Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Cud jest nieudolny

Myślenie religijne jest skazane na pewną ambiwalencję wobec cudu: cud z jednej strony jest przekonujący, ale z drugiej – paradoksalnie konserwuje porządek doczesny. To, że w tym momencie mogę kogoś nakarmić, nie spowoduje, że za chwilę nie będzie głodny.

Czy wierzy Pan w cuda?

Nie mogę wykluczyć istnienia cudów. Ale to jest zupełnie inne stwierdzenie, niż powiedzieć: „wierzę w cuda”. Wiara w cuda pociąga za sobą gotowość, by cud przyjąć. Racjonalista, uwzględniający różne możliwości i zakładający otwarty charakter wiedzy o świecie, powinien być w tej kwestii agnostykiem. Z punktu widzenia nauk przyrodniczych cudów nie ma. Nauki przyrodnicze mają pewną liczbę założeń dotyczących natury wszechświata, praw, które nim rządzą, dlatego na ich gruncie nie ma miejsca na wiarę w cuda definiowane jako odstępstwo od tychże praw. Z drugiej strony, z punktu widzenia racjonalizmu, który ja szanuję, nauki przyrodnicze nie mogą ontologizować swoich wypowiedzi, tak jak to robi filozof czy teolog. Nauki są zredukowane zarówno co do perspektywy, jak i co do przedmiotu. Zajmują się zawsze pewnym fragmentem rzeczywistości z pewnej określonej perspektywy w określonym czasie. Dlatego wypowiedzi nauki mają w pewnym sensie charakter doraźny. Dobrze i wygodnie jest myśleć o nauce jak o grach, które mają pewne reguły. Nauki przyrodnicze „umawiają się”: pewne rzeczy akceptują, a inne odrzucają. Jeśli się – mówiąc językiem Thomasa Kuhna – namnoży określona liczba anomalii, konieczne będzie zrezygnowanie z pewnych założeń, presupozycji.

Jeśli przyjmiemy istnienie cudów, indeterminizm, to uprawianie nauki nie ma sensu, przynajmniej w tym aspekcie, w którym nauka powinna być nomotetyczna, a więc poszukująca stałych praw rządzących rzeczywistością. Jeżelibyśmy zrezygnowali z tego założenia, to musielibyśmy uznać, że niezależnie od tego, co wiemy o świecie, i tak w pewnym momencie może zdarzyć się cud: Łazarz zmartwychwstanie.

 

Cud nie musi dotyczyć jedynie świata przyrody. Może obejmować to, co się dzieje między ludźmi. Pewne sytuacje mogą być zinterpretowane jako nieomal cudowne, choć tak naprawdę przynależą do porządku ludzkiego. W tym sensie uznanie czegoś za cud jest kwestią interpretacji, na przykład interpretacji nawrócenia Pawła w drodze do Damaszku.

W światopoglądzie zbudowanym na podstawach naukowych jest bardzo niewiele miejsca na cud rozumiany w bardzo ścisłym sensie, to jest jako wyrwa w prawach przyrody. Istnieją jednak i sytuacje z porządku ludzkiego, hermeneutycznego – zdarzenia, które mają miejsce między ludźmi – a ich natura może zostać zinterpretowana jako cudowna. W tym wypadku wiele z tego, co nazywamy cudem, ma swoje źródło w interpretacji. Zastanawiam się, czy w moim życiu wydarzały się cuda. Na pewno zdarzyło się kilka takich rzeczy, które mógłbym nazwać cudownymi. Spowodowały one radykalną przemianę wewnętrzną, gwałtowny wzrost moich możliwości duchowych czy intelektualnych, zmianę całej orientacji życiowej; dały poczucie wyratowania z jakiejś straszliwej opresji. Jednak z drugiej strony, gdybym popatrzył na nie z innej, sceptycznej perspektywy, perspektywy sceptyka, to mógłbym powiedzieć: to, co się w moim życiu wydarzyło, nie rozrywa porządku przyczynowego. Uznanie tego za cud jest moją decyzją. Mam do czynienia z sytuacją, w której nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to możliwe, że pewna rzecz przebiegła w taki, a nie inny sposób. W gruncie rzeczy pytanie o wiarę w cuda wymaga intencji innej niż potoczna i stosowana prawdopodobnie przez większość ludzi, to znaczy „czy da się zawiesić prawa natury czy nie”. Pytanie to ma charakter bardzo osobisty i powinno brzmieć następująco: „czy uważasz, że masz w sobie tyle siły wewnętrznej, duchowej, że potrafiłbyś wytrzymać sytuację, w której doświadczasz cudu albo byłbyś w stanie cudu zażądać i go otrzymać?”. W Ewangelii przeważa właśnie ta druga perspektywa: „idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

 

Być może cud może funkcjonować jedynie w obszarze wiary? Uzdrowienie cielesne jest w pewnym sensie widzialnym znakiem uzdrowienia duchowego.

Dla bardzo ciężko chorego człowieka sytuacja, w której ktoś go „wyciąga” z tej choroby, jest sytuacją cudowną, nawet gdyby się zdarzyła w sposób możliwy do wyjaśnienia dzięki prawom natury. Moim zdaniem najważniejszym wymiarem cudów opisanych w Ewangeliach jest bezpośrednia, osobista relacja. Gdybyśmy przyjęli, że Jezus Chrystus uzdrowił kogoś tylko dlatego, żeby inni to zobaczyli, to taki cud byłby wyrazem skrajnie instrumentalnego traktowania człowieka. To jest najgorsza sytuacja, jaką jestem sobie w stanie wyobrazić.

 

…że Chrystus uzdrowił kogoś dla przykładu, że ten czyn miał przede wszystkim charakter dydaktyczny?

Chrystus opisany w Ewangeliach pokazuje, że zna danego człowieka znacznie lepiej, aniżeli mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka: „Ja cię znałem, zanim ty mnie poznałeś”, „To ja was wybrałem, a nie wyście mnie wybrali”. Wchodząc w relację z drugim człowiekiem, zna całą jego sytuację ontologiczną, egzystencjalną, zna go lepiej aniżeli on sam. W przeciwnym razie cuda nie miałyby sensu.

 

To jednak prowadzi do wniosku, że jedni zasługują na cud, a inni nie. Nie każdego Chrystus uzdrawia. Dlaczego wybiera tego, a nie innego człowieka?

Nie, to nie musi prowadzić do takiego wniosku. W porządku wiary nie obowiązują takie same zasady jak w zwykłym porządku życia. Pytając, dlaczego jedni zasługują na cud, a inni nie, człowiek pozostaje w ramach porządku sklepikarskiego. W porządku sakralnym można przyjść do pracy o ósmej rano i dostać sto dolarów, o dwunastej także sto dolarów i o piętnastej również sto dolarów, a jednocześnie nie można być pewnym, co będzie o dwudziestej. Z perspektywy porządku, o którym Pani mówi, nie można ani uchwycić tamtego porządku, ani go oceniać. Wszelkie próby tego rodzaju są skazane na niepowodzenie.

 

Twierdzi Pan zatem, że to, co wydarza się pomiędzy Jezusem a człowiekiem, który doświadczył cudu, jest nieopisywalne? Musi pozostać tajemnicą?

Tak, to jest coś, co rozgrywa się jedynie między nimi. Natomiast to, że inni to widzą i są tym poruszeni, z perspektywy kogoś takiego jak Jezus wcale nie jest dobre. On mówi: „poszliście za mną, dlatego że was nakarmiłem, ale tak naprawdę powinniście pójść za mną z innych powodów”. Wyobrażam sobie, że Chrystus patrzy na jakiegoś człowieka i widzi – by uciec się do metafory – że jest on niczym przewrócony chrząszcz. I stawia go z powrotem na nogi.

 

Zdaje się, że Bóg mógłby poodwracać wszystkie chrząszcze…Nie jestem teologiem. Mogę tylko powiedzieć, jak ja rozumiem ten komunikat: wydaje się, że Bóg mógłby być sprawiedliwy. Ale z jakiegoś powodu nie jest. Takie postawienie sprawy jest wciąż myśleniem z poziomu sklepikarskiego. To dyskurs ekonomicznej wymiany. Religijna perspektywa jest zupełnie inna. Bardzo mnie przekonuje coś,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Prezydencja na czas kryzysu