13 marca 2013 r.
Wybór
„Można dostać zawrotu głowy, spoglądając wstecz i wracając do owego buonasera – pozdrowienia, które zabrzmiało z loggii błogosławieństw Bazyliki św. Piotra 13 marca 2013 r. Już sam fakt wyboru pierwszego papieża z Ameryki Łacińskiej i pierwszego jezuity na Stolicy Piotrowej, który na dodatek miał jeszcze przyjąć imię Franciszek, był zdumiewający. Nikt jednak owego pamiętnego dnia nie był w stanie sobie wyobrazić, co jeszcze miało się wydarzyć (…)” (G. F. Svidercoschi, Papież, który zapalił świat).
Już pierwsze, bardzo krótkie wystąpienie papieża Franciszka tuż po zakończeniu konklawe wzbudziło entuzjazm tłumów zebranych na placu św. Piotra. Bezpośrednich świadków tego wydarzenia oraz milionów widzów, zgromadzonych przed telewizorami i śledzących je w Internecie, zaskoczyła forma, w jakiej Franciszek poprosił ich o modlitwę. Papież bowiem nie ograniczył się do samego tylko wyrażenia takiej prośby (co chętnie i z przekonaniem czynili również jego poprzednicy), ale tuż po tym pochylił głowę i kiedy się zań modlono, trwał tak przez dłuższą chwilę w milczeniu. W ten sposób – za pomocą jednego symbolicznego gestu, bez wszczynania debaty teologicznej – zademonstrował swoją wizję papiestwa. Od samego początku zaprezentował się nie tyle jako „namiestnik Jezusa Chrystusa”, ile raczej „sługa sług Bożych”, który w tej samej mierze co cały Kościół potrzebuje Bożego błogosławieństwa.
Papież – pisali potem dziennikarze (np. Austen Ivereigh, autor biografii Bergoglia: Prorok) – poprzez ten poruszający gest wzajemności nawiązał trwałą więź ze wspólnotą Kościoła, pokazując, że nie zamierza jej traktować jako „przedmiotu” ewangelizacji, ale że jej naprawdę potrzebuje, żeby móc trwać przed Bogiem.
Rzecz ciekawa, podczas tej krótkiej przemowy Franciszek nie użył ani razu terminu „papież”, mówił za to o sobie jako „biskupie Rzymu”. Nie należy z tego, rzecz jasna, wyciągać pochopnych wniosków, jakoby on sam nie uważał się za papieża (co sugerują radykalni krytycy tego pontyfikatu, kwestionujący prawomocność jego wyboru). Warto natomiast w tej powściągliwości dostrzec twórczą odpowiedź na wezwanie św. Jana Pawła II do „poszukiwania takich form sprawowania urzędu [Piotra], w których możliwe będzie realizowanie [uznawanej również przez chrześcijan innych wyznań] posługi miłości” (Ut unum sint). „Papież – powiada zatem Bergoglio – nie jest sam ponad Kościołem, ale jest w nim jako ochrzczony wśród ochrzczonych, a w kolegium biskupim jako biskup wśród biskupów, powołany jednocześnie jako następca apostoła Piotra do kierowania Kościołem rzymskim, który przewodniczy w miłości wszystkim Kościołom”.
Papieskie przemówienia wygłaszane podczas uroczystej inauguracji pontyfikatu mają zwykle charakter programowy. Tak było i tym razem. 19 marca 2013 r., w uroczystość św. Józefa, Franciszek mówił zatem, czym jest / powinna być władza następcy św. Piotra: „Prawdziwą władzą jest służba i także papież, by sprawować władzę, musi coraz bardziej pełnić tę posługę, która ma swój świetlisty szczyt na krzyżu, musi (…) otwierać ramiona, aby objąć opieką cały lud Boży oraz przyjąć z miłością i czułością całą ludzkość, zwłaszcza najuboższych, najsłabszych, najmniejszych (…)”.
Władza jako służba? Bycie blisko człowieka, zwłaszcza ubogiego? Miłość i czułość okazywana ludziom? Jakby na poparcie tych słów Franciszek zrezygnował z mieszkania w Pałacu Apostolskim i zajął niewielki apartament w Domu św. Marty, pełniącym de facto funkcję hotelu (i w związku z tym zawsze pełnego gości ze świata). Jak sam mówi, „nie chodziło [mu] tylko o to, że nie lubi bogactwa, ale [właśnie] o to, że odczuwa potrzebę życia wśród ludzi”.
24 listopada 2013 r.
Adhortacja Evangelii gaudium
W ciągu pięciu lat pontyfikatu papież Franciszek ogłosił m.in. dwie encykliki: Lumen fidei (o wierze; 2013) i Laudato si’ (o ekologii; 2015), dwie adhortacje: Evangelii gaudium (o ewangelizacji; 2013) i Amoris Laetitia (o rodzinie; 2016) oraz kilka listów apostolskich. I choć trudno owe teksty ze sobą porównywać, prawem komentatora wskażę tu dokument z mojego punktu widzenia najważniejszy, bo chyba najwyraźniej przedstawiający Franciszkową wizję Kościoła.
To właśnie w Evangelii gaudium padają ważne (i wielokrotnie potem komentowane) słowa papieża: „Wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody kurczowego przywiązania do własnego bezpieczeństwa”. Kościół ma więc być czymś w rodzaju „szpitala polowego”. Musi być „w drodze” i budować mosty zamiast murów. Potrzebne jest mu „nawrócenie pastoralne”, czyli – jak definiuje ów termin dokument z Aparecidy, którego redaktorem był w 2007 r. kard. Bergoglio – „przejście od duszpasterstwa jedynie zachowawczego do duszpasterstwa zdecydowanie misyjnego”; innymi słowy: dynamizm duszpasterski, rezygnacja z wygody, szukanie nowych dróg dla ewangelizacji. „Marzę o »opcji misyjnej«, zdolnej przemienić wszystko – czytamy w adhortacji – tak aby zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem bardziej do ewangelizowania dzisiejszego świata niż do zachowania stanu rzeczy”.
To wymaga głębokiej reformy „ze względu na wierność Jezusowi Chrystusowi”. Nie wystarczy jedynie likwidacja starych i stworzenie nowych struktur, bo „bez nowego życia i autentycznego ducha ewangelicznego, bez wierności Kościoła swojemu powołaniu, każda nowa struktura w krótkim czasie ulega degradacji”.
Nie da się ukryć, że u źródeł wyboru Franciszka leżało m.in. pragnienie zreorganizowania kurii rzymskiej, z czym nie dał sobie rady papież-teolog Benedykt XVI. Miała temu służyć ustanowiona specjalnie w tym celu Rada Kardynałów (tzw. K-9). Radzie tej udało się już zapoczątkować reformę watykańskich finansów (pojawiły się m.in. mechanizmy uniemożliwiające pranie brudnych pieniędzy w banku watykańskim, co zdarzało się w przeszłości); wciąż trwa również przebudowa urzędów kurialnych: warto w tym miejscu zwrócić uwagę na powołanie nowej Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, z sekcją ds. uchodźców, na której czele stanął sam papież.
Oczywiście Franciszek jest świadom, że ów proces reorganizacji kurii rzymskiej wymaga czasu, bo – jak mówi, cytując abp. de Merode’a z Belgii – „dokonywanie reform w Rzymie to jak czyszczenie egipskiego sfinksa szczoteczką do zębów”. O wiele trudniej natomiast odpowiedzieć na pytanie o możliwość i wolę odnowy pracowników kurialnych. Co roku, w trakcie Bożego Narodzenia, Franciszek spotyka się z nimi, przedstawia listę chorób trawiących instytucję Kościoła rzymskiego (niektóre – jego zdaniem – mają siłę nowotworu) i wzywa ich do nawrócenia.
Reformowanie Kościoła nie ogranicza się, rzecz jasna, jedynie do zmian w funkcjonowaniu jego urzędów. Papież wiele uwagi poświęca zatem reorientacji Kościoła w kierunku głębszej niż dotąd kolegialności, synodalności i jego decentralizacji. Ogromne znaczenie ma tu rozwijana przezeń eklezjologia ludu Bożego i postrzeganie Kościoła jako komunii (wspólnoty). Jak pisze kard. Walter Kasper, bliski współpracownik papieża Franciszka, „Kościół jest dla niego czymś znacznie więcej niż instytucją organiczną i hierarchiczną; jest przede wszystkim ludem, będącym w drodze do Boga, ludem pielgrzymującym i ewangelizującym, przekraczającym każdy wymiar instytucjonalny, choć takowy jest oczywiście niezbędny”.
Październik 2014 r. – październik 2015 r.
Synody biskupów poświęcone rodzinie
Aż dwa zgromadzenia synodu biskupów dotyczące rodziny (poprzedzone rozpisaniem ankiety, po raz pierwszy skierowanej również do świeckich) oraz obszerna posynodalna adhortacja Amoris Laetitia – to wyraźne sygnały, że Kościół przywiązuje ogromną wagę do zadań i problemów stojących przed rodziną.
W trakcie obrad obu synodów i w podsumowującym je dokumencie poruszono tak dużo zagadnień, że papież mówił w tym kontekście o „cennym wielościanie [to ważna dlań metafora odzwierciedlająca wielowymiarowość rzeczywistości], ukształtowanym przez wiele słusznych trosk i pytań”. Szczególnym zainteresowaniem mediów, co zrozumiałe, cieszyła się kwestia dopuszczenia do komunii św. osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki. Wokół tego problemu (omówionego w VIII rozdziale Amoris Laetitia, a dokładniej: w jednym krótkim przypisie!) przetoczyła się przez Kościół burzliwa dyskusja, w którą zaangażowali się również kardynałowie i biskupi, a ich opinie – co przyzna potem sam papież – formułowane były „niekiedy w sposób mało życzliwy”.
Warto w tym miejscu odnotować stanowisko Konferencji Episkopatu Argentyny, bo – jak stwierdził Franciszek – „bardzo dobrze wyraża ono i w pełni wyjaśnia sens ósmego rozdziału Amoris Laetitia. (…) [Co więcej,] Nie ma innych interpretacji”. Droga zaproponowana przez argentyńskich biskupów polega nie na bezwarunkowej zgodzie na komunię dla rozwodników, jak myślą niektórzy krytycy papieża, ale na towarzyszeniu ludziom znajdującym się w trudnej sytuacji, rozeznawaniu każdego przypadku z osobna w świetle wiary i stopniowym włączaniu osób, które tego naprawdę pragną, w życie Kościoła. Chodzi tu zatem – powie biskup Rzymu – o „duszpasterstwo bezpośrednie, do którego nie wystarczą środki programowe, organizacyjne czy prawne, choć są one konieczne”.
Za nauczaniem papieża, zawartym w omawianej tu adhortacji (ściślej: w jej ósmym rozdziale), stoi idea Bożego miłosierdzia. „Konfesjonał – powie Franciszek – nie powinien być salą tortur, ale miejscem miłosierdzia Pana”. I dalej: nikomu nie wolno traktować praw moralnych, „jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby (…) sądzić, czasami z poczuciem wyższości i powierzchownie, trudne przypadki i zranione rodziny”. A przecież „Kościół nie jest na świecie po to, by potępiać, lecz by pozwolić na spotkanie z tą przenikającą do trzewi miłością, jaką jest Boże miłosierdzie”.
Grudzień 2015 r. – listopad 2016 r.
Nadzwyczajny Jubileusz MiłosierdziaUważni obserwatorzy życia Kościoła nie mają co do tego wątpliwości: klucz do pontyfikatu papieża Franciszka należy widzieć w pojęciu „miłosierdzie” (termin ten pojawił się już w zawołaniu biskupim Bergoglia w 1992 r.). Przy czym nie chodzi tu tylko o naszą postawę wobec potrzebujących, kształtowaną w duchu przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, ani nawet o sposób działania Kościoła (miłosierdzie to „belka, na której wspiera się życie Kościoła”), ale o…