Subskrybuj
Japonistka, reportażystka, współzałożycielka wydawnictwa i księgarni Tajfuny. Tłumaczka japońskiej literatury pięknej i nonfiction. Autorka książki Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet (2018)

A miało być tak pięknie

Mówi się, że Japonia to kraj kontrastów, mieszanka historii i nowoczesności. Że to kraj żyjący w przyszłości, ze wszystkimi tego zaletami i bolączkami. Ale rzeczywistość jest o wiele bardziej prozaiczna. Stagnacja gospodarki i najniższa od lat wartość jena. A do tego coroczny spadek w rankingach wolności prasy i równości płci.

Po pęknięciu bańki ekonomicznej na początku lat 90. zaczął zanikać czar Japonii jako najszybciej rozwijającej się gospodarki, kraju bogactwa i wysokich technologii. Na początku wszyscy chcieli wierzyć, że to tylko chwilowe potknięcie, że czasy hossy jeszcze wrócą. Zwłaszcza że u sterów niemalże nieprzerwanie od 1955 r. stała ta sama siła polityczna – Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP). Wierzyli w to zarówno decydenci, jak i ich wyborcy. Choć frustracja w społeczeństwie zaczęła powoli narastać.

Na oznaki, że już nie jest tak jak dawniej, nie trzeba było długo czekać. W 1995 r. członkowie sekty Aum Shinrikyō przeprowadzili w tokijskim metrze atak trującym gazem sarin – zginęło w nim 14 osób, a dziesiątki zostały ciężko ranne. Kilka miesięcy wcześniej w wyniku ogromnego trzęsienia ziemi znacznych zniszczeń doświadczyło Kobe. Dla wielu te dwa medialne wydarzenia splotły się w jedną narrację – poczucia bezsilności, ale też strachu. PKB Japonii (według danych Banku Światowego) spadło między 1995 a 2007 r. z 5,54 tryliona jenów do 4,58 tryliona. Początkowo mówiono o latach 90. jako o „straconej dekadzie”, z czasem jednak badacze i komentatorzy zaczęli zaczęli też tak określać pierwszą dekadę XXI w. A potem drugą. I trzecią.

Przez chwilę wydawało się nawet, że może skończy się tylko na utracie dwóch dekad. Ale 11 marca 2011 r. w wyniku potężnego trzęsienia ziemi i tsunami życie straciło kilkanaście tysięcy osób. Uszkodzony został też reaktor elektrowni atomowej w Fukuszimie. Awaria została w dużej mierze spowodowana przez zaniedbania agencji rządowej – brak odpowiednich protokołów bezpieczeństwa oraz nieodpowiednie przeszkolenie pracowników na miejscu. Poza szokiem i żałobą w Japończykach i Japonkach zaczęła narastać coraz większa frustracja.

Erupcja przemocy

Zachodnie media uwielbiają zachwycać się (niby)japońskimi sposobami na szczęście, zdrowie, czyste mieszkanie i spokój ducha. Piszą o podróżach po Japonii tak, jakby ta nadal cieszyła się prosperity. Mówimy jednak o kraju, w którym od 30 lat trwa stagnacja ekonomiczna i nawarstwiają się problemy społeczne, a coraz więcej osób nie widzi nadziei na poprawę sytuacji. W obliczu coraz bardziej prekarnej gospodarki, w której trzeba walczyć o namiastkę bezpiecznego zatrudnienia, dużą część społeczeństwa przytłacza poczucie bezsilności. Gdy dodamy do tego brak systemowego wsparcia, łatwiej zrozumieć, dlaczego w ostatnich latach regularnie bezsilność ta przeradza się we wściekłość – a ta niekiedy prowadzi do przemocy.

W 2008 r. w tłum ludzi w Akihabarze, turystycznej dzielnicy Tokio, wjechał rozpędzony samochód. Kierowca, 25-letni Tomohiro Kato, wysiadł z auta, po czym zaczął dźgać nożem potrąconych przez siebie przechodniów. Zamordował 7 osób. Osiem lat później 26-letni Satoshi Uematsu, były pracownik ośrodka opieki dla osób z niepełnosprawnością w Sagamiharze, włamał się na jego teren i zadźgał 19 pacjentów i pacjentek mieszkających i ranił prawie 50 kolejnych. Trzy lata później, w 2019 r., 41-letni Shinji Aoba podłożył ogień pod budynek słynnego studia animacji, Kyoto Animation. Życie w pożarze straciło 36 osób. Wszyscy sprawcy zostali jednogłośnie skazani przez sąd na karę śmierci (Japonia, obok USA, to jedyna liberalna demokracja na świecie, w której wciąż jest to najwyższy wymiar kary).

Podobne ataki można by wymieniać bez końca. Prawie zawsze oprawcami są mężczyźni w wieku 25–45 lat; przedstawiciele pokolenia, które nigdy nie doświadczyło czasów prosperity.

Zostali oni jednak wychowani w cieniu dawnej świetności i według modelu rodziny i społeczeństwa, które nie mają racji bytu w Japonii w XXI w. Dodajmy do tego coraz bardziej konserwatywną retorykę polityków i co za tym idzie, rosnące nacjonalizm, ksenofobię i mizoginię.

Ofiarami przemocy ze strony sfrustrowanych mężczyzn, którzy nie są w stanie wypełnić wyuczonej roli, czyli utrzymania ze swojej pensji całej posłusznej wobec siebie rodziny, są z reguły młode kobiety. Od paru lat młode aktywistki zaczynają nazywać rzeczy po imieniu i mówić o fali kobietobójstw. Jednym z oprawców był Yusuke Tsushima, który w lipcu 2021 r. kilkanaście razy dźgnął studentkę w podmiejskim tokijskim pociągu i ranił kolejnych kilka osób. Powód? Pragnął zabić „szczęśliwie wyglądające kobiety”.

W cieniu sekty

Bez wątpienia aktem przemocy, który wstrząsnął w ostatnich latach najmocniej japońskim społeczeństwem, było morderstwo byłego premiera Shinzō Abego. 8 lipca 2022 r. został on postrzelony bronią domowej roboty podczas wiecu wyborczego w Narze. Szok z powodu zabójstwa znanego polityka dodatkowo potęgował sposób, w jaki dokonano zamachu. Japońskie prawo mocno reguluje posiadanie broni palnej. Oprawca, 41-letni Tetsuya Yamagami, w swoich zeznaniach stwierdził, że zastrzelił Abego ze względu na jego zaangażowanie w działania Kościoła Zjednoczeniowego. Matka Yamagamiego zbankrutowała, po tym jak wymuszono na niej przekazanie na rzecz sekty ogromnych sum pieniędzy.

Początkowo japońskie media nie chciały podawać informacji na temat tego, o jaką organizację religijną chodziło zabójcy, ale prawda szybko wyszła na jaw. Zwłaszcza że Abe od dawna sympatyzował z Kościołem Zjednoczeniowym i pojawiał się jako mówca na jego wydarzeniach. Ciekawy fakt – Kościół Zjednoczeniowy założył swój oddział w Japonii pod koniec lat 50., gdy premierem był dziadek Shinzō Abego. W działalność Kościoła zaangażowany był też jego ojciec, były minister spraw zagranicznych. Nepotyzm w japońskiej polityce to zresztą norma, nie wyjątek.

O Kościele Zjednoczeniowym, nazywanym często sektą Moona (od nazwiska koreańskiego założyciela, który uznawany jest przez wyznawców za Mesjasza), wiedział w Japonii każdy, lecz media zazwyczaj nabierały w związku z tym tematem wody w usta.

Przez ponad 60 lat organizacja ta zbierała największe kwoty właśnie w Japonii, często wykorzystując naiwność starszych i zazwyczaj samotnych osób. Niektórzy badacze sugerują nawet, że datki z Japonii to prawie 70% majątku sekty.

Po zabójstwie Abego presja mediów wymusiła na politykach publiczne oświadczenia na temat ich związku z Kościołem, a cały skandal tak bardzo wpłynął na zadowolenie w sondażach z rządów, że premier Fumio Kishida, został zmuszony do usunięcia z rządu ministrów powiązanych z sektą Moona.

Śmierć Abego była na wielu poziomach momentem przełomowym – rząd Kishidy nigdy już nie podniósł się po wywołanej przez nią fali skandali. Półtora roku później japońską opinię publiczną rozgrzewała kolejna historia o nieuczciwości i nieudolności LDP – tym razem nie mówiło się prawie o niczym innym jak tylko o przywłaszczeniu przez polityków pieniędzy zbieranych na publicznych eventach na rzecz partii. Mowa o 3,5 mln dolarów, które w dużej mierze pochodziły od osób prywatnych.

Premier Kishida zwolnił niemalże od ręki czterech ministrów, ale nic to nie zmieniło – kilka miesięcy później poparcie dla rządu wyniosło mierne 14,6%. Ostatni raz tak nisko spadło w 2009 r., gdy premierem był Tarō Aso; tuż przed tym jak LDP straciło na kolejnych parę lat władzę na rzecz Partii Demokratycznej. Wtedy jednak część wyborców miała przynajmniej nadzieję na zmianę; teraz, po tragedii z 2011 r., skandalach wokół igrzysk olimpijskich w Tokio w 2020 r. i po pandemii, mało kto łudzi się, że kiedykolwiek może być jeszcze lepiej. Bo jak ma się poprawić życie zwykłych ludzi, kiedy dosłownie okrada ich nawet własny rząd?

Nierówna walka o równouprawnienie

W 2015 r. Abe obiecał, że stworzy społeczeństwo, w którym „wszystkie kobiety będą mogły zabłyszczeć”. Za cel wzięto sobie zwiększenie liczby kobiet na rynku pracy, co miało przyczynić się do wzrostu gospodarczego. I choć faktycznie przez ostatnich kilkanaście lat rósł odsetek kobiet na rynku pracy, nie wynika to ze zmieniającej się ich pozycji w społeczeństwie. To skutek coraz bardziej prekarnej gospodarki, w której bez pracy zarobkowej kobiet rodziny nie są w stanie się utrzymać.

Skończyło się, niestety, na wielkich słowach. W najnowszym Global Gender Gap Report przygotowywanym co roku przez Światowe Forum Ekonomiczne Japonia zajęła 125. miejsce na 146 państw – spadek o 40 pozycji od 2006 r. Jest to najgorszy wynik wśród wszystkich państw Azji Wschodniej i Pacyfiku. Dla porównania Polska jest w tym zestawieniu na 60. miejscu.

Japonia zajęła 123. miejsce w kategorii równości ekonomicznej (powolny spadek od wielu lat). 53% kobiet pracuje na część etatu albo na kontrakcie – co wiąże się z mniejszą liczbą godzin w pracy, ale też niższymi benefitami i niższą pensją. Na podobnych zasadach zatrudnionych jest mniej niż jedna czwarta mężczyzn. To kobiety nieproporcjonalnie dotknął kryzys na rynku pracy wywołany pandemią COVID-19. W kwietniu 2020 r., kiedy z powodu zamknięcia granic w Japonii zwolniono prawie milion pracowników, ponad 70% z nich stanowiły kobiety. Mimo wielkich słów polityków nie poprawia się też sytuacja kobiet w porównaniu z mężczyznami zatrudnionymi na takich samych stanowiskach – według danych OECD z 2022 r. mediana zarobków kobiet była…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Sen o Japonii