Subskrybuj
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Papież i jego krytyka

W tekstach publicystycznych, mających papieżowi za złe sympatię, jakiej doznaje on od świata, próżno szukać radości, że Duch wieje tam, gdzie chce, a dzięki świadectwu Franciszka promień światła Ewangelii dociera nawet do niewierzących. Pada za to poważne oskarżenie: o instrumentalne traktowanie biskupa Rzymu przez media i wykorzystywanie go do walki z Kościołem.

Jest w Ewangelii św. Jana opowieść o cudownym rozmnożeniu chleba, po którym ludzie postanawiają ogłosić Jezusa królem (por. J 6, 14–15). Można się oczywiście zastanawiać, czy była to właściwa reakcja na cud. Na pytanie to pośrednio odpowiedział sam Jezus, który wymknął się rozentuzjazmowanym tłumom, tak jakby chciał im dać do zrozumienia, że nie o to Mu chodziło, że Jego królestwo nie jest z tego świata… A zatem można chyba mówić w tej sytuacji o niewłaściwej reakcji słuchaczy na czyn Jezusa. Z drugiej strony jednak nie sposób w owym ludzkim entuzjazmie nie dostrzec owocu rozpoznania znaków mesjańskich. I choć − jak się już wkrótce miało okazać − było to „oświecenie” chwilowe tylko i bardzo powierzchowne, niemniej świadkowie cudu, patrząc na Jezusa, w tamtym momencie naprawdę (!) ujrzeli w Nim Proroka i Mesjasza.

Rzecz jasna, łatwo ich krytykować, dowodząc, że zapragnęli mieć króla, który gwarantowałby zaspokajanie ich życiowych potrzeb. Możliwe, że tego właśnie pragnęli, niemniej mogło być i tak, iż nie o chleb chodziło tu przede wszystkim, ale o świadomość, że oto pojawił się wśród nich drugi Mojżesz (który wyprowadził Izraela z Egiptu i nakarmił lud manną z nieba): ktoś niezwykły, komu trzeba okazać najwyższy szacunek i wdzięczność. Kogo należy obwołać królem!

Znak sprzeciwu?

Ta scena z Ewangelii przypomina mi się, ilekroć czytam wpisy na forach internetowych i artykuły niektórych prawicowych publicystów, załamujących ręce z powodu fascynacji, jaką – w świecie mediów i wśród ludzi dalekich od Kościoła – budzi papież Franciszek. Zdaniem autorów tych tekstów byłoby lepiej, gdyby zamiast zachwytu wywoływał on sprzeciw. Bo przecież, argumentują – Kościół (i papież) winien być „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”.

To prawda, powinien nim być − w tym sensie, że głosząc Ewangelię, nie może oglądać się na rządzących ani na poklask tłumów. Trzeba bowiem „bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Jednocześnie jednak warto pamiętać, że ludzie (nawet dziennikarze liberalnych mediów i osoby na co dzień niechętne Kościołowi) potrafią od czasu do czasu rozpoznać prawdziwą wielkość i świętość. Tytułem przykładu: coś takiego właśnie wydarzyło się w chwili śmierci Jana XXIII (w 1963) i Jana Pawła II w 2005 r… Trawestując nieco papieża Franciszka, można by zatem powiedzieć, że i media miewają „dobry węch” (por. Evangelii gaudium, 31). Paradoksalnie, i one mogą być narzędziem Ducha Świętego – tak jak kiedyś stała się nim oślica Balaama. Może więc nie trzeba tak gwałtownie odcinać się od „ikony ruchu homoseksualnego” Eltona Johna, kiedy mówi, że „oklaskuje na stojąco pokorę widoczną w każdym geście obecnego papieża”?

Odnosząc się do głosów mających Franciszkowi za złe sympatię, jakiej doznaje od tzw. świata, zdumiewam się, iż w tekstach tych próżno szukać radości z tego, że Duch wieje tam, gdzie chce, a dzięki świadectwu Franciszka promień światła Ewangelii dociera nawet do niewierzących. Pada za to poważne i ciężkie oskarżenie: o instrumentalne traktowanie biskupa Rzymu przez media i wykorzystywanie go do walki z Kościołem. O relatywizowanie orędzia, jakie przynosi światu chrześcijaństwo, i jakieś gigantyczne kłamstwo polegające na kreowaniu papieża na „swój obraz i wyobrażenie”. Oczywiście winą za to nie obciąża się samego Franciszka, choć – jak delikatnie sugeruje czytelnikom pisma „Christianitas” Paweł Milcarek (nr 52, Papież w pułapce) − „jest coś, co sprawia, że media spodziewają się po nim jakiegoś »nagłego zwrotu«, i coś, co sprawia, że wiele jego słów łatwo daje się przerabiać w sentencje przeciwstawiane znanej nauce Kościoła”.

Pełzająca schizma

„Papież nam się dwoi” – powiada Milcarek. Mielibyśmy dziś zatem, jego zdaniem, dwóch papieży: jednego − autora encykliki o wierze i kaznodzieję codziennie komentującego słowa Pisma, oraz drugiego − uwielbianego przez media i okrzykniętego nowym „Mao Zedongiem, szykującym Kościołowi »rewolucję kulturalną«”. „Czyż nie jest to postać ukrytej schizmy? – pyta publicysta »Christianitas«. – Nie, nie takiej prostej schizmy, która powstawała w średniowieczu, gdy dwóch lub trzech »wybranych« dzieliło Kościół swoimi pretensjami, i nawet świętym trudno było ustalić, gdzie Papież, a gdzie antypapież. Ta dzisiejsza, pełzająca schizma jest zupełnie na miarę XXI wieku: podział dokonuje się we wnętrzu człowieka, gdy jedna jego część czuje się związana z Biskupem Rzymu, ale druga jest uwodzona przez »antypapieży« konstruowanych w przekazie mediów. Nie wiadomo, który związek jest silniejszy. Ale wiemy, który z tych związków jest słodszy”.

Doskonale rozumiem lęk Pawła Milcarka i jemu podobnych przed zamianą papieża w „słodkiego” pluszaka, do którego można się przytulić w chwilach smutku i przygnębienia. Radziłbym jednak nie wylewać dziecka z kąpielą. Bo rozumiejąc funkcję, jaką pełni w Kościele każdy kolejny biskup Rzymu, powinniśmy chyba odczuwać radość, ilekroć ten, którego katolicy nazywają „Księciem Apostołów” i „Ojcem Świętym”, potrafi zachowywać się wobec wiernych jak prawdziwy ojciec.

Wiele lat temu świat obiegła relacja ze spotkania Jana Pawła II z dziećmi, do którego doszło w czasie papieskiej wizyty w Genui. Jedno z dzieci powitało wówczas papieża − a on je serdecznie uściskał i pocałował w czoło. Dziecko podeszło również do miejscowego biskupa – ten zaś… podał mu do ucałowania pierścień. To oczywiście drobiazg, trudno jednak się dziwić, że dla ludzi mediów (i dla nas, konsumentów dostarczanych przez nich informacji) obraz ten mówi o biskupstwie i władzy w Kościele więcej aniżeli najlepsze nawet kazanie. To dlatego właśnie z takim aplauzem przyjmujemy dziś „fakt, że Franciszek nosi niepapieskie obuwie (…), że mieszka nie »w pałacu« (…), że [sam] nosi teczkę!”. Na miłość boską, nie ma w tym żadnego „zerwania, faryzejskiego obnoszenia się z ubóstwem” ani też dyskredytowania poprzedników! Jest za to próba pokazania, że „niektóre [kościelne] zwyczaje nie są bezpośrednio związane z sercem Ewangelii (…). Mogą być piękne, ale dzisiaj nie służą już właściwemu przekazowi Ewangelii”. „Nie bójmy się – apeluje papież Franciszek – dokonać ich rewizji” (Evangelii gaudium, 43).

To może dotyczyć kościelnej tytulatury i „pasmanterii” (np. słynnego już aksamitnego mucetu obszytego gronostajowym futrem, którego – na przekór tradycji – nie włożył papież Franciszek)… Rezygnacja z pewnych, historycznie ukształtowanych form (w tym wypadku strojów) może być bowiem czytelnym znakiem prostoty i jakiegoś ogołocenia. Pozbycie się mucetu nie jest oczywiście tak istotne jak pozbycie się tiary (potrójnej korony), nie mogę jednak się powstrzymać, by nie przywołać w tym miejscu Benedykta XVI, któremu Kościół zawdzięcza m.in. reformę papieskiego herbu: bezpowrotnie zniknęła zeń tiara, a na jej miejsce pojawiła się infuła. Nie była to zmiana jedynie kosmetyczna, jak mogłoby się zdawać, raczej domknięcie procesu zapoczątkowanego przez Pawła VI, który zdjął tiarę i oddał ją ubogim. Była to odpowiedź współczesnego Kościoła na radę, jakiej udzielił kiedyś papieżowi − i kolejnym jego następcom − św. Bernard z Clairvaux: „Pamiętaj, że nie jesteś następcą cesarza Konstantyna, ale następcą Rybaka”.

Napisał niegdyś o Janie Pawle II André Frossard, że kiedy na niego patrzył, odnosił wrażenie, iż Karol Wojtyła, „pozostawiając swoje sieci na brzegu jeziora, przyszedł [do Rzymu] wprost z Galilei, krok w krok za apostołem Piotrem”. Dziś podobne doświadczenie jest udziałem wielu katolików, powtarzających być może za Frossardem (choć odnosząc się już do innego papieża): „Nigdy nie czułem się tak blisko Ewangelii”. Szkoda, że publicyści, tak bardzo krytyczni wobec obecnego biskupa Rzymu, zdają się tego nie doceniać…

Pułapka na papieżaRozmaita jest intelektualna jakość i waga tekstów dystansujących się od papieża Franciszka. Spośród nich na szczególną, moim zdaniem, uwagę zasługuje cytowany wyżej artykuł Pawła Milcarka – dla środowiska „Christianitas” chyba programowy (otwiera on bowiem ostatni numer tego pisma, zatytułowany: Pułapka na Papieża). Żałuję, że ów tekst – pomimo zadeklarowanego na końcu przywiązania do „naszego Papieża Franciszka” – nie jest wolny od złośliwości. Że miejscami przypomina pamflet. Mamy tu więc: „rozchełstany styl Ojca Świętego” i podszytą krytyką sugestię, iż Franciszek „mówi o wiele więcej niż którykolwiek…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Człowiek jaki to rodzaj?