Subskrybuj
Adiunkt w Ośrodku Studiów Amerykańskich UW, członkini zespołu „Krytyki Politycznej”. Autorka książek m.in. Magma i inne próby zrozumienia, o co tu chodzi (2010). Ostatnio opublikowała wywiad-rzekę Jestem stąd (2014) oraz Memy i graffy. Dżender, kasa i...

Dwugłos: O Umyśle wyzwolonymStanisława Obirka

Przeszłość nie jest zbiorem raz na zawsze skatalogowanych rzeczy, które wystarczy w razie potrzeby ściągnąć z półki. Przeszłość zawiera teraz puste miejsca – to tam rozwija się krytyczna refleksja. Na swój sposób, aby mądrze „pamiętać” (złożoność świata), trzeba „zapomnieć” (jego prostą, jednowymiarową wersję).

Agnieszka Graff

Umysł dialogiczny, nadmiernie optymistyczny

Obirek jest mi bliski, gdy diagnozuje „upolitycznienie religii” i „ureligijnienie polityki” jako choroby współczesnej Polski. Nie podzielam natomiast jego optymizmu co do dialogicznego potencjału chrześcijaństwa.

Podczas lektury Umysłu wyzwolonego Stanisława Obirka z mediów docierały do mnie echa dwóch zdarzeń z pozoru do siebie nieprzystających, a jednak jakoś bliźniaczych i dla współczesnej Polski symptomatycznych.

Po pierwsze, czytałam kolejne recenzje i omówienia Złotych żniw Jana Tomasza Grossa i Ireny Grudzińskiej-Gross – strzępy pokracznej niby-debaty, pełnej uników, zaprzeczeń i podszytej lękiem narodowej agresji.

Po drugie, w tle przygotowań do beatyfikacji Jana Pawła II pojawił się news dla mnie prawdziwie zadziwiający: kardynał Stanisław Dziwisz przekazał Robertowi Kubicy, poturbowanemu w wypadku kierowcy Formuły 1, relikwiarz z fragmentem sutanny i kroplą krwi papieża Polaka. Media zapewniały mnie, że większość moich rodaków wierzy w działanie relikwii i wyzdrowienie Kubicy.

Taki jest też – w moim odczuciu – współczesny polski katolicyzm: to ludowa religijność bez Boga, zestaw przesądów raczej niż wiara. To religia w służbie polityki, obsługuje bowiem raczej potrzebę budowania tożsamości etnicznej niż jakiekolwiek potrzeby duchowe. Istotnym aspektem tej mentalności jest niemożność skonfrontowania się z mrocznymi aspektami polsko-żydowskiej przeszłości. Ten sam Kościół hierarchiczny, który daje polskiemu kierowcy relikwie po polskim papieżu, nie reaguje na opisane w Złotych żniwach przerażające fakty z polskiej historii – nawet te dotyczące milczenia Kościoła wobec mordowania Żydów.

Przytaczam te dwa zdarzenia, bo niczym w soczewce skupiają religijno-narodową mentalność, dla której książka Obirka ma być wyzwaniem. Dramatycznym, ale przecież z góry skazanym na porażkę. Kluczowe miejsce w polskiej pobożności zajmuje już nawet nie Maryja, ale „nasz papież”, któremu budujemy kolejne pomniki. Czołowy przedstawiciel polskiego Kościoła aktywnie wspiera ten typ religijności, gdy zajmuje się rozdzielaniem cielesnych resztek po Karolu Wojtyle, wyjaśniając przy tym ciepło, że „Jan Paweł II również uprawiał sport i lubił ludzi sportu”. Katolicka Polska, którą Obirek chciałby potrząsnąć – Polska Dziwisza i Kubicy – takich książek jak Umysł wyzwolony – obawiam się – nie czytuje.

Rozmowa o kryzysie

Umysł… to książka mądra i poruszająca, chociaż moim zdaniem pomija istotne dla swej tematyki obszary, a w swojej wymowie jest nadmiernie optymistyczna. Jest to zbiór erudycyjnych, a chwilami bardzo osobistych esejów z pogranicza teologii, filozofii kultury i historii idei.

Umysł… to odważna wyprawa intelektualna kogoś, kto uwolnił się od Kościoła jako instytucji, ale pozostał katolikiem – człowiekiem głęboko wierzącym. Jest zatem Obirek „umysłem wyzwolonym” i jako taki szuka odpowiedzi na kluczowe w jego sytuacji pytania o relację między wiarą a instytucjami, religią a polityką. Jak to się dzieje – pyta – że uwalniający potencjał religii przeradza się w opresyjny system instytucji? Czy wiara może pozostać wobec tych instytucji autonomiczna?

Tematyka jest imponująco szeroka. Znajdzie tu coś dla siebie zarówno czytelnik ciekawy filozofii Waltera Onga, fascynat kabały, badacz Zagłady, jak i ktoś zainteresowany relacjami między Polakami a Żydami, judaizmem a chrześcijaństwem.

W książce zabrakło mi jednak dwóch ważnych wątków: rozważań dotyczących społecznej nauki Kościoła (jego stosunku do nędzy, kapitalizmu czy katastrofy, jaką jest epidemia AIDS) i pogłębionej analizy kościelnego patriarchalizmu oraz stosunku do ludzkiej seksualności. Zdziwiła mnie zdawkowość, z jaką Obirek odnosi się do feministycznej teologii i krytyki Kościoła. Skąd uporczywa niezgoda kolejnych papieży na zmiany w kościelnym podejściu do etyki seksualnej, skąd całkowite zamknięcie na emancypację kobiet? Czym jest jego zdaniem proponowany przez Kościół „nowy feminizm”?

Obirek wspomina wprawdzie o długu intelektualnym, jaki zaciągnął u feministek, przywołując teksty Magdaleny Środy, Marii Janion, a także moje. Przytacza też obszernie słowa przewodniczącego Episkopatu Belgii kardynała Godfrieda Danneelsa, który nie w konsumpcyjnym stylu życia i nie w „cywilizacji śmierci”, ale właśnie w kościelnym podejściu do seksu i antykoncepcji – w encyklice Pawła VI Humanae vitae – widzi źródła kryzysu katolicyzmu w Europie. Mam jednak wrażenie, że autor ma do tej tematyki niewiele cierpliwości; dużo bardziej od kwestii kobiecej i praw reprodukcyjnych zajmują go teologia i historia Kościoła.

Paradoks chrześcijaństwa

Książka wciągnęła mnie jednak na dobre, gdy trafiłam na rozdział, w którym autor poddaje krytycznej analizie spuściznę teologiczną Karola Wojtyły. Wbrew obowiązującej w Polsce ocenie, jakobyśmy za bardzo cenili Jana Pawła II, który „obalił komunę”, a za słabo znali jego dzieła teologiczne, Obirek dowodzi, że Wojtyła był w istocie wielkim (charyzmatycznym i bardzo skutecznym) politykiem, ale kiepskim teologiem. Prawdziwa teologia wymaga bowiem oderwania od lokalnego kontekstu, historii, politycznych uwikłań i lojalności. Wojtyła, jak pokazuje Obirek, analizując traktat po traktacie, rozprawę po rozprawie, „wyznaczył katolicyzmowi wyraźnie polityczną rolę”, przyczyniając się tym samym do jego „zamknięcia” na nowoczesność.

Umysł wyzwolony trudno uznać za dzieło w pełni spójne – to raczej zbiór tekstów niż rozprawa. Wątkiem, który nadaje jej rys spójności, jest marzenie o „bardziej chrześcijańskim chrześcijaństwie”.

Warto przytoczyć to określenie (Obirek cytuje je za Giannim Vattimo), bo mieści ono w sobie centralny dla tej książki paradoks. Chrześcijaństwo to religia zawierająca potężną obietnicę otwarcia, religia, której trzonem jest duchowa wolność jednostki i szacunek dla innego. Zarazem jednak chrześcijaństwo zinstytucjonalizowane ma na sumieniu ogrom nietolerancji i przemocy, a współczesny katolicyzm jest systemem zamkniętym, nieufnym wobec nowoczesności, uporczywie dogmatycznym i opornym na próby rozpoczęcia prawdziwego dialogu.

Obirek uważa dialogiczne otwarcie za duchowy trzon chrześcijaństwa, do którego należy i warto powrócić, zamknięcie zaś – za kulturową naleciałość. Stąd jego postulat, by „odejść od tradycyjnego spojrzenia na religię i wypracować nowy paradygmat, bardziej odpowiadający istocie doświadczenia duchowego” (s. 239).

Upolitycznienie religii i ureligijnienie polityki to zdaniem autora dwa nieszczęścia współczesnego katolicyzmu. Nie tylko polskiego, choć według autora problem ten przybiera u nas szczególnie jaskrawe, wręcz groteskowe formy.

Inaczej niż większość katolickich teologów czy publicystów, źródeł współczesnego kryzysu religii – z jednej strony procesu sekularyzacji, z drugiej rosnących w siłę fundamentalizmów – Obirek szuka w niej samej, w dogmatycznym i konserwatywnym zwrocie, który nastąpił po nieudanej (czy może raczej niedokończonej) rewolucji, jaką był Sobór Watykański II. Jak wyglądałby katolicyzm, gdyby nie zaprzepaszczono dorobku Soboru? Obirek wciąga nas w rozmowę o kryzysie religii w pluralistycznym świecie i o szansach, jakie miałaby w nim religia prawdziwie otwarta – gotowa uczestniczyć w dialogu z innymi religiami, a także z niewierzącymi.

Filozofia dialogu

Nie ośmielam się analizować, a tym bardziej oceniać tych wątków Umysłu wyzwolonego, które dotyczą kwestii czysto teologicznych czy filozoficznych: rozważań o dogmacie chrystologicznym, relacji między przekazem ustnym a pismem i wpływie obu na kształt religijności czy wreszcie o pokrewieństwie wymiaru mistycznego wielkich religii monoteistycznych (mistycyzmu chrześcijańskiego, kabały w judaizmie i sufizmu w islamie). Pozostawiam to Tadeuszowi Sławkowi. Chcę jednak odnotować, że czytałam te wywody z przyjemnością i zaciekawieniem, które mnie samą zadziwiły.

Osoby niewierzące, a za taką się uważam, rzadko zagłębiają się w teksty dotyczące religii (myślę o traktatach religijnych, nie religioznawczych) z tej prostej przyczyny, że są one w ich mniemaniu pozbawione odniesienia w pozatekstowej rzeczywistości. Logika wywodu teologicznego domaga się od odbiorcy uznania, że słowo „Bóg” odnosi się do realnego bytu, co dla osoby w Boga niewierzącej jest niemożliwe. Czytanie zaś teologii jako fikcji literackiej jest zwykle mniej przyjemne od czytania powieści, bo powieść nie domaga się od nas wiary w fikcję, lecz jedynie zawieszenia na czas czytania wiedzy, że jest to fikcja właśnie.

Obirek ma jednak zdolność pisania o religii – i o własnej wierze – tak, by było to zajmujące dla ateisty. Paradoks stylu, a może raczej tonu eseistyki Obirka, polega na tym, że nie kryjąc własnej wiary, ostentacyjnie rezygnuje on z nawracania niewierzących czy choćby łagodnego kierowania nas ku wierze. Uznaje i szanuje naszą odmienność, nie kwalifikuje jej jako skazy czy błędu. Wchodzimy zatem w świat psychiczny i intelektualny człowieka głęboko wierzącego na prawach gościa, nikt nas nie namawia, abyśmy zadomowili się tu na stałe. Efektem tego stylu – w świetle wyznawanej przez Obirka filozofii dialogu zapewne przewidywalnym – jest otwarcie drugiej strony, swoiste zawieszenie niewiary na czas czytania. Tak przynajmniej było w moim przypadku.

Katolicyzm zamknięty

Po książkę Obirka sięgnęłam jednak spragniona nie teologii, lecz rozmowy o politycznym uwikłaniu religii. Nie zawiodłam się – książka mówi rzeczy ciekawe o źródłach centralnego dla naszej kultury splotu Polak-katolik (jego początki tropi w XVI wieku, w unii brzeskiej), o polskim – i szerzej, chrześcijańskim – antysemityzmie, o Wojtyle, Dmowskim, Gombrowiczu i Kołakowskim. Obirek wpisuje te postacie i postawy w inny kontekst niż ten, w którym zwykłam o nich czytać, bo religia interesuje go jednak bardziej niż polityka. Idę za jego interpretacją religijnej i politycznej rzeczywistości i ufam jej, ale tylko do pewnego momentu.

Umysł wyzwolonyjest mi bliski w warstwie krytycznej, gdy diagnozuje „upolitycznienie religii” i „ureligijnienie polityki” jako choroby współczesnego świata, a zwłaszcza Polski. Książka budzi jednak moją nieufność, gdy zaczyna proponować dla tego politycznego przecież kryzysu czysto teologiczne rozwiązania. Podobnie jak…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kreatywna Polska?