Subskrybuj
Japonistka, tłumaczka i redaktorka, współzałożycielka wydawnictwa Tajfuny. Członkini Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. W pracy przekładowej szczególnie interesuje się współczesną literaturą japońską i odkrywaniem dla polskich czytelników nowych głosów

Więcej niż piękne uszy

U Murakamiego mają piękne uszy, niezaspokojony seksualny apetyt i aurę tajemnicy. U Tanizakiego i Kawabaty są ucieleśnieniem idei piękna, metaforą posłusznej, wyrafinowanej istoty. Poza tym: gejsze i wampy. A jaki portret japońskim kobietom malują japońskie pisarki?

Zaczniemy jednak, jak to nadal często bywa, gdy rozmowa dotyczy kobiet, od mężczyzny. Renesans współczesnej literatury japońskiej na całym świecie, w tym i w Polsce, zawdzięczamy Harukiemu Murakamiemu. To ten wydawany u nas od połowy lat 2000. pisarz, literacka megagwiazda, sprawił, że kolejne pokolenie czytelniczek i czytelników zainteresowało się literaturą z Kraju Kwitnącej Wiśni. Nastolatkowie, którzy rozsmakowali się w prozie Murakamiego, dziś są już dorośli – część, jak niżej podpisana, nadal z sentymentem sięga po kolejne jego powieści.

Z perspektywy czasu z coraz większym rozbawieniem myślę o Murakami Bingo – grafice nawiązującej do tej imprezowo-liczbowej gry, która zamiast cyfr zbiera powtarzane przez pisarza ulubione motywy (kot, spaghetti, studnia) – i coraz wyraźniej dostrzegam to, czego w powieściach autora nie ma: wyrazistych, prawdziwych kobiet.

Trudno nie zauważyć, że stanowią one w prozie Murakamiego niewiele więcej niż wydmuszki, potrzebne, by zaspokajać erotyczne potrzeby głównego bohatera, sprowadzone do kilku zapadających w pamięć cech (piękne ucho, ta pulchniejsza, tamta drobna). Murakami równie często wymieniany był jako potencjalny kandydat zarówno do literackiego Nobla (nadal jest, choć oczytani bukmacherzy zapewne coraz słabiej oceniają jego szanse na wyróżnienie), jak i do Bad Sex in Fiction Award, przyznawanej za najsłabiej napisane (a czasem wręcz szkodliwe) sceny erotyczne w prozie.

W 2017 r. pisarka Mieko Kawakami w serii rozmów z Murakamim poruszyła właśnie ten temat. Zapytała wprost, czy zdaje sobie sprawę, że kobiety w jego historiach są tylko po to, by poprowadzić głównego bohatera tam, gdzie powinien się znaleźć, a potem – jeśli tylko on jest zainteresowany – pójść z nim do łóżka. Pisarz wycofał się z odpowiedzi. Wytłumaczył zdawkowo, że postaci, które tworzy, nie są aż tak głębokie – ważne jest to, co na powierzchni.

Mimo tej otwartej krytyki Mieko Kawakami często podkreśla swoją fascynację prozą Murakamiego. I z wzajemnością: Murakami nazwał Mieko Kawakami swoją ulubioną młodą pisarką. Znamienne, że zarówno w formie, jak i w tak elementarnej kwestii jak portretowanie kobiet ich twórczości nie mogłyby się bardziej różnić. Kawakami jest młodsza co najmniej o pokolenie, ambitna, doceniana przede wszystkim przez kobiety – pisarki i czytelniczki. Kiedy w 2008 r. za nowelę Chichi to ran (Piersi i jajeczka) dostała Nagrodę im. Akutagawy, Shintarō Ishihara, polityk, były gubernator Tokio, a dawniej pisarz i zdobywca tego samego literackiego wyróżnienia z 1956 r., zgromił jej dzieło. Określił je jako „wstrętne”.

Siostrzeństwo i macierzyństwo

Proza Kawakami dotarła do Polski w przekładzie Anny Horikoshi, możemy się więc przekonać, co tak zdegustowało Ishiharę. Powieść Piersi i jajeczka to rozwinięcie wspomnianej nagrodzonej noweli. Pracująca w barach Makiko przyjeżdża do Tokio z Osaki, bo marzy o chirurgicznym powiększeniu piersi. Jej dojrzewająca córka Midoriko w ramach nastoletniego buntu nie odzywa się do matki – w czasie podróży komunikuje się z nią, pisząc półsłówka w notesie. W stolicy zatrzymują się u Natsuko, młodszej siostry Makiko – w pierwszej części tekstu aspirującej pisarki, mediatorki między wygadaną matką i niemą córką. W drugiej części, niemal dekadę później, Natsuko jako spełniona autorka staje przed naglącą decyzją dotyczącą macierzyństwa – zegar biologiczny tyka, a perspektywa zajścia w ciążę (jeśli w ogóle tego by chciała) wydaje się coraz odleglejsza lub nawet w ogóle niemożliwa. Z czułością wspomina kilka dni lata, gdy odwiedziły ją siostra i siostrzenica, ale sama jest już w zupełnie innym miejscu, z własnymi problemami.

Mieko Kawakami zdecydowanie walczy z powielaniem klisz na temat kobiet w Japonii, a jej Piersi i jajeczka to kwintesencja powieści kobiecej i o kobietach.

Czytelniczki zachwyciły się żywym, bezpretensjonalnym językiem – Kawakami sama pochodzi z robotniczej rodziny z Osaki, pierwszą część powieści napisała więc barwnym dialektem osakijskim, nieczęsto kojarzonym z literaturą wysoką – ale przede wszystkim szczerym i nieoceniającym obrazem kobiet na różnych etapach życia, borykających się ze zmianami, które zachodzą w ich ciałach. Makiko nie jest pusta, choć chce, żeby jej starzejące się piersi nabrały krągłości, Midoriko nie jest infantylizowana, choć w pamiętniczku zastanawia się, po co komu w ogóle potrzebna jest miesiączka. Natsuko zaś staje przed niecodziennymi pytaniami o moralność w kontekście planowanego macierzyństwa.

Zainteresowaniem czytelniczek (i miejmy nadzieję, że sięgają po nie również czytelnicy) cieszą się również felietony o macierzyństwie. Swoje doświadczenia z przebiegu ciąży i spotkania z nowym człowiekiem spisywały np. Mieko Kawakami (Kimi wa akachan, Jesteś niemowlakiem), Aoko Matsuda (Jibun de nazukeru, Nadaję imię) i Nao-cola Yamazaki (Haha de wanaku, oya ni naru, Jak zostać rodzicem, nie matką). Każda z tych książek zyskała rozgłos m.in. dlatego, że kwestionowały tradycyjnie przyjęty podział rodzinnych ról, punktowały trudności, z którymi muszą mierzyć się nowe matki w szczęśliwych, ale niesformalizowanych związkach. Krótkie i napisane przystępnym językiem, czasami żartobliwe i słodko-gorzkie, niewątpliwie potrafią dodać otuchy przyszłym matkom, które – być może – nie mają komu zwierzyć się ze swoich obaw.

Na całym świecie pokutuje jeszcze przekonanie, że w pewnym wieku kobiety muszą zdecydować: dziecko czy kariera. W przesyconej konfucjańskimi zasadami Azji, w tym w Japonii, decyzja ta staje się nawet dramatyczniejsza niż gdzie indziej.

Słyszy się jeszcze, że dziewczynki są rzadziej zachęcane do pilniejszej nauki, częściej zaś do doskonalenia umiejętności potrzebnych, by wyjść dobrze za mąż i umiejętnie prowadzić gospodarstwo domowe. Jeśli podejmują pracę, to ich droga zawodowa kończy się na najniższych stanowiskach. Do niedawna ideałem było kotobuki taisha – odejście z pracy zaraz po ślubie. Owocowało to niestety przekonaniem, że młode kobiety zatrudniają się jedynie po to, by w miejscu pracy „złowić” odpowiedniego kandydata. Zakładano, że jako pracownice nie zabawią długo; jak złote rybki upiększą swoją osobą biurowy open space, po czym zaraz znikną.

Jestem kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boję

Wcale nie łatwiej jest jednak przebijać szklany sufit. Nieważne, czy zaczynamy z najniższego szczebla drabiny czy na jej górze. Maha Harada, pisarka i historyczka sztuki, słynąca przede wszystkim z powieści, w których centrum pojawiają się słynne obrazy, w Sōri no Otto (First Gentleman) wyobraziła sobie pierwszą japońską premierkę. Data w powieści celowo nie została sprecyzowana… Nie traćmy więc nadziei.

Relację z pracą do ekstremum pociągnęła w swojej powieści Dziewczyna z konbini Sayaki Murata (tłum. Dariusz Latoś). Mająca na koncie już kilka książek Murata właśnie za Dziewczynę z konbini otrzymała w 2016 r. Nagrodę im. Akutagawy, co umocniło jej pozycję jako jednej z najciekawszych pisarek ostatnich lat. Przekład na angielski Convenience Store Woman z 2018 r. autorstwa Ginny Tapley Takemori przyniósł kolejny przełom w popularności literatury japońskiej na świecie. Przede wszystkim przesunął światło reflektorów z pisarzy na pisarki, a z onirycznej i kontemplacyjnej na literaturę bardziej zadziorną. Pomógł także ugruntować pozycję autorów i autorek nagradzanych tym konkretnym wyróżnieniem. Zdobycie Nagrody im. Akutagawy staje się obecnie paszportem do kariery zagranicą, a przynajmniej do zaistnienia w przekładzie. Zresztą: analiza zdobywców tej nagrody również dostarcza nam ciekawych wniosków. Od 2010 r. na 36 nagrodzonych mieliśmy aż 20 autorek. To więcej niż połowa.

Tytułową Dziewczyną z konbini jest Keiko Furukura, 36-letnia pracownica sklepu całodobowego, jednego z convenience stores, które znaleźć można w Japonii przy co drugiej ulicy. Od najmłodszych lat Keiko nie wpisywała się w społeczne normy i dopiero posada w sklepie nadała jej życiu ramy i sens. Keiko śpi i je wyłącznie po to, żeby następnego dnia być gotowa jak najlepiej wypełniać służbowe obowiązki. Nie wykazuje jednak większych ambicji, żeby awansować – jest całkowicie ukontentowana swoim teraźniejszym życiem. A to wzbudza już niemałe poruszenie.

Od premiery w samej Japonii sprzedało się 1,5 mln egzemplarzy powieści. Czytelnicy gorąco dyskutują nie tylko o samej Keiko (Czy bohaterka jest w spektrum autyzmu, na co mogłyby wskazywać opisane w powieści epizody z jej dzieciństwa? Czy potrzebuje pomocy?), ale też o niebezpiecznej presji społecznej wywieranej na młodych ludzi, by założyć rodzinę lub piąć się po szczeblach kariery. Keiko i jej preferowany styl życia nikomu wszak nie wadzą, a…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Sen o Japonii