Tradycja zasłaniania twarzy przez muzułmańskie kobiety budzi w Europie liczne kontrowersje i jest źródłem gorących debat, które niejednokrotnie kończyły się wprowadzaniem zakazu noszenia chust i zasłon albo ograniczeniami w ich dopuszczalności. W niniejszym tekście chciałabym przyjrzeć się argumentom zwolenników podobnych zakazów. Czy wszystkie przytaczane przesłanki są słuszne? A może muzułmankom odmawia się prawa głosu w procesie legislacyjnym? W końcu – czy w tych przypadkach, kiedy sprzeciw wobec chust ma przekonujące podstawy, zawsze potrzebujemy wprowadzania nowych regulacji prawnych?
Chciałabym przeanalizować także główne wątki pojawiające się w wypowiedziach przeciwników zasłaniania twarzy. Czy ich sprzeciw wypływa naprawdę z troski o równouprawnienie płci, czy może raczej jest próbą wykorzystania sporu do swoich celów? Zakazywanie muzułmankom zasłaniania twarzy jest źródłem daleko idących reperkusji i zakorzenia nas w dyskursie krytycznym wobec zasłon. Zostawiam na boku pytanie o to, czy zachodzi tu pogwałcenie wolności religijnych, ponieważ kwestia ubioru kobiet jest dyskusyjna także dla samych wyznawców islamu. Jednak należy zwrócić uwagę, że omawiane zakazy ograniczają wybory kobiet dotyczące tego, jak chcą wyrażać na zewnątrz swoją tożsamość. Zgadzam się z argumentem mówiącym, że zakrywanie twarzy przez muzułmanki może utrudniać aktywne uczestnictwo w życiu społecznym. Nie zmienia to jednak faktu, że prawne zakazywanie pewnych rodzajów kobiecego ubioru nie tylko uderza w równość płci, ale także wzmacnia islamofobię wobec jednej z nich.
Argumenty zwolenników zakazów
Muzułmanki mieszkające w Wielkiej Brytanii nie zawsze były tak skrupulatne w wypełnianiu religijnych zaleceń dotyczących ubioru. W pierwszym pokoleniu zazwyczaj nosiły chustę zwaną dupatta, którą narzuca się luźno na głowę i która nie musi zakrywać wszystkich włosów. Co więcej, dupatta była często noszona jako część salwar kamiz, czyli tradycyjnego stroju z krajów Azji Południowej składającego się z szerokich, workowatych spodni i luźnej tuniki. Drugie i trzecie pokolenie muzułmanek wykazywało jeszcze bardziej swobodne podejście do ubioru, regularnie rezygnując z jakiegokolwiek nakrycia głowy. Dopiero fala nastrojów antyislamskich po atakach na World Trade Centre i zamachu bombowym w londyńskim metrze doprowadziła do masowego wzrostu liczby muzułmanek (także tych urodzonych w Wielkiej Brytanii) noszących w szkołach, na uczelniach i w miejscach pracy chusty (hidżab) lub nawet odzienie zakrywające całe ciało (dżilbab) i chustę. Niewielki odsetek muzułmanek zdecydował się też na zasłonę twarzy (nikab) lub burkę – długą szatę zakrywającą całe ciało od czubka głowy po stopy, w tym twarz[1]. Ta zmiana nie jest niczym zaskakującym. Zazwyczaj właśnie tak się dzieje – kiedy jakaś grupa czuje się zagrożona, jej reakcja polega często na bronieniu swojej kultury bądź religii w sposób widoczny dla otoczenia, co pociąga za sobą większe przywiązanie do tej kultury czy religii. Jednocześnie taka publiczna manifestacja tożsamości stała się katalizatorem presji społecznej skierowanej wobec wielu muzułmanek mieszkających w Wielkiej Brytanii i innych krajach Europy, od których oczekuje się, że wybiorą drogę podporządkowania się i nie będą bronić autonomii swoich życiowych wyborów. Podczas gdy większość społeczeństwa wykazuje tendencję do postrzegania muzułmanek jako społecznie odizolowanych, bardziej gorliwe grupy wyznawców islamu zarzucają tym kobietom, które rezygnują z tradycyjnych ubiorów, że nie są prawdziwymi muzułmankami.
Noszenie nikabu, czyli zasłony twarzy, stało się źródłem gorących emocji i kontrowersji w krajach europejskich, a niektórzy z polityków postanowili zakazać tej praktyki. W pewnych krajach muzułmańskich narzuca się kobietom zasłanianie twarzy. Kiedy muzułmanki stają się niewidoczne i anonimowe, mężczyźni nie czują się przez nie kuszeni, co uwalnia ich od ciężaru moralnej odpowiedzialności za swoje dążenia. Jednak noszenie zasłon może być również uważane za czynnik ograniczający kobiecą wolność i możliwości przemieszczania się.
Niektórzy politycy wierzą, że pozwalanie, aby kobiety nosiły nikaby w krajach zachodnich, jest tożsame z zaakceptowaniem nakazów religijnych, które spychają kobiety na margines społeczeństwa i czynią je niewidzialnymi.
Elementy komunikacji niewerbalnej takie jak choćby wyraz twarzy odgrywają niebagatelną rolę w tworzeniu relacji społecznych i z tego powodu można uznać, że zasłona twarzy może ograniczać aktywność społeczną czy ekonomiczną jednostki. Jednak niektóre z kobiet zasłaniających twarz zbijają ten argument, mówiąc, że w dzisiejszych czasach, kiedy relacje ze światem w coraz większym stopniu budujemy przez takie media jak Internet, komunikując się za pomocą Facebooka, Twittera, e-maili i forów internetowych, pokazywanie twarzy ma o wiele mniejsze znaczenie niż we wcześniejszych dekadach, kiedy podstawą komunikacji z drugim człowiekiem było spotkanie twarzą w twarz. Dalej dowodzą one, że wielu użytkowników Internetu także ukrywa swoją tożsamość, a mimo to nie nakłada się na nich obowiązku ujawniania wizerunku ani tego, kim są. Z tego punktu widzenia niezrozumiałe może się wydawać, z jakiego powodu taki nacisk kładziony jest na ograniczanie anonimowości właśnie w przypadku muzułmanek.
Dlaczego więc politycy, media i niektórzy przedstawiciele społeczeństwa przywiązują tak nieproporcjonalnie dużą wagę do ubioru muzułmanek? Najczęściej powtarzane uzasadnienia dla zakazów noszenia chust i zasłon są irracjonalne. Niektórzy utrzymują, że zakrywanie twarzy stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, mimo że muzułmanki zdejmują zasłony podczas identyfikacji na uczelniach, w bankach czy na lotniskach[2]. Przywoływanie w tym miejscu tak dziwnych przykładów jak ucieczka Mohammeda Ahmeda Mohameda, który ubrał się w burkę, żeby zmylić pościg, i dowodzenie, że mężczyźni będą masowo przebierać się za muzułmanki, pachnie obłudą[3]. Zwolennicy zakazów przekonują także, że brak możliwości zobaczenia czyjejś twarzy stanowi barierę dla integracji[4]. I choć przyznać należy, że rzeczywiście noszenie zasłony może utrudniać komunikację, a przez to pełne uczestnictwo w życiu społecznym, to jednak zakazywanie kilku tysiącom europejskich muzułmanek zakrywania twarzy nie sprawi, że pozostałe muzułmanki, które nie noszą chust i zasłon, będą integrować się łatwiej w państwach zachodnich. Gdyby powyższy argument był podnoszony ze szczerej troski o integrację, widzielibyśmy, jak politycy głoszący takie stanowisko walczą z prawdziwymi przeszkodami stojącymi na drodze integracji – czyli z wysokim bezrobociem i licznymi formami dyskryminacji muzułmanek[5].
Debata wokół zakazów noszenia chust i zasłon w przestrzeni publicznej często jest ukazywana jako „wyzwalanie muzułmanek z ucisku”. Okrycia noszone przez muzułmanki ze względów religijnych są jednocześnie częścią ubioru obowiązującego kobiety w takich krajach jak Afganistan, Arabia Saudyjska czy Iran i dlatego wiele osób na Zachodzie postrzega je jako symbol podporządkowania. Choć kulturowo jest to zjawisko obce dla wielu Europejczyków, europejskie muzułmanki niejednokrotnie dobrowolnie decydują się na noszenie chust, a niekiedy nawet na zakrywanie twarzy. Niewątpliwie mogą zdarzać się sytuacje, w których kobieta jest nakłaniana lub zmuszana do noszenia tradycyjnego stroju, jednak wciąż dla wielu osób jest to dobrowolny wybór dokonywany z rozmaitych względów. Jedne muzułmanki uważają noszenie chusty lub zasłony za swój religijny obowiązek, dla innych będzie to nieobowiązkowe zachowanie mające zbliżyć je do Boga, jeszcze inne chcą po prostu poprzez ubiór wyrazić swoje przekonania polityczne lub upodobania stylistyczne, a dla niektórych będzie to tylko chwilowa fanaberia. Wiele muzułmańskich kobiet twierdzi, że czują się wyzwolone dzięki zasłonie. I mniej istotne jest to, że takie wyznanie może być trudne do zrozumienia. Nie ma znaczenia, że niektórzy odbierają zasłanianie twarzy jako przytłaczające, przerażające czy obraźliwe, ponieważ jest to dla nich zjawisko obce. Podczas debaty w Izbie Gmin zorganizowanej z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet jeden z parlamentarzystów, Philip Hollobone, powiedział: „To jest Wielka Brytania. Nie jesteśmy krajem muzułmańskim. Zakrywanie twarzy w miejscach publicznych jest dziwne, a dla wielu osób wręcz przytłaczające i obraźliwe. Zupełnie poważnie uważam, że powinniśmy rozważyć wprowadzenie zakazu noszenia nikabu i burki w miejscach publicznych”[6]. Takie argumenty nie są wystarczające, żeby usprawiedliwić prawne zakazywanie tradycyjnych strojów. A jednak wciąż widzimy, że prace nad podobnymi ustawami trwają w wielu europejskich krajach i niejednokrotnie skutkują wprowadzaniem zakazów. Takie rzeczy dzieją się dziś i zdaje się zupełnie nie mieć znaczenia fakt, że ogromna większość muzułmanek nie zakrywa twarzy[7].
Istotne jest też to, że debaty wokół omawianych zakazów opierają się na niepopartych faktami przypuszczeniach na temat doświadczeń i motywów kierujących kobietami, które zakrywają twarz. W procesie legislacyjnym prowadzącym do zakazów nikt nie zadaje sobie trudu, żeby przeprowadzić konsultacje z zainteresowanymi. We Francji np. wprowadzenie zakazu zakrywania twarzy przez muzułmanki było poprzedzone opublikowaniem raportu przez komisję parlamentarną. Dokument stworzono po wysłuchaniu 200 świadków i ekspertów. Do tego grona komisja nie zaprosiła ani jednej kobiety faktycznie noszącej zasłonę twarzy. Kenza Drider, która do takich muzułmanek należy, mogła złożyć swoje zeznania przed komisją tylko dlatego, że sama się tego domagała[8]. To ważne, żeby ustawodawcy mieli pełną wiedzę na temat potrzeb i interesów mniejszości, kiedy uchwalają prawo odnoszące się do tych grup. Muszą też działać bezstronnie, co zakłada podejmowanie świadomych wyborów w oparciu o rzetelne informacje. Odmowa bezstronnego postępowania jest jednoznaczna z wysłaniem komunikatu do muzułmanek, że stanowią one w społeczeństwie grupę marginalną i nie są jego pełnoprawnymi członkami[9].
Ilu kobiet dotyczy właściwie problem omawianych zakazów? Nie istnieją oficjalne statystyki, a te liczby, które są przytaczane, opierają się raczej na przybliżeniach, jeśli nie na wyolbrzymieniach. W Holandii np. dokładna liczba kobiet noszących zasłony nie jest znana, a szacunkowe dane podają różne wartości, poczynając od kilkudziesięciu, a kończąc na 300 osobach z całej populacji wyznawców islamu liczącej 900 tys. ludzi[10]. W Belgii mówi się o kilkuset kobietach na 650 tys. muzułmanów[11]. We Francji podaje się liczby od 367 do 2000 kobiet zasłaniających twarz spośród wszystkich 5 mln wiernych[12]. W Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka 2,7 mln muzułmanów, nie próbowano szacować, ile kobiet nosi zasłony, jednak uważa się, że chodzi raczej o setki bądź tysiące, ale zdecydowanie nie o dziesiątki tysięcy[13]. Mimo że zakrywanie twarzy z powodów religijnych okazuje się tak nikłym problemem, liczba polityków nawołujących do jego prawnego zakazania wzrasta.
Czołowi europejscy przeciwnicy zakrywania twarzy
W kwietniu 2011 r. Francja, która wcześniej, w 2004 r., już wprowadziła zakaz noszenia w szkołach symboli religijnych (także chust), stała się pierwszym europejskim krajem prawnie wykluczającym zakrywanie twarzy w przestrzeni publicznej[14]. Uchwalenie zakazu utorowało drogę innym państwom, takim jak Belgia czy Holandia, które wprowadziły podobne regulacje[15]. Co prawda, reszta Europy postanowiła nie zmieniać swoich praw na poziomie ogólnokrajowym, ale rozważano wprowadzenie rozwiązań lokalnych. I tak np. w Niemczech połowa z 16 landów zakazuje noszenia chust i zasłon twarzy nauczycielkom. Hesja jest pierwszym krajem związkowym, który zakaz rozciągnął na wszystkie urzędniczki[16]. Co prawda, można utrzymywać, że zasłona zakrywająca twarz jest w przypadku takich stanowisk nieodpowiednim strojem, ale trudno zrozumieć, w jaki sposób chusta narzucona na włosy mogłaby utrudniać urzędniczkom wykonywanie ich obowiązków służbowych. Niektóre hiszpańskie miasta, w tym Barcelona, także zakazały noszenia zasłon twarzy w miejscach publicznych, choć trzeba zaznaczyć, że prawo zostało uznane przez Sąd Najwyższy w lutym 2013 r. za niekonstytucyjne[17].
Czy ubiór muzułmanek może stanowić zagrożenie dla zachodniego stylu życia, czy może raczej trzeba patrzeć na omawiane zakazy jako na próbę zdobycia przez polityków kilku punktów w sondażach? Fala islamofobii przetaczająca się przez Europę skłania polityków do prześcigania się w pokazywaniu, kto jest bardziej stanowczy wobec muzułmanów. Warto zauważyć, że w tej szeroko zakrojonej kampanii przeciwko zasłonom prym wiodą mężczyźni (z wyjątkiem Pii Kjarsgaard, założycielki skrajnie prawicowej Duńskiej Partii Ludowej)[18]. Są to m.in. Nicolas Sarkozy z prawicowej Unii na rzecz Ruchu Ludowego (Francja), Denis Ducarme z centroprawicowego Ruchu Reformatorskiego (Belgia) czy przedstawiciele ugrupowań skrajnie prawicowych, tacy jak Geert Wilders z Partii Wolności (Holandia), Heinz-Christian Strache z Wolnościowej Partii Austrii, Oskar Freysinger ze Szwajcarskiej Partii Ludowej i Mazyar Keshvari z norweskiej Partii Postępu[19]. Mimo że w Wielkiej Brytanii zakaz noszenia chust i zasłon twarzy ostatecznie nie został wprowadzony w życie, to również tam możemy zauważyć podobne zjawisko – najbardziej aktywni w debacie politycznej byli mężczyźni Nick Griffin ze skrajnie prawicowej Brytyjskiej Partii Narodowej, Nigel Farage, lider prawicowej populistycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, oraz Philip Hollobone z centroprawicowej Partii Konserwatywnej[20]. Hollobone złożył nawet w parlamencie projekt ustawy zakazującej noszenia zasłon, jednak jego propozycja nie wyrażała stanowiska Partii Konserwatywnej, a co za tym idzie, nie zyskała poparcia potrzebnego do dalszego procedowania dokumentu. Rzuca się w oczy, że mężczyźni najgłośniej sprzeciwiający się zasłonom twarzy w przestrzeni publicznej…