Subskrybuj
Tina Beattie (fot. Chris Young / PA / East News)
Studiowała nauki polityczne na Universidad de los Andes w Bogocie. W latach 2015-2016 pracowała dla Hiszpańskiego Instytutu Nauki CSIC w departamencie antropologii w Barcelonie. Współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Polityką” jako korespondentka z Ameryki Południowej

Odrzucić zepsute formy religii

W Kościele zmiany potrafią trwać wieki, zanim rozsądek zwycięży nad dogmatami. Wystarczy spojrzeć na sprawę Galileusza. Wierzę, że z kwestią kobiet księży pójdzie szybciej.

Czy religia chrześcijańska od początku zawierała w sobie obraz podrzędnej roli kobiet?

Chrześcijaństwo, kiedy zaczęło się rozprzestrzeniać, dawało ludziom wolność. Była to wiara wyzwalająca, za którą wiele kobiet chciało podążać. Jak pokazują antropolodzy, nowe fenomeny religijne często na początku poszerzają zakres wolności kobiet. Jednak w miarę rozwoju instytucji kobiety ponownie umieszczane są na drugim miejscu w hierarchii. I wygląda na to, że coś takiego rzeczywiście miało miejsce, kiedy chrześcijaństwo zaczęło zabiegać o akceptację w starożytnym świecie. Równość kobiet i mężczyzn byłaby niebezpieczna, ponieważ spowodowałaby rewolucję społeczną, a tymczasem chrześcijanom zależało na szerzeniu Ewangelii, ponieważ myśleli, że Chrystus powróci jeszcze za ich życia. Według nich sprawa Jego ponownego przyjścia była pilna, a ich działania nie mogły zostać stłumione przez walkę o zmianę polityki płci.

Poświęcono więc kwestię równości. Rządcy ówczesnego świata obawiali się kobiet i tego, co mogłyby dokonać?

Istniał strach przed siłą kobiecej seksualności, który wzrósł, gdy chrześcijaństwo stało się zinstytucjonalizowaną, znormalizowaną religią. Sytuacja była inna, kiedy jego wyznawanie było nielegalne i stanowiło bardzo radykalną, wywrotową i prześladowaną wiarę. Po zalegalizowaniu chrześcijaństwa zaczęto kontrolować strukturę społeczną także w jego obrębie. Oczywiście to dotyczyło wszystkich ludzi znajdujących się niżej w hierarchii społecznej, nie tylko kobiet, również dzieci i niewolników. Niemniej jednak w kulturze Zachodu, a przynajmniej w tych formach, które są nam dobrze znane, zawsze istniało dążenie do szczególnej kontroli kobiet. I myślę, że nawet pomijając próbę wyjaśnienia instytucjonalnego, ma to coś wspólnego ze strachem przed seksualnością i siłą kobiet. Możemy być matkami. Mamy ogromną moc właśnie ze względu na rolę, jaką odgrywamy w kształtowaniu życia każdego człowieka. Warto się przyjrzeć temu, dlaczego ta nasza siła budzi tyle lęków.

Maryja, najsłynniejsza w historii chrześcijaństwa matka i punkt odniesienia dla wierzących kobiet, jest przedstawiana jako kobieta posłuszna, cichai cnotliwa. W dodatku jako dziewica. Czy uda się kiedykolwiek zdekonstruować ten obraz Maryi tak, aby utożsamiał kobiecą siłę, również tę seksualną, o której przed chwilą powiedziałaś? A może jesteśmy już w trakcie tego procesu?

Nie, nie sądzę, żebyśmy byli w procesie dekonstrukcji Jej wizerunku. Myślę, że problem polega na tym, że sami do końca nie wiemy, czy lepiej zdekonstruować Maryję w ramach istniejącej tradycji, czy stwierdzić, że zmiana wizerunku nie jest możliwa i z jakichś powodów się chrześcijaństwu nie opłaca. Według mnie jeżeli porzucimy wysiłek dekonstrukcji figury Maryi, całą władzę, jaka wynika z siły Jej wizerunku, pozostawimy w rękach konserwatystów. W ten sposób Maryja pozostanie symbolem ucisku, poddaństwa, służalczości. Z pism wczesnego Kościoła wynika, że dziewictwo Maryi stało się kluczowe i odniesione wyłącznie do seksualności dopiero wtedy, gdy Kościół zaczął funkcjonować jako legalna instytucja.

Czyli podejście do rozumienia dziewictwa Maryi zmieniło się ze względu na potrzeby instytucjonalizacji wiary chrześcijańskiej?

We wczesnym Kościele dziewictwo Maryi było znakiem tego, że Bóg stworzył coś nowego. Było raczej kojarzone z dziewiczością ziemi. Wraz z Maryją Bóg stworzył nowy ogród Eden.

W pismach św. Teodota z III w. czytamy np.: „Ziemia, która bez nasienia wydała owoc zbawienia! Dziewica, która przewyższa sam raj Edenu!… Ta ziemia była dziewicza i Maryja także jest dziewicą, ale Bóg uznał za stosowne, aby ziemia zrodziła drzewa, podczas gdy Stwórca sam stał się owocem tej Dziewicy według ciała. Ziemia nie przyjęła pędów, zanim wypuściła drzewa, ani Dziewica nie utraciła dziewictwa, rodząc”. Zatem, będąc matką, Maryja ucieleśniała to, co ludzkie, a jako dziewica to, co miało wymiar boski – to, co było nowe. Myślę, że zwłaszcza teraz, w obliczu kryzysu ekologicznego, następuje ponowne odkrycie idei, że Maryja symbolizuje twórczą moc Boga – niekontrolowaną przez żadnego człowieka. Wiesz, Ona nie musiała iść do Józefa i powiedzieć: „Bóg chce, żebym miała dziecko, więc proszę, czy moglibyśmy uprawiać seks?”.

Zatem w opowieści o Maryi jest coś rewolucyjnego?

Maryja zgodziła się na dziecko, choć wiedziała, że będzie to powód do skandalu. Później przeciwstawiła się Józefowi i będąc już w ciąży, wyruszyła w samotną podróż, aby odwiedzić Elżbietę. Mówi się nam, że była miła i posłuszna, bo chciała odwiedzić krewną. Ale anioł nie powiedział Jej: „Twoja kuzynka jest w ciąży, masz tam iść”. Rzekł do Niej tylko coś w tym stylu: „Jest ktoś jeszcze w takiej sytuacji”. Tak jednak reagują kobiety: idziemy i szukamy innej kobiety, która rozumie, co się z nami dzieje.

Nie sądzę, że Maryja poszła, bo miała zamiar opiekować się Elżbietą. Myślę, że poszła, bo anioł jej powiedział, że jest ktoś, kto ją zrozumie. Jej postępowanie trudno uzgodnić z zachowaniem osoby bezwarunkowo posłusznej.

Twoje spojrzenie na rolę Maryi jest o tyle szczególne, że dokonałaś konwersji, świadomie wybierając wiarę katolicką

Zgadza się. Nie zostałam wychowana w wierze katolickiej. Maryja była dla mnie zawsze jak zakazany owoc, bo jako protestantka słyszałam, że katolicy czczą Maryję i że to jest bałwochwalstwo. Lecz kiedy dorastałam, zaczęłam myśleć: czy można być chrześcijanką i czcić kobietę? A potem gdy sama urodziłam dzieci, stało się dla mnie jasne, że Maryja skrywa niezwykłą moc. Wcześniej nie miałam żadnego wizerunku kobiety będącej tak intymną towarzyszką Boga. Według mnie znaczenie, jakie ma w Kościele Maryja, wcale nie umniejsza Jezusowi. Ona dzieli Jego chwałę. Jego przyjście na świat nie mogłoby się wydarzyć bez Niej. Jeżeli tak na to spojrzymy, to Maryja staje się silną kobietą i ogromną inspiracją.

Jak w takim razie powinny patrzeć dziś na Maryję zarówno osoby wierzące, jak i niewierzące?

Powiedziałabym tak: spójrz na Maryję, zobacz ogromną siłę natury. Niezależnie od naszej płci czy stanu cywilnego nosimy w sobie stałe poczucie niewykorzystanego źródła mocy. Tęsknimy za tym i czujemy, że stanowi ono integralną część naszej egzystencji. Jako chrześcijanka powiedziałabym, że ta część jest boska i że dzięki niej nie należę do nikogo innego, tylko do Boga. Nie ma w tym więc miejsca na opresję i kontrolę, jaką niesie ze sobą hierarchiczna struktura komunikacji w Kościele. Musimy zatem ponownie zastanowić się nad tym, jak myślimy o Bogu w obrębie tradycji chrześcijańskiej

W Księdze Rodzaju jest napisane, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, jednak gdy przypatrzymy się wizerunkowi Boga w Kościele katolickim, to okazuje się, że zaszyte są w nim przede wszystkim męskie atrybuty.

Jeśli pomyślę o Bogu jako o surowym, patriarchalnym ojcu, a o Maryi jako o uległej służebnicy, i że jako wierząca kobieta powinnam być jak Maryja, będzie to ogromnie destrukcyjne. Lecz jeśli pomyślimy o Bogu jako o Tym, który wyzwala Maryję z niewoli patriarchatu i czyni z Niej centrum nowego stworzenia, to sądzę, że możemy pracować nad czymś naprawdę ważnym.

Jednak zarówno mężczyźni w Kościele, jak i jego władze przeciwstawiają się takiemu przedstawianiu Maryi. Twierdzą, że to złamanie największej tradycji doktrynalnej. Ale przecież to nie jest doktryna. To niezdrowa inkulturacja.

Co w takim razie mogą zrobić wierzące kobiety, które chcą przełamać taki wizerunek Boga i Maryi?

Myślę, że my, teolożki, mamy obowiązek czujnie przyglądać się tradycyjnej wykładni. Zaproponować innym kobietom wspólne spotkania i dyskusje. Robią tak np. muzułmanki i Żydówki, które szukają nowych znaczeń, studiując swoje święte pisma. Może nie interesują się za bardzo socjologią czy feminizmem, lecz czytają te pisma i mówią: wmawiają nam, że tak napisano, choć to nieprawda, widzimy w tekście coś innego. Możemy więc wspólnie sprzeciwiać się autorytetom i udowadniać, że z doktrynalnego punktu widzenia nie mają racji. Możemy przywoływać teologiczne teksty, które istnieją, mimo że przez wieki je pomijano. Sądzę, że jeśli podejdziemy do tematu na poważnie, to sama teologia stanie się dla kobiet bardzo bogatym zasobem. Kościół katolicki jest wyjątkowy pod względem liczby kobiet, których imiona i pisma się zachowały: Mechtylda z Magdeburga, Marguerite Porete, Katarzyna ze Sieny, Teresa z Ávili czy bardziej współczesna Dorothy Day. Proponuję nazwać je ludowymi teolożkami i korzystać z ich doświadczeń i refleksji.

Religijnym autorytetom znacznie trudniej odrzucać nasze stanowisko, gdy korzystamy z teologicznych argumentów, niż wtedy, kiedy w dyskusji z nimi posługujemy się jedynie świecką teorią feministyczną. Co nie znaczy, że nie uczymy się od feminizmu. Wiele z niego czerpiemy. Podobnie jak kiedyś Tomasz z Akwinu czerpał od Arystotelesa i od filozofów żydowskich. Chrześcijaństwo jest nieustannym dialogiem z innymi kulturami oraz z innymi tradycjami intelektualnymi. I to w nim kocham.

Twoja chęć dialogu z innymi kobietami była motywacją do stworzenia The Catholic Women Speak – internetowej społeczności, w której to kobiety, katoliczki, mają głos.

Tak, bo uważam, że jedyne, czego nie wolno nam robić, to milczeć. Musimy ze sobą rozmawiać. W Polsce pracowałam z wieloma kobietami, i to w momencie kiedy biskupi naciskali na wprowadzenie twardego prawa antyaborcyjnego. Jeżeli pracujesz dla katolickiej instytucji, jako kobieta nie masz prawa głosu. Dlatego ja muszę mówić, bo mnie ta presja nie dotyczy – pracowałam na publicznej uczelni, a w dodatku niedawno przeszłam na emeryturę. Oczywiście wiąże się to z tym, że często władze kościelne nie chcą, żebym przyjeżdżała i przemawiała w ich diecezjach czy w Watykanie, ale mnie to nie obchodzi.

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kościół bez patriarchatu