Samarkanda – stolica imperium Tamerlana, który z podbitych krajów sprowadzał najlepszych artystów i rzemieślników. Ich pracami zachwycają się dzisiaj zagraniczni turyści podczas zwiedzania licznych meczetów, medres i mauzoleów, podziwiając piękno późnośredniowiecznego Orientu. Samarkanda to także miasto, w którym nauczyciele dostają wypłaty w żywych kurczakach (wedle niekorzystnego przelicznika pensja–kurczak), w trakcie przymusowej pracy mieszkańców przy zbiorach bawełny kilka osób rocznie popełnia samobójstwo, a kobiety obawiają się wysterylizowania podczas porodu przez cesarskie cięcie w ramach walki z przeludnieniem. Te dwie rzeczywistości – hipnotyzująca magia dawnych imperiów i surowa codzienność najbardziej autorytarnego postsowieckiego państwa – tylko na pozór są przeciwieństwami. Podstawowe mechanizmy określające relacje władzy i społeczeństwa – despotyzm, korupcja i strach – pozostają tu niezmienne od wieków.
Despotyczna władza, uległe społeczeństwo
Współczesny Uzbekistan to rozwinięty aparat kontroli połączony z rozrośniętą korupcją, stanowiącą podstawę funkcjonowania administracji państwowej i regulującą jej interakcje z ludnością. To spauperyzowane społeczeństwo, które pomimo chronicznej, strukturalnej biedy, niedoborów i kolejek nie przeciwstawia się władzy. Nieliczne przypadki buntu były krwawo tłumione w zarodku.
Jedynym i niezmiennym władcą kraju od jego powstania w 1991 r. jest Islam Karimow. Odziedziczył on sowiecki aparat państwowy i uczynił go jeszcze bardziej autorytarnym i skorumpowanym. Jego władza opiera się na umiejętnym równoważeniu wpływów poszczególnych klanów, represjach i pełnej kontroli nad społeczeństwem. Wszystko to przy utrzymywaniu pozorów demokracji – w uzbeckim parlamencie zasiada pięć partii, a w wyborach prezydenckich oprócz Karimowa startują inni kandydaci. Na pytania, na kogo będą głosować, odpowiadają jednak bez zastanowienia: na najlepszego – Islama Karimowa.
Dwa ważne elementy składowe systemu rządów polityka to własna rodzina i aparat bezpieczeństwa. Rodzina, w tym ta odległa, umożliwia obsadzanie stanowisk przez ludzi w pełni zależnych od Karimowa. Pozwala także tworzyć korupcyjny system bez bezpośredniego udziału prezydenta.
Poprzez nieformalne wpływy rodzina prezydenta kontrolowała – lub nadal kontroluje – większość dochodowych instytucji w kraju, ściąga łapówki od zwykłych ludzi i zagranicznych inwestorów oraz przejmuje lukratywne biznesy. Dopóki krewni nie stanowią zagrożenia dla samego Karimowa, mogą liczyć na pełne wsparcie. Gdy zaczynają być postrzegani jako niebezpieczeństwo dla władzy prezydenta, są tępieni bez względu na bliskie więzi rodzinne.
Losy starszej córki Karimowa – Gulnary – są tego dobrą ilustracją. Ona sama przedstawiała się jako człowiek renesansu: dyplomata (była np. ambasadorem Uzbekistanu przy ONZ i w Hiszpanii), profesor, przedsiębiorca, piosenkarka i filantrop. Dzięki bezkarności, jaką się cieszyła, udało jej się zgromadzić znaczną fortunę, głównie poprzez wymuszenia, bezprawne przejęcia prosperujących firm czy też łapówki od zagranicznych biznesmenów chcących działać w Uzbekistanie. Przykładami takich akcji na ogromną skalę było wyłudzenie przez kontrolowaną przez nią spółkę Zeromax ponad 1 mld dolarów od zagranicznych kontrahentów lub przyjęcie wielomilionowych łapówek od zagranicznych operatorów sieci komórkowych chcących wejść na rynek uzbecki (np. szwedzka Telesoniara miała wręczyć córce prezydenta 371 mln dolarów). Kłopoty Gulnary zaczęły się, gdy oprócz ambicji biznesowych ujawniła te polityczne, rozważając, że może zostać następczynią ojca. Wznieciło to w rodzinie konflikt, który Gulnara relacjonowała w mediach społecznościowych (na Twitterze i Instagramie), co było dosyć surrealistyczne w kraju objętym blokadą informacyjną. Spór ojca z córką zakończył się jesienią 2013 r. umieszczeniem Gulnary w areszcie domowym (i odebraniem jej telefonu z dostępem do Internetu) oraz aresztowaniami jej współpracowników, w tym rodziny żony prezydenta, która cieszyła się znacznymi wpływami w Kotlinie Fergańskiej i kontrolowała tam większość biznesów.
Służby specjalne odgrywają kluczową rolę zarówno w sprawach takiej wagi jak aresztowanie córki prezydenta, jak i w uzyskiwaniu informacji o plotkach krążących po prowincjonalnych bazarach. Rozbudowany aparat bezpieczeństwa pozwala na kontrolę wszystkiego i wszystkich w Uzbekistanie. Jego podstawą jest Służba Bezpieczeństwa Narodowego (SNB), przez ostatnie 20 lat kierowana przez byłego sowieckiego szpiega Rustama Inojatowa. Jest on de facto drugą najważniejszą osobą w państwie. SNB pełni liczne funkcje ważne z punktu widzenia Karimowa. Po pierwsze, kontroluje elitę, pomaga w rozgrywaniu poszczególnych klanów i lokalizacji potencjalnych spisków. Po drugie, sprawuje totalną kontrolę nad społeczeństwem. Ma sieć donosicieli w każdym zakładzie pracy, dzielnicy (machalli) czy meczecie, monitoruje uzbecki Internet (który działa na zasadzie ogromnej sieci wewnętrznej, z ograniczonym dostępem do zewnętrznych zasobów) oraz faktycznie decyduje o wydawaniu wiz wyjazdowych (koniecznych do podróży za granicę). Podporządkowała sobie również potencjalną konkurencję – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i wojsko. W SNB funkcjonują korupcyjne mechanizmy, od wyłudzeń na znaczną skalę i łapówek od zagranicznych firm po drobną codzienną korupcję. Zwykli obywatele wiedzą, że łapówka dla funkcjonariusza SNB pomaga szybciej dostać paszport czy wizę wyjazdową.
Wymuszanie łapówek nie jest jedynym przejawem autorytaryzmu władzy. Co roku jesienią miliony ludzi przymusowo wywożone są na pola, by zbierać bawełnę. Wśród nich znajdują się dzieci, których efektywność jest porównywalna z dorosłymi, a które łatwiej zmusić do bezpłatnej pracy (dyrektor szkoły wie, od czego zależy jego posada). Od wysiłku w słońcu i oparach defoliantów, używanych przy zbiorach bawełny, można się oczywiście wykupić, ale w zubożałym społeczeństwie nie każdego na to stać. Większość rodzin jest wielodzietna, bezrobocie pozostaje wysokie, a wypłaty niskie (średnia pensja to ok. 300 dolarów). Częstym problemem są opóźnienia świadczeń w sferze budżetowej, zdarzają się też kuriozalne przypadki wypłat w naturze: w bawełnie, ziarnie lub nawet żywych kurczakach. Dodatkowo władze wprowadziły system przelewu pensji na konta bankowe, z których trudno pobrać środki, a bezgotówkowe zakupy możliwe są jedynie w wybranych, często świecących pustkami sklepach. Brak benzyny, przerwy w dostawach wody, gazu czy prądu są codziennością.
Reakcją społeczeństwa na biedę i duży wzrost demograficzny jest migracja zarobkowa do Rosji – według oficjalnych rosyjskich danych pracuje tam ponad 2 mln Uzbeków, którzy wysyłają swoim rodzinom pieniądze niezbędne do przeżycia. W 2014 r. łączna kwota tych przekazów wyniosła 5,5 mld dolarów. Władze nie utrudniają migracji do Rosji, nie jest np. wymagana wiza wyjazdowa. Walka ze zbyt dużym wzrostem demograficznym odbywa się również poprzez niehumanitarny proceder przymusowej sterylizacji kobiet bez ich wiedzy i zgody. Zabiegu dokonuje się z reguły podczas cesarskiego cięcia i jest to działanie na tyle rozpowszechnione, że kobiety obawiają się rodzić w ten sposób.
Mimo trudnej sytuacji społeczeństwo rzadko zdobywa się na otwarty sprzeciw. Zdarzają się incydenty wymierzone w lokalne władze (np. zabicie wiejskiego milicjanta), jednak mają one sporadyczny charakter i są szybko tuszowane. Jedynym większym buntem przeciwko Karimowowi była krwawo stłumiona rebelia w Andiżanie w maju 2005 r. Wówczas iskrą, która wznieciła niespodziewany pożar, było aresztowanie przez władze szanowanego sufickiego przywódcy i biznesmena Akroma Juldaszewa. Jego zwolennicy uwolnili go z więzienia, potem przez kilka dni miasto znajdowało się pod kontrolą tłumu. Zemsta reżimu była okrutna – do Andiżanu wkroczyły jednostki wojsk wewnętrznych, które na głównym placu rozstrzelały nawet do 1,5 tys. osób.
Człowiek, który boi się własnego imieniaNajwiększym wrogiem Islama Karimowa jest jednak islam. W Uzbekistanie nie tylko domniemana radykalizacja, ale nawet przejaw zwykłej pobożności może skutkować prześladowaniami, z więzieniem i torturami włącznie. Rzekome zagrożenie terroryzmem islamskim wykorzystuje się jako pretekst do zwiększenia kontroli nad społeczeństwem, walki z rachitycznymi resztkami opozycji oraz legitymizacji tych działań na arenie międzynarodowej. Wojnę przeciw islamowi w Uzbekistanie toczy się niekiedy w sposób absurdalny. Mułła wygania ze świątyni wszystkich niebędących emerytami, krzycząc, że powinni pracować, a nie marnować czas w meczecie. Przewodniczący obwodu fergańskiego wprowadza nakaz serwowania alkoholu w kawiarniach i restauracjach pod groźbą odebrania licencji. Natomiast częściej są to brutalne metody, łamiące życie wielu przypadkowym osobom – do bycia uznanym za ekstremistę nierzadko wystarczy donos lub nagranie z wykładu umiarkowanego islamskiego uczonego ściągnięte w Rosji na telefon (zawartość aparatów jest sprawdzana przy przekraczaniu granicy). Osoby skazane za przestępstwa związane z religią najczęściej trafiają do okrytej ponurą sławą kolonii karnej Dżasłyk w Karakałpakstanie, która znajduje się w miejscu byłego sowieckiego poligonu broni chemicznej. Oprócz gruźlicy, głodu, upału latem i mrozu zimą śmiertelne żniwa zbierają również okrutne tortury stosowane przez strażników. W 2002 r. świat obiegły przemycone stamtąd zdjęcia ciał dwóch więźniów, Mirzakomila Awazowa i Chusnuddina Olimowa, członków zakazanej w Uzbekistanie islamskiej organizacji Hizbut Tahrir (legalnie działającej w Europie). Na podstawie charakterystycznych obrażeń zagraniczni lekarze stwierdzili, że zgon musiał nastąpić w wyniku ugotowania żywcem. W późniejszych latach Taszkient wysyłał nieoficjalne sygnały, że tego typu metody były błędem i nie są już stosowane. W 2011 r. pojawiły się jednak relacje o zamrażaniu niewygodnych więźniów. Strach Karimowa przed islamem sięga 1991 r., gdy w Namanganie w Kotlinie Fergańskiej aktywiści lokalnej islamskiej organizacji Adolat ( Sprawiedliwość) próbowali zaprowadzić porządek publiczny, opierając się na szariacie. Nie byli oni wówczas radykałami islamskimi, mieli ograniczoną wiedzę na temat religii. Uznawali jednak, że wobec zapaści sowieckiego społeczeństwa islam jest jedyną ideologią zdolną przywrócić sprawiedliwość społeczną. Karimow przybył do Namanganu w grudniu 1991 r. na zaproszenie Adolatu. Przywódca organizacji 24-letni Tahir Juldaszew w sposób przypominający przemówienie Lenina do marynarzy (zapewne był to jedyny wzór rewolucjonisty, jaki wówczas znał) apelował o przeniesienie metod opracowanych w Namanganie (np. walki z piciem alkoholu w miejscach publicznych czy prostytucją) na inne obszary kraju, przy zachowaniu władzy prezydenta. Karimow, który całe życie był komunistą, przestraszył się wizji islamskiej rewolucji i po powrocie do Taszkientu wydał rozkazy, by spacyfikować Namangan. Brutalne działania Karimowa przynoszą efekty odwrotne do zamierzonych. Aktywiści Adolatu, po ucieczce z kraju i udziale w wojnie domowej w Tadżykistanie, w 1998 r. utworzyli pełnowymiarową islamską organizację terrorystyczną – Islamski Ruch Uzbekistanu. Po nieudanych próbach wzniecenia rewolucji w Kotlinie Fergańskiej w 1999 i 2000 r. poprzez zbrojne rajdy na terytorium Kirgistanu i Uzbekistanu przenieśli się do Afganistanu i Pakistanu, gdzie stali się jedną z groźniejszych organizacji tego typu. Więzieni aktywiści islamscy, odrzucający przemoc, po pobycie w więzieniu i torturach zmieniają stosunek do…