Subskrybuj

Jest prawo

Od pierwszego dnia, gdy prowadzimy naszą bazę danych, widzimy, że spośród 100 skarg wniesionych przez Palestyńczyków na osadników ponad 90 jest lekceważona. Ma to oczywiście dalekosiężne konsekwencje. To, że prawdopodobieństwo pociągnięcia osadników do odpowiedzialności jest minimalne, całkowicie zmienia sytuację na Zachodnim Brzegu.

Obecnie toczy się kolejna runda izraelsko-palestyńskich negocjacji pokojowych. Tymczasem na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie nie widać przejawów trwania procesu pokojowego. Postępuje rozbudowa osiedli izraelskich, kontynuowane są nakazy eksmisji i wyburzenia palestyńskich budynków.

Nie zgadzam się, że proces pokojowy nie jest odczuwany na miejscu. To potężne narzędzie, które wykorzystywane jest przez Izrael do coraz szerzej zakrojonej konfiskaty palestyńskiej ziemi. Jeśli spojrzymy na historię ostatnich 23 lat procesu pokojowego [od czasu negocjacji w Madrycie i Oslo – przyp. tłum.], to zobaczymy, że kiedy toczą się rozmowy pokojowe, społeczność międzynarodowa w dużo większym stopniu przymyka oko na politykę faktów dokonanych i ekspansji na terenach okupowanych prowadzoną przez Izrael. Kiedy nie toczą się negocjacje, społeczność międzynarodowa jest w stosunku do Izraela dużo bardziej krytyczna.

To nie jest tak, że jestem przeciwko procesowi pokojowemu. Oczywiście w moim przekonaniu jedynym sposobem na rozwiązanie tego konfliktu bez przelewu krwi są negocjacje. Ale myślę również, że Izrael czasami nie negocjuje bona fide. W tym samym momencie, kiedy trwają rozmowy, Izrael zaangażowany jest w ustanawianie na terenach palestyńskich faktów dokonanych. Duża część tej ekspansji terytorialnej odbywa się z cichym lub otwartym poparciem rządu. Społeczność międzynarodowa, która jest bardzo zainteresowana procesem pokojowym, poświęca dużo energii na to, żeby go nie zakłócać. Kiedy więc trwają negocjacje, Izrael jest w dużo mniejszym stopniu krytykowany za swoje działania na miejscu.

Dla przykładu, kiedy przeanalizujemy okres poprzedniego rządu Netanjahu, który nie był zaangażowany w proces pokojowy, zobaczymy, że za każdym razem kiedy budowa nowych osiedli na Zachodnim Brzegu była ogłaszana lub kiedy skala przemocy ze strony osadników na ludności palestyńskiej wzrastała, Izrael poddawany był silnej międzynarodowej presji. Tymczasem poprzedni rząd Netanjahu nie ma zbyt dużych osiągnięć, jeśli idzie o ekspansję osiedli izraelskich na palestyńskich terenach okupowanych. Natomiast rządy izraelskie, które były postrzegane przez społeczność międzynarodową jako najbardziej propokojowe – rząd Rabina czy rząd Baraka – intensywnie budowały osiedla i konfiskowały palestyńską ziemię, pozwalały na odmowę dostępu do upraw palestyńskim farmerom. A to przecież rozbudowa osiedli doprowadziła nas do sytuacji, w której rozwiązanie konfliktu w oparciu o powstanie dwóch państw jest prawie niemożliwe. Od 1993 r. liczba osadników na Zachodnim Brzegu się potroiła. Znacznie zwiększył się obszar całkowitej dominacji osiedli izraelskich na ziemi palestyńskiej.

Proces pokojowy jest więc fundamentalnie ważny, ale zawsze powtarzam, że równolegle do toczących się negocjacji pokojowych społeczność międzynarodowa ma obowiązek stania na straży praw człowieka i sprawdzania, czy w czasie kiedy negocjacje trwają, nie są łamane prawa Palestyńczyków.

Czy obecny proces pokojowy jest zatem „zasłoną dymną” dla izraelskiej ekspansji na Zachodnim Brzegu?

Rząd izraelski jest podzielony na rozmaite frakcje i nie można w jednoznaczny sposób wskazać, jakie są jego motywacje. Wierzę w to, że obecna minister sprawiedliwość Cipi Liwni, która stoi na czele zespołu negocjacyjnego po stronie izraelskiej, istotnie dąży do zawarcia historycznego porozumienia. W rządzie są natomiast inne postaci, które fakt trwania negocjacji wykorzystują do robienia rzeczy sprzecznych z ich duchem. Zatem to nie jest tak, że rząd ma jedną wspólną motywację.

Natomiast jeśli przeanalizujemy rezultaty różnych rund procesu pokojowego, nie biorąc pod uwagę motywacji ich uczestników, to zobaczymy, że stał się on głównym wrogiem praw człowieka na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie. Bez względu na to, czy jest to element strategii czy nie (w niektórych wypadkach tak, w niektórych nie), jest to fakt polityczny, który powinien zostać wzięty pod uwagę.

W jak dużym stopniu osadnicy wyznaczają politykę rządu Izraela?

Relacje między osadnikami i rządem są skomplikowane i oparte na sprzecznościach. W wielu przypadkach i okresach osadnicy są „przedłużeniem rządu”. Często to rząd realizuje politykę osadników. Czasem jednak dochodzi do konfrontacji i golem jest sprytniejszy od swojego stwórcy. A osadnicy zostali przecież stworzeni przez rządy izraelskie. Nierzadko chcą oni więcej niż rządzący i nie zgadzają się na to, na co zgodziłby się rząd Izraela. Czasem bywa to na rękę rządowi, szczególnie w sferze międzynarodowej. Od czasu do czasu sprawujący władzę mówią do osadników: „Potrzebujemy tylko tymczasowego zawieszenia rozbudowy osiedli, tylko na kilka miesięcy, to byłoby korzystne dla naszego wizerunku na arenie międzynarodowej”. A osadnicy odpowiadają: „Nie. Po naszym trupie”.

Natomiast zarówno osadnicy, jak i rząd mają wspólną wizję zagarnięcia jak największej ilości ziemi palestyńskiej z jak najmniejszą liczbą Palestyńczyków jako części państwa Izrael. To jest ich wspólny cel.

W 2012 r. usłyszeliśmy o utrudnieniach w remontowaniu cystern, jakich doświadczyła Polska Akcja Humanitarna na Wzgórzach Południowego Hebronu. We wrześniu 2013 r. członek PAH-u z legalną wizą pracowniczą nie dostał zezwolenia na wjazd do Izraela. Sytuacja między Izraelem a organizacjami humanitarnymi pracującymi na Zachodnim Brzegu jest napięta. Czy organizacje humanitarne są dla Izraela zagrożeniem?

Izraelska armia i administracja robią wszystko, żeby sytuacja Palestyńczyków na terytoriach okupowanych nie uległa poprawie, szczególnie na obszarach, które Izrael chce zaanektować w ramach postępujących negocjacji lub poza nimi – głównie chodzi tu o Dolinę Jordanu i Wzgórza Południowego Hebronu. Obydwa obszary są słabo zaludnione, a więc bardzo pożądane w myśl idei zagarnięcia jak największej części Palestyny z jak najmniejszą liczbą Palestyńczyków.

Pomoc humanitarna w ostatnich latach była podstawowym sposobem pozwalającym niektórym z tych społeczności utrzymać się na swojej ziemi. Izrael nie pozbywa się Palestyńczyków przemocą, przykładając pistolety do ich głów i wywożąc ich ciężarówkami. Stosuje za to wiele działań sprawiających, że społeczności te już nie będą miały siły ani możliwości utrzymać się na tych terenach i same zdecydują się na ich opuszczanie. Jednym słowem, chodzi o obrzydzenie im życia do tego stopnia, że sami zdecydują się na wyjazd. Takie działanie również stanowi rodzaj wysiedlenia populacji zabroniony i nielegalny z perspektywy prawa międzynarodowego.

Jedną z przyczyn, dla których palestyńskie społeczności wytrwały na tych terenach pomimo uporczywego utrudniania i obrzydzania im życia przez wojsko izraelskie i osadników, jest fakt, że otrzymują od organizacji humanitarnych jakąś formę pomocy. Wysoki rangą przedstawiciel cywilnej administracji zarządzającej terenami okupowanymi powiedział izraelskim organizacjom humanitarnym, że dla niego jedna cysterna oznacza życie jednej społeczności na tych terenach i on na to nie pozwoli. Jeśli PAH odremontuje jakąś cysternę czy system wodny, pozwala tym samym określonej społeczności palestyńskiej składającej się z kilku rodzin na przetrwanie lata na swojej ziemi. Jeśli cysterna w sąsiedztwie takiej społeczności nie zostanie odremontowana, to nie będzie w stanie przetrwać upałów – a mówimy o pustyni – i nie będzie mogła pozostać na miejscu.

Tak więc Izrael, który poprzez swoją administrację wojskową kontroluje większość terytorium palestyńskiego, stworzył cały zbiurokratyzowany system regulacji, który ogranicza jakąkolwiek działalność. Remont cystern albo dróg wodnych, położenie dachu albo instalacji elektrycznej – to wszystko w teorii jest możliwe, ale na każde z tych przedsięwzięć trzeba mieć pozwolenie. Problem w tym, że jeśli jesteś Palestyńczykiem, takiego pozwolenia nie możesz otrzymać. W żadnym wypadku.

Organizacje humanitarne muszą więc podjąć decyzję, czy podporządkować się temu systemowi izraelskich regulacji czy nie. I kiedy są znaki, że nie będzie mowy o takim podporządkowaniu – wtedy organizacja humanitarna sama staje się celem władz izraelskich. I to właśnie wtedy wolontariusze czy pracownicy humanitarni stają się problemem dla władz izraelskich i np. mają kłopoty z wizami.

Cała ta sytuacja rozpoczyna się i kończy na tym, że Izrael chce zaanektować ziemie palestyńskie w Dolinie Jordanu i Wzgórza Południowego Hebronu. To są te same ziemie, które są przedmiotem negocjacji pokojowych.

###banner###

Od prawie 10 lat Jesz Din, organizacja, której jest Pan założycielem, udziela pomocy prawnej w sprawach związanych z łamaniem praw człowieka na palestyńskich terytoriach okupowanych. Jakiego typu sprawy związane z łamaniem praw człowieka są obecnie największym problemem?

Przez okres działania Jesz Din zaobserwowaliśmy wzrost różnego rodzaju działań izraelskich osadników mających na celu powiększenie ich terytorialnego stanu posiadania na Zachodnim Brzegu, które uchodzą im zupełnie bezkarnie. Na te działania składają się m.in.: akty poniżania, przemocy fizycznej czy niszczenia palestyńskiego mienia i upraw. Kiedy Jesz Din zaczynała swoją działalność, tego typu incydenty zdarzały się, ale nie były powszechne. W ostatnich latach ciągłe nękanie Palestyńczyków stało się standardem działania osadników na Zachodnim Brzegu. Coraz bardziej staje się dla nas jasne, że osadnicy nie działają sami. To już nie kilku chuliganów, którzy osiedlają się na szczytach wzgórz palestyńskich (tradycyjny system powstawania izraelskich „przysiółków” na Zachodnim Brzegu, które następnie przekształcają się w osiedla), którzy rzucają kamieniami w Palestyńczyków.

Istnieje wiele obszarów zapalnych na Zachodnim Brzegu, gdzie ziemie palestyńskie są szczególnie narażone na ataki ze strony osadników. Ten system działania rozpoczyna się zazwyczaj od ograniczania Palestyńczykom dostępu do ich własnych pól, nierzadko z udziałem fizycznej przemocy. Następnie niszczą oni uprawy Palestyńczyków, np. wykorzeniają czy palą im gaje oliwne. Osadnicy mogą domagać się od armii możliwości przejazdu przez pola palestyńskie na swoje własne grunty, co krok po kroku przekształca się w konfiskatę ziemi palestyńskiej pod konstrukcję drogi dojazdowej. Kiedy jeden cel osadników zostaje osiągnięty i określony kawałek ziemi przejęty, walka wcale się nie kończy. Kolejny fragment ziemi staje się celem i opisany wyżej schemat znowu się powtarza.

W ostatnich latach obserwujemy coraz więcej tego typu przypadków. Takie postępowanie uchodzi osadnikom zupełnie bezkarnie. Nie ma żadnych śledztw, żadnych dochodzeń. Ta sekwencja działań mających na celu przejęcie określonego terenu idzie w parze z chuligańskimi atakami osadników. To jest obecnie naszym największym zmartwieniem. Staramy się zwrócić uwagę na to zjawisko różnym osobom zaangażowanym w proces pokojowy i uświadomić im, że problem stosowanej przez osadników przemocy powinien być tematem toczących się negocjacji.

Chęć zwrócenia uwagi opinii publicznej na przemoc i próba ukrócenia bezkarności osadników to jedne z najważniejszych impulsów, które przyczyniły się do stworzenia Jesz Din. Izraelskie emerytki i aktywiści pokojowi monitorujący checkpointy na Zachodnim Brzegu Jordanu uznali pewnego dnia, że dokumentowanie nadużyć osadników i aparatu bezpieczeństwa jest niewystarczające i należy spróbować im przeciwdziałać w sposób bardziej aktywny. Jakie są najważniejsze sukcesy i porażki organizacji stworzonej w 2005 r. przez koalicję wolontariuszy monitorujących sytuację w terenie, badaczy i specjalistów do spraw mediów oraz zawodowych prawników jak Pan?

Jednym z najważniejszych, a na pewno najbardziej długoterminowych sukcesów Jesz Din jest zwrócenie uwagi izraelskiej i światowej opinii publicznej na przemoc i kryminalny charakter działań osadników na Zachodnim Brzegu. Jako pierwsi systematycznie udokumentowaliśmy te zjawiska i ukazaliśmy ich druzgocący wpływ na relacje społeczne i proces pokojowy. W tym celu stworzyliśmy ogromną bazę danych precyzyjnie dokumentującą wszystkie nadużycia, która nie może być zlekceważona ani odłożona na bok w momencie, gdy toczą się negocjacje pokojowe. Dzięki niej dowiedliśmy, że stosowana przez osadników przemoc nie jest zjawiskiem wyjątkowym i chaotycznym, ale działaniem mającym charakter systematyczny i dobrze skoordynowany. Nie w tym sensie, że gdzieś w pomieszczeniu pełnym dymu tytoniowego siedzą ludzie, którzy planują, w jaki sposób zaatakować Palestyńczyków, ale istnieje ogólne przeświadczenie, że ci chuligani i kryminaliści dobrze przysłużają się ruchowi osadniczemu.

Poza tym odnieśliśmy również wiele pojedynczych sukcesów. Jednym z medialnie nagłośnionych było nasze zwycięstwo w sądzie w sprawie likwidacji nielegalnej rozbudowy osiedla Bet El. Zmusiliśmy państwo i armię do wyburzenia budynków wzniesionych przez osadników na prywatnej ziemi palestyńskiej na wzgórzach Ulpana. Walczyliśmy o to przez 5 lat, a gdy udało nam się uzyskać w sądzie zadowalający werdykt, to musieliśmy jeszcze przez wiele miesięcy wywierać nacisk na rząd, by się do niego zastosował. Nie było to łatwe, gdyż początkowo rząd próbował się od tego uchylać i wolał ryzykować wielki kryzys konstytucyjny, niż wykonać werdykt sądu. Ostatecznie jednak z pomocą sądu udało nam się doprowadzić do usunięcia osadników i wyburzenia części osiedla zbudowanej na wzgórzach Ulpana.

To był ogromny sukces nie tylko dla palestyńskich właścicieli tego gruntu, ale w ogólnej walce z okupacją i rozbudową osiedli żydowskich. Wywołał konflikt pomiędzy osadnikami, armią i rządem. Po raz kolejny uświadomił izraelskiej opinii publicznej, że rozbudowa osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu opiera się przede wszystkim na nielegalnej grabieży palestyńskiej ziemi.

Dzięki działaniom Jesz Din udało się prawie całkowicie zahamować rozbudowę osiedli na prywatnym palestyńskim gruncie. Wciąż oczywiście mamy do czynienia ze zjawiskiem grabieży ziemi powiązanej z zastraszaniem, przemocą i niszczeniem upraw, ale udało się zahamować zajmowanie jej z pogwałceniem wszystkich istniejących praw. To zasługa nasza, ale również wielu innych wspomagających nas organizacji, takich jak np. Szalom Achszaw (hebr. Pokój Teraz). Od momentu gdy Jesz Din rozpoczęła swe aktywne działania zmierzające do powstrzymania bezprawnej grabieży ziemi, nie notujemy już przypadków tego typu rozbudowy osiedli.

A jeśli chodzi o porażki? Myślę, że tych jest również wiele. Nade wszystko nasze statystyki pokazują ciągłą niewydolność organów wykonawczych w egzekwowaniu prawa. Od pierwszego dnia, gdy prowadzimy naszą bazę danych, widzimy, że spośród 100 skarg wniesionych przez Palestyńczyków na osadników ponad 90 jest lekceważona. Ma to oczywiście dalekosiężne konsekwencje. To, że prawdopodobieństwo pociągnięcia osadników do odpowiedzialności jest minimalne, całkowicie zmienia sytuację na Zachodnim Brzegu. Pomimo naszego ogromnego wysiłku zmierzającego do zmiany tej sytuacji nie udało nam się poprawić tych statystyk nawet o 1%. Jednocześnie muszę dodać, że liczba skarg składanych do Jesz Din przez Palestyńczyków jest ogromna. W swej prawie 10-letniej historii zajmowaliśmy się lub wciąż monitorujemy 1300…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polska na weselu