Subskrybuj
Kadr z tajwańskiego serialu "Gra o prezydenturę" (Wave makers) z 2023 r. Opowiada on o ekipie asystentek politycznych zaangażowanych w kampanię – jedna z nich doznaje molestowania. Serial rozpoczął dyskusję o tajwańskim #MeToo fot. Netflix
Sinolożka, japonistka, tłumaczka. Pisze głównie o sprawach związanych z Azją. Interesuje się literaturą azjatycką, kendo i małymi językami

Spóźnione tajwańskie #MeToo

Tajwan uchodzi za najbardziej otwarty i tolerancyjny kraj Azji Południowo-Wschodniej. Zalegalizował małżeństwa jednopłciowe, a na jego czele od siedmiu lat stoi kobieta – prezydentka Tsai Ing-wen. Jednocześnie dopiero w zeszłym roku uchylono prawo kryminalizujące zdrady małżeńskie. Ruch #MeToo, który w 2017 r. przetoczył się przez Chiny, Koreę i Japonię, ominął wyspę. Aż do tego roku.

W połowie czerwca 2023 r. była modelka Amber Chang opublikowała na Facebooku post, w którym wyznała, że 10 lat wcześniej została zgwałcona przez znanego komika. Nie wymieniła nazwiska. Dzień później zrobiła to influencerka Anissa Chang, która oskarżyła o molestowanie tę samą – jak się okazało – osobę: Nono Chena. Wspomniała, że niedługo potem skontaktowało się z nią ponad 20 kobiet, które również doświadczyły przemocy seksualnej z jego strony, a część z nich posiada dowody w postaci nagrań, zdjęć i screenów rozmów. Chen zaprzeczył wszystkiemu, jednak dzień później wycofał się z życia publicznego i zadeklarował, że „natychmiast przestanie pracować na scenie oraz szczerze i głęboko zastanowi się nad sobą”. Wkrótce na Facebooku pojawiło się anonimowe wyznanie aktorki podpisanej jako „W”, która opowiedziała o tym, jak została zgwałcona przez reżysera Tommy’ego Yu. Nie była jedyną osobą z branży, która doświadczyła przemocy z jego strony. Yu przeprosił, zadeklarował, że ma „niewłaściwe rozumienie miłości” i popełnił wiele błędów przez swoje trudne doświadczenia z dzieciństwa. Nie wszyscy oskarżeni zareagowali w taki sposób. Blackie Chen, popularny prezenter telewizyjny i aktor, pozwał aktorkę Tinę Chou na 10 mln dolarów tajwańskich za zniesławienie. Chou ujawniła bowiem wcześniej, że Chen molestował ją podczas służbowej podróży do Hongkongu 11 lat wcześniej. Był wtedy jej przełożonym.

Nie wszystkie świadectwa pochodziły od kobiet. Były partner aktora i piosenkarza Aarona Yana opowiedział o tym, jak ten nagrywał go w sytuacjach intymnych. Chłopak miał wówczas 16 lat, a Yan 32. Aktor przyznał się do winy i dokonał publicznych przeprosin. Kolejne informacje o przemocy seksualnej wypływały nie tylko w środowisku medialnym. Jedna z najbardziej znanych spraw to skandal wokół Wang Dana, chińskiego dysydenta i uczestnika protestów na placu Tian’anmen w 1989 r. W social mediach pojawił się post Lee Yuan-chuna, który oskarżył polityka o próbę gwałtu w 2014 r. Lee miał wówczas 19 lat. Przez kolejne dwa miesiące ujawniło się pięć kolejnych osób, które potwierdziły, że Wang również wobec nich dopuścił się przemocy seksualnej. To tylko najbardziej znane przypadki tajwańskiej fali #MeToo, która przetoczyła się przez ten kraj w czerwcu i lipcu tego roku.

Wzbudzona fala

Kamykiem, który rozpoczął lawinę, wydaje się serial wyprodukowany przez Netflix pt. Wave Makers. Opowiada on o ekipie asystentów politycznych, zaangażowanych w kampanię wyborczą. Jedna z bohaterek doznaje molestowania ze strony członka partii. Wspólnie z innymi decyduje się zgłosić tę sprawę i doprowadzić do ukarania sprawcy. Dużą popularność zyskał cytat z serialu „This time we can’t let it go” („Tym razem nie możemy odpuścić”). Chociaż w filmie nie pada wprost nazwa rządzącego ugrupowania, Demokratycznej Partii Postępowej (DPP), wiele szczegółów odsyła właśnie do niej. Łącznie z przedstawioną na ekranie siedzibą, łudząco podobną do tej należącej do DPP. Wave Makers pojawił się na platformie w kwietniu tego roku i stał się ogromnym hitem.

Wiele osób uważa, że sytuacja na Tajwanie po prostu dojrzała do momentu, w którym społeczeństwo zdecydowało się zmierzyć z problemem przemocy na tle seksualnym.

Darice Chang, tajwańsko-amerykańska dziennikarka, aktywista na rzecz praw kobiet (jest osobą niebinarną), uważa, że serial spełnił tu kluczową rolę:

– Potrzebowaliśmy wzorca pozytywnej reakcji społeczeństwa na #MeToo – twierdzi. – Zazwyczaj ludzie uznają to za rzecz, o której nie należy mówić. Jeśli kobieta, bo zazwyczaj jest to kobieta, doświadcza molestowania w miejscu pracy, to oczekuje się od niej, że zachowa to dla siebie. Mamy mentalność kolektywną, chcemy, żeby ofiara poświęciła się dla dobra ogółu. Jeśli ktoś ujawni molestowanie, np. w partii czy na uczelni, to źle wpłynie na reputację tej organizacji. Potrzebny nam był przykład, jak Tajwańczycy powinni reagować w takich przypadkach.

Zieloni, niebiescy i kasety wideo

Tajwańską scenę polityczną dominują dwa kolory: zielony i niebieski. To barwy symbolizujące najpotężniejsze partie, wspomniane już DPP oraz Kuomintang (KMT). Narodowa Partia Chin została założona w 1912 r. przez Sun Jat-sena jako siła walcząca o obalenie monarchii i demokratyzację. Po śmierci Suna i krótkiej walce o władzę przywódcą został Czang Kaj-szek. W 1949 r., po tym jak większość Chin została opanowana przez komunistów, nacjonaliści ewakuowali się na Tajwan. Do 1987 r. na wyspie obowiązywał stan wojenny, a KMT było jedyną legalną partią. Ugrupowania demokratyczne, w tym DPP, zaczęły powstawać (początkowo nielegalnie) na przełomie lat 70. i 80. Pierwsze w pełni demokratyczne wybory odbyły się w 1992 r. W 2000 r. w wyborach prezydenckich zwyciężył Chen Shui-bian, łamiąc dotychczasowy monopol KMT. Kolejne lata upłynęły na walce o władzę między dwiema partiami. Od 2016 r. i wygranej Tsai Ing-wen Zieloni znów są u władzy. DPP opowiada się za niepodległością i odrębnością Republiki Chińskiej, a więc odrzuca akceptowaną przez Kuomintang politykę jednych Chin, która zakłada, że niemożliwe jest uznawanie jednocześnie istnienia Chińskiej Republiki Ludowej i Republiki Chińskiej (Tajwanu). Zieloni i Niebiescy mają przytłaczającą większość w obecnym parlamencie (62 posłów DPP i 37 posłów KMT na 113 miejsc).

Dlaczego serial Netflixa wziął na celownik akurat progresywną, liberalną partię, która w założeniu powinna dbać o prawa kobiet? DPP również ma swoje trupy w szafie. Jedna z pierwszych spraw fali #MeToo dotyczyła Lee Cheng-hao, który został nominowany przez partię na kandydata w wyborach parlamentarnych. Wcześniej był członkiem Kuomintangu (skąd wyrzucono go za publiczne krytykowanie kandydata partii na prezydenta), a następnie centroprawicowej Partii Najpierw Naród (People First Party, PFP – Pomarańczowych, którzy pozostają w koalicji z Niebieskimi). Lee miał szantażować swoją byłą partnerkę zdjęciami o charakterze seksualnym, które zrobił bez jej zgody. Nie obyło się bez teorii, że oskarżenia członków DPP (Lee nie był jedynym przypadkiem) to zaplanowane działanie, które ma poprowadzić Republikę Chińską ku zjednoczeniu z ChRL. Tajwańczycy, rozczarowani skompromitowaną partią rządzącą, mieliby zwrócić się ku prozjednoczeniowemu Kuomintangowi. JhuCin Rita Jhang, wykładowczyni komunikacji społecznej na Uniwersytecie Teksańskim w Austin, zwraca jednak uwagę, że sprawa Lee nie wypłynęła dopiero teraz.

– Zarzuty pojawiły się, kiedy był kandydatem Kuomintangu, siedem lat temu. Ale nikt się nimi nie przejmował, dlatego że był Niebieski. Teraz miał startować jako kandydat DPP, która popiera prawa kobiet i mniejszości seksualnych. To wywołało sprzeciw: jak partia, która mieni się postępową, może współpracować z kimś takim?

Jhang uważa, że w społeczeństwie istnieje ciche przyzwolenie na takie zachowania, jeśli dopuszczają się ich członkowie partii uważanej za konserwatywną. Jednak w przypadku DPP, z uwagi na jej liberalne postulaty, poprzeczka jest zawieszona wyżej.

Spóźnione #MeToo

27 kwietnia 2017 r. ok. trzeciej w nocy w swoim mieszkaniu w Tajpej powiesiła się 26-letnia Lin Yihan. Po jej śmierci książka, którą wydała w tym samym roku, znów znalazła się w centrum zainteresowania. Rodzice Lin zamieścili w mediach społecznościowych post sugerujący, że powieść została oparta na przeżyciach autorki, która odebrała sobie życie, bo nie była w stanie poradzić sobie z traumą. Wydany także w Polsce Raj pierwszej miłości Fang Si-chiopowiada o 12-letniej dziewczynce, która zostaje zgwałcona przez szanowanego i lubianego nauczyciela. Ich relacja ciągnie się latami, a dziewczyna boryka się z coraz bardziej dolegliwymi skutkami traumy. Chociaż post zniknął, a wydawnictwo zaprzeczyło powiązaniom autorki z postacią, w mediach zawrzało. Rodzina Lin oskarżyła Chen Kuo-hsinga, nauczyciela ze szkoły przygotowującej do egzaminów, który utrzymywał z nią relacje o charakterze seksualnym. Chenowi nie udowodniono winy. Twierdził, że relację z Lin nawiązał dopiero, gdy była już pełnoletnia i przestała być jego uczennicą, ale sprawa przyczyniła się do zmian w prawie. Od tej pory nauczyciele, którzy często zatrudniali się pod pseudonimami, w szkołach w Tajpej mogli używać tylko prawdziwych nazwisk. Mimo to w innych częściach kraju problem wciąż istnieje. Chociaż…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Daj chłopaka, takiego chłopaka