Papież mówi w niej o sobie, o tym, jak widzi swój pontyfikat, o niektórych aspektach i problemach dzisiejszego Kościoła i świata. Można w tej książce wyróżnić trzy sfery: osobistą, apologetyczną i propagandową. Każda z nich w różnych partiach tekstu dochodzi bardziej do głosu, a na przestrzeni całej książki wszystkie razem wzajemnie się przenikają i dopełniają.

Sfera osobista jest najbardziej udana. Nie ulega wątpliwości, że jednym z głównych celów owej książki było ukazanie ludzkiego oblicza Ratzingera, którego, co tu wiele mówić, nie wszyscy darzą sympatią. Czy papieża, który opowiada o swoim codziennym życiu, o ulubionych filmach i aktorach (Don Camillo i Peppone – s. 30), o swoich radościach i smutkach oraz z nostalgią wspomina czasy, gdy był tylko profesorem czy kardynałem i mógł swobodnie ze swoim bratem zachodzić do rzymskich czy bawarskich tawern, można bardziej polubić? Zdaje się, że tak. Przynajmniej w Niemczech taki wpływ na opinię publiczną wywiera ta książka, nawet jeżeli tak naprawdę nie ma w niej nic szczególnie nowego na temat osobistego życia papieża. Dziennikarze już dawno bowiem wyśledzili jego rozkład dnia, preferencje estetyczne i kulinarne, rozpisali się o tym, jak i dlaczego zmienił on krawca ze służącego od lat papieżom Gammarellego na Euroclero oraz o tym, że buty na miarę sprawia mu szewc Adriano Stefanelli, którego warsztat znajduje się na corso Camillo Benso di Cavour 14 w Novarze. Nota bene: w 2007 roku papieskie „czerwone buciki” zostały przez magazyn „Esquire” ogłoszone „akcesorium roku”, a Benedykt XVI zaliczony do grupy czternastu najbardziej eleganckich ludzi świata[2].

O wiele ciekawsze od tych plotek są wywody, jakie papież w Świetle świata czyni na temat funkcji biskupa Rzymu w Kościele. Jego oświadczenie, że papież nie może „cały czas być nieomylny” (s. 23) i że „może mieć błędne opinie osobiste” (s. 24) powinni przemyśleć ci, którzy dogmat o nieomylności papieskiej pojmują zbyt „mitycznie”, a tak naprawdę błędnie i bałwochwalczo.

Benedykt XVI odsłania przed czytelnikiem także to, jak widzi swój pontyfikat w kontekście dziejów papiestwa. Jest on świadom tego, że kontekst jego panowania jest inny niż ten, w którym rządził Paweł VI, gdy kończył się Sobór, a Zachodem wstrząsały ruchy społeczne symbolicznie określane mianem rewolucji 1968 roku. Ratzinger przejmował rządy w Kościele po pełnym fajerwerków pontyfikacie Jana Pawła II. Niekończącego się festiwalu Wojtyły, i to na skalę światową, nie można było kontynuować i prawdziwym problemem było to, co i jak robić dalej, oraz kto byłby w stanie przejąć ster władzy w Kościele. W trakcie swojej rozmowy z Seewaldem Benedykt XVI kilkakrotnie powtarza, że naprawdę nie spodziewał się tego, że zostanie wybrany na papieża. A przecież było oczywiste, że to właśnie Ratzinger był jednym z nielicznych purpuratów, może nawet jedynym, będącym w stanie sprostać temu zadaniu, i trochę trudno mi uwierzyć w to, że on sam nie przeczuwał, że zostanie wybrany, gdy na przykład ja sam, obserwując, jak przewodzi on ceremoniom pogrzebowym Jana Pawła II, widziałem w nim następcę polskiego papieża.

Wyznam, że nie podzielając preferencji teologicznych Ratzingera, naprawdę cenię sobie jego stanowczość i odwagę, dzięki którym udało mu się zwolnić szalony bieg, rozkojarzenie i aktywizm, w jakim znajdowały się Kościół i Watykan, gdy przejmował on władzę. Benedykt XVI szczerze wyznaje, że wcale nie było to zadanie łatwe. Z perspektywy pięciu lat pontyfikatu i z pomocą jego osobistych wynurzeń na stronicach Światła świata należy przyznać, że manewr ten mu się udał. Papież w rozmowie z Seewaldem mówi też, że nie zamierza robić wielkich zmian i że nie lubi ani aktywizmu, ani fajerwerków. Nie uważa, że konieczny czy nawet możliwy byłby kolejny sobór (s. 99). Skromnie wyznaje, że „nie każdy pontyfikat musi koniecznie dążyć do jakichś nowych celów”, a zarazem jest przekonany, że „tka ten sam kawałek materiału” (s. 100) co jego poprzednicy. Mówi, że za cel stawia sobie dalsze realizowanie tego, co inni zapoczątkowali. Z tego rodzaju wyznaniami nie trzeba się zgadzać, jednak należy przyjąć je do wiadomości. Osobie zaś, która je wypowiada, należy się szacunek za szczerość i pewną skromność. Uważam, że Ratzinger, najpierw jako kardynał, a obecnie jako papież, bardzo znacznie wpłynął i wpływa na styl życia Kościoła katolickiego i kierunek, w jakim ta religijna wspólnota podąża. Pomimo pozorów nieśmiałości jest to człowiek wielkiej dyscypliny myśli i wytrwały w osiąganiu celów, które sobie wyznaczył.

Przypomnijmy, że na początku 2010 roku, na fali skandali pedofilskich wśród katolickiego kleru, pojawiły się wcale liczne i poważne głosy, mające na dodatek oparcie w strukturach wymiaru sprawiedliwości, które domagały się ustąpienia Benedykta XVI. Jednak papież zapytany przez Seewalda, czy przypadkiem nie zamierza tego czynić, jednoznacznie odpowiada, że „bez wątpienia nie jest to moment, w którym można by ustąpić. Właśnie w takich chwilach trzeba wytrwać i wytrzymać ową trudną sytuację” (s. 53). Pewnego klucza do zrozumienia tej jego „rycerskiej” postawy dostarczają słowa na temat cech, jakie powinni posiadać jego współpracownicy, którzy oprócz dobrego wykształcenia, odpowiednich kwalifikacji i pobożności, nade wszystko powinni „cechować się odwagą” (s. 126). Słowa te doskonale stosują się do tego papieża, któremu odwagi nie brakuje. Stronice Światła świata jednoznacznie to potwierdzają.

Mniej udane fragmenty tej książki można nazwać apologetycznymi, gdyż w nich to Benedykt XVI tłumaczy się z niektórych swoich aktów, gestów, decyzji i wypowiedzi. To oczywiście kolejny cel tej publikacji. Seewald bardzo dokładnie i czasem zbyt jednostronnie najpierw opisuje niektóre dramatyczne i konfliktowe zdarzenia tego pontyfikatu, po czym tak formułuje pytanie, aby papież mógł się wypowiedzieć i rzecz wyjaśnić, co oczywiście czyni z iście profesorską precyzją i pedanterią. Czytelnik więc na stronicach tej książki może ponownie przemyśleć takie zdarzenia jak nieszczęsne wystąpienie w Ratyzbonie we wrześniu 2007 roku, które wywołało liczne protesty w świecie islamu, cofnięcie ekskomuniki z biskupa Williamsona negującego Holokaust, które wywołało oburzenie pośród Żydów, przywrócenie do łask biskupów z konserwatywnego i schizmatyckiego Bractwa Piusa X, wprowadzenie na powrót mszału Pawła V i liturgii trydenckiej, które dla wielu były (i są) oznakami konserwatyzmu i działaniami sprzecznymi z odnową zaproponowaną przez Drugi Sobór Watykański, itd.

Benedykt XVI spokojnie i precyzyjnie wszystko to wyjaśnia. Jego wywody są rzeczowe i proste, tak więc czytelnik bez trudu może zapoznać się z racjami, jakimi kierował się papież, dokonując tego czy innego kontrowersyjnego posunięcia lub wypowiadając słowa, które nie zawsze i nie wszystkim się podobały i które różnie interpretowano. Dzięki Światłu światamożna zapoznać się z papieskim rozumieniem i interpretacją tych kontrowersyjnych posunięć i wypowiedzi. Jedną…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Europa a turecki eksperyment