Choć od rozpadu Związku Radzieckiego upłynęło ponad 20 lat, w tym czasie szacunek Rosjan do tożsamości narodowej swoich sąsiadów tylko się osłabił. Jedną z głównych przyczyn obecnego wschodnioeuropejskiego kryzysu – na tyle groźnego, że może on zakończyć się regularną wojną w Europie – stało się właśnie przekonanie, że Ukraina jest sztucznie utworzonym państwem, a terytorium Krymu przez pomyłkę znalazło się w jego granicach.
Aby zrozumieć, dlaczego w oczach Rosjan, a dokładniej: obywateli rosyjskich różnych narodowości, Ukraińcy, a wraz z nimi Białorusini, nie mają odrębnej tożsamości narodowej, należy cofnąć się w czasie do ostatniego etapu istnienia Związku Radzieckiego i prześledzić ówczesną politykę narodowościową.
Związek jedności, związek różnicy
Nie tylko poza granicami ZSRR z pewnym lekceważeniem odnoszono się wówczas do różnic narodowościowych dzielących ludność zamieszkującą 15 republik wchodzących w skład tego państwa. W latach 80. faktycznie już tylko nieliczni wierzyli w mit jednolitej wspólnoty, która rzekomo przekształciła się w jeden naród radziecki. Rosyjski jednak nie tylko w charakterze języka oficjalnego, lecz również języka dyplomacji we wzajemnych kontaktach pomiędzy republikami pozwalał Rosjanom (i ludności rosyjskojęzycznej) czuć się narodem państwowotwórczym, i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Małe narody rusyfikowały się intensywnie, i – co warto zauważyć – przeważnie dobrowolnie, ponieważ język rosyjski był kluczem do kariery, wyższego wykształcenia itd.
Aby zrozumieć konsolidującą rolę języka rosyjskiego, wystarczy popatrzeć, jak wygląda scheda po ZSRR praktycznie we wszystkich republikach postradzieckich. Na przykład w Kirgizji do tej pory rosyjski jest drugim językiem państwowym. Na Białorusi – faktycznie jedynym. Także w czasach radzieckich absolutna większość mieszkańców tego kraju mówiła po rosyjsku. A to, że na niewielkim obszarze w zachodniej części kraju zachował się właśnie białoruski, raczej tylko potwierdzało regułę. Językiem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (znowu – wyłączając niektóre zachodnie regiony) był rosyjski, mimo że w kraju istniała ukraińskojęzyczna telewizja. Spora część mieszkańców traktowała ją jako ukłon w stronę leninowsko-stalinowskiego systemu narodowo-terytorialnego ustroju państwa, imitującego związek państw-narodów. Na Krymie tymczasem (gdzie odbierano telewizję ukraińską, ponieważ półwysep wchodził właśnie w skład USRR od 1954 r.) oglądano ją przeważnie w celach humorystycznych – aby pośmiać się z tych ukraińskich wyrażeń, które zabawnie brzmią w uszach osób rosyjskojęzycznych. Trudno się zresztą temu dziwić, biorąc pod uwagę, że praktycznie 100% ludności Krymu posługuje się językiem rosyjskim (włącznie z powracającymi do ojczyzny od końca lat 80. Tatarami krymskimi, którzy używali języka rosyjskiego do kontaktów z innymi narodami).
Elita rządząca Kazachstanu była (i w znacznej mierze pozostaje) rosyjskojęzyczna. W momencie rozpadu ZSRR podobna sytuacja panowała także w Uzbekistanie i Tadżykistanie, choć tam po uzyskaniu niepodległości, na początku lat 90., dość szybko pozbyto się języka rosyjskiego z powszechnego użycia wskutek masowego odpływu z tych republik Rosjan i ludności rosyjskojęzycznej, która padła ofiarą pogromów lub (w przypadku Tadżykistanu) – znalazła się w ogniu wojny domowej. Podobna sytuacja dotyczyła wielonarodowej Gruzji, Azerbejdżanu i w mniejszym stopniu – Armenii. W Turkmenistanie większa część rosyjskojęzycznej elity politycznej została wytrzebiona w rezultacie represji Turkmenbaszy (prezydenta Saparmurata Nijazowa). I nawet w trzech republikach bałtyckich (Estonia, Łotwa i Litwa), gdzie już w 1989 r. władze zaczęły wykazywać dążenia niepodległościowe, nie wszyscy przedstawiciele elity rządzącej swobodnie posługiwali się językiem ojczystym. Podczas rozpadu ZSRR był to czynnik szczególnie uderzający i irytujący dla Rosjan, którzy nie mogli zrozumieć, że człowiek rosyjskojęzyczny może mieć tożsamość inną niż radziecka (rosyjska).
Kurica nie ptica
Do momentu rozpadu ZSRR rosyjskojęzyczność była więc czymś zupełnie zwyczajnym, a rosyjskojęzycznych przedstawicieli któregokolwiek z narodów zamieszkujących Związek Radziecki automatycznie uznawano za ludzi o tożsamości radzieckiej. Dlatego te republiki, w których język rosyjski dominował absolutnie (jak Ukraina i Białoruś), uznawano jedynie za sztuczne twory, które powstały przez wzgląd na stalinowsko- -leninowską zasadę narodowo-terytorialnego podziału ZSRR. Granica administracyjna pomiędzy republikami (która przekształciła się w 1991 r. w państwową) była postrzegana jako relikt odległej przeszłości.
Widać więc, że już wtedy podawano w wątpliwość sam fakt istnienia odrębnych tożsamości – ukraińskiej i białoruskiej. Ponieważ głównym kryterium był język, człowiekowi mówiącemu po ukraińsku czy po białorusku przyznawano prawo do jakiejś innej samoidentyfikacji niż rosyjska, lecz pozostającej wobec niej w bezpośredniej bliskości. Rosyjskojęzycznych (na co dzień) Ukraińców i Białorusinów uznano wówczas tylko za jedną z wielu modyfikacji narodu rosyjskiego, takich jak np. mieszkańcy Syberii (grupy etniczne zamieszkujące Syberię) lub ludność obwodu archangielskiego (Pomorcy, mieszkańcy Archangielska).
Zachodzące już po rozpadzie Związku Radzieckiego zmiany w powszechnej świadomości Rosjan, dotyczące postrzegania mieszkańców Ukrainy i Białorusi, również nie sprzyjały powstawaniu wyobrażenia Ukraińców i Białorusinów jako ludzi mających własną tożsamość narodową, która by poważnie różniła się od rosyjskiej (lub radzieckiej). Znamienne, że stare szowinistyczne powiedzonko, które pojawiło się w epoce Imperium Rosyjskiego w odniesieniu do Polski, szybko zadomowiło się w kontekście Ukrainy („Kurica nie ptica, Ukraina nie zagranica” – „kura nie jest ptakiem, a Ukraina to nie zagranica”). Uznając de iure nowe granice państwowe, de facto Rosjanie zaczęli nazywać wszystkich mieszkańców Ukrainy – Ukraińcami, a Białorusi – Białorusinami. Z formalnego punktu widzenia wiązało się to z połączeniem w jedną całość wszystkich mieszkańców sąsiednich krajów – zarówno rosyjskojęzycznych, jak i mówiących po ukraińsku (lub białorusku). W wyobrażeniach Rosjan te narody jednak zyskiwały najbardziej zrozumiałą tożsamość – a więc „ruską”. Sprzyjał temu etnopolityczny mit stworzony przez radziecką szkołę historyczną, zgodnie z którym ludność zamieszkująca Ruś Kijowską dała początek wszystkim trzem narodom. W wyniku obcych podbojów i najazdów ludów koczowniczych prawdziwie ruska tożsamość zachowała się właśnie na terytorium Rusi Moskiewskiej. Na obszarach Rusi Czerwonej (Halickiej) i Białej (Białorusi) była natomiast narażona na obce wpływy i zdołała przetrwać tylko dzięki pomocy ze strony Rosji.
Iluzje imperium
Rosyjskie władze intensywnie eksploatowały ten etnopolityczny mit od początku lat 90., tym bardziej że dobrze sprawdzał się jako odpowiedź na pytanie, dlaczego to właśnie trzy narody słowiańskie de facto doprowadziły do likwidacji Związku Radzieckiego, kiedy prezydenci Rosji, Ukrainy i głowa państwa białoruskiego podpisali układ białowieski, powołując Wspólnotę Niepodległych Państw. Tym samym oficjalny dyskurs polityczny – przy czym nie tylko w Rosji, lecz przez długi czas także na Ukrainie i do tej pory na Białorusi – szedł w parze z narracją o istnieniu trzech wersji jednej tożsamości narodowej – rosyjskiej. To ułatwiało powstawanie początkowo marginalnych (a dziś dominujących) dyskursów, w ramach których Rosję i Białoruś postrzegano jako w pełni jednolitą przestrzeń etnokulturową. W przypadku Ukrainy natomiast istniały dwa warianty – była odbierana albo jako „nieudane państwo” (failed state), podzielone na dwie nierówne części z różnymi tożsamościami (rosyjską i ukraińską), albo jako „alternatywna Rosja”, różniąca się od tej ze stolicą w Moskwie tylko tym, że Kijów jest bardziej zorientowany na Zachód (nie tyle na własne życzenie, ile z powodu zewnętrznej presji – ze strony USA, Unii Europejskiej i ogólnie rzecz biorąc, Zachodu). W tym wariancie Ukraina jako „alternatywna Rosja” ma jeden cel – stłamszenie Rosji prawdziwej, tej ze stolicą w Moskwie.
Żadna z tych wersji nie przewidywała więc, że chociażby we wschodniej i środkowej Ukrainie może istnieć jakaś inna tożsamość niż rosyjska. Przeciętny Rosjanin sądził, że cała tamtejsza ludność porozumiewa się po rosyjsku i najprawdopodobniej marzy, aby mieszkać w Rosji (ale po prostu nie ma takiej możliwości). A rosyjskojęzyczni mieszkańcy Ukrainy, którzy nie odnaleźli się w nowym, niepodległym państwie, utwierdzali Rosjan w tym iluzorycznym przeświadczeniu.
„Małorosyjskość”
Właśnie w tych kategoriach większość mieszkańców Rosji oraz władze kraju postrzegały pierwszy Majdan w Kijowie, przy czym brano pod uwagę oba powyższe modele jednocześnie. Z jednej strony doszło do zderzenia Ukrainy południowo-wschodniej z zachodnią (model państwa „nieudanego”), a w ramach tego konfliktu tożsamość zachodnioukraińska dąży do zniszczenia wschodniej, czyli rosyjskiej. Z drugiej natomiast – w opinii władz rosyjskich, mieliśmy do czynienia z próbą przetestowania przez Zachód metod zmiany władzy w Moskwie – Ukraina posłużyła w tym celu jako „Rosja numer 2”. Ten model postrzegania sytuacji na Ukrainie po tzw. pomarańczowej rewolucji ostatecznie przyjął się w rosyjskich mediach i oficjalnym dyskursie. Ludność Ukrainy ukazywano jako zupełnie bierną i doszczętnie pozbawioną zdolności samodzielnego podejmowania jakichkolwiek decyzji. W opinii większości Rosjan doszło do ingerencji z zewnątrz: albo ze strony samej Rosji, albo Zachodu. Na potwierdzenie tej tezy przywoływano także i ten fakt, że Ukraina właściwie nie wykonała żadnych ruchów, aby wystąpić ze Związku Radzieckiego, podczas gdy w Moskwie i wielu innych dużych miastach Rosji w sierpniu 1991 r., a więc jeszcze w ostatnich miesiącach istnienia ZSRR, trwały burzliwe protesty przeciwko próbie przeprowadzenia przewrotu państwowego, za którą stał Państwowy Komitet Stanu Wyjątkowego. Tym samym Rosja znalazła się w…