Subskrybuj
Absolwent politologii na UJ, b. pracownik Ambasady RP w Kuala Lumpur. W „Znaku” publikował m.in. reportaże z Azji Południowo-Wschodniej. Kazachstan odwiedził we wrześniu 2017 r.

W kinie w Rangunie

Birmański nacjonalizm znalazł się obecnie na rozdrożu i musi wypracować nowy model funkcjonowania w realiach wieloetnicznego kraju.

Po zmroku Rangun pogrąża się w ciemności. Niedaleko od centrum miasta świecą jakieś dwie, trzy latarnie, ale kilka przecznic dalej spacer jest przeżyciem przyprawiającym o gęsią skórkę. Jedynym źródłem światła są reflektory samochodów, otwarte sklepy czy restauracje i pojedyncze urządzenia wiszące na niektórych budynkach. Ciemna miejska noc jeszcze dobitniej pokazuje to, co widać za dnia: jak biednym i wyniszczonym latami absurdalnej polityki gospodarczej krajem jest Birma, która przecież po II wojnie światowej miała nie najgorsze perspektywy gospodarcze. Aż 70% ludności nie ma dostępu do elektryczności, jedynie 9% miało w 2012 r. telefon komórkowy. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego w 2005 r. Birma odnotowała zerowy wzrost gospodarczy. PKB per capita kształtuje się na poziomie nieco ponad 900 dolarów amerykańskich, zaś indeks rozwoju społecznego (Human Development Index, HDI) sytuuje Birmę na 149. miejscu, jednym z najniższych na świecie.

Birmę? Przepraszam – Związek Mjanmy.

Mirma

Niecodzienne pomysły rządzącej w latach 1962–2011 junty wojskowej raz po raz obiegały świat: delegalizacja skuterów, przeniesienie stolicy do centrum dżungli… W 1989 r. na mocy urzędowego dekretu nazwę państwa zmieniono na Myanmar. Krok ten tłumaczono potrzebą uwolnienia się od przeszłości kolonialnej i troską o narodową godność. Jak pisze Michał Lubina, autor pierwszej polskiej książki o historii Birmy: „Nazwa Myanma odsyła nas do samych początków państwowości birmańskiej. Mieli ją sobie nadać potomkowie królestwa Nanzhao(obecny Yunnan w Chinach), którzy przywędrowali na Równinę Paganu i podbiwszy ludność Pyu, tam się osiedlili, tworząc zaczątki państwa birmańskiego (z tego wyrośnie później Królestwo Paganu, a więc i Imperium Birmańskie). Nazwali się Myanma, a więc »Silni jeźdźcy«, i tak już pozostało. (…) Nazwa ta, zmieniona nieznacznie na Mranma, pojawia się w birmańskich kronikach i »od zawsze« była używana w języku birmańskim na określenie tego państwa”.

O Birmie świat usłyszał dopiero podczas II wojny światowej, kiedy kraj stał się najważniejszą areną lądowych zmagań w trakcie walk w Azji. Będąca od 1937 r. wydzieloną kolonią brytyjską prowincja stała się znana jako Burma za sprawą Anglików, którzy uznali, odwoże potoczna nazwa ludności żyjącej na tych terenach, Bamar, to nazwa kraju. Rządząca od 1962 r. armia potrzebowała ponad 35 lat, by dojść do wniosku, że w imię godności narodu należy zmienić nazwę na Myanmar, i uczyniła to bez akceptacji parlamentu. Jednocześnie stolica zmieniła nazwę na Yangon (nie Rangun), a główna rzeka – na Ayeyarwady. Co więcej, nazwa Myanmar jest niepoprawna gramatycznie, bo w języku birmańskim (mjanmarskim) jest… przymiotnikiem, a nie rzeczownikiem. Nową nazwę uznały np. ONZ, podobnie Chiny, Indie czy Japonia, a także Niemcy, choć media zazwyczaj piszą o Birmie. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania używają nazwy Birma, jednak Barack Obama w trakcie wizyty w 2012 r. mówił o Myanmarze… Jan Grzenia, analizując sprawę z perspektywy polonistycznej, trafia w sedno: „Znacznie rozsądniej byłoby pozostać przy starej nazwie, zwłaszcza że w kontekstach dotyczących historii, i to nieodległej, i tak trzeba używać nazwy Birma. Poza tym nowa forma potrzebna jest chyba tylko Ministerstwu Spraw Zagranicznych. W dodatku jest to nazwa naznaczona politycznie, co gorsza, negatywnie”.

Z tego powodu w kwietniu 2012 r. doszło do konfliktu – nie pierwszego i nie ostatniego – między AungSan Suu Kyi a komisją wyborczą. Legendarna opozycjonistka odmówiła zaprzestania używania nazwy Birma, wskazując, że zmiana została podjęta bez konsultacji z opinią publiczną. Spór o nazwę kraju, z pozoru błahy, świetnie oddaje złożoność sytuacji. Paradoksalnie, nacjonalizm wojskowych okazał się w pewnym sensie mniej ekskluzywistyczny, niż by się to mogło wydawać: nazwa „Birma”, w przeciwieństwie do tradycyjnego Mjanmar, odnosi się wszak do jednej, dominującej grupy etnicznej. Wydaje się więc, że nazwa zaproponowana przez autokratów jest bardziej inkluzywna. Nic nie wskazuje jednak na to, aby wojskowi byli bliżej rozwiązania konfliktów etnicznych niż pół wieku temu.

Birma jest najbardziej różnorodnym etnicznie krajem Azji Południowo-Wschodniej. Szacunki podają, że zamieszkuje ją ok. 60 mln ludności, z czego 53 mln wyznaje buddyzm. Największą grupą etniczną są Birmańczycy (ok. 68%), kraj zamieszkują też – zgodnie z Prawem o obywatelstwie z 1982 r. – reprezentanci 134 innych grup, mówiących setką różnych języków. Dużo tutaj domysłów, ponieważ odbywający się w marcu i kwietniu tego roku spis był pierwszym od 1983 r., a jego wyniki nie zostały jeszcze opublikowane. Finansowany głównie przez zagraniczne agencje i organizacje międzynarodowe spis sporządzono po to, aby umożliwić dalszy rozwój państwa, a także z uwagi na przyszłoroczne wybory. Na liczne problemy natury technicznej, jak choćby to, że większość osób przeprowadzająca ostatni spis jest już na emeryturze, czy konieczność spisania licznych emigrantów (przykładowo – 80% taniej siły roboczej w Tajlandii to właśnie Birmańczycy), nakładały się polityczne interesy i drażliwe kwestie narodowościowe. Niestety, dzień przed rozpoczęciem prac rzecznik prezydenta Birmy Ye Htut powiedział, że każdy, kto określi się mianem „Rohingya”, zostanie pominięty w szacunkach. Nie zapowiada to niczego dobrego ani dla spisu, ani dla wyborów zaplanowanych na 2015 r.

Wojowniczy mnich

Żar był niemiłosierny. Wspólnie z M. wydostaliśmy się z pociągu, który z pewnością pamiętał czasy imperium brytyjskiego, i jako jedyni biali w ciżbie ludzi przeciskających się na peronie przeszliśmy przez postkolonialny gmach dworca w Bago. Przewodnik sam nas znalazł, jednak negocjacje nie poszły tak łatwo, jak zakładaliśmy.

– 20 tysięcy kyatów? Niech będzie. Ale pokażesz nam wszystko, co jest tu do zobaczenia? – Dobiliśmy targu. Usadowiliśmy się na (nielegalnym…) motocyklu naszego przewodnika i ruszyliśmy wyboistą drogą do pierwszej pagody. W orzeźwiającym cieniu buddyjskiej świątyni w końcu nadarzyła się okazja, żeby trochę porozmawiać. Kiedy zeszliśmy na tematy religijne, Zomo (tak nazywał się nasz przewodnik) bez ogródek stwierdził, że nie przepada za muzułmanami. Czemu?

– Wiecie: dyskryminują kobiety, są porywczy i agresywni.

Do niedawna wizytówką Birmy była Aung San Suu Kyi, znana na całym świecie legenda tamtejszej opozycji. Ostatnio kraj zyskał nową twarz: buddyjskiego mnicha Ashina Wirathu, który w lipcu 2013 r. pojawił się na okładce „Time’a”. Kontrowersyjny artykuł pt. Twarz buddyjskiego terroru odnosił się do konfliktu etnicznego, którego ofiarą są Rohingya: wyznająca islam subgrupa ludu Rakhine posługująca się indoeuropejskim językiem, której 800 tys. z ok. 2 mln członków mieszka w stanie Arakan w Birmie, przy granicy z Indiami. Wirathu, znany z takich cytatów jak: „Możesz być pełen miłości i dobroci, ale nie wtedy gdy znajdujesz się obok szalonego psa”, pokazał nowe, dotychczas nieznane światu oblicze konfliktu w Birmie – buddyjską ksenofobię.

Źródeł takiego stanu rzeczy można się doszukiwać na początku XIX w., kiedy do Birmy przybyli pierwsi misjonarze. Wiara w Chrystusa nie tylko wymagała odrzucenia nauczania mnichów i ceremoniałów, ale wiązała się z zerwaniem z buddyjską kulturą. Konwersja miała tyleż wymiar religijny, co polityczny.

Dzisiaj jednak ofiarami wrogości stają się przede wszystkim muzułmanie, a że w Birmie są oni najczęściej indyjskiego pochodzenia, to – biorąc pod uwagę historyczne animozje – stają się idealnym kozłem ofiarnym. Problemy z mniejszościami mają w tym kraju długą historię. 27 marca 1945 r. Birmańska Armia Narodowa z dnia na dzień zmieniła strony i wsparła wojska alianckie, zrywając tym samym wszelkie układy z Japończykami. Tymczasem w birmańskich lasach nadal działały bojówki Kareńczyków i Kachińczyków, którzy od dawna walczyli z okupantem i narażali się na prześladowania, w tym ze strony własnej armii. Do tego należy doliczyć Chińczyków – zarówno komunistyczne partyzantki, jak i oddziały republikańskiego Kuomintangu, operujące w Birmie aż do 1961 r. Po powrocie z Londynu w styczniu 1947 r. ówczesny premier Birmy gen. Aung San (ojciec Aung San Suu Kyi) doskonale zdawał sobie sprawę z napiętej sytuacji, dlatego zgodził…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak wiara zmienia Biblię?