Subskrybuj
Dr hab., antropolożka społeczno-kulturowa, pracuje w Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UAM i UW. Zajmuje się antropologią mobilności. Autorka monografii Urodzeni uchodźcy. Tożsamość pokolenia młodych Tybetańczyków w Indiach (2011) oraz Bliscy nieznajomi. Turystyka i przezwyciężanie...

Momo z Nutellą i spotkanie z ofiarą tortur. O solidarnej turystyce

Co przyciąga turystów do obozu uchodźców? I co uchodźcom daje bycie turystyczną atrakcją? Przykład Tybetańczyków pokazuje, że takie spotkanie nie musi kończyć się na banalnej rekreacji ani służyć neokolonialnemu wyzyskowi lokalnych społeczności. Może za to okazać się przestrzenią „odzyskiwania głosu”, sprawczości i podmiotowości.

Poniedziałek: pokaz filmu dokumentalnego Morderstwo w śniegumomo nadziewane Nutellą. Wtorek: spotkanie z byłym więźniem politycznym i miska zupy thukpa. Środa: pogadanka uświadamiająca albo jam session w klubokawiarni Black Tent. Czwartek: wieczór z filmem (Siedem lat w Tybecie) i pizzą tybetańską. Piątek: open mic, czyli »śpiewać każdy może« w klubie Seeds”. To oferta atrakcji dla turystów odwiedzających Dharamsalę – zamieszkaną przez uchodźców tybetańskich osadę w północnych Indiach, umiejętnie przekształconą w popularny cel turystycznych podróży. W sklepikach i na straganach zaangażowane pamiątki: kubki, koszulki, parasolki i pokrowce na smartfony z logo Free Tibet. Dla bardziej zaawansowanych tzw. polityczne wycieczki w codzienność: „Jeśli chcesz zgłębić aktualną sytuację polityczną Tybetu i doświadczyć tybetańskiego dziedzictwa społeczno-kulturowego, program Little Lhasa [Mała Lhasa] będzie dla ciebie doskonałą okazją ku temu. Podczas tygodnia spędzonego w pięknym McLeod Ganj zyskasz wiedzę o różnych organizacjach działających w ramach tybetańskiego ruchu wolnościowego, poznasz aktywistów, członków rządu uchodźczego, mnichów i mniszki. Będziesz mieć również czas na odkrywanie zachwycającej himalajskiej natury, na odwiedzenie buddyjskich klasztorów i skosztowanie tradycyjnej kuchni tybetańskiej”.

 

Obóz uchodźców, hippisi i Dalajlama Superstar
Dharamsala – a właściwie jej górna część, czyli McLeod Ganj – stała się domem dla uchodźców tybetańskich w roku 1960, gdy rząd indyjski ulokował tu zbiegłego z zajętego przez Chińską Republikę Ludową Tybetu XIV Dalajlamę i towarzyszących mu Tybetańczyków. Wcześniej, w poł. XIX w., brytyjscy kolonizatorzy założyli tu letnią miejscowość wypoczynkową dla swoich żołnierzy i ich rodzin, ściągając jako specjalistów od zaopatrzenia zoroastrańską rodzinę Parsów, których sklep do dziś istnieje w centrum osady. Propozycja osiedlenia uchodźców w opuszczonej w następstwie dekolonizacji miejscowości wyszła właśnie od tej rodziny. W ten sposób Dharamsala stała się stolicą prawie stutysięcznej diaspory tybetańskiej w Indiach, siedzibą rządu uchodźczego i wszystkich najważniejszych instytucji.

W latach 70. do McLeod Ganj zaczęli docierać hippisi. Niektórzy z nich, dziś często 70-latkowie, wciąż żyją w miasteczku. Jednymi z nich są Gavin z Wielkiej Brytanii, obecnie tłumacz literatury tybetańskiej (wówczas gitarzysta w zespole Vajra Band), i jego żona Jacquie, psychoterapeutka łącząca konwencjonalną psychologię z buddyzmem, która kiedyś, żeby przeżyć, piekła ciasta dla pierwszych w osadzie kawiarni i restauracji (dwóch z ich trzech synów przyszło na świat w chatce w lesie – ojciec odebrał oba porody). Gavin wspomina: „Sami byliśmy wtedy uchodźcami ze świata zachodniego establishmentu, chcieliśmy od tego uciec. A Indie były lądem wolności”. W każdą niedzielę na placu w McLeod Ganj, gdzie dziś znajduje się postój i Europie Zachodniej. Byli wśród nich zarówno turyści egzystencjalni, którzy w buddyzmie znaleźli swoje nowe duchowe centrum, jak i ci eksperymentujący – zgodnie z rozróżnieniem poczynionym przez Erica Cohena – wciąż poszukujący siebie w odległych kulturowo miejscach. Momentem przełomowym w przemianie miasta uchodźców w popularny punkt turystyczny było przyznanie XIV Dalajlamie Pokojowej Nagrody Nobla w roku 1989. Dzięki temu wydarzeniu przywódca Tybetańczyków stał się globalnie rozpoznawalnym „duchowym celebrytą”, jak to określił autor jego biografii Pico Iyer, i główną atrakcją turystyczną Dharamsali (w podobnym duchu antropolodzy pisali o Nelsonie Mandeli jako atrakcji turystycznej RPA).

Otwarcie Indii na międzynarodową turystykę w latach 90. i olbrzymia popularność backpackingu dopełniły dzieła – Dharamsala stała się obowiązkowym punktem na turystycznej mapie północnych Indii. Miejscowość funkcjonuje głównie w obszarze sektora nieformalnego, obsługując przede wszystkim turystów indywidualnych o ograniczonym budżecie. Uchodźcy tybetańscy (i kolejne pokolenia urodzone już w diasporze) prowadzą rodzinne pensjonaty, restauracje, sklepy z pamiątkami i uliczne stragany. Ich sukces przyciągnął sezonowych migrantów – drobnych sklepikarzy, rzemieślników i usługodawców – z innych stanów Indii i z Nepalu.

Poza tym, że Dharamsala oferuje turystom piękne widoki i łagodny klimat (położona na przedgórzu Himalajów, otoczona lasami sosnowymi i rododendronowymi) oraz kulturę tybetańską w dużej mierze utożsamianą z buddyzmem i symbolizowaną przez Dalajlamę, to w pakiecie turysta otrzymuje jeszcze jeden „produkt”: przekaz polityczny.

Tybetańczycy bardzo umiejętnie przekuli bowiem swój kapitał kulturowy w polityczny, angażując turystów do roli sojuszników w toczonej przez siebie walce o międzynarodowe uznanie i prawo do samostanowienia. Odbywa się to na kilku poziomach: produkcji zaangażowanych pamiątek turystycznych, tworzenia atrakcji edukacyjnych dla turystów oraz organizowania politycznych wycieczek w codzienność.

Zaangażowane pamiątki turystyczne
Turyście odwiedzającemu Dharamsalę – poza klasycznymi suwenirami – oferuje się pamiątki w rozmaity sposób nawiązujące do hasła „Free Tibet”. W rezultacie turyści paradują po wąskich uliczkach McLeod Ganj wystrojeni w koszulki nawołujące: „Stand for Tibet” (Opowiedz się za Tybetem) czy ogłaszające: „Proud to be a Tibetan” (Dumny z bycia Tybetańczykiem). W chłodne wieczory można narzucić bluzę dresową z naszywką z flagą tybetańską i napisem: „Tibet is not part of China” (Tybet nie jest częścią Chin), a w czasie monsunowego deszczu schronić się pod parasolem z flagą tybetańską i hasłem „Tibet will be free” (Tybet będzie wolny). Zakupy wrzuca się do płóciennej torby z wizerunkiem rzędu jaków i podpisem: „Let’s come back to Tibet” (Wróćmy do Tybetu). Tybetańska symbolika narodowa jest umieszczana na czapkach (z daszkiem w wersji letniej i wełnianych na zimę), szalach (jak w Europie barwy klubów sportowych), kurtkach, kubkach, zawieszkach na klucze, smyczach i pokrowcach na smartfony i tablety. Kreatywność w tym względzie nie zna granic.

Każdy kolejny pobyt w Dharamsali rozpoczynam od rundy po sklepikach i straganach, sprawdzając, jakie nowe motywy i reinterpretacje wykorzystano. Kiedyś hasło „Free Tibet” wkomponowano w globalne znaki firmowe, w rezultacie czego The North Face i Coca-Cola nawoływały, żeby Tybet był wolny.

Innym razem na T-shirtach i torbach pojawił się kod kreskowy z napisem „Made in Tibet”, wpisując walkę diaspory w globalny ruch przeciwko produktom wytwarzanym w Chinach z naruszaniem praw pracowniczych. W czasie igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 r. popularne było hasło: „Team Tibet” (Drużyna Tybetu) z numerem 08, nawiązujące do braku tybetańskiej reprezentacji na olimpiadzie.

Turyści, nabywając takie pamiątki, nosząc je czy obdarowując nimi znajomych, czynią polityczne cele diaspory widocznymi (i słyszalnymi), tym bardziej że przedmioty te mają charakter użytkowy. Jak tłumaczył turystom Kunsang podczas co środowej pogadanki odbywającej się w kawiarni organizacji Tybetańskie Centrum Nadziei (Tibet Hope Centre): „Jeśli nalepisz taką naklejkę na swój laptop, samochód lub umieścisz ją w autobusie, wówczas ludzie, którzy to zobaczą, może pewnego dnia usiądą przed komputerem i wpiszą w wyszukiwarkę hasło »Wolny Tybet«”. Poza pozyskiwaniem nowych sympatyków zwracał uwagę na rolę zaangażowanych pamiątek w budowaniu ponadnarodowej solidarności z osobami wspierającymi sprawę tybetańską: „Wielu ludzi jest zmęczonych pomaganiem Tybetańczykom. Gdy jednak zobaczą nowe osoby noszące koszulkę z napisem »Wolny Tybet«, poczują się zachęceni, dacie im nową energię do działania; to jest jak uścisk dłoni z tymi, którzy wspierają Tybetańczyków”.

Nawet jeśli turyści nie kupują takich pamiątek, to i tak są odbiorcami ich przekazów, gdyż przestrzeń Dharamsali jest przesycona politycznymi deklaracjami. Hasła do wi-fi, bez którego współcześni turyści – uzbrojeni w smartfony, tablety i netbooki – nie mogą się obyć, nawołują: gototibet (jedźdotybetu), savetibet (ocaltybet) czy tibetwillbefree (tybetbedziewolny). Narodowe symbole są używane w wystroju sklepów, restauracji i hotelowych recepcji. Zdobią rolety sklepów i przyjmują postać murali – jak duże malowidło przy jednej z głównych uliczek McLeod Ganj upamiętniające ofiary samospaleń dokonywanych przez Tybetańczyków w proteście przeciwko chińskim rządom. Młodzi uchodźcy umieszczają naszywki i wlepki z motywem flagi tybetańskiej i hasłem „Wolny Tybet” na ubraniach, smartfonach, motocyklach, a ostatnio wypisują je nawet na ciele w postaci tatuaży. Jednocześnie fakt, że zaangażowane pamiątki są również użytkowane przez Tybetańczyków, zwiększa ich atrakcyjność dla turystów. Zaspokaja bowiem ich potrzebę autentyczności, czyli poszukiwania przedmiotów kupowanych i używanych przez miejscowych.

Autoprzedstawienia tworzone dla turystów wpisują się idealnie w uchodźczą politykę tożsamości i wytwarzanie tybetańskości w diasporze – Tybetańczycy faktycznie są „dumni z bycia Tybetańczykami”. W klasycznych koncepcjach turystyka czyniła z „gospodarza” bierny przedmiot spojrzenia uprzywilejowanego „przybysza”. W tym ujęciu ma potencjał, by stać się platformą dla „odzyskiwania głosu przez społeczności podporządkowane”, nawiązując do fundamentalnego dla studiów postkolonialnych pytania postawionego przez Gayatri Spivak w tekście Can the Subaltern Speak? (Czy podporządkowani inni mogą przemówić?).

 

Mówienie własnym głosem
Wśród atrakcji edukacyjnych kierowanych do turystów w Dharamasali, mających na celu szerzenie wiedzy o sytuacji okupowanego Tybetu i diaspory tybetańskiej, znajdują się m.in. spotkania z byłymi więźniami politycznymi, podczas których opowiadają oni o swoich doświadczeniach (wraz z demonstrowaniem sposobów użycia pałek elektrycznych podczas przesłuchań). W stałym repertuarze znajdują się też pokazy filmów. Są to zarówno popularne produkcje fabularne (Siedem lat w Tybecie, Kundun czy Puchar Himalajów), jak i dokumenty (o łamaniu praw człowieka w Tybecie, więzieniach, torturach, ale też buddyzmie i Dalajlamie). W trakcie projekcji Morderstwa w śniegu – dokumentu o tym, jak chiński patrol graniczny strzelał do uciekających przez ośnieżoną przełęcz uchodźców, zabijając 17-letnią mniszkę, co przypadkowo sfilmowali zachodni himalaiści – można zjeść chocolate momo, czyli tybetańskie pierogi nadziewane Nutellą; fabułom z kolei towarzyszy serwowana pizza. Udział w takich pokazach jest bezpłatny, każdy jest częstowany darmową herbatą, a podawane w trakcie posiłki (dla chętnych płatne dodatkowo) zasilają budżet organizacji pozarządowej, w której siedzibie projekcje się odbywają. To jednocześnie przestrzeń dla kreatywnych reinterpretacji tzw. tradycyjnej kuchni tybetańskiej (Nutella jest zresztą produkowana w Indiach, w których włoski producent kremu, Ferrero, zatrudnia trzecią pod względem wielkości liczbę pracowników po Włoszech i Niemczech).

Projekcje często prowadzą zagraniczni wolontariusze. Jeden z nich, Australijczyk James, inicjuje dyskusję po filmie Morderstwo w śniegu, mówiąc: „Nic nie wiedziałem o tych szokujących rzeczach, jakie dzieją się w Tybecie, dopóki koleżanka, która wróciła stąd z wakacji, nie przywiozła ze sobą filmu”. Po pokazach można bowiem nabyć kopie filmów, żeby potem pokazywać je znajomym. James, nawiązując do spotkań z uchodźcami i ich historii, zwraca turystom uwagę na zobowiązania wynikające z zasady wzajemności: „To, co dostajemy od tych ludzi tutaj, powinniśmy spłacić, gdy już wrócimy do domu”. Tym samym odwołuje się do ich poczucia moralności, sięgając do popularnych haseł pojawiających się na zaangażowanych pamiątkach: „Tibet needs you” (Tybet cię potrzebuje) i „Time is running out for Tibet” (Czas dla Tybetu się kończy).

Regina Scheyvens, która ukuła pojęcie turystyki na rzecz sprawiedliwości (justice tourism), wymienia jako jedną z jej form „opowiadanie przez »gospodarzy« historii o doznanym ucisku”. W tym ujęciu turystyka staje się przestrzenią, w której społeczności politycznie zmarginalizowane – takie jak uchodźcy – mają możliwość mówienia w swoim imieniu, a to, co mówią, znajduje pozytywny odbiór u postrzeganych jako przedstawiciele potężnego „Zachodu” podróżnych. Z kolei dla turystów zaangażowanie we wzmocnienie tych społeczności i tym samym próby przeciwdziałania globalnym niesprawiedliwościom wpisują się w projekt postępującego według Jima Butchera od ponad dwóch dekad „umoralniania turystyki”. Projekt ten jest próbą nadania praktykom turystycznym głębszego znaczenia, sprawienia, by były użyteczne w szerszym sensie niż tylko jako źródło materialnych korzyści dla indywidualnych usługodawców.

Inną formą „opowiadania historii o doznanym ucisku” są wykłady organizowane przez Tybetańskie Centrum Nadziei i nazywane wprost „pogadankami uświadamiającymi” (the awareness talks) o historii Tybetu jako niepodległego państwa i o chińskiej okupacji. Prowadzący je Kunsang, absolwent nauk politycznych z indyjskiej Doliny Krzemowej, Bangalore, jest świetnie przygotowany – wielu wykładowców akademickich mogłoby dużo się od niego nauczyć. Wtrąca dowcipy, gdy jest potrzeba, żeby rozładować atmosferę po bardziej drastycznych momentach, przytacza osobiste wątki (sam jako sześciolatek pokonał Himalaje, uciekając z Tybetu), odnosi realia tybetańsko-indyjskie do tych znanych turystom. Wzbudza w ten sposób empatię i poczucie solidarności z Tybetańczykami. Opisując trudy i niebezpieczeństwa ucieczki z Tybetu, tłumaczy: „Gdy podróżujecie samolotem i musicie się przesiąść, jesteście trochę zestresowani. Podobnie zdenerwowani i zirytowani bywacie, gdy wymaga się od was wyrobienia wizy. My nie możemy dostać wizy. Musimy podróżować nielegalnie, pieszo, przez góry. Himalaiści zdobywają wysokie szczyty przy pomocy profesjonalnego sprzętu i odzieży; my mamy lekkie kurtki i tanie podróbki adidasów”. Gdy mówi o instalowaniu przez Chiny wyrzutni rakietowych na Wyżynie Tybetańskiej, żartuje: „Jeśli odzyskamy niepodległość, nie zadzierajcie z nami! Oczywiście niektóre z nich [wyrzutni] mogą nie działać, bo są made in China”. Kunsang nie zostawia jednak turystów tylko z tą myślą. Na ostatnim slajdzie zadaje pytanie: „Jak ja mogę wesprzeć Tybet?”, na które podsuwa odpowiedzi: zacznij działać w organizacji pozarządowej (odsyła np. do Students for Free Tibet, skupiającego młodych ludzi i mającego ponad 650 oddziałów na całym świecie); dawaj w prezencie rzeczy związane z Tybetem („Jeśli chcecie kupić jakiś upominek dla krewnych albo przyjaciół, kupcie właśnie coś takiego. To bardzo proste”); noś koszulki, szale, wszystko, co jest tybetańskie; pisz artykuły o Tybecie na swoim blogu, Facebooku, do lokalnej gazety czy szkolnego czasopisma; organizuj wydarzenia, takie jak pokazy filmów dokumentalnych, dyskusje, spotkania (na koniec…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Mikrowyprawy – przygoda jest wszędzie