Piekło i sprawiedliwa kara
Aby sensownie mówić o piekle, trzeba jasno zdawać sobie sprawę z tego, jaka jest jego natura. Jego istnienie zakłada, że pewni ludzie w nim rzeczywiście przebywają (nie chodzi więc o „puste piekło”). Według dominującego przekonania ten, kto znajduje się w piekle, nie może go już opuścić (tym różni się ono od jedynie tymczasowego przebywania w czyśćcu). Stan piekła jest nieskończonym cierpieniem, zaprzeczeniem pomyślności, poczucia spełnienia i szczęścia (nie wyklucza to jakiegoś chwilowego doświadczenia przyjemności). Jest to w konsekwencji życie gorsze niż nieistnienie. Cierpienie w piekle nie ma końca, gdyż przedłuża się i kumuluje w nieskończoność. Każda skończona ilość cierpienia dodaje się jedynie do już istniejącej jego skończonej ilości.
W odniesieniu do problemu piekła ważną rolę odgrywa pojęcie sprawiedliwej kary.
Według prawodawstwa ludzkiego karę wymierza winnemu ten, kto ma prawo do karania. Sprawiedliwa jest ta kara, która respektuje prawa osoby karanej i odbywa się w granicach prawa do karania. Znaczy to, że nie powinna wykraczać poza opartą na sprawiedliwości granicę surowości. Surowość kary powinna być proporcjonalna do wyrządzonej winy. Nieproporcjonalna wysokość kary byłaby niezgodna z wymogami sprawiedliwości. Sprawiedliwa kara jest proporcjonalna do powagi i szkodliwości czynu, który stanowi podstawę do jej wymierzenia. Zmniejszenie odpowiedzialności winowajcy przez różne czynniki (np. przymus, obłęd, niezawinioną niewiedzę czy prowokację) powoduje siłą rzeczy zmniejszenie proporcjonalnej kary. Ten, kto narusza któreś z podstawowych praw człowieka, powinien być ukarany surowiej niż ten, kto jest winny czegoś mniej ważnego i szkodliwego.
Sprawiedliwość przeciwko potępieniu
Stephen Kershnar, profesor filozofii w State University of New York, usiłuje wykazać, że Bóg nie może posyłać ludzi do piekła, gdyż jest z natury swej „wszech-dobry” i dobroczynny . To właśnie Jego dobroć sprawia, że nie czyni On niczego złego. Żaden motyw nie skłania Go do tego, aby stworzyć piekło i zsyłać tam kogokolwiek spośród grzesznych ludzi. Gdyby rzeczywiście niektórzy ludzie skazani byli na piekło, to Bóg wymierzałby sprawiedliwą karę z powodu ich negatywnego wyboru. Wyciągałby jedynie konsekwencję w postaci środka odstraszającego lub kary. Dla moralnie odpowiedzialnych osób wystarczyłaby kara skończona, choćby nawet bardzo surowa. Na ogół uważa się, że to nie Bóg wymierza karę piekła, lecz raczej sami ludzie wybierają oddzielenie od Niego. W zamierzeniu Boga konsekwencja ludzkiego wyboru jest jednak tak wielka, że staje się karą i męką za odmowę przyjęcia Go do swojego życia.
Obrońcy piekła dowodzą, że Bóg nie ma obowiązku okazywania grzesznikom swojej dobroczynności i że przebywający w piekle nie zostali ukarani niesprawiedliwie. Życie w niebie jest możliwe tylko dla tych, którzy dobrowolnie pragną zjednoczenia z Bogiem. Nie byłoby ono czymś dobrym dla kogoś, kto Go odrzuca, nie akceptuje Jego miłości i wymagań moralnych. Człowiek, który nie pragnie przebywać w niebie, cierpiałby tam, gdyż nie potrafiłby zaakceptować swojego Stwórcy. Kershnar uważa jednak, że zgodnie ze swoją dobroczynnością Bóg nie skazałby go na nieskończoną mękę. Gdyby zaś uchronienie go przed piekłem okazało się niemożliwe, wówczas, będąc istotą dobroczynną, raczej by go unicestwił, niż skazywał na nieskończone piekło.
Według przeciwników takiego stanowiska osoba skazana na piekło jest kimś złym. Wszelka próba czynienia jej życia po śmierci znośnym lub pomyślnym sprawiłaby, że świat stałby się gorszym miejscem. Czy rzeczywiście każdy człowiek potępiony jest całkowicie zły? – pyta Kershnar. I dodaje: gdyby sama męka tego człowieka uczyniła świat lepszym, to dobrodziejstwem ze strony Boga i tak byłoby raczej unicestwienie go niż skazywanie na piekło.
Nowojorski filozof nieskończonej karze piekła przeciwstawia więc unicestwienie grzesznych ludzi, choć sam nie jest bynajmniej zwolennikiem teorii anihilacji, którą uważa za fałszywą.
Bóg działa zgodnie ze swoją prawością i sprawiedliwością. Skazałby kogoś na piekło tylko wtedy, gdyby pozwalała na to sprawiedliwość celem wymierzenia kary. Zdaniem Kershnara, sprawiedliwość nie pozwala Bogu na wymierzanie nieskończonej kary niektórym ludziom. A sprawiedliwe byłoby to tylko wówczas, gdyby ktoś miał nieskończenie zły charakter albo gdyby popełnił nieskończenie zły czyn. W odniesieniu do świata ludzi te warunki nie są spełnione. Żaden człowiek nie zasługuje na nieskończoną karę, ponieważ nikt nie ma nieskończenie złego charakteru i nie działa w sposób nieskończenie godny potępienia. Skoro więc nie ma racji skłaniających Boga do przekraczania wymogów sprawiedliwości, dobry i sprawiedliwy Bóg nie nałożyłby i nie może nałożyć na nikogo takiej nieskończonej kary.
Nikt nie zasługuje na nieskończoną karę
Te ważne stwierdzenia domagają się bliższych wyjaśnień. Według Kershnara, charakter człowieka nie daje podstawy do skazywania go na nieskończony wymiar kary. Kara jest czymś, na co ktoś zasłużył, a pozytywna czy negatywna zasługa jest konsekwencją charakteru. Czyny ludzkie i charakter stanowią najbardziej wiarygodne podstawy zasługi lub zasłużonej kary, bo za nie człowiek jest najbardziej odpowiedzialny. Zasługa zależy od motywu, którym kieruje się w swoim działaniu. Z kolei motyw jest częścią tego wszystkiego, co składa się na jego charakter. Negatywna zasługa w postaci cierpienia jest konsekwencją motywu, który kierował danym czynem. Pozytywna zasługa wynika z dobrych motywów. Zły charakter człowieka zależy od tego, czy w swoich postawach kieruje się on cnotą, czy złymi nawykami.
###banner###
Zdaniem omawianego filozofa, zły charakter nie uzasadnia nieskończonej kary. Człowiek za swojego ziemskiego życia nie jest w stanie urzeczywistnić nieskończonej ilości złych postaw i czynów, gdyż uniemożliwia to sam fakt śmierci. W dodatku żadna postawa i żaden czyn nie ma w sobie nieskończonej intensywności już z tej bodaj racji, że będąc ludźmi, mamy jedynie skończone możliwości umysłu i woli. Chociaż zły charakter uzasadnia zasłużone cierpienie, to nie stanowi podstawy do nieskończonej kary. Będąc skończonymi i śmiertelnymi istotami ludzkimi, nie mamy tak nieskończenie złego charakteru, który uzasadniałby taką karę.
Kershnar nawiązuje do znanego poglądu Thomasa Talbotta, że istnienie cierpiących ludzi w piekle naruszałoby szczęście w niebie, ponieważ zbawieni odczuwaliby ból na myśl o męce potępionych . Zauważa jednak, że odczuwanie bólu z powodu innych ponoszących sprawiedliwą karę nie jest rzeczą w pełni oczywistą. Jeśli nawet zbawieni taki ból odczuwają, to czy pomniejsza on rzeczywiście ich radość, kiedy widzą, że jest tak wielu innych zbawionych, a niewielu potępionych?
Nieskończonej kary nie usprawiedliwiają także czyny ludzkie. Sprawiedliwa kara jest konsekwencją powagi przestępstwa. Natomiast ludzie nie dokonują złych czynów nieskończenie ciężkich albo nieskończonej liczby przestępstw, które w sumie są nieskończenie ciężkie.
Gdyby nawet mogli wyrządzić nieskończoną ilość krzywd, to czyniliby tak, nie zdając sobie w rzeczywistości sprawy z tego, co czynią, a to ograniczałoby ich odpowiedzialność. Będąc tylko ludźmi, nie możemy wyrządzić nieskończonej krzywdy ani innym ludziom, ani samemu Bogu. Dlatego ludzkie skończone czyny w odniesieniu do innego człowieka lub do Boga nie uzasadniają nieskończonej kary. Ktoś mógłby wyrządzić drugiemu człowiekowi nieskończoną krzywdę (lub usiłować to uczynić) tylko wtedy, gdyby rzeczywiście mógł posłać go do piekła na wieczną mękę. Taki człowiek byłby odpowiedzialny za rezultat swojego usiłowania, gdyby faktycznie miał taką intencję i taki cel. W rzeczywistości ludzie rzadko mają intencję wyrządzenia drugim takiej nieskończonej krzywdy. Trudno wyobrazić sobie kogoś o tak nikczemnych intencjach. Na szczęście nie dano nam władzy nad wiecznym losem innych ludzi.
Skończone czyny przeciwko Bogu również nie dają podstaw do nieskończonej kary. Będąc skończonymi istotami, nie zagrażamy Mu w Jego suwerennym istnieniu. Dlatego Kershnar uważa, że, ściśle mówiąc, Bóg nie ma prawa do karania. Może działać w imieniu ofiar wtedy, gdy one same przeniosą na Niego swoje prawo do wymierzania kary. Czy pokrzywdzeni to czynią? Niektórzy nie przekazują swego prawa do karania Bogu, a ci, którzy to czynią, nie doświadczyli nieskończonej krzywdy. Nawet jeśli ofiary ludzkich przestępstw przenoszą swoje prawo do karania na Boga, to i tak nie mamy potwierdzenia, że On ich decyzję akceptuje i wyraża zgodę na karanie. W dodatku, jeżeli ludzie, którzy doznali krzywdy, sami są zbawieni, to nie doznają przecież nieskończonej utraty. Przeniesienie swego prawa do karania ma ten, kto rzeczywiście jej doświadcza.
Istnieje jednak inny sposób myślenia. Niektórzy skłonni są uważać, że ludzie mogą wyrządzić Bogu krzywdę, ponieważ czynią coś złego Jego stworzeniom, są Mu nieposłuszni lub niewdzięczni względem Niego, a to zasługuje na nieskończoną karę. W rzeczywistości ludzie rzadko mogą szkodzić Bogu, a jeśli nawet tak czynią, czy usiłują tak uczynić, to w rzeczy samej brak im takiej intencji, a szkoda nie jest nieskończenie wielka i poważna. „Stąd Bóg rzadko, jeśli w ogóle, ma prawo ich karać” – stwierdza Kershnar . Nie jest On w bezpośrednim zasięgu i bliskości człowieka. Pomiędzy Nim a ludźmi istnieje nieprzekraczalny dystans. Dlatego niełatwo wyrządzić Bogu rzeczywistą krzywdę.
I wreszcie ludzie nie postępują tak, aby wzięte w całości ich czyny były nieskończenie złe i w sumie uzasadniały nieskończoną karę. W ciągu swojego życia na ziemi człowiek nie jest w stanie zrealizować nieskończonej ilości czynów. Być może jest to możliwe w życiu przyszłym, nie wiemy jednak, jakie czyny mogłyby szkodzić innym ludziom i Bogu po nieskończoną ilość razy. Nie wiemy też, czy człowiek mógłby być za nie rzeczywiście odpowiedzialny. Gdyby z powodu tej nieskończonej ilości złych czynów przebywał w piekle i nie chciał zaprzestać ich ponawiania, wówczas świadczyłoby to jedynie o jego niewiedzy, irracjonalnych pragnieniach (np. o chęci cierpienia!) czy o słabości woli. Trwanie tego stanu rzeczy byłoby znakiem utraty moralnej odpowiedzialności. Karać kogoś w tej sytuacji nieskończoną karą piekła byłoby rzeczą niesprawiedliwą.
Nie byle jaka dobra nowina!
Można się zresztą zastanawiać, czy ludzie w ogóle mogą urzeczywistnić nieskończoną liczbę czynów. Każdy kolejny czyn dodaje tylko jeden więcej do ich skończonej liczby. Gdyby nawet liczyć je bez końca, to i tak nigdy nie osiągnęłyby one nieskończoności. Dotyczy to także złych czynów. W żadnym momencie istnienia ich nieskończona liczba nie byłaby osiągnięta. Sprawiedliwa kara może…