18 kwietnia 2007 r., Cardiff, Wielka Brytania. Tłum zgromadzony pod ratuszem wiwatuje po ogłoszeniu Polski i Ukrainy gospodarzami mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 r. Szczególnie Ukraińcy liczyli na rozwój infrastruktury, zyski ze sprzedaży biletów i miejsc noclegowych, a także promocję wizerunku kraju. Dla naszych sąsiadów miało to być doświadczenie w pewnym stopniu transformacyjne, pozwalające na unowocześnienie państwa i zaprezentowanie go jako godnego organizacji światowej rangi wydarzenia. Ówczesny szef Ukraińskiego Związku Piłki Nożnej Hryhorij Surkis wiedział, że konieczna jest pomoc Polski, bo sama Ukraina ze względu na jej ograniczenia miała nikłe szanse na powierzenie jej organizacji tak dużej imprezy.
Mieliśmy wtedy okazję na własnym podwórku doświadczyć wydarzenia przełomowego dla Europy Środkowo-Wschodniej. Dekadę później jesteśmy świadkami, jak piłka nożna wyznacza jeszcze bardziej symboliczną datę dla Bliskiego Wschodu. Mistrzostwa świata w Katarze – pierwsza taka impreza w regionie – choć stały się asumptem do sąsiedzkiej współpracy, są również źródłem ogromnych kontrowersji. Odwołując się do spektakularnych inwestycji lub łamania praw człowieka, dziennikarze prześcigają się w uznawaniu mundialu za powód do narodowej dumy albo kolejny przykład sportwashingu, czyli wykorzystania sportu do podbudowania wątpliwej reputacji państwa, firmy lub nawet pojedynczej osoby.
Marka „Katar”
Na stronie internetowej Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej (FIFA) możemy przeczytać podniosły opis logo tegorocznego turnieju. Ma symbolizować nieskończoność, osiem stadionów, na których odbędą się mecze, a przede wszystkim kształt oddający wygląd kufiji (nazywanej w państwach Zatoki Perskiej ghutrą), nakrycia głowy popularnego wśród męskiej części mieszkańców państw arabskich. Maskotka mundialu – biały duszek o imieniu La’ib – to kolejne nawiązanie do tej części arabskiej garderoby (i języka – po arabsku la’ib znaczy gracz), w której często możemy zobaczyć katarskiego emira. W projekcie stadionu Al-Bajt, gdzie Katarczycy i Ekwadorczycy zagrają mecz otwarcia, każdy, kto spędził noc na arabskiej pustyni, rozpozna beduiński namiot. To tzw. bejt al-sza’ar, gdzie Beduini często przyjmują gości. I właśnie arabska (a przede wszystkim katarska) gościnność ma być tym wspomnieniem, które kibice przywiozą z wyjazdu na mundial.
Wizualna symbolika to drobiazg w zestawieniu z innymi działaniami na rzecz katarskiego soft power ostatnich lat. Do niedawna to małe księstwo kojarzone było wyłącznie z gigantycznymi zasobami gazu i bogactwem. Jednak poprzedni emir Hamad ibn Chalifa al-Sani zainicjował także politykę ukierunkowaną na budowę wizerunku Kataru jako państwa dbającego o zachowanie tradycji kultury arabskiej, a jednocześnie nowoczesnego, niezależnego politycznie, zdolnego do balansowania w niestabilnym i niebezpiecznym otoczeniu Bliskiego Wschodu, kontynuowaną przez jego syna Tamima. Stąd też np. uruchomienie panarabskiej telewizji Al-Dżazira w latach 90. czy też zaangażowanie Kataru w mediacje między USA a talibami od 2011 r., a w ostatnim czasie z Iranem.
Poza dyplomacją to właśnie sport stanowi jedną z najważniejszych inwestycji państwa w budowę swojej marki na świecie. Oprócz organizacji igrzysk Azji Zachodniej 2005, igrzysk Azji 2006, Pucharu Azji 2011 i mistrzostw świata w piłce ręcznej mężczyzn 2015 księstwo co roku organizuje Qatar Open Golf Masters, turnieje tenisowe ATP (męski) i WTA (kobiecy) i Gran Prix Kataru Formuły 1. W 2011 r. Qatar Sports Investment zakupiło francuski klub piłkarski Paris Saint-Germain za 1,6 mld dolarów. W 2019 r. w Katarze odbyły się mistrzostwa świata w lekkoatletyce, a w 2021 r. futbolowy Puchar Narodów Arabskich.
Wally Olins, jeden z twórców koncepcji narodowego brandingu, twierdzi, że proces tworzenia marki państwa jest interesujący szczególnie dla tych krajów, które chcą uciec przed historycznymi stereotypami. Wielkie wydarzenia sportowe wydają się mieć wyjątkowy pod tym względem potencjał, pozwalając na utrwalenie obrazu i tożsamości gospodarzy wśród międzynarodowej publiczności, która będzie go powielać po powrocie do domów. Przypadek Kataru jest o tyle szczególny, że trudno nie zadawać sobie pytania: czy mundial ma szansę zwalczyć negatywny obraz kraju, czy też, przeciwnie, uwypukli kontrowersje wokół księstwa?
Kafala
Najwięcej wątpliwości budzi sytuacja zagranicznych niskokwalifikowanych pracowników. W Katarze, podobnie jak w pozostałych państwach Zatoki Perskiej, powszechny jest system kafala, który wyznacza ramy sytuacji prawnej imigrantów i ich relacji z tzw. kafilem – miejscowym sponsorem, którym jest najczęściej ich pracodawca. Jego zgoda jest wymagana np. do otrzymania i wydłużenia wizy, a do niedawna także do opuszczenia państwa zatrudnienia oraz zmiany pracy.
Tania siła robocza z ubogich państw Azji (m.in. z Indii, Bangladeszu, Filipin) była niezbędna do rozwoju słabo zaludnionych monarchii Zatoki lat 70. XX w., gdzie boom naftowy przyniósł bezprecedensową skalę urbanizacji i industrializacji. Odsetek zagranicznych pracowników w państwach Rady Współpracy Zatoki Perskiej (tzw. GCC) wzrósł między 1975 a 1985 r. z 39% do 67%, a trzy lata temu wynosił ponad 70%. Brak ochrony prawnej i stawek minimalnych dla zagranicznych pracowników przyczynił się do sytuacji, w której stanowią oni większość zatrudnionych w sektorze prywatnym (w Katarze to aż 94%), choć bezrobocie wśród młodych obywateli stanowi coraz poważniejszy problem.
Po przyznaniu możliwości zorganizowania mistrzostw świata Katarowi aktywiści ostro krytykowali FIFA za nieuwzględnienie w swojej ocenie kontrowersji dotyczących nieprzestrzegania przez Katar praw człowieka. „The Guardian” przeprowadził śledztwo dziennikarskie, w którym udokumentowano, że przez 10 lat od momentu wyboru Kataru jako gospodarza turnieju w 2010 r. w księstwie zmarło 6,5 tys. pracowników zagranicznych z Indii, Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu i Sri Lanki, czyli aż 12 osób tygodniowo.
Dziennikarze przyznali, że w zdecydowanej większości przypadków przyczynę śmierci podaje się jako „naturalną”, podkreślając, że przeprowadzenie autopsji zagranicznych pracowników jest w zasadzie niemożliwe, a śmierć w wyniku przegrzania podczas pracy katarscy medycy opisują zwykle właśnie jako „naturalną” lub „nieznaną”.
Poza przepracowaniem i narażeniem na zbyt wysoką temperaturę zatrudnieni padają ofiarą przymusowej, niepłatnej pracy. Znane są przypadki, kiedy kafil pozbawiał swoich pracowników paszportu, nie wypłacał im wynagrodzenia, zmuszał do mieszkania w niehumanitarnych warunkach. Szczególnie głośno o tym ostatnim procederze było podczas pandemii, kiedy w państwach Zatoki dochodziło do masowych zarażeń COVID-19 w zamieszkanych przez zagranicznych pracowników budynkach. Obrońcy praw człowieka i dziennikarze wskazali na nieodpowiednie warunki sanitarne w mieszkaniach imigrantów – skrajne zatłoczenie i ograniczony dostęp do czystej wody i toalety. Oddolną walkę o poprawę sytuacji robotników i pomocy domowej władze duszą w zarodku. W sierpniu katarskie służby aresztowały co najmniej 60 pracowników, którzy protestowali w związku z niewypłacaniem im wynagrodzeń. Część aresztowanych deportowano.
Jednocześnie międzynarodowa uwaga związana z mundialem wywarła presję na księstwo, by zadbało o poprawę sytuacji prawnej zagranicznych pracowników. Od 2018 r. Katar współpracował z Międzynarodową Organizacją Pracy na rzecz reform w tym zakresie. Najważniejsze objęły wprowadzenie płacy minimalnej. Organ, który monitoruje przestrzeganie tej zasady, kontroluje jedynie wynagrodzenia w sektorze prywatnym, gdzie pracuje większość imigrantów. Oznacza to jednak wykluczenie spod tego nadzoru pracowników państwowych koncernów paliwowych i gazowych, w tym giganta QatarEnergy.
Ponadto władze zniosły obowiązek zgody pracodawcy na zmianę pracy czy opuszczenie kraju, a także stworzyły Fundusz Pomocy i Ubezpieczeń Pracowniczych. Choć wprowadzone zmiany nie są wystarczające i są pełne luk pozwalających na dalsze nadużycia, mają one szansę zainicjować zmianę w postrzeganiu zagranicznych pracowników fizycznych. Jest to w końcu nie tylko prawny, ale też społeczny problem, zwłaszcza że największy sprzeciw wobec zmian wyrażały środowiska biznesowe, a nie państwowa administracja.
Kibice zamiast lokatorów
Poszkodowani są też ubożsi i należący do klasy średniej mieszkańcy Kataru. Pośrednim źródłem ich problemów jest niewielka, bo wynosząca jedynie 11,5 tys. km2 , powierzchnia księstwa. To mniej więcej tyle, ile zajęłyby trzy Warszawy. Mieszkają na niej niecałe 3 mln ludzi, co oznacza, że populacja Kataru, licząc wszystkich, którzy odwiedzą księstwo podczas turnieju, wzrosłaby o ok. 50%. Wybudowanie infrastruktury zdolnej pomieścić wszystkich kibiców w Katarze było niemożliwe, a także niepotrzebne, biorąc pod uwagę potencjalną liczbę turystów w przyszłości. Choć nowe hotele oczywiście powstały, a część gości władze Kataru zamierzają podjąć w luksusowych statkach wycieczkowych, do wsparcia w tym zakresie „zachęcono” prywatnych właścicieli nieruchomości. Do tej pory władze regulowały ceny wynajmu nieruchomości, ustanawiając maksymalny wzrost cen na poziomie 10% rocznie. Jednak przed mundialem rząd zniósł regulacje, co zaskutkowało podniesieniem cen z miesiąca na miesiąc nawet o ok. 35%. To przełożyło się nie tylko na…